Jesień 2021, nr 3

Zamów

„Kościół ma ręce związane przez państwo”. O. Dawidowski o sytuacji na granicy

Wiesław Dawidowski OSA. Fot. Więź

Odmawianie pomocy uchodźcom to odwracanie się od własnej historii i zaprzeczanie chrześcijańskiemu dziedzictwu. Jeżeli ktoś wierzy, że istnieje Bóg na niebie, to przecież patrzy On na nasze czyny – mówi „Tygodnikowi Powszechnemu” o. Wiesław Dawidowski.

O sytuacji na polsko-białoruskiej granicy, gdzie od kilkunastu dni przebywa grupa uchodźców, w najnowszym „Tygodniku Powszechnym” Artur Sporniak rozmawia z o. Wiesławem Dawidowskim, duszpasterzem obcokrajowców anglojęzycznych w Warszawie, konsultorem Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek, byłym prowincjałem polskich augustianów.

Na pytanie, „czy Kościół jako instytucja wystarczająco reaguje na kryzys na granicy polsko-białoruskiej?”, o. Dawidowski odpowiada: „Kościół przede wszystkim stał się zakładnikiem państwa. Wiem od bp. Krzysztofa Zadarki, przewodniczącego Rady KEP ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek, że miejscowa parafia chciała nieść pomoc uchodźcom, koczującym w pasie granicznym między Białorusią a Polską, ale straż graniczna i wojsko nie dopuszczają ani duchownych, ani wolontariuszy. Tu Kościół ma ręce związane przez państwo”.

Zdaniem duchownego „dochodzi do spięcia pomiędzy powinnością moralną a polityczną pragmatyką – pragmatyką która, niestety, doprowadza do poniżania godności konkretnych ludzi. I to jest haniebne”.

„Wciąż mnie zdumiewa, że zapominamy o polskich emigrantach, kiedyś życzliwie przyjmowanych przez inne kraje – choćby o wojennej emigracji, która przeszła szlak od Syberii, poprzez Iran i Irak, Palestynę aż do Włoch i do Anglii, a niektórzy znaleźli pomoc w Indiach. Szczycimy się ich bohaterstwem i ich cierpieniem. A nie chcemy dostrzec, że podobny los spotyka dzisiaj ludzi z tych kręgów cywilizacyjnych, w których owa emigracja uzyskała pomoc. To jest odwracanie się od własnej historii i zaprzeczanie chrześcijańskiemu dziedzictwu. Jeżeli ktoś wierzy, że istnieje Bóg na niebie, to przecież patrzy On na nasze czyny” – mówi konsultor Rady KEP ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek.

Uważa, że „prędzej czy później docierać do Polski zaczną większe grupy uciekinierów czy migrantów. To nie do uniknięcia. Przede wszystkim trzeba wzbudzać u ludzi świadomość, że inny niekoniecznie jest groźny. Jeśli się na niego otworzymy, możliwa będzie integracja. Już teraz pracujmy nad programami inkulturacyjnymi. Bo otwarcie granic bez takich konkretnych projektów rzeczywiście szybko przyniesie problemy”.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

W sprawie napiętej sytuacji na polsko-białoruskiej granicy głos zabrali już m.in. katoliccy biskupiKonsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RPzarząd Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie oraz członkowie Wspólnoty Sumienia.

DJ

Przeczytaj też: O literze prawa i nierozsądnych odruchach serca

Podziel się

2
Wiadomość

Komentarze (10)

Szanowny ojcze, do Polski moga tylko przyleciec, Polska nie graniczy z krajem w ktorym jest wojna, w mysl prawa, to pierwsze panstwo w ktorym panuje pokoj powinno im zapewnic azyl i schronienie. Bialorus powinna to uczynic skoro ich sprowadzila. Prosze wiec nie wprowadzac ludzi w blad.

Przekonany na łamach przekonanej gazety zwraca się do przekonanych, a przekonana Więź to dalej podaje, też większości przekonanym. A chciałbym usłyszeć argumentację, która miałaby przekonać nieprzekonanych, że uchodźcy zwłaszcza z krajów muzułmańskich nie są groźni. Brak takiej argumentacji budzi we mnie podejrzenie, że przekonani do przyjmowaniu uchodźców są wewnętrznie przekonani, że takiego dowodu nie przeprowadzą, i dlatego nie podejmują tego potrzebnego wysiłku.

Pozwole sobie wskazać jedną z możliwych argumentacji. Atrybuty dobra/zła nie są powiązane z narodowością, rasą, wyznamniem itp. W każdej populacji są ludzie dobrzy i źli, groźni i mili, itd. Co więcej, każdy człowiek może się zmnienić w czasie, z dobrego zrobić zły, i odwrotnie. Jeżeli zaczniemy warunkować zgode na przyjazd do Polski od tego czy ktoś jest dobry czy zły, i możliwego prawdopodobieństwa, to należałoby natychmiast zamknąć granice. A idąc dalej, zasadniczo wszystkich obywateli prewencyjnie wsadzić do więzienia, bo niewykluczone że popełni przestępstwo. Na strażników roboty – i będzie wtedy bezpiecznie. Tylko czy aby naprawdę ? I prosze nie zrozumieć że jestem za otwarciem granic. Wszytko sprowadza się do prawdopodobieństwa, dlatego osobiście uważam że palącą potrzebą jest opracowanie polityki migracyjnej i przygotowanie kadr które będą w stanie doprowadzić do sytuacji, w której napływ imigrantów będzie w miarę bezpieczny, acz nie pozbawiony ryzyka. Długa droga przed nami.

Ojciec Dawidowicz twierdzi że „Przede wszystkim trzeba wzbudzać u ludzi świadomość, że inny niekoniecznie jest groźny. Jeśli się na niego otworzymy, możliwa będzie integracja” Mam pytanie o jaką integrację chodzi ? Czy Polacy mają się zintegrować z uchodźcami czy uchodżcy z Polakami? W jakim kraju Europy udało się z arabskich /afrykańskich emigrantów uczynić Europejczyków? Ci ludzie mimo pobytu w Europie w większości nie są zainteresowane stawaniem się Francuzami,Niemcami,Szwedami …itd Chcą tylko korzystać z europejskiego ” dobrobytu ” pozostając kulturowo w kraju który opuścili

Szanowny Panie Jacku, w Niemczech trzecie pokolenie imigrantow staje sie coraz bardziej radykalne, zauwaza sie wzrost poboznosci u mlodych muzulmanow. Zyje wsrod nich, widac to szczegolnie w czasie Ramadanu. W katolicyzmie jest odwrotnie, mlodzi przestaja wierzyc. Europa zniewiesciala.

Młodzi przestają wierzyć? A ci narodowcy, co to noszą różańce z linki taktycznej? To przecież nadzieja kościoła w Polsce 🙂

Kościół nie tyle ma związane przez państwo ręce, ile sam je sobie związał władzę na różne sposoby popierając i od władzy przyjmując korzyści. Owszem, było ostatnio kilka słusznych wypowiedzi, w tym ks.Prymasa, na temat stosunku do przybyszów, ale są one sformułowane na wysokim stopniu ogólności i takim językiem, że czołowi funkcjonariusze PiS mogą je puścić mimo uszu. Ewentualnie powiedzą, ależ my to dokładnie robimy, przecież na granicy stoi ciężarówka z pomocą. Do sumień tych ludzi raczej ks. prymas nie przemówi. Dopiero słowa, które mogłyby wśród elektoratu podważyć obraz polityków PiS jako wzorowych katolików, mogłyby ich skłonić do modyfikacji działania.

O jaką modyfikację ma niby chodzić? Czy polskie władze mają wpuścić wilki do owczarni i narazić obywateli? Jeżeli przybysz ma złe zamiary to chrześcijanin nie ma żadnego obowiązku wobec niego. Co więcej, Listy Apostolskie wyraźnie negują obraz chrześcijaństwa jako bezmyślnego kółka filantropów. Istnieje Ordo Caritatis i nadrzędne są obowiązki wobec bliskich a nie wobec antychrystów.
Zacytuję:
„A jeśli kto nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego.”

„Albo jakaż jest wspólnota Chrystusa z Beliarem lub wierzącego z niewiernym? Co wreszcie łączy świątynię Boga z bożkami? Bo my jesteśmy świątynią Boga żywego – według tego, co mówi Bóg:
Zamieszkam z nimi i będę chodził wśród nich,
i będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem.
Przeto wyjdźcie spośród nich
i odłączcie się od nich, mówi Pan,
i nie tykajcie tego, co nieczyste,
a Ja was przyjmę
i będę wam Ojcem,
a wy będziecie moimi synami i córkami –
mówi Pan wszechmogący. „

Jak chodzi o pieniądze i przywileje, to kościół potrtafi dogadać się z państwem. Jak chodzi o intrygi państwowe, to mu okaże gest lojalności i nazwie „wiązaniem rąk”. Nie godzi się ubolewać że my nie chcemy pomóc, bo my chcemy. Widać kto chce, kto nie chce, a kto ubolewa. Nie wzbudzajcie wrażliwości u ludzi. Wzbudźcie u siebie. Kto chce – niech pomaga w każdy dostępny sposób. Kto nie chce (lub ni wie, albo filozofuj), niech nie przeszkadza pomagać.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.