Jesień 2021, nr 3

Zamów

Współwinni. Pytania do dominikanów po raporcie komisji Terlikowskiego

Zakonnik przed kościołem dominikanów w Poznaniu 26 kwietnia 2020. Tego dnia odbywa się Msza święta w pierwszą niedzielę po otwarciu kościoła w pandemii. Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta

Jak pomóc dziesiątkom ludzi, których Paweł M. wykorzystał, i setkom, których zdeformował psychicznie i duchowo? Czy w Waszych klasztorach odbyły się kiedykolwiek poważne narady na ten temat? Czytałem raport i wiem, że to pytanie retoryczne…

Wstępem do tego tekstu niech będą dwa cytaty.

Najpierw słowa z opinii, jaką wystawił Pawłowi M. w roku 1988 ówczesny rektor Kolegium Filozoficzno‑Teologicznego oo. Dominikanów w Krakowie: „ten bardzo miły chłopiec nie dorósł do profesji solemnej, pozostaje ciągle małym, niedorozwiniętym dzieckiem. Uważam, że będziemy zbierać bolesne owoce, jeśli nie zdobędziemy się na odważne decyzje”.

A teraz surowa ocena z opublikowanego w środę raportu niezależnej komisji pod kierownictwem Tomasza Terlikowskiego: „Wiele osób zostało boleśnie oszukanych: nie tylko przez samego sprawcę, ale także przez Zakon. Sprawę Pawła M. należy traktować nie tyle jako odosobniony i zamknięty przypadek, ale jako historię o aktualnej kondycji Zakonu. (…) Rekomendujemy zatem, aby wszyscy Bracia przyjęli do wiadomości fakt, że boleśnie zawiniła struktura, którą współtworzą – nikt też w obecnej sytuacji nie może uciec od przyjęcia odpowiedzialności za zło, jakie znalazło podatny grunt, aby wyrosnąć i dojrzeć pomiędzy Braćmi”.

Może w najbliższą niedzielę na Mszach w kościołach dominikańskich zamiast głoszenia natchnionych kazań spędzić 10 minut w ciszy?

Zbigniew Nosowski

Udostępnij cytat

Drodzy bracia dominikanie,

Nie zdobyliście się na odważne decyzje wtedy, podjęliście potem wiele decyzji błędnych, a teraz zbieracie tego cierpkie owoce…

Mroczny cień

Napisaliście w środę, m.in. do mnie, list (podpisany właśnie tak, bezosobowo: „Bracia dominikanie” – więc analogicznie Wam odpisuję). Bardzo jest piękny i głęboki. Pełen ducha pokuty i szlachetnych deklaracji.

Piszecie o „bolesnej historii zła i krzywdy”, z którą się konfrontujecie. O „ogromie zła, które popełnił Paweł M.”. O „błędach i zaniedbaniach oraz braku wrażliwości i zrozumienia ze strony wielu poszczególnych braci, władz oraz instytucji Zakonu”. O „cierpieniu, niezrozumieniu oraz osamotnieniu osób pokrzywdzonych”, które „nie zostały wysłuchane, a także nie otrzymały adekwatnej pomocy”, zaś „czasami doświadczały wręcz lekceważenia i przerzucania na nie odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za to, co się stało”.

Zwracacie uwagę na „mroczny cień” rzucony „na całą naszą Prowincję, także na tych braci, którzy przez lata gorliwie, ofiarnie i uczciwie wypełniali powierzone im zadania”. Ów mroczny cień – jak piszecie – „stawia pod znakiem zapytania” Waszą wiarygodność i „podkopuje zaufanie”, jakim Was darzyliśmy jako duszpasterzy. Macie świadomość, że niektórzy z nas „czują się z tego powodu rozczarowani, oszukani i zgorszeni”.

Deklarujecie, że „sami jesteście przerażeni” ujawnionym złem, że „na różne sposoby jesteście [za to zło] odpowiedzialni”, że „szczerze przepraszacie”, że jesteście „gotowi, by zadośćuczynić za popełnione zło”. Czytam też, że chcecie „z determinacją szukać sposobów naprawy szkód i błędów”.

No to może wspólnie poszukamy „z determinacją” owych „sposobów naprawy szkód i błędów”? Raport jest do takich poszukiwań znakomitym punktem wyjścia. Przeczytałem go uważnie i na tej lekturze się opieram, a nie na wrażeniach z konferencji prasowej czy wypowiedziach medialnych.

Z mojej strony więcej będzie pytań niż odpowiedzi, bo ani nie znam sytuacji polskich dominikanów od wewnątrz, ani nie badałem sytuacji tak wnikliwie i głęboko jak ośmioosobowa komisja. Pytań mam zresztą bardzo, bardzo dużo. Na prawie każdej stronie ponad 250-stronicowego raportu notowałem sobie kilka kwestii do wyjaśnienia. Poniżej – tylko niewielka część z nich.

Szczerze czy wizerunkowo?

Opublikowaliście swój list równolegle z raportem niezależnej komisji pod kierownictwem Tomasza Terlikowskiego. Dominikanie znowu w awangardzie… Jako pierwsi w Polsce powołali komisję do zbadania trudnej przeszłości, potwierdzili przedstawione fakty, różnią się z komisją „tylko” w „drobnej” kwestii interpretacji prawnej – zaś generalnie w duchu chrześcijańskiej pokory wszystko przyjmują i są bardzo przejęci.

Trzeba więc najpierw spytać, na ile komisję powołaliście z troski o pokrzywdzonych, a na ile z troski o własny wizerunek. Bardziej tego świadomie chcieliście, czy raczej nie było innego wyjścia? Na ile jest to zagrywka wizerunkowa, a na ile efekt zrozumienia, że właśnie prawdę jesteście winni osobom pokrzywdzonym i Kościołowi w Polsce?

A po powołaniu komisji: Czy ta decyzja prowincjała Pawła Kozackiego spotkała się z Waszą tak powszechną aprobatą, że teraz się tym z dumą chwalicie? Czy czasem nie żałowaliście, że prowincjał komisję powołał i przyznał jej niezależność?

A po rozpoczęciu prac komisji: Czy wszystkie dokumenty ze wszystkich dominikańskich źródeł docierały do komisji sprawnie i szybko? Czy niczego nie ukrywano? Czy wszyscy bracia, którzy mieli coś istotnego do powiedzenia w tej sprawie, stawili się przed komisją? Na ile zeznający dominikanie mówili prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, a na ile chronili siebie lub współbraci, żyjących i nieżyjących? 

I na zakończenie prac komisji: Czy były jakieś próby powstrzymania publikacji raportu komisji przez władze prowincji?

Istota krzywd

Prosząc w liście o modlitwę za siebie, „ośmieliliście się prosić” nas także o „modlitwę za wszystkich pokrzywdzonych”. Bardzo to ładne, pokorne sformułowanie: „ośmielamy się prosić”…

Spytam zatem, o kim myślicie jako osobach pokrzywdzonych? Jak szacujecie ich liczbę? Przed komisją zeznawało kilkanaście osób dotkniętych ze strony Pawła M. przemocą seksualną, fizyczną, psychiczną, duchową i finansową. Waszym zdaniem: to koniec listy pokrzywdzonych czy zaledwie wierzchołek góry lodowej?

Czy zastanawialiście się kiedyś w swoich klasztorach, jaka jest istota krzywd zadanych przez Pawła M.? „To, że on zrobił nam krzywdę fizyczną, czy dobierał się do naszych ciał, to już była wisienka na torcie, to był tylko efekt tego, co nam wszystkim zrobił psychicznie” – czytam w raporcie jedno ze świadectw. Jak głębokie rany i ślady pozostawiły te doświadczenia w psychice i duchowości osób poddanych jego religijnej manipulacji? Jak te krzywdy wpłynęły na ich życie? Co działo się z tymi ludźmi po 2000 r.?

Czy dominikanie czuli się jakoś odpowiedzialni za nich, zwłaszcza za ich duchowość wykoślawioną przez charyzmatycznego duszpasterza działającego w imieniu zakonu? Czy poważni zakonnicy, zwłaszcza w Poznaniu i we Wrocławiu, odbyli w 2000 r. poważne narady (czytałem raport i wiem, że to pytanie retoryczne…) nad tym, jak pomóc dziesiątkom ludzi, których duszpasterz wykorzystał, i setkom, których zdeformował psychicznie i duchowo?

Czy ktoś (czytałem raport i wiem, że to pytanie retoryczne…) próbował tym ludziom rzeczowo opowiedzieć, że to, co im wkładał do głów M. to aberracyjna niekatolicka teologia i wypaczone podejście do życia duchowego? „Dwadzieścia lat czekałam na to, żeby ktoś mi powiedział, że to, co słyszałam od Pawła, nie jest katolickie. Jedynie Marcin Mogielski [dominikanin] mówił, żeby pieprzyć to, co mówił Paweł” – wyznaje jedna z pokrzywdzonych.

Czym dzisiaj są dla Was osoby, które zgłosiły swoje krzywdy seksualne, fizyczne, psychiczne i duchowe? Kłopotem, ciężarem, krzyżem, drogą oczyszczenia? Co jesteście im winni dzisiaj? Media będą się głównie interesowały odszkodowaniami finansowymi, ale czym według Was powinno być dzisiaj zadośćuczynienie? Bo że powinno być – już nam napisaliście.

Nie tylko Maciej Zięba

To są kluczowe pytania. Jak bowiem pokazuje raport komisji, źródłem zła po stronie zakonu była niechęć, a częściowo nieumiejętność rozpoznania krzywd w roku 2000, trwająca niestety aż do dzisiaj: „Nie ma wątpliwości, że u źródeł nieprawidłowości w «sprawie Pawła M.» znalazła się bagatelizacja problemu, wrogie lub lekceważące potraktowanie osób ujawniających pokrzywdzenie”.

Przed 21 laty pod dywan zamiótł sprawę Pawła M. ówczesny prowincjał Maciej Zięba. Nie przeanalizował wnikliwie świadectw osób pokrzywdzonych, w których bez trudu znalazłby potwierdzenie popełnienia poważnych przestępstw kanonicznych. Nie zdobył tym samym wiedzy niezbędnej do właściwej oceny krzywd, ale – jak pisze komisja – „nie miał jej wyłącznie dlatego, że nie zdecydował się na poważną i dogłębną rozmowę z osobami pokrzywdzonymi i zaangażowanymi w sprawę braćmi”.

Na ojcu Macieju Ziębie zaniedbania się nie skończyły. Niektórzy komentatorzy uważają, że komisja tylko jego obarcza odpowiedzialnością. Skądże!

Zbigniew Nosowski

Udostępnij cytat

W raporcie czytamy: „O. Maciej Zięba OP traktował to, co się wydarzyło, nieadekwatnie, jako przestępstwa przeciwko szóstemu przykazaniu i nadużycia charyzmatyczne, a nie jako zgwałcenie, nadużycie władzy duchowej, solicytację i wreszcie proceder tworzenia sekty”, a także naruszenie nietykalności osobistej (zaś w języku prawa karnego: jako przestępstwa zgwałcenia, doprowadzenia do obcowania płciowego z wykorzystaniem stosunku zależności, pobicia, ciężkiego uszczerbku na zdrowiu). Niestety, „wszystkie znajdujące się w pierwotnych dokumentach [z 2000 r.!] informacje wymagające zbadania i pogłębienia zostały w istocie zignorowane”.

Tym samym prowincjał dominikanów obarczył osoby pokrzywdzone poczuciem współodpowiedzialności za zło, które oficjalnie zdejmuje z ich ramion dopiero raport komisji. Najkorzystniejsza interpretacja jest taka, że Zięba mógł uznać (jak dziś widzimy, całkowicie błędnie), iż wszelkie czynności seksualne dokonywane przez Pawła M. z osobami dorosłymi odbywały się za obopólną zgodą. Inne możliwe interpretacje zakładają już świadome ukrywanie przez ówczesnego prowincjała przestępstw zaprzyjaźnionego zakonnika – co wydaje się dużo bardziej prawdopodobne.

Ale na Ziębie zaniedbania się nie skończyły. Niektórzy komentatorzy uważają, że komisja tylko jego obarcza odpowiedzialnością. Skądże! W raporcie czytamy: „brak współczucia wobec osób pokrzywdzonych, a co za tym idzie pobłażliwe traktowanie samego Pawła M., doprowadziło do kolejnych krzywd, co sprawiło, że kolejni przełożeni Pawła M. – i wielu innych Braci – stali się współwinni czynów, jakich on się dopuścił; oni sami też stali się powodem cierpienia kolejnych pokrzywdzonych”. A współwinnym można się stać, jak wiadomo, myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem.

Nikt nie przeczytał uważnie

Z lektury raportu można się dowiedzieć, że do dziś na dominikanach ciąży niewypełniony obowiązek dostrzeżenia w działaniach Pawła M. ciężkiego przestępstwa solicytacji, czyli „nakłaniania osoby w akcie spowiedzi, przy okazji spowiedzi lub pod jej pretekstem do czynów lubieżnych z samym spowiednikiem”.

Według raportu „zarówno w 2001 r., w 2006 r., w 2014 r, czy w 2020 r. – należało koniecznie sprawę [solicytacji] wyjaśnić we wstępnym dochodzeniu i wysłać do Stolicy Apostolskiej. (…) Obowiązek ten nadal istnieje i jest naglący. (…) o. Krzysztof Popławski OP i o. Paweł Kozacki OP mieli obowiązek wszczęcia wstępnego dochodzenia kanonicznego”.

Dochodzenia w tej sprawie nie rozpoczął jednak żaden z prowincjałów przez ponad 20 lat. Zdaniem komisji rozpoczęcie dochodzenia pozwoliłoby zaś bez trudu odkryć także przestępstwo wielokrotnej zdrady tajemnicy spowiedzi przez Pawła M., a tym samym dodatkowo unaocznić przełożonym ciężar win zakonnika. Komisja wskazuje również precyzyjnie podstawy prawne do innych działań prowadzących do ukarania Pawła M., które mogły być podjęte zarówno wiele lat temu, jak i w ostatnim czasie.

Według motu proprio „Come una madre amorevola” przełożony kościelny ponosi moralną i „polityczną” odpowiedzialność, także gdy „obiektywnie w bardzo poważnym stopniu uchybił sumienności, której wymaga od niego jego urząd duszpasterski, nawet jeśli nie było w tym jego poważnej winy moralnej”. Komisja konkluduje, że przede wszystkim doradcy prawni władz dominikańskich okazali się amatorami. Jednak według raportu również obaj ostatni prowincjałowie ponoszą odpowiedzialność administracyjną, „szczególnie za niezidentyfikowanie przestępstwa solicytacji oraz niezastosowanie w każdym momencie nadzoru adekwatnego do ryzyka ze strony Pawła M.”.

Według raportu o. Krzysztof Popławski OP i o. Paweł Kozacki OP mieli obowiązek wszczęcia wstępnego dochodzenia kanonicznego. Nie rozpoczął go jednak żaden z prowincjałów przez ponad 20 lat

Zbigniew Nosowski

Udostępnij cytat

Jak to zrozumieć? Z raportu wynika, że dochodzenia nie rozpoczynano, gdyż przez 21 lat nikt z Was, bracia dominikanie, nie przeczytał uważnie zgromadzonych w 2000 r. pisemnych świadectw i nie opisał w języku prawnokanonicznym krzywd, jakie wyrządził Paweł M. swoim podopiecznym z duszpasterstwa we Wrocławiu.

Świadectwa te zgromadził wtedy neoprezbiter Marcin Mogielski, nazwany w raporcie „głównym orędownikiem pokrzywdzonych”. Inni ważni dominikanie do tych dokumentów albo nie chcieli zajrzeć, albo nie pomyśleli, żeby je na nowo przeanalizować, albo bali się ich treści, albo się w te świadectwa nie wczytywali (bo po latach wyblakł atrament, więc wymagało to czasu i wysiłku).

Dlaczego sprawa przyschła?

Rzecz jasna, świadectwa z roku 2000 nie były dostępne dla każdego. Czy jednak „zwykli” dominikanie naprawdę nic nie mogli zrobić? Czy zupełnie nic nie słyszeliście? Nie żartowaliście z M. jako „wariatuńcia” i jego grzybków tybetańskich? Czy nie krążyły wśród Was anegdotyczne opowieści i chamskie plotki, typu „Nie wiem, o co chodzi z M., ale ponoć on ch…m wyganiał demony”?

Dlaczego, jak wynika z raportu, tylko kilku z Was reagowało, zgłaszało przełożonym swoją wiedzę o problematycznych zachowaniach współbrata? Mieliście prawo nie wiedzieć o tym, co się działo za zamkniętymi drzwiami duszpasterstwa albo o – opisanych w raporcie – autodeifikacji czy automesjanizmie Pawła M., ale czy nikt nie widział tych mebli palonych na klasztornym dziedzińcu, że aż straż pożarna przyjechała?

Dlaczego realnego nadzoru nad „ukaranym” zakonnikiem nie sprawował współbrat do tego wyznaczony przez Macieja Ziębę? Dlaczego nie czynili tego kolejni przeorzy klasztorów, w których mieszkał „ukarany” Paweł M. – z wyjątkiem jednego, który paradoksalnie jest obecnie nie tylko byłym przeorem, ale i byłym zakonnikiem?

Prowadziliście swego czasu wiele Ośrodków Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych. Jak czytamy w raporcie, twórca pierwszego z takich ośrodków w Krakowie przestrzegał prowincjała Jana Śliwę przed działalnością Pawła M. Wkrótce jednak w wyborach na prowincjała zwyciężyła dotychczasowa „opozycja” i po wyborze Macieja Zięby sprawa przyschła, zaś krakowski zakonnik z hukiem opuścił zgromadzenie. Dlaczego inni dominikańscy „specjaliści od sekt” nie potrafili dostrzec sekty we własnych szeregach?

Dlaczego ci nieliczni z Was, którzy umieli zauważyć problemy w duszpasterstwie Pawła M. – chociażby przed 25 laty obecny prowincjał Paweł Kozacki – później sobie odpuścili i już nie byli tak dociekliwi? Dlaczego panowała wśród Was „kultura braku odwagi nazywania rzeczy po imieniu”? Milczeliście z lęku przed prawdą czy dla (nie)świętego spokoju?

A może z lęku przed despotycznym, jak się teraz okazuje, prowincjałem? Że spotka Was w rozmowie z nim to, co Marcina Mogielskiego: „To była straszna rozmowa, ja płakałem jak dziecko, bo odbijałem się jak od ściany od o. Zięby. On przyjmował, że to było, jak mówiłem mu o tym cierpieniu, przyjmował fakty, ale cały czas bronił Pawła M. Odczułem, że mam się odczepić, nie wtrącać. Poczułem się jako ten zły. Zięba darł się, wrzeszczał. Spotkałem się z agresją” – czytam w raporcie gorzkie wspomnienie.

„Pozbawiony kompetencji relacyjnych”

Wiem, że nie byliście w tym zagubieniu sami. Raport wspomina o bagatelizujących zaburzenia Pawła M. opiniach psychologicznych i psychiatrycznych. Te uspokajające ekspertyzy mogły być dla urzędujących prowincjałów uzasadnieniem do stopniowego zdejmowania nakładanych wcześniej ograniczeń.

To ważna informacja, bo pozwala uchwycić zarówno demoniczny geniusz osobowości Pawła M., który prawdopodobnie potrafił manipulować nawet podczas spotkań terapeutycznych, jak i poziom nieodpowiedzialności za słowo poważanych ekspertów. Oni powinni się z tego rozliczyć podobnie jak Wy. Oni też są współodpowiedzialni za recydywę, do której doszło wobec zakonnicy, opisywanej jako siostra Małgorzata.

Ale jednak to Wasze odpowiedzi – i personalne, i strukturalne, i teologiczne, i pastoralne – są tu najważniejsze. Wiecie dobrze, bracia dominikanie, że teraz pojawić się mogą inne, podobne sprawy – oby nie tak koszmarne w skutkach jak działalność Pawła M. Czy jesteście przekonani, że potraficie odpowiednio traktować osoby zgłaszające swoją krzywdę? Jeszcze niedawno delegatem prowincjała dominikanów ds. ochrony dzieci i młodzieży był zakonnik, którego sposób postępowania wobec jednej z kobiet komisja Terlikowskiego uznała za „odbiegający od standardów i pozbawiony kompetencji relacyjnych”, zaś treść korespondencji kierowanej przez niego do pokrzywdzonych oceniła jako „pozbawioną dostatecznej empatii”.

Komisja nie odsłania personaliów tego zakonnika, ale śledząc Wasze życie, wydaje mi się, że jest nim obecny prawnik prowincji. To on przedstawił własne komentarze do prawnego aspektu działań komisji, które komisja wiernie zaprezentowała w aneksie, poddając je miażdżącej krytyce. To on, zeznając przed komisją, powiedział m.in.: „Określenia «zmuszał mnie do współżycia» nie traktowałem jako synonimu zgwałcenia. Raczej jako manipulację”. Jak żyć, bracia dominikanie, jak żyć?

Bez magii liczb

W jaki sposób odpowiecie na bardzo obszerne i wnikliwe rekomendacje przedstawiane w raporcie komisji? Niekiedy są to bardzo konkretne propozycje dla Was. Wiem, że dominikańska demokracja wymaga trochę czasu, aby to wszystko zbiorowo przepracować. Nie każcie nam jednak czekać długo na Wasze odpowiedzi. Jesteście nam je winni.

Komisja stwierdza wyraźnie, że jej raport pokazuje, „w jak poważnym kryzysie autorytetu moralnego oraz takiejże legitymacji do pełnienia swej posługi znalazła się polska wspólnota dominikańska”. Jest dla niej w oczach komisji „moment krytyczny (…), który może zadecydować zasadniczo o jej przyszłej kondycji. (…) oczekujemy od dominikanów poważnego i uczciwego, odpowiedzialnego i oderwanego od myślenia pragmatycznego, realnie wypływającego z istoty charyzmatu dominikańskiego, ustosunkowania się do tego zagadnienia”.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Czy wreszcie będziecie potrafili – jak radzi Wam komisja – zrezygnować z „magii liczb” i „mierzenia sukcesu duszpasterskiego Braci w kategoriach ekonomicznych i finansowych”? Zastanowicie się nad tym, co zrobić z demokracją dominikańską, skoro potrafiła ona doprowadzać do wybierania przełożonych z problemem alkoholowym? Czy ma rację jeden z Was, który powiedział przed komisją: „Jeżeli chodzi o wybór słabych przeorów – powody ludzkie: wybierzmy słabego, nie będzie się nas czepiał i da nam żyć”?

Czy macie już odpowiedź na pytanie, z którym – jak wyszło teraz na jaw – żyjecie od kilkunastu lat: Co zrobić, gdy prowincjał stawia się ponad prawem zakonnym? Konkretnym tego przykładem, prowadzącym do głębokich patologii, jest fakt, że Maciej Zięba był spowiednikiem Pawła M., świadomie łamiąc dominikańską żelazną zasadę odmawiania podwładnym spowiedzi nawet, gdy o to proszą. I tak sobie razem stali: jeden ponad prawem, drugi ponad moralnością…

Nie wiem, od czego powinniście zacząć Waszą wielką pokutę. Może od tego, żeby w najbliższą niedzielę na Mszach w kościołach dominikańskich zamiast głoszenia natchnionych kazań spędzić 10 minut w ciszy?

Zranieni w Kościele. Program wsparcia kryzysowego

Podziel się

54
12
Wiadomość

Komentarze (116)

Prawnik prowincji wybitnie się nie popisał. Nie wiem w jakim kraju i porządku prawnym on żyje, ale w Polsce pojęcie gwałtu określa art. 197. § 1. Kodeksu karnego: „Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego”. Rozumiem, że w wąskim rozumowaniu tego prawnika manipulacja nie mieści się w podstępie, zatem nie było to finalnie zgwałcenie.

~ Jaca: Czytalem te okragle tlumaczenia prawnika prowincji zawarte na koncu raportu p. Terlikowskiego. To straszne, bo ten czlowiek wogole nie ma swiadomosci, ile wyrzadzil krzywd poszkodowanym swoim „prawniczym” gadaniem i zamiataniem sprawy pod dywan. Najgorszym jest fakt, ze byl on rownoczesnie delegatem ds. ochrony mlodziezy…

Niestety, nie da się ukarać też tych, którzy o tym wszystkim wiedzieli a jednak przestępstwa nie zgłosili, lecz czekali 20 lat, żeby karalność czynu się przedawniła. Zgodnie z ar.t 304 Kodeksu postępowania karnego: Każdy, dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu (o ile dobrze wiem, to gwałt do takich należy), ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym prokuratora lub Policję.
Obowiązek społeczny, a więc można go określić słowem moralny, mieli dominikanie w głębokim poważaniu.

25 lat zaniedbań. Prowincjałowie znający o.PM praktycznie od początków jego działalności. Stwierdzenia w mediach, w tym jednego z księży profesorów na UKSW, że „cały Kościół polski wiedział, co się działo u dominikanów” (skoro wszyscy wiedzieli, to ci sami wszyscy nic nie zrobili), a cały ten raport to szukanie winnych: zmarłego bez najmniejszej możliwości przedstawienia swojego stanowiska ani też nawet powiedzenia słowa „przepraszam” oraz prawnika prowincji, (który prawdopodobnie te 20 lat temu ledwie zaczynał swoje życie zakonne), a z aktami sprawy zgodnie z informacjami z raportu miał możliwość zapoznania się dopiero w 2019/2020 r. Dlaczego zatem prowincjał pytał go o jakiekolwiek zdanie, skoro nie udostępnił mu informacji? Ustny przekaz może być stronniczy lub wskazujący na rozwiązanie. Poza tym do dokumentacji często się wraca, ma się możliwość kilkukrotnego powrócenia do szczegółów, żeby móc zweryfikować poprawność myślenia. Brak empatii i kompetencji relacyjnych? Czytaliśmy, jak bardzo rozwiniętą empatię i kompetencje relacyjne ma obecny prowincjał, odpowiadając na tekst Pani Guzik do „Więzi”. Mam wrażenie, że panowie prowincjałowie wybrali wraz z przewodniczącym komisji opcję wybielania siebie grillując tych ludzi, a media im w tym wtórują. Słabe. Do tej pory miałam nadzieję, że mimo wszystko o. prowincjałom nie zabraknie zwykłej ludzkiej przyzwoitości, a tu chodzi najprawdopodobniej o ratowanie własnej skóry. Bardzo słabe.

Niestety Zieba juz bronic sie nie moze, natomiast znamiennym jest fakt, ze wzieto sie za ten temat dopiero po jego smierci. Nie zeby mial wplywy – po prostu jest tu pewna kalkulacja ze strony zakonu. Jezeli beda „sprzatac” podobne sprawy czekajac na smierc kolejnych prowincjalow to ja im sukcesu nie wroze.

Gwałt był wcześniej ścigany na wniosek, a nie z urzędu. Tak dla ścisłości. To zostało zmienione w 2014 r. Nie zmienia to faktu, że elementarne poczucie przyzwoitości nakazywałoby zająć się tymi sprawami bez nakazu prawnego.

Na red. Nosowskiego jednak można liczyć! To są pytania definiujące problemy, nie tylko dominikanów, ale w ogóle wspólnot zamkniętych, żeńskich i męskich. W tej chwili jest to przede wszystkim świat zamknięty na prawdę, głęboko ukryty, często arogancki i brutalny – bezwzględny. Za to chętnie korzystający z nowości kreowania wizerunku, które przekładają się na ekonomię [najlepiej zarabia się na emocjach, więc należy je wywołać, odwołać się do miłości, uczuć, pójścia za nimi bez namysłu, a oni już poprowadzą gdzie trzeba ].Trzeba jakoś żyć, tj. wirtualnie żyć. I zarabiać, więc się sprzedaje…, to co kupują.

Czytałem raport przez dwa dni… Rozumiem winę o. Zięby jednak różnica jest ta, że on popełnił pewne błędy ale dalej też byli przełożeni. W dodatku oni strasznie się tłumaczą i kręcą „A bo to Maciej” „Ja tego nie wiedziałem w sumie” itp. Osobiście odniosłem wrażenie, że o. Zięba był pod wpływem i częściowo ofiarą Pawła M chociaż to nie tłumaczy błędnych decyzji, to jednak byli inni. I coś jest nie tak, skoro ojciec gwałci na ołtarzu w kaplicy kobietę, a nikt tego nie słyszy. Coś jest nie tak, że ojciec goni kobietę po ulicach Wrocławia i tłucze, a nikt tego nie widzi. Potem pretensje do prowincjała, który jest w innym mieście i który otrzymuje pewnie sprzeczne informacje. No i rozumiem, że skoro prowincjał odrzuca to już się tematem nie interesuje? Nie piszę do generała zakonu? Nie pisze do episkopatu, kurii, innych zwierzchników Kościoła? Bo z jednej prowincjał słyszy, że wspólnota rośnie w siłe i jest gorliwa – z drugiej ekscesy, a nierzadko przecież skarżą się zazdrośnicy. NIe zawsze jedna osoba dobrze temat rozezna.

Tłumaczenia „no bo Maciej już go skazał to trudno tak dwa razy” jest śmieszne. Przecież możemy zbadać jeszcze raz sprawę. Przyglądamy się jeszcze raz, pytamy, oceniamy że coś zostało zaniedbane i ruszamy dalej. Tutaj zostało to ukrócone bo „temat załatwiony.”.

Do Dominikanów generalnie jako wierny mam prośbę – weźcie skończcie już te swoje dyskursy, te swoje gadania, slangi, „dwunastki”, „siedemnastki”, duszpasterstwa, z których nie widzę w miastach owoców… Robienie z siebie fajnych, inteligentnych, medialnych, internetowych. Każdy musi mieć swój kanał na youtube, a nie umiecie się wewnątrz dogadać w prostej sprawie jak wierni napieprzają się po twarzy i wyrzucają tak demony.

Do p. Adama:

‚…skończcie już te swoje dyskursy, te swoje gadania, slangi, „dwunastki”, „siedemnastki”, duszpasterstwa, z których nie widzę w miastach owoców…’ Jakby mi Pan to wyjął z ust. Problem polega nie tylko na molestowaniu, jest on szerszy i obejmuje całe dzisiejsze niedojrzałe duszpasterstwo dominikanów względem młodzieży akademickiej. Kiedyś było inaczej, człowiek na studiach ocierał się o DA (czasami w zwykłych kościołach akademickich) i potem szedł w świat niosąc jakieś wartości. A dziś? szkoda mówić… Byle by ta fajna młodość trwała jak najdłużej. DA, POST DA itd. i owoców nie widać.

Proponuję dominikanom więcej mszy mieszanych, tj. również dla ludzi w średnimi wieku i starszych (właściwie w kościołach dominikańskich ich raczej nie ma). Wtedy będzie widać czym naprawdę jest chrześcijaństwo. Kult młodości, przesadnego intelektualizmu nie prowadzi do Chrystusa.

To już Pani/Pan przesadza: całkiem niedawno, jak jeszcze bywaliśmy u dominikanów na Służewiu w Wa-wie, głównie na późnych i wieczornych mszach „dla studentów”, zwróciło moją uwagę, że studentów i uczniów bywało mniej niż osób w innym wieku. Na innych: wieczornych sobotnich czy w tygodniu ( to już tylko niekiedy) też towarzystwo było w różnym wieku, z przewagą osób starszych niż studenci. Msza św. świateczne: studenci i uczniowie prawie nieobecni. Rekolekcje wszelkiego rodzaju: tych jest tuzinami przez całe dnie w sezonie. Ostatnio weszłam też na Freta w Wa-wie (pozwiedzać) tuż przed wieczorną mszą niedzielną: byli ludzie w wieku dalece ponadstudenckim.

Wierzy Pan w to, że Pańskie pytania mają większą wartość niż pytania retoryczne? Że jest szansa że nie przeminą z wiatrem?

Na razie w kwestii raportu ze strony zakonu i całego polskiego Kościoła słyszymy piękne deklamacje. Nikt na razie nie próbował przejść do konkretów, do powiedzenia, że na podstawie zaleceń raportu trzeba stworzyć jakiś harmonogram, mapę drogową zmian.

Odszkodowania dla ofiar to jedno, zmiany personalne drugie, ale konieczność zmian prawnych i strukturalnych jest o wiele większa. Czy jednak zakon i cały Kościół w Polsce jest na to gotów?
Będzie to można podsumować za kilka miesięcy czy za rok. Ale jakoś nie jestem optymistą.

Moim zdaniem tej pracy na podstawie zaleceń raportu to jest na kilka ładnych lat conajmniej i to przy dość głębokim zaangażowaniu wielu zasobów ludzkich. Musiałby zakon znacznie ograniczyć inne aktywność aby przygotować plan i go zrealizować. Do realizacji planu potrzeba też „zasobów” przekonanych co do zasadniczego celu projektu/reformy. Nie jest pewne czy wszyscy zechcą dać swoje ręce na pokład porzucając lub znacznie ograniczając inna, swoją działalność „na zewnątrz” zakonu…
Inna opcja jaka mi się nasuwa to wariant „zerowy” czyli rozwiązanie struktur zakonu – opcja gorsza od pierwszej ale jeżeli wola zmiany się nie pojawi to niestety innej drogi nie widzę – no chyba że ucieczka w działania powierzchowne i pozorowane przy jednoczesnej dalszej alienacji i ukrywanie spraw podobnych.

Sprawa straszna, win i ciężkich zaniedbań wiele, długa i trudna droga przed zakonem, ale czy na pewno mamy podejrzewać samą złą wolę w obecnym działaniu zakonu ? gdyby nie powołali komisji – ukrywają się i zaprzeczają, gdy powołali komisję – działają tylko wizerunkowo i interesownie… Na pewno zakon nie wyzbędzie się swoich złych zachowań od razu, ale czy uczciwe jest domniemanie tylko tych niegodziwych motywacji obecnych działań ?

Analizując na chłodno (dystansując się do własnych niechęci lub chęci do zakonu, braci, Kilka, itp) moment powstania raportu, skład komisji (raczej przychylny, bez członków krytycznych wierze i Kościołowi) osobiście uznaję, że do powołania komisji nie doprowadziły jedynie aspekty dojścia do prawdy i oddania sprawiedliwości ofiarom. Myślę że pojawiła się też potrzeba ratowania wizerunku (nic złego moim zdaniem) oraz innych dzieł dominikańskich.
Ja osobiście z treści raportu wnioskuję, że patologizacji uległa cała wspólnota zakonna (mimo że pewnie w jej szeregach jest conajmniej jeden sprawiedliwy) mimo że raport skupia się na sprawie jednego brata.

Jeżeli by teraz przebadać (zaudytowac) całą wspólnotę pod kątem spraw innych, np. Finanse, prawo, zarządzanie majątkiem) to mogłoby zabraknąć ekspertów do komisji…

Nawet, jezeli to zagranie w jakiejs mierze PRowe to jednak dobrze, ze taki raport powstal. Wierze w dobre intencje komisji. Byc moze sklad jej powinien byc bardziej mieszany, ale bazujac na moich obserwacjach trzeba sie troche zanurzyc i zrozumiec wspolnote kosciola, aby miec w miare sprawiedliwy osad sytuacji. Dam prosty przyklad: spora grupa komentujacych na roznych forach (podejrzewam tych, ktore nie zanurzyly chociaz palca) nie jest w stanie zrozumiec jak ofiary mogly zostac zmanipulowane przez jednego czlowieka. Ktos kto rozmawia z osobami gleboko wierzacymi, majacy chocby minimalne wyobrazenie o wspolnotach, ruchach akademickich, wplywie lidera/grupy, istocie spowiedzi oraz komunii sw nie zadaje takich pytan. Podsumowujac: dobrze, ze osoby wierzace podjely sie tego zadania.

Panie Redaktorze, brakuje mi dotknięcia kwestii współpracy Promotora z doktorantem. Temat doktoratu nawiązywał do działań i idei francuskich dominikanów, którzy dopuścili sie zła (wyszło na jaw póxniej, fakt), to jedno. Drugie to procedura pisania tego doktoratu przez M. To jednak był czas, kiedy jego czyny były w zakonie znane. Opieka naukowa a następnie promotorstwo jego doktoratu przez osbę tego formatu co o. Jacek Salij niewątpliwoe umacniało pozycję doktoranta. Nie mówiąc już o jego samopoczuciu. Czekam na jakąś wypowiedź ojca Jacka Salija, bo to dla mnie osoba bardzo ważna. Jak On ocenia swoje zaangażowanie w – można to tek określic – pomoc M. (opieka naukowa sprowadza sie do pomagania; no i te rozmowy z racji tematu dysertacji musiały dotyczyć zachowań jakie M wprowadzał w czyn i o jakie był oskarżany). Czy o J. Salij próbował oddziaływac na postawę M? Czy uważał, że to w porządku go promować? Nie oskarżam o. Salija o nic, pytam, bo sprawa wydaje mi się ważna. To trochę tak jak z moją propozycją pytania ks. Bonieckiego jako generała marianów o sprawę tego, co Licheń budował. Tu nie ma podtekstów, jest potrzeba wyjaśnien najpełniejszych. Dla pełnej wiedzy, całej prawdy.

Pozwolę sobie pociągnąć temat doktoratu nieco dalej i zadać parę (oby nie retorycznych) pytań.
Jak można zignorować opinię recenzenta? Rozumiem polemikę z nią, ale całkowite jej odrzucenie? Na jakiej podstawie?
Czy to zgodne (i powszechne) zachowanie na studiach doktoranckich UKSW?

Mnie także interesuje ten temat, ponieważ cenię o. Salija, a nie jest tajemnicą, że to właśnie on był promotorem (jakiś czas temu ten doktorat był dostępny w sieci, nie wiem jak teraz). W raporcie kwestia doktoratu została poruszona, czy Pan się z nią zapoznał? Jednak zgodzę się co do tego, że jakieś wyjaśnienie byłoby potrzebne. Bo prawda jest ważna, potrzebna i lepsza od wielu znaków zapytania. Ufam, że tutaj sprawa nie jest beznadziejna. Ale to dobrze byłoby przedstawić w jasnym świetle. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz pełen szacunku.

~ marek: Dziekuje za Panski komentarz. Chcialem napisac to samo. Czekam na wypowiedz o. Salija. Ciekaw jestem, czy bedzie mial odwage cos napisac – jak dotad byl mocny w slowie….

Jak przebiega proces doktoratów, habilitacji nauk teologicznych na uczelniach kościelnych, to jest pytanie, które obejmuje nie tylko przypadek Pawła M. Ale wydaje się, że środowisko kościelne. Pytanie o dobór recenzentów uprawnione.

do a: ja bym to rozszerzyła – pytanie, jak przebiegają procesy doktoratów i habilitacji na uczelniach kościelnych, niezależnie od dziedziny nauki; wnioskując po poziomie niektórych członków rządu, poziom wymagań jest żaden, grunt, żeby mieć księdza w rodzinie. Na zwykłej uczelni nie daliby sobie rady, na kościelnej – brylują.

Nie sądzę, żeby poziom uczelni „kościelnych” odbiegał w tym względzie od poziomu uczelni „państwowych”. Może mniej cytuje się tam Jana Pawła, ale patologie bywają podobne.

A Panu, Panie Nosowski, na czym TAK NAPRAWDĘ zależy?
Na oddaniu sprawiedliwości, na zadośćuczynieniu przez dominikanów Pokrzywdzonym czy raczej na żerowaniu na mrocznej stronie Zakonu (która jest właśnie rozliczana)?
Sprawiedliwość przecież już się dzieje. Powołana niezależna Komisja przedstawiła raport; dominikanie zapowiedzieli kolejne kroki (poszerzona Rada Prowincji, mediacje etc.).
Pan udostępnił Raport jeszcze zanim zrobiła to Komisja- „byle tylko przed innymi. Za wszelką cenę”
To tylko potwierdza moje przekonanie, że dobro Pokrzywdzonych to wcale nie jest dla Pana priorytet w całej tej strasznej sprawie.

Słabe to. Bardzo słabe.
Pozdrawiam.

@ Anna
Przyznała Pani, że istnieje mroczna strona zakonu, więc chcę o niej wiedzieć, aby móc się obronić przed podobnymi o. Pawłowi drapieżnikami duchowymi, niezależnie czy jest to mężczyzna, czy kobieta, zakonnik, czy zakonnica. Do zadań mediów katolickich należy upowszechnianie prawdy również o tzw. fałszywych przewodnikach duchowych, emocjonalnych „wężach” miłości, bo niestety taki jest także świat osób konsekrowanych. Znamy go. Gdyby nie wysiłki red. Nosowskiego, publikacje ” Więzi” , nie mielibyśmy nawet świadomości wielu dopuszczanych i popełnianych przestępstw[ inne media katolickie nie zajmują się tym, milczą, uprawiają propagandę świata, którego już nie ma, albo nie chce się do niego należeć] rosłyby liczby kolejnych ofiar. To jest żerowanie? Nie , to jest ochrona, niestety, przed drapieżnikami duchowymi. Myśli Pani, że na tym można zarobić? A nie zastanawiała się Pani, ile to kosztuje, emocji, zagrożenia, życia. Ze swojej strony jestem wdzięczny za tę pracę. I między innymi dlatego sięgam po ” Więź”.

W jakiż to sposób sprawiedliwość się dzieje? Kozacki nawet nie ustąpił z funkcji prowincjała, pomimo, że za jego kadencji doszło do recydywy. Prowincja nie zrezygnowała z przedawnienia, a według opinii prawników ma wciąż taką możliwość. No ale wtedy musiałaby się mierzyć z wieloma zapewne długimi procesami, które musiałyby zakończyć się wysokimi odszkodowaniami pieniężnymi dla ofiar.
To jest dobry powód, żeby sądzić, że zakon dominikanów (tak jak cały kościół katolicki) kocha najpierw pieniądze, a potem boga, czy jakieś tam wartości typu sprawiedliwość, uczciwość. No bo skoro tak bardzo zależy im na oczyszczeniu i naprawieniu krzywd, to dlaczego nie oddadzą sprawy w ręce państwowych instytucji?

I nikt nie udostępnił raportu przed komisją, a jedynie streszczenie. Na pół godziny przed oficjalną publikacją pełnej treści. Faktycznie za wszelką cenę.

Mam wrażenie, że kościół katolicki przyzwyczaił nas do skandalicznych zachowań w kwestiach ochrony swoich funkcjonariuszy – przestępców. Obniżyliśmy nasze oczekiwania, ale to że dominikanie robią coś co powinno być absolutną podstawą, to nie znaczy, że nie przysługuje nam prawo do ich krytyki.

Słabe to jest, że po 20 latach człowiek, który powinien dawno temu być odizolowany od społeczeństwa jak gdyby nigdy nic znowu niszczy życie niewinnej kobiecie.

Przeciez Kozacki chcial zrezygnowac, jezeli mnie pamiec nie myli, ale to jest tez najprostsze rozwiazanie – od tego sie jest prowincjalem, zeby mierzyc sie tez z kryzysem. Inna sprawa, ze ma zadne doswiadczenie z mediami co niestety widac i slychac. Jezeli chodzi o odszkodowania to lek przed ich wyplata jest moim zdaniem naturalny i dominikanie nie sa tu zadnym wyjatkiem. Problem w tym, ze nawet gdyby zakon dostal sumarycznie zasadzone odszkodowania na poziomie zalozmy kilku mln zl to sa to tylko pieniadze – dominikanie sa w stanie to odpracowac, splacic kredyt, sprzedac nieruchomosc lub po prostu zyc oszczedniej itd. Skoro Szustak jest w stanie zorganizowac gigantyczny event w Spodku (podejrzewam, ze w duzej mierze z darowizn oraz sprzedanych biletoe) to jestem gleboko przekonany, ze przetrwaja a zakon bedzie mial z czego zyc. Szczegolnie, ze komisja podkreslala, ze ocena seksualnego drapiezcy nie jest obrazem calego zakonu i kazdy inteligentny czlowiek (nawet niewierzacy to wie). Nie wiem czym sie to skonczy dla zakonu i o co bedzie efektem ich dyskusji, ale to czas, zeby do glosu doszly w koncu osoby przez lata uciszane, ktore o calej sprawie informowaly z prawidlowym kregoslupem moralnym oraz trzezwa ocena rzeczywistosci.

Być może nie mam wystarczającego wglądu w siebie, ale wydaje mi się, że piszę czytelnie właśnie o tym, na czym naprawdę mi zależy. W przeciwieństwie do Pani wielu dominikanów – łącznie z prowincjałem Kozackim – dziękowało mi za publiczne postawienie tych pytań, dodając że się im przydadzą i pomogą.
PS. W jaki to jakoby sposób „udostępniłem raport, zanim zrobiła to Komisja”? Nie rozumiem. Mój komentarz napisałem po uważnej lekturze opublikowanego dwa dni wcześniej raportu.

Mam liczny rodzeństwo. Kocham każdego z nich. Nigdy nie postawiłabym im takich pytań publicznie. Upominać w cztery oczy, jak jest co upominać. Nie wiem, czy tu duch wieje? Moje serce napełniony smutkiem. Wyścigi grześników, kto z nas naj mniej greszy? Pozostanie milcząca modlitwa.

„Zakonne rodzeństwo” jest jednocześnie instytucją w instytucji Kk, działa publicznie, oddziałuje na inne osoby (głównie swoich braci i siostry w wierze…), powołując się na Autorytet Najwyższy. I jako takie podlega prawu, nie tylko kościelnemu. Abstrahując tu od wymiaru duchowego (grzech) – kto działa publicznie, publicznie winien się rozliczać z tego, co i jak robi. Jeśli sam się do tego nie kwapi, bierze to na siebie ktoś inny i potem – również publicznie – co najmniej napomina.
Tymczasem rozliczenia nawet wśród zakonnego rodzeństwa nie było. Ba, nie było informacji, wiedzy dostępnej każdemu z braci.
Wystarczy napomnieć w cztery oczy? Osobę, która dokonuje gwałtu na siostrze w wierze, mąci w głowach rodzeństwu w wierze i wymusza finansowe daniny, oszukuje współbraci zakonnych (wcześniej już przez nich napomniana!), a wszystko w warunkach recydywy?
A ileż tych tête-à-tête musiałoby się odbyć, żeby napomnieć każdego zaniedbującego swoje powinności, nierzetelnie sprawującego nadzór, dopuszczającego de facto do wyrządzania krzywd? Chyba niczym innym rodzeństwo nie byłoby już w stanie się zajmować.
I jeszcze: jaki byłby efekt takich czworoocznych napomnień? Co dałyby wspólnocie, skoro tylko tak sobie, po dwoje, jej członkowie by gawędzili? Czy zadośćuczyniłyby skrzywdzonym?
Mam wrażenie, że duch właśnie powiał. I w tym powiewie słychać: nawróćcie się. Modlitwa oczywiście jest potrzebna.

Panie Redaktorze,
Proszę nie zestawiać mojej wypowiedzi jako „w przeciwieństwie do dominikanów”, ponieważ nie ma tu żadnego „w przeciwieństwie do”.

Ja nie neguję postawionych przez Pana pytań (a trudno mi za nie dziękować- nie jestem wszak ich adresatką). Zastanawiają mnie jedynie Pańskie intencje: a to dlatego, że Pana powyższy tekst jest zabójczo ofensywny i ironiczny w stosunku do Zakonu- jak zresztą lwia część artykułów nt. sprawy Pawła M, publikowanych w ostatnim czasie na łamach Więzi.
Oddanie sprawiedliwości ofiarom, odsłanianie Prawdy- to jedno i za to- chapeau bas.
Publiczne doszukiwanie się wciąż niegodziwych intencji u „współwinnych” (którzy przyznają się do błędów i wstępują na drogę oczyszczenia)- to zupełnie coś innego.

Podczas konferencji prasowej 15 września przedstawiciele Komisji powiedzieli, że raport został przygotowany „dla” (pokrzywdzonych, dominikanów, Kościoła), a nie przeciw komukolwiek.
Czy teksty Więzi powstają w podobnym duchu…?

PS „Udostępnienie raportu”- już precyzuję:
Artykuł Więzi „Brak reakcji dominikanów nie daje się usprawiedliwić. Raport komisji do zbadania sprawy Pawła M. [streszczenie]” ukazał się jeszcze przed konferencją prasową z 15 września, na której p. Terlikowski zaprezentował raport.
Wydało mi się to mocno niestosowne.

Trudno mi, rzecz jasna, dyskutować z Panią na temat moich intencji, zwłaszcza jeśli nie neguje Pani postawionych przeze mnie pytań.
Jasna jest natomiast kwestia publikacji streszczenia. Zostało ono przesłane redakcjom przez KAI o godz. 11.59 (godzinę przed rozpoczęciem konferencji prasowej, bez embargo), a pół godziny później zostało opublikowane w portalu Więź.pl.

Ja również mam wrażenia podobne do Pani Anny: przepraszam, nie chcę Pana dotknąć, ale zadaję sobie pytanie o pobudki stawiania pytań tak właśnie sformułowanych i w takiej narracji (modne słowo ostatnio), jak np. w pytaniu: „Jak pomóc dziesiątkom ludzi, których Paweł M. wykorzystał, i setkom, których zdeformował psychicznie i duchowo? Czy w Waszych klasztorach odbyły się kiedykolwiek poważne narady na ten temat? Czytałem raport i wiem, że to pytanie retoryczne…”.
Zastanawia mnie też, w jaki sposób przeliczył Pan osoby „zdeformowane psychicznie i duchowo”? Proszę mnie dobrze zrozumieć: nie bronię PM, ale Pańska retoryka nie jest fair, żeby nie powiedzieć: jest bardzo nie fair…

Po prostu przeczytałem raport. Tam jest mowa o liczebności wspólnot, które (de)formował Paweł M.

Tak i dlatego spisano protokol rozbieznosci w kwestiach prawnych a dominikanie nie zrzekli sie przedawnienia do odszkodowan przed sadem. Moim zdaniem jest od tego sad i prokuratura, zeby miec niezalezna sprawiedliwa i bezstronna miare. Tymczasem dominikanie sie wola dogadywac 😉 Nie brzmi to dobrze ani transparentnie. Ja nawet wierze w chec zmiany tylko widze ogromny lek przed wyplata odszkodowan uzyskanych na drodze sadowej.

Och, widzę, że mój komentarz sprzed chwili- zadający Panu, Panie Nosowski, „trudne pytanie” nie został jednak opublikowany. Czyżbym złamała w jakiś sposób regulamin strony, czy jednak trudne pytania może zdawać tylko Więź?
Pozdrawiam.

Komentarz został opublikowany. Wielokrotnie tu wyjaśnialiśmy, że komentarze są moderowane i wymagają zatwierdzenia – co nie dzieje się natychmiastowo.
Red. Nosowski z pewnością Pani odpowie.

Jeżeli bracia dominikanie tak pokornie się podpisują, może niech przestaną tytułować się ojcami. Brata zawsze można upomnieć, ewangelia nie mówi o upomnieniu dla ojców.

Jak mozna P Nosowskiego oskarżać o żerowanie o szukanie sensacji ! To ogromna niesprawiedliwość ! To Pan Nosowski zaczął walkę w sprawie Dymera ze Szczecina, napisał cykl artykułów na ten temat . Dał głos O. Mogielskiemu, ktory bronił chłopców z ogniska br Alberta,dał głos O . Tarsycjuszowi , ofierze ks… Dymera, dał głos mi w dniu 19 lutego tego romu na tym portalu i nigdy nie pytał o nic, po prostu pozwolił napisać, wręcz wykrzyczeć tą niesprawiedliwość jaka ma miejsce do dziś w diec . szczecinskokamienskiej.
Pani Anno, powinna Pani przeprosić Pana Z. Nosowskiego.

Znałem i znam Jacka, określonego w artykule jako „twórca pierwszego z takich ośrodków w Krakowie”, który „przestrzegał prowincjała Jana Śliwę przed działalnością Pawła M.”
Nie mnie oceniać i osądzać, ale na pewno były i inne powody decyzji Jacka o odejściu. W każdym razie ten fragment raportu dobrze świadczy o postawie Jacka.

Pytania w duchu tego artykułu były moimi pierwszymi pytaniami już po publikacjach Pani Pauliny. Wcześniej znałem sprawę tylko pobieżnie, nawet nie spodziewając się skali problemu. Gdzie byli wszyscy jak się to działo. Paweł był sam we Wrocławiu? Poznaniu? Wszyscy pokorniuchno obchodzili temat bokiem.

Znam Pawła od liceum. Był normalnym facetem, pełnym energii i inicjatywy, a aberacja psychiczna nastąpiła już w zakonie., choć na gruncie prywatnym trudno było to dostrzec. Moim zdaniem kult super duszpasterza, który jedzie po bandzie i jest całkowicie poza kontrolą, bo ma spektakularne efekty, spowodował wyhodowanie potwora.

Byłbym ostrożny ze słowem „znam”. Podejrzewam, że już wtedy miał pewne cechy osobowości (byc moze wtedy calkowicie niewidoczne), które się w pozniejszym czasie uwypukliły na danym gruncie. Juz idac dalej w moim prywatnym odczuciu juz sama funkcja lidera we wspolnotach charyzmatycznych poza kontrola jest mocno dyskusyjna i moze tworzyc pole do mocnych naduzyc. Szczegolnie, gdy nie ma zadnego mechanizmu samokontroli samych czlonkow wspolnoty – przyklad wspolnoty Metanoia, gdzie jedna z czlonkin o ile nie liderek markuje spoczynek w duchu swietym popychajac celowo osobe, aby stracila rownowage i trudno uwierzyc w to, ze nie widza tego czlonkowie wspolnoty, ale tak samo jak w przypadku Pawla M. takie rzeczy są zamiatane pod dywan skoro robią show i PR. Zaczyna sie od drobnych rzeczy a przez takie postawy wiele osob trzyma sie od wspolnot charyzmatycznych jak najdalej.

Moim zdaniem patologiczne zachowania opisane w raporcie są konsekwencją niewłaściwego duszpasterstwa. Przede wszystkim wmawia się lub sugeruje ludziom (najczęściej młodym, wrażliwym, poszukującym, poranionym), że z różnych powodów potrzebują nadzwyczajnej formacji, kierownictwa, prowadzenia w zamkniętych grupach, wspólnotach, kręgach, nocnych spotkaniach, akcjach, trzecich zakonach itp. To zawsze stwarza okazję do nadużyć (np. tak samo było w przypadku Vaniera i duchownych z Arki). Ze strony Kościoła oczekuję jasnego stwierdzenia, że duchowny nie jest żadnym guru a wszystko czego potrzeba aby być dobrym chrześcijaninem, zostało powiedziane przez Chrystusa i jest zapisane w Ewangeliach. Nie potrzebne są żadne dodatkowe wtajemniczenia i czary mary. Jeżeli ktoś (nawet anioł z nieba, a co dopiero zwykły śmiertelnik) głosi coś innego to jest to jego własny wymysł i nie należy go słuchać a wręcz przeciwnie, należy takie przypadki zawsze zgłaszać przełożonym kościelnym i dodatkowo nagłaśniać, żeby uniemożliwić zamiatanie pod dywan. Odpowiedzialność za krzywdy wyrządzane przez wszystkie niejasne, pogmatwane formy duszpasterstwa i związane z nimi nadużycia ciąży na proboszczach, prowincjałach i biskupach, którzy w podległych sobie wspólnotach pozwalają na kontrowersyjne i niejasne praktyki, umożliwiające dręczenie fizyczne i psychiczne, niemające nic wspólnego z chrześcijaństwem.

Historia a może bardziej charyzmat i nawet pewna analogia do rodziny pokazuje, że ciężko jest przeżywać wiarę oraz formować się jako chrześcijanin poza wspólnotą. Dużo osób szuka pogłębionej relacji we wspólnotach mniejszych i mniej anonimowych niż wspólnota parafialna.
Tworzy to jednak okazję do nadużyć ale moim zdaniem nie podważa sensu małych wspólnot jako takich. Być może brakuje w Kościele poważnej i rzeczowej debaty jak chronić członków takich wspólnot

Watykan chce miec ciasto i zjesc ciastko – wie, ze wspolnoty robia robote a jednoczesnie sa poza kontrola. Takie nieformalne Wojska Ochrony Terytorialnej, gdzie maja szanse zaistniec czesto osoby, ktorym armia podziekowala z powodow np. psychologicznych. Poki robia robote to jest zezwolenie na „drobne” nieprawidlowsci. Uznaje sie wyzszosc celu nad jednostkowymi przypadkami. Podobny schemat i stosunek Watykanu widzimy w stosunku do objawien w Medziugorie, do ktorych dystansuje sie sam papiez Franciszek, ale oficjalnie poki Watykanowi to na reke (miejsce kultu i nawrocen) utrzymuje a przeciez juz tam ludzie Kosciola tacy jak prof. Ks Hauke widza sporo nieprawidlowosci i podobne doniesienia o seksualnym wykorzystywaniu oraz niegodnych praktyk na plebanii. Pozniej Kosciol zbiera zle owoce. Mechanizm podobny. W przypadku Pawla M. bylo tak samo – a poziomie zakonu uznano, ze mozna poswiecic jednostki dla „wyzszej” idei a wlasciwie dla obrazu zakonu w Polsce. Falszywie pojmowane chrzescijanstwo.

Ojciec Mogielski pomógł ofiarom, ale dlaczego nie namawiał ich aby zgłosić spray do prokuratury. Gwałt nie był wtedy ścigany z urzędu, tylko na wniosek pokrzywdzonej. Też zadziałała dominikańska solidarność.

Mnie jeszcze zastanawia, po ludzku, jak oni wszyscy na co dzień z tym żyli. Słyszałam, że nie każdy współbrat był świadom, ale na pewno spora część była. Jak ten cały szum medialny się rozpoczął, to w internecie można było znaleźć zdjęcia drużyny Dominikanów sprzed kilku lat z jakiegoś maratonu. Wszyscy razem, ramię w ramię, Paweł z nimi. Naprawdę byli w stanie tak sobie ramię w ramię.. po prostu razem stać? Nie umiem zrozumieć, że naprawdę można być tak ‚wyrozumiałym’ lub po prostu ‚neutralnym’ żyjąc, jakby nie było, w jednej rodzinie..
Druga sprawa, nie jestem znawcą prawa kanonicznego, nawet prawa karnego w Polsce. Ale serio, ktokolwiek o tym wiedział, nikt nie mółgł, po prostu, najnormalniej w świecie zgłosić tego na policję? Choćby anonimowo? Nie wiem.. jakoś tak.. ręce opadają.
Bardzo współczuję również M.Mogielskiemu, musiał się czuć latami bardzo.. osamotniony. Ojcze Marcinie, dobrze, że jesteś. Bądź.
P.S. „Robienie z siebie fajnych, inteligentnych, medialnych, internetowych. Każdy musi mieć swój kanał na youtube, a nie umiecie się wewnątrz dogadać w prostej sprawie jak wierni napieprzają się po twarzy i wyrzucają tak demony.” – bardzo trafny wcześniejszy komentarz, utożsamiam się. A na youtubie wszyscy milczą, zwłaszcza największe ‚gwiazdy’…

~ Joanna: Dziekuje za ten komentarz. Mnie tez to pytanie nurtuje. Widzialem zdjecia z tamtego maratonu warszawskiego, wszyscy udaja „radosna wspolnote zakonna”. A rzeczywistosc byla taka, ze kazdy zyl dla siebie i nie obchodzilo go wcale, co przezywa (lub wyprawia) czlowiek w sasiedniej celi zakonnej… I to dotyczy nie tylko dominikanow…

Zauwaz kontekst czasowy – mniej wiecej od czasu ruchu #metoo kobiety zdobyly sie na odwage glosno mowic aktach przemocy (nawet tych mocno przedawnionych) i to mowimy o krajach z uksztaltowana demokracja jak USA, Szwecja, Francja. W tamtym czasie w Polsce nawet normalne zgloszenie o przemocy w rodzinie czesto bylo bagatelizowane przez organy scigania. Temat bylby prawdopodobnie zamieciony pod dywan i byc moze nikt by o tym nawet nie uslyszal (rynek mediow w tamtym czasie a dzisiaj). Gotowosc spoleczenstwa na wysluchanie tez jest istotna. Dopiero zaczelismy ten proces w naszym kraju i z calym szacunkiem od ofiar oraz ich krzywd prawdopodobnie to dobry moment (biorac pod uwage poprawke na obecna wladze, ale poprzednie ekipy rzadzace byly realnie rownie konserwatywne w kazdym temacie dotyczacym bezposrednio KK). Mysle, ze zmierzamy do bolesnej prawdy, ale tez i odrodzenia. Trzeba wielu zmian a przede wszystkim dla samego KK odciecie sie od relacji panstwo kosciol oraz mocnego przedefiniowania konkordatu (co sie pewnie nie stanie i bedziemy obserwowac ten upadek).

Kontekst czasowy jest bardzo istotny. Smutna prawda, dla znękanych skrzywdzonych – ekstremalnie bolesna. A przecież była już wcześniej inicjatywa w samym Zakonie Kaznodziejskim, żeby zrobić rzetelny przegląd archiwów. Wtedy nie wyszło. Obyśmy nauczyli się na błędach.
Też uważam, że ta dziś ujawniana prawda otwiera szansę na odrodzenie. Oczywiście takie procesy, o ile faktycznie się zaczną, potrwają długo. Kto ten czas dobrze – i w pokorze – wykorzysta?
Mnie trochę zaniepokoiła wypowiedź ks. Studnickiego dla jednej z telewizji. Wcześniej tak oburzony sformułowaniem użytym przez komisję państwową, teraz „systemowość” gładko przełknął! I bez wahania orzekł, że o. Zięba „miał obowiązek rozpocząć postępowanie kościelne i zgłosić do organów ścigania”. No ale sprawa dotyczy zakonu, a nie żadnej z kurii diecezjalnych…
Na jego (ks. Studnickiego) własnej „działce” też dostrzegłam – w porównaniu do lipcowego starcia z komisją państwową – zmianę. Leksykalną. Zamiast „odnowieniem traumy” ofiar kościelnych przestępców w przypadku przekazania biskupich dokumentów komisji, uzasadniał konsekwentną odmowę m.in. „retraumatyzacją”.
Tego się boję. Że po pierwszym szoku wywołanym lekturą dominikańskiego raportu i uświadomieniu sobie przez wielu „odpowiedzialnych”, że ich archiwa cuchną jeszcze bardziej, zacznie się śledzenie – z niskich pobudek – wszelkich dyskusji i komentarzy na temat opublikowanego w środę dokumentu. A potem ruszy kontredans prawno-wykładniowo-medialny. W „atakowanych” kuriach (a może centralnie?) powstaną ściągi: jak uzasadniać odmowę udzielenia informacji, na które paragrafy przepisów się powołać, jakich używać eufemizmów dla określenia konkretnych wydarzeń, czemu nie można podjąć działań podobnych dominikańskim itp. Jeszcze któryś biskup wygłosi słuszne rozważania, a politycy zaatakowany Kościół wesprą.
Czarnowidztwo? Oby.

Instrukcje juz wyglosil Polak. Potepic braci w wierze a w episkopacie po staremu 🙂 Jakos efektow po dwoch filmach Sekielskiego brak albo mu sie zdaje, ze tak wiele zrobil dla ofiar. Realnie nie wierze w zmiany w KK. Jezeli juz to beda wymuszone. Z pozytywow: kobiety nareszcie dochodza do glosu, nieliczne media katolickie zaczynaja o tym mowic glosno, wierni zaczynają głośno mówić o tym co im się nie podoba i mowi glosne „NIE!” KK jako instytucji, ale nie to w tym jest najważniejsze. Przede wszystkim czesc (najczesciej w nielatwym procesie terapeutycznym) przestaje byc ofiara. Otrzymuja wreszcie wolnosc, ktora potrafia madrze zagospodarowac wciaz wierzac w Boga. Przez lata KK wpajal, ze sa zagubiona „owczarnia” pielegnujac strach i lek przed wiecznym potepieniem oraz potrzebe przewodnictwa duchowego zamiast budowania wlasnej wartosci oraz silnych podwalin pod wiare. Dzieki temu beda w stanie powiedziec glosno: „Nie ma zgody na takie zachowania w naszej wspolnocie i zaden umoczony hierarcha koscielny nie bedzie nas z niej wyrzucal lub nam grozil!”. Sredniowieczne metody juz na szczescie przestaja dzialac. Podsumowujac: sa zauwazalne plusy – przede wszystkim przebudzenie sie ludzi wierzacych. Jest w tym niestety duzo gniewu, ale patrzac na to co sie wyprawia jest on nad wyraz uzasadniony.

W raporcie komisji pojawia się jeszcze jeden wątek, który nie został do tej pory podniesiony, a który rozszerza krąg odpowiedzialności na biskupów diecezji, w których posługiwał o. Paweł M. To biskupi miejsca odpowiadają za sprawowanie sakramentów na terenie ich diecezji i to oni udzielali i udzielają m.in. jurysdykcji do spowiedzi.
Czy weryfikowali komu te jurysdykcje przyznają? Czy robili to z automatu na prośbę przełożonych zakonnych?
Nie wiedzieli o zarzutach ciążących na o. Pawle? Nie chcieli wiedzieć? Strach pytać dalej, bo z każdym pytaniem zapewnienia o trosce za życie sakramentalne wiernych stają się ledwo pobożnymi życzeniami.

Szanowny Panie Redaktorze,
Tekst dobry, ale zabrakło w nim refleksji nad postawą Dominikanów i innych instytucji kościelnych wobec osób pokrzywdzonych, które zgłaszają się po odszkodowanie. Pisze Pan tylko „Media będą się głównie interesowały odszkodowaniami finansowymi, ale czym według Was powinno być dzisiaj zadośćuczynienie?”. Ale kwestii finansowych i prawnych nie sposób pominąć. Otóż okazuje się, że Dominikanie, tak jak wszystkie kurie biskupie, wydają pieniądze pozyskane od wiernych wiernych na prawników procesujących się w ich imieniu z ludźmi, podczas, gdy sprawę tę rozstrzygnął prawie 2000 lat temu Jezus Chrystus mówiąc: „A kiedy ktoś chce się z tobą sądzić i zabrać twoją suknię, oddaj mu i płaszcz” (Mt. 5.41), a gdyby ktoś tego do końca nie zrozumiał, to też „Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie” (Mk. 10.21). Jaka więc tu rola dla prawników i sądów? No chyba, że o czymś nie wiem i że ktoś np. święty Jan Paweł II unieważnił Ewangelie. Wiem, że Pan nie zaszczyci mnie odpowiedzią, ale może kiedyś Ewangelia stanie się dla Pana źródłem refleksji.

1. A skąd Pan WIE, że „nie zaszczycę Pana odpowiedzią”?
2. Analogicznie: skąd przekonanie, że Ewangelia nie jest dla mnie źródłem refleksji?
3. W tym tekście akurat jedynie sygnalizuję OCZYWISTĄ kwestię zadośćuczynienia finansowego – a to dlatego, że prowincjał Kozacki zapowiedział już taką formę odszkodowania. Ja natomiast pytam dominikanów o inne formy zadośćuczynienia w innych sferach.
4. W kwestii zatrudniania drogich prawników przez instytucje kościelne mam pogląd podobny do Pańskiego. Wielokrotnie taka praktyka była w tym miejscu krytykowana.

Szanowny Panie Redaktorze,
A jednak pośrednio potwierdził Pan moje smutne przypuszczenie, że nie zaszczyci mnie Pan odpowiedzią, bo to co Pan był łaskaw ująć w 4 punktach nie stanowi odpowiedzi, a jedynie retoryczne pouczanie mnie. Nie odniósł się Pan do zasadniczych kwestii przeze mnie stawianych – dla Pańskiej wygody ujmę je też w punkty:
1. rozmowa przez Kościół – wszystko jedno czy mówimy o zakonach, czy kuriach – z wiernymi i ofiarami przez prawnika jest skandalem i to niezależnie od ceny usług prawnych, bo celem takiej postawy jest uniknięcie płacenia odszkodowań. Nie pojmuję, jak może to ujść Pańskiej uwadze
2. co cytowanymi przeze mnie klarownymi nakazami Ewangelii? kto je unieważnił?
3. kwestie finansowe mają fundamentalne znaczenie, bo przecież „Nie możecie służyć Bogu i Mamonie” (Mt. 6.24). Tymczasem pieniądze i dobra materialne w ogóle są jedyną stałą przesłanką w działalności Kościoła (czyli jego funkcjonariuszy) odkąd jesteśmy w stanie śledzić jego działalność na podstawie źródeł historycznych.
4. czy prowincjał Kozacki wypłacił już odszkodowanie w takiej wysokości, jak postulowały to ofiary? A ile do tego dodał ponad postulowane sumy? – odpowiedź wszyscy znamy: nie zapłacił ani grosza.
Życzę Panu, aby Ewangelia stała się dla Pana źródłem refleksji, także w tych aspektach, gdy zawarte w niej wskazówki i jasne nakazy dotyczą pieniądza, zgorszenia, hipokryzji.

Pani Krzysztofie, ja do punktu 2. Klarowne nakazy Ewangelii są dla mnie do osobistego użytku, a nie do rozliczania z nich innych.

no proszę, a bezpośredni przełożony Pawła M. z Wrocławia, który ‚nic nie widział i nic nie słyszał’, nadal pełni funkcję przeora klasztoru dominikanów, wprawdzie tym razem w niewielkim mieście, ale zawsze… W tej sprawie mnie najbardziej szokuje nie tylko wręcz surrealistyczna perwersja zachowań M., opisana w raporcie, ale też potwornie długi, bo kilkuletni czas trwania tego procederu. Jak to możliwe, że bezpośredni przełożony i szef miejsca, który miał wystarczająco dużo czasu by reagować, nadal pełni swoje funkcje?

I jeszcze jedna sprawa – zimą 2018/19 (np. w styczniu 2019) M. chodził z wizytą duszpasterską (‚po kolędzie’) na warszawskim Służewie. Przecież to znakomita okazja, aby wyszukiwać sobie w indywidualnych spotkaniach kolejnych ‚wyznawców’. Kto odpowiada za tę decyzję wysłania wilka między owce?

infantylny stosunek do odpowiedzialności…

To ja mam pytanie do Państwa, skoro w tym czasie na Służewiu był M. czy to aby nie on wywijał tak po kościele monstancją podczas takiego dziwnego nabożeństwa (regularnie powtarzającego się, jak wynikało z ogłoszeń), „z mówieniem głosami” po niedzielnej mszy św. o 14:00 ? Z podchodzeniem z monstrancją do osób płaczących ? A jeśli nie on, to kto to był ? I kto to tolerował ?

to już od kilku lat prowadzi Janusz Chwast OP (nb magister nowicjatu)
zawłaszczył też przy okazji Gorzkie Żale na podobne nabożeństwa z mówieniem bełkotem (takie szugocy szugenocy czy coś w tym stylu)
nie wiem czy na stałe, bo byłam raz, już kilka lat temu, i wyszłam w trakcie
ale było dużo osób bardzo zadowolonych plus wianuszek najbliższych wielbicieli prowadzącego
Paweł M jak był na Służewie to raczej schowany

@Joan Best
Widzę coraz więcej tego bełkotu wchodzi do KK. Jednym z promujących tego typu „modlitwę” jest pan Z. o którym często piszą na Deon.
Pentekostalizacja pełną gębą.

Co ciekawe, sam byłem tego świadkiem w różnych kościołach oraz wysłuchałem wielu na necie i „bełkoczący” zaczynają swój bełkot zazwyczaj od tych samych sylab…
Typu „ememe…”, „sira…”, „sika…” etc.

To zależy tylko od bełkoczącego jaki sobie zwyczaj obrał.
To wyuczona umiejętność gadania co akurat do głowy przyjdzie.
Wystarczy stanąć przed lustrem i zacząć…

Nie ma to nic wspólnego z żadną modlitwą językami a jest tylko manipulacją obliczoną na zaskoczenie otoczenia i zachętę aby inni tak samo jak „glosolalista” także zaczęli się w ten sposób się „modlić”

Podobne zjawisko to rzekome „zaśnięcia w Duchu Św.” które są żywcem powielone z takich samych praktyk typu kundalini w hinduizmie… czy tam także Duch Św. działa ?

Jedna wielka manipulacja która powinna być tępiona z całą mocą
KK wchodzi na grząski grunt.

przy czym glosolalia są wymienione przez św. Pawła (1 Kor 12nn) jako charyzmat, natomiast w Biblii nie ma nigdzie mowy o ‚zaśnięciach’, stąd różne teorie na temat tego zjawiska i jego pochodzenia.

@Wojtek
Tak, owszem, jest to wymienione jako charyzmat.

Ale w tej samej księdze stoi coś takiego:
1 Kor 14, 27-28
„Jeżeli korzysta ktoś z daru języków, to niech mówią kolejno dwaj, najwyżej trzej, a jeden niech tłumaczy! Gdyby nie było tłumacza, nie powinien mówić na zgromadzeniu; niech zaś mówi sobie samemu i Bogu! ”

Czy jest gdzieś napisane, że wszyscy na raz mają bełkotać za prowadzącym ?
I dlaczego prawie nigdy nie jest to „tłumaczone” ?
Ano bo nie ma czego tłumaczyć. To nie jest żaden charyzmat tylko w znaaacznej większości zwykły fejk.

Taki charyzmat pojawia się sporadycznie a nie masowo.

Na dodatek sylaby wymawiane przez tych rzekomych „glosolalistów” są do siebie podobne, każdy z nich ma pewien „sposób” i tak potem to wciąż powtarza.

Niektórzy, jak pewien jezuita który ma wiele filmików na YT, tak to przedstawia że brzmi to jak dobry kabaret. Do pośmiania się jest to dobre ale na pewno niczego dobrego to kościołowi ani nie przynosi ani nie przyniesie.

tak, zresztą wcześniejszy fragment 1 Kor 14:1-20 wyraźnie ‚ustawia’ ten charyzmat w hierarchii i w odpowiednim kontekście, jako mniej znaczący.

Dawno temu, w tzw. wiośnie życia, z zachwytem słuchałam kazań i rekolekcji niektórych polskich dominikanów. Wraz z upływem czasu i nabierania doświadczenia życiowego zaczęłam w tych tekstach (oraz, niestety, także w osobowościach ich Autorów) dostrzegać poważne rysy narcystyczne. Dzisiaj, podobnie jak Pan Redaktor, mam fantazję na temat wieczornej niedzielnej Mszy św. u Dominikanów, podczas której zamiast kazania nastąpi 10 minut ciszy.
Raport właśnie czytam.

Przypadek Pawła M. nie jest odosobniony, kościół w Polsce ma tego więcej. To, co mnie odpycha od korzystania z usług tzw. przewodników duchowych, to infantylizm połączony z niedojrzałością i rozkwitający narcyzm wśród mężczyzn – duchownych [ do tego często osób o przeciętnym umyśle] i obecne na szeroką skalę poczucie sprawczości boskiej. Na przeciwległej stronie mamy świat kobiet zakonnic, które wobec nich przedstawiają rolę służebnej ofiary – a jakże – dziewicy[ ?], w tej usłużnej pozycji kobiet niemałą rolę pełnią emocjonalne i naturalne ludzkie potrzeby, tzw. miłość.
Warto zwrócić także uwagę na problem głęboko ukryty w Kościele , tj. molestowania i wykorzystania seksualnego zakonnic, dobrze opisany w Tygodniku Powszechnym i omówiony w podkaście:
https://www.youtube.com/watch?v=JzHuvyS53zQ
Temat ukryty, bo dewastujący fałszywy obraz wspólnot zamkniętych, także celibatu, w zasadzie jego mit.

Panie Redaktorze
Dziękuję za ten tekst. Przeczytałem z dużą uwagą, znajomi przesyłali mi do niego linki, co świadczy, że w moim środowisku (osób luźno związanych z duszpasterstwami dominikanów w 2000r i dzisiaj) jest czytany. Bez wątpienia zgadzam się z niektórymi myślami pani Anny, której Pan wyżej odpowiada. Nie miałem możliwości czasowych w ciągu dwóch dni wygospodarować czasu na przeczytanie całości raportu, zatem na razie znam tylko jego część faktograficzną. Na tej bazie Pana tekst odbieram jako wynotowanie, podkreślenie nieprawidłowości, o których mowa w raporcie. Spodziewam się, że w ciągu najbliższych tygodni temat ten wróci w Więzi, mam nadzieję w szerszym kontekście.
Pytania pod śródtytułem „szczerze czy wizerunkowo” wyglądają na stawiane w złej intencji. Jestem zdziwiony, bo znam pańskie teksty, tudzież teksty innych redaktorów Więzi i wiem, że jest Pan (i Zespół) krytyczny, ale zawsze życzliwy. A w tym przypadku próbuje Pan sprowadzić problem do czerni i bieli, zadając pytania, na które nigdy nie ma odpowiedzi.

Dziękuję bardzo za opinię. Do czerni i bieli (skądinąd to kolory dominikańskie) sprowadzałbym ten wątek, gdyby stawiał sprawę albo-albo. Ja natomiast pytam: „na ile komisję powołaliście z troski o pokrzywdzonych, a na ile z troski o własny wizerunek. Bardziej tego świadomie chcieliście, czy raczej nie było innego wyjścia? Na ile jest to zagrywka wizerunkowa, a na ile efekt zrozumienia, że właśnie prawdę jesteście winni osobom pokrzywdzonym i Kościołowi w Polsce?”.

Szanowny Panie Zbigniewie,
Moment piwolania komisji oraz publikacji raportu pozwala postawić tezę, że cała akcja powodowana była różnymi (po części nie znanymi nam) intencjami. Mimo to, poczekajmy na owoce działań komisji oraz sposób, czas i zakres zastosowania się zakonu do rekomendacji. Przy sprawnej i szczerej reformie nikt nie będzie kwestionował momentu tego wydarzenia, co najwyżej pojawia się komentarze, że czemu tak późno.
Jeżeli Dominikanie wystartują pierwsi do pokuty, reformy i oczyszczenia to ich sytuacja po reformie może się okazać o wiele bardziej wiarygodna i pociągająca niż przed wypłynięciem całej afery.

Oby tylko nie doszło teraz do szachowania komisją i raportem innych wspólnot w KK abyni one ujawniły i poddały ponownej analizie swoje archiwa… Wtedy zamiast reformy wejdziemy w tryb polowania na czarownice i kurs „a u was biją murzynów” co doprowadzi do zwiększenia i podtrzymania zgorszenia skutecznie blokując proces oczyszczania.
Być może teraz hierarchowie KK powinni przygotować się na taki scenariusz i w ramach swojej kompetencji oraz władzy próbować proces oczyszczania i ujawniania jakoś centralnie moderować?

Pozdrawiam
Mariusz

„Może w najbliższą niedzielę na Mszach w kościołach dominikańskich zamiast głoszenia natchnionych kazań spędzić 10 minut w ciszy?”
a mi to się marzy żeby w ogóle nie było kazań w czasie mszy, co najwyżej po, dla chętnych i najlepiej interaktywne
mam dość wysłuchiwania jak księża na kazaniach głoszą samych siebie, swój światopogląd, swoje emocje i przemyślenia
jest tyle książek, nagrań i komentarzy, że bez trudu można sobie poczytać i przemyśleć
a po Ewangelii powinna być ZAWSZE kilkuminutowa cisza – bo co tu jeszcze dodawać od siebie? nie wystarczą słowa Jezusa?

Od pewnego mam podobną fantazję. Ewangelia, a po niej 5-10 minut medytacji w ciszy. Bez narzucania się ze strony tych wszystkich tzw. „znanych dominikaaanów” i „cenionych kaznodzieeejow”.

@Joan
Coś w tym jest bo ja niejednokrotnie byłem świadkiem takiego „kazania” że naprawdę człowiek zastanawia się jak powinno się postąpić słuchając tych „mądrości”…

Ostatnio byłem świadkiem tego typu „kazania” na mszy pogrzebowej. Rzeczy jakie wygadywał „wielebny” były potem tematem rozmów wśród zebranych.
Problem w tym, że w trakcie mszy nie wypada przerywać ani wdawać się w dyskusje. Można co jedynie wyjść.

do Joan Best: z ust mi Pani wyjęła marzenie, dziękuję! od dawna irytują mnie kazania, zwykle luźno związane z Ewangelią za to propagujące światopogląd sprzed pół wieku. Z którym nie można polemizować a jedyną oznaką sprzeciwu jest wyjście z kościoła.

Być może dobrym rozwiązaniem by było, gdyby część mszy miała kazanie, a część nie (o podanych do wiadomości konkretnych godzinach). W ten sposób każdy sam by mógł wybrać to, co woli.

Zwrócę uwagę na jeszcze jedną kwestię. Dzisiaj wielkim problemem jest pogoń za cudownościami, wielkimi wydarzeniami. I nie dotyczy to tylko świeckich. Kiedy nie wiadomo, jak przyciągnąć młodych do Kościoła, organizuje się kolejne akcje z uwielbieniem na stadionach. Przyjedzie jakiś charyzmatyczny ksiądz, ludzie pośpiewają, poklaszczą, wrócą do domów i będą czekać na kolejne tego rodzaju spotkanie. Do tego te wszystkie charyzmatyczne nowinki: „modlitwa w językach”, spoczynki, obecnie coraz częściej też tzw. Toronto Blessing.

A potem ludzie wracają do zwyczajnego życia i nie umieją radzić sobie w codzienności, w relacjach i co ważne w tej sprawie – nie mają wiedzy teologicznej! Naczytają się wątpliwych i niezatwierdzonych orędzi, zamiast Pisma Świętego i doktorów Kościoła.

Serio, to nic złego, że ludzie szukają wspólnot, gdzie wiara jest żywa, ale dlaczego Kościół ma być na siłę atrakcyjny? Nie ma być! Potrzeba nauczyć się też modlitwy w ciszy, życia wiarą na co dzień i zdobycia odrobiny teologicznej wiedzy. A na razie? Na razie bawmy się, bo wesoło… Za 20 lat połowy tych młodych bawiących się na stadionach nie będzie w Kościele…

I piszę to nie bez powodu, ponieważ Paweł M. reprezentował właśnie – mocno przesadzoną i wypaczoną co prawda – duchowość charyzmatyczną. Nie rozumiem, jak coś takiego mogło się stać w zakonie, który korzysta z dorobku św. Tomasza z Akwinu.

Do p. Aleksandry:

Bardzo słuszne uwagi. Oby wzięli je sobie do serca formatorzy kapłanów w seminariach. Sporo nowo wyświęconych księży chce stać się natychmiast charyzmatycznymi guru dla młodych. Takie duszpasterstwo jest po prostu łatwiejsze, szybko jest się uwielbianym, poziom emocji wzrasta, to nakręca i pobudza. Ludzie dojrzali na to się nie nabierają, im trudniej wmówić, że bełkot to mówienie językami, oni szybko zauważają teatralność i sztuczność w spotkaniach charyzmatycznych . Permanentna formacja dorosłych, do której kapłani też są zobowiązani, jest trudniejsza. Zauważmy, że pobożność uwielbieniowo-uzdrowieniowo-stadionowa cechuje głównie licealistów i studentów, którzy tkwiąc w tego typu praktykach – jak Pani pisze – nie radzą sobie później w życiu. Nie wiem czy dobrym pomysłem jest posyłanie do tej grupy osób „nawiedzonych” i „superfajnych” kapłanów. Oby wychowawcy w seminariach w końcu to zrozumieli.

Myślę, że nie zawsze jest to chęć bycia jakimś charyzmatycznym liderem. Widzę to raczej jako infantylną formację. Ostatnio słuchałam kazania niedawno wyświęconego księdza. Życzę mu jak najlepiej, ale nie można ciągle powtarzać zdań w stylu: „Jezus bardzo cię kocha”. To musi być poparte czymś mocniejszym. Niestety, dostrzegam słabą formację intelektualną, która zastępowana jest oazowo-charyzmatycznymi nowościami. Przecież ci księża kiedyś dorosną. Przyjdą do nich ludzie z problemami duchowymi, może psychicznymi. Jednych będą musieli prowadzić duchowo (w zdrowy sposób), drugich odesłać do psychologa. Wtedy już samo: „Jezus bardzo cię kocha” nie pomoże…

@Aleksandra
Droga Pani,
Sęk w tym, że księża nigdy właściwie nie dorastają. I wątpię aby ludzie z poważnymi problemami egzystencjalnymi szli z nimi do księży bo co mogliby usłyszeć od niedojrzałych Piotrusiów Panów po 6 latach pseudo-teologii. Przecież oni nic nie wiedzą o życiu bo nie żyją normalnym życiem, nie wiedzą nic o świecie bo niczego sie nie uczą i nie studjują świata (darujmy sobie te doktoraty teologiczne). Poziom intelektualny Polskich biskupów i księży jest tragiczny. I widać to w żałosnej jakości kazaniach i jakichkolwiek wypowiedziach publicznych. Jak można tych ludzi uważać za jakichkolwiek przedowników duchowych? Daleka droga do poziomu biskupa Paryża, Michela Aupetit, który pracował jako lekarz, a potem studiował etykę medyczną i teologię.

Pokazała Pani ważny problem tzw. wspólnot kościelnych, dominikańskich i innych.
Niedojrzali nadaktywni tzw. duchowi liderzy, jak klugarze w cyrku pokazują coraz to nowe sztuczki, a to spoczynek, a to zaśnięcie, a to bełkot języków, jak w cyrku. Za każdym razem nowa sztuczka.
Krążą po całej Polsce, konferencja, prelekcja, muzyka i tańce….
A mnie się zdaje, że wiara to pokój, misterium i cisza.
Przeczytałem raport, czuję się jakby coś we mnie umarło, smutek jak w żałobie. Podczas gdy w tym samym czasie znajduję informację, że dominikanie właśnie dziś szykują nowy występ, nagrywają kolędy [ w samą porę!], ” śpij Jezuniu śpij….”

Mam podobne odczucia. Jestem w połowie lektury i też przeżywam żałobę (choć nie pierwszą) po pewnej rzeczywistości i pewnym miejscu. I jakoś trudno mi się patrzy na stronę www oraz fanpejdż, na których że zwyczajną regularnością (co w przypadku OP oznacza nadaktywność) pojawiają się kolejne filmy z kazaniami. Chyba wypadałoby się wstrzymać, zamilknąć, na chwilę przestać uszczęśliwiać świat swoimi „owocami”. Stąd fantazja o ciszy zamiast niedzielnego kazania…

@Aleksandra
To jest dokładnie to o czym sam piszę.
To poszukiwanie za wszelką cenę nowinek, czegoś niezwykłego co udowodniłoby że „jestem tym wybranym”, żeby inni oczy szeroko otwierali ze zdziwienia.

W tych ruchach i tych działaniach widzę ogrom, jak ktoś tu już napisał, teatralności i sztuczności, nagle tysiące osób mają w tym samym czasie „dar”. No niesamowite.
Tyle tylko, że taki „dar” ma każdy z nas, stań sobie przed lustrem i zacznij np.:

ememe sira ka, nana, tub, na sika ka myt ogh jut wer nom der cyt aso cew po kul cuk ber nana…

czy ja właśnie „pomodliłem się językami” ?

Większość prowadzących to osoby albo pod silnym wpływem ruchów zielonoświątkowych albo same nie mające bladego pojęcia co za praktyki wprowadzają tylnymi drzwiami do KK.

Takie grupy bardzo łatwo manipulować bo uznają tego swojego „guru” za kogoś kto jest „bliżej” Boga i są podatni na wiele manipulacji, jak widać na przykładzie nawet na manipulację seksualną i przemocową !

KK powinien tępić tego typu praktyki.
A na każdym spotkaniu duchownego z osobami świeckimi oraz zakonnicami ! powinien być zawsze supervisor.
Skończyły się czasy kredytu zaufania „na sutannę”.

Nie tylko skończyło się zaufanie „na habit ” i „sutannę”, ale jest wielka nieufność, ogromna nieufność i lęk przed takimi osobami. Ja się po prostu boję takich osób. Na spotkaniach zakonnic „umierających” z miłości [ trudno się zorientować do kogo, bo zwykle towarzyszy temu teatralna gra], ale także wszelkiego rodzaju duchownych, powinny być osoby nadzorujące te pseudo praktyki.
Czas rechotu i pląsania się skończył. A teatr z występami oblubienic nie bawi. Czas stanąć w prawdzie.

Wie Pan, jaka jest historia ruchu charyzmatycznego w Kościele? Sam ruch miał początek na początku XX wieku w zborze protestanckim. A ok. 60 lat później miał miejsce tzw. weekend Duquesne, gdzie katolicy modlili się wraz protestantami i przyjęli od nich „chrzest” w Duchu Świętym. Warto nadmienić, że wówczas jeszcze praktyki modlitw z przedstawicielami innych wyznań były zakazane przez Kodeks prawa kanonicznego. A zatem ruch charyzmatyczny wszedł do Kościoła katolickiego w akcie nieposłuszeństwa.

W wielu komentarzach wybrzmiewa rozsądny krytycyzm wobec duchownych. Ciekawe, że parafie wiejskie są często krytyczne wobec swoich duszpasterzy i wierzące.

Wpiszcie, proszę, w wyszukiwarkę: Dominikanie Lady Gaga. Wyleci Wam filmik z tańców dominikanów na scenie na wolnym powietrzu z 2012 r. Chyba to był nowicjat. A kto stoi najbliżej sceny? Młode naiwne dziewczyny. Przypatrzcie się dokładnie. Wyszukajcie też filmik: Dominikanie i parafianie (Ona tańczy dla mnie) z 2013 r. Pod koniec tego filmu widać wyraźnie kto najbardziej z publiczności jest zachwycony: młode dziewczyny w wieku studenckim (stoją na pierwszym planie i ich właśnie jest najwięcej).

Jeśli mnie czyta któryś z dominikanów, to niech weźmie sobie dobrą radę do serca: Skończcie z tym! Argument typu „bo inaczej się młodych do Kościoła nie przyciągnie” jest już nie do kupienia. Apel do prowincjała: wykasujcie te filmy i nauczcie się prawdziwego duszpasterstwa młodych, bez achów, ochów i uniesień. To nie zabawki, które mają piać z zachwytu na wasz widok!

Gdyby mieli choć odrobinę inteligencji Lady Gaga, niestety.. – żałosne.
Niestety większość osób konsekrowanych, niezależnie od płci, jakie spotkałem, to osoby niedojrzałe, infantylne , więc wśród chłopców i dziewcząt tego przedziału wiekowego dobrze się czują. Nic dziwnego , że Lady Gaga to ich bohaterka…, a ” Ona tańczy dla mnie” oddaje mentalność.
Wielu wierzących pozostaje w żałobie po Kościele, po pasterzach, którzy okazali się wilkiem, odpowiedni w tej chwili byłby Requiem np. Mozarta. Polecam dla złapania równowagi.

KK po prostu nie umie w kulturę. Niestety katolicyzm nie jest w stanie zaoferować ani nic atrakcyjnego, ani nic wartościowego w tej sferze. No bo przecież nie da się ludziom do czytania poezji Wojtyły, zachowajmy jakiś poziom 🙂

Moim zdaniem Kościół wcale nie musi „umieć w kulturę”. Artyści słowa, muzyki, sztuk plastycznych to są osoby, które mają „umieć w kulturę”. Księża nie muszą pisać wierszy i rapować. Jak ktoś przypadkiem łączy te dwie rzeczy, to OK, ale jeśli robi to naprawdę dobrze. Problem jest w tym, że w Polsce wystarczy, że jakiś ksiądz krzywo zatańczy na scenie i już lud piszczy z uciechy. A księża niestety się na to łapią, czego efektem jest żenada. Kościół instytucjonalny przez wieki był świetnym mecenasem i propagatorem kultury, co oczywiście znów nie może być jego pierwszą funkcją, ale jest tradycyjną funkcją poboczną. Niech artysta będzie po pierwsze artystą, a ksiądz po pierwsze księdzem.

Należy podkreślić, że kościół zajmuje się tylko tym co wypływa na światło dzienne a te przestępstwa opisane w raporcie to nie jedyne co mają za uszami.

Np. była sprawa w 2013 z oskarżenia o gwałt w Gdańsku… także przez dominikanina

„Dominikanin z Gdańska podejrzany o gwałt”

https://m.radiogdansk.pl/wiadomosci/item/4422-dominikanin-z-gdanska-w-areszcie-za-gwalt/4422-dominikanin-z-gdanska-w-areszcie-za-gwalt

Problemem nie jest jedna czy kilka osób a cały system formacji, superwizji a raczej jej braku, braku kontroli psychologicznej przyszłych i obecnych duchownych etc.

To jest narażanie wiernych na niebezpieczeństwo gdy wpadnie się w sidła takiego niedorozwiniętego bandyty !
Dotyczy to wszystkich zakonów i duchownych diecezjalnych. Żaden zakon nie jest w tym względzie lepszy od drugiego a jedynie pewne sprawy jeszcze nie wypłynęły na światło dzienne.

Chciałem w tym miejscu zamieścić stanowczy protest przeciwko tak perfidnej inwazji obcych (prawdopodobnie Marsjan) dokonanych na nasz Kościół. Zrzucili nam w podstępny sposób kogoś kto później jako ojciec Paweł dokonał takiego spustoszenia w Kościele, w naszych sercach zasiał takie zwątpienie w naszych umysłach. Tak na poważnie to cały Kościół w Polsce ale i na całym świecie ciężko zapracował na taką aberrację. Od słusznego wynagrodzenia robotnika w w winnicy doszedł do postawy przebóstwienia tego robotnika bo ponoć „pracuje w winnicy Pańskiej ” Ta nasza chora postawa dała te zatrute owoce.Ojcowie tacy jak ten Paweł niestety nie spadli z kosmosu bliższego czy dalszego.Oni są wytworem naszej mentalności „katolickiej” , „chrześcijańskiej” . Przyszli na świat w naszym społeczeństwie i tu doszli do wniosku że tak mozna żyć krzywdząc innych bo taki obowiązuje „etos” Wszystko to się odnosi do całej struktury na wszytkich poziomach. Ale , ale jest Sędzia i sąd jego będzie sprawiedliwy. Sprawiedliwy i miłosierny zarazem i dlatego jest nadzieja . Niech więc żywi nie tracą nadziei.. a i korzystanie z rozumu też da dobre rezultaty

@Krzysztof
„.Ojcowie tacy jak ten Paweł niestety nie spadli z kosmosu bliższego czy dalszego. Oni są wytworem naszej mentalności „katolickiej” , „chrześcijańskiej” . Przyszli na świat w naszym społeczeństwie i tu doszli do wniosku że tak można żyć krzywdząc innych bo taki obowiązuje „etos””

Nie zgodzę się z pańskim wnioskiem. Nie bierzmy teraz winy na karb samych siebie bo społeczeństwo jest takie czy inne.

Moim zdaniem to zło nie wypływa z faktu, że pochodzą z takiego a nie innego środowiska czyli spośród nas. Zdecydowanie nie.

Oni są wytworem hierarchicznego kościoła, który urabia ich na swoje podobieństwo.
Powoli wsiąkają w to już w czasie formacji na przykład będąc świadkami różnych ekscesów ale nie donosząc o tym do przełożonych (bo nikt nie donosi to dlaczego ja miałbym ? a poza tym to nie ci na których by donieśli by wylecieli z hukiem tylko… oni sami ! – vide: przypadek kleryka w Olsztynie…)

Skoro wszyscy o czymś wiedzą i szeptają o tym po kątach… (vide: raport na temat Pawła M. ! – przecież z raportu wynika że praktycznie wszyscy o różnych wątpliwościach i dziwactwach wiedzieli !) to znaczy że wszystko jest ok.

Przykładowo pamiętam jak jeden z moich kumpli wstąpił do seminarium, chłopak bardzo otwarty na różne poglądy, lubiący dyskutować etc., spotykam go po 2 – 3 latach i mówi do mnie jakby mu mózg wyprali, facet był nie do poznania. Nie omieszkałem mu wprost powiedzieć co o tym myślę.

To wina tej chorej hierarchii, jeśli tam jest zło to kolejni przychodzący będą tym złem zarażani. Bo jak wszedłeś między wrony to musisz krakać jak one…

A zło tam się nie wzięło ze społeczeństwa, nie !, to jest degeneracja zamkniętego środowiska duchownego z bardzo różnych powodów (samotność, pieniądze, władza, bezkarność, uwielbienie przez wiernych, seks bez zobowiązań, bogactwo (to już bardziej biskupi…) i inne.
„Leczyć” należy hierarchię przede wszystkim o ile to w ogóle możliwe.

W pełni się zgadzam.
Zgadzam się że cała struktura jest chora, przez wieki układająca się tak by służyć ludziom/władzy, nie Bogu. I jak tu / w komentarzach/ widać, o Kościół walczą świeccy -Ale Kościół inny od tego jak rozumie go hierarchia
Jeśliby by zniesiono celibat to KK przestałby być azylem /i polem do rozwoju/ różnych perwersji. Jeśliby KK pozbył się bogactw…itd. To nie za mojego życia.

Dziwi mnie jedno. Jakim cudem taki niedojrzały dzieciak miał taki „sukces” duszpasterski, tzn jak on gromadził wokół siebie tylu ludzi?

W raporcie jest to napisane.
Manipulacje psychologiczne rodem z sekt, czytanie wielu książek z tego tematu, sam był współtwórcą Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach…

cała reszta też była niedojrzała
300 czy ilu tam ich było dorosłych facetów zachowujących się jak gimnazjaliści
chichoczący po kątach
bezradnych
w najlepszym wypadku płaczący u prowincjała
ale pouczać innych to potrafili…

Zgadzam się z tym, co zostało tu napisane. Przykre to. Udawaniem, że nic się nie dzieje i biedni dominikanie NIC nie mogli zrobić, bo przecież „nic” nie wiedzieli. No z raportu jasno wynika, że jednak wiedzieli. A nawet, jak ktoś nie zetknął się z tymi przedziwnymi praktykami „religijnymi”, które fundował młodzieży pan M., to była cała masa innych, jasno widocznych nieprawidłowości. Dla mnie, co już kiedyś tu pisałam, już sam fakt przesiadywania młodzieży godzinami w dzień i w nocy w klasztorze jest dla mnie przedziwny. Pokazuje też, jakie było/jest podejście tych dominikanów do ludzi świeckich w ogóle. Przecież dorosła osoba, która chce dobrze dla studentów, wałkuje im w kółko „uczcie się, zastanawiajcie się, co chcecie robić w życiu, chodźcie na dobre praktyki, budujcie wartościowe przyjaźnie, dbajcie o swoją dojrzałość, bo zaraz czekają poważne zadania: małżonka, rodzica, pracownika, módlcie się o dobrą żonę/męża i rozglądajcie się za kandydatami na kandydatów…” Jeśli któreś z moich dzieci chodziłoby do jakiegoś duszpasterstwa, zwłaszcza w obcym mieście, to ja właśnie TEGO oczekiwałabym od prowadzących. A nie tego, że ktoś de facto namawia moje dziecko do nadmiernego angażowania się w działalność religijną, zaniedbywania nauki, na którą rodzice łożą ciężkie pieniądze i zabawiania się w jakiś odjechany pseudozakon, zamiast dojrzewania ku dorosłości.

@Ola
Dokładnie tak. Popieram pani wypowiedź w 100%

Zawsze pojawiają się dzwonki alarmowe, dla świeckich pewne rzeczy widać są dziwne a dla duchownych akurat nie…

Krzyki po nocach w salkach obok ? Co w tym dziwnego ?
Ktoś mówi do mojego kumpla „witaj królu” ? a to pewnie taka zabawa…
Osoby świeckie pomieszkujące obok duchownych ? a to pewnie jakiś drugi „Św. Franciszek” zakon zakłada…

Dramat !
Wszyscy są współwinni (oprócz ledwie paru osób!) za swoją infantylność i naiwność lub po prostu głupotę. Ciężko to nazwać.

~ Jerzy2: Bardzo czesto piszesz to, co mi w piersi gra. To byla i infantylnosc i naiwnosc i glupota razem wziete. Dobrze, ze teraz caly swiat sie o tym dowiedzial. Mam nadzieje, ze z tym bedzie sie wiazala jednak pewna zmiana w mysleniu i w postepowaniu. A teraz cos innego – mozesz mnie powitac w swoim Klubie Zablokowanych Na Deonie 😉 Tam tez sie obecnie dokonuje zmiana w mysleniu 🙂

@Konrad
Dzięki. Fajnie byłoby kiedyś pogadać w „realu”.
Z tego co pamiętam mieszkasz w Niemczech, ja z kolei na północy Polski.

Witaj w Klubie Zablokowanych 🙂
Ja po prostu w końcu skasowałem tam konto bo uznałem, że skoro nie są usuwane pojedyncze komentarze w których stwierdzono jakieś naruszenie regulaminu tylko na żywioł wszystko jak leci nawet sprzed kilku miesięcy, to już nie ma czego tam szukać.
Ich tłumaczenia do mnie mailem były sztampowe i widać było że po prostu wklejają każdemu to samo.

Poprawianie historii to już nie ten poziom „dyskusji” dla mnie.
Orwella co prawda czytałem ale zobaczyć jego treści zastosowane we współczesności to jednak coś innego 🙂

Wrócę do pytania z początku komentarzy? Co teraz? Czy tylko Paweł M. i jego współbracia są winni, czy jest to systemowy problem formacji osób duchowych, którzy mają aspiracje do prowadzenia wiernych, sami nie będąc osobami dojrzałymi, często z zaburzeniami psychicznymi, zgodnie ułomną własną formacją? W Polsce nie ma porządnych studiów teologicznych, nie mamy dobrych teologów, przynajmniej nie takich, którzy są zdolni do niezależnego i twórczego myślenia. Jak nie ma nauki, jak nie ma ważnych kierunków studiów, to zaczyna się magia, przedstawienia, dachowe harce, tańce i pląsy, odwoływania do emocji, które mają zastąpić rozum. Przy takim deficycie nauki teologicznej, w ostatnim czasie rośnie liczba charyzmatycznych przewodników, księży i zakonnic, emocjonalnie rozchwianych, niedojrzałych, porywających nie wiedzą, ale emocjami. Nazywają to katechezą, rekolekcjami, formacją, a to po prostu miraż, fatamorgana. Naukę łatwo zastąpić magią i w prosty sposób z jej pomocą można wylansować się na guru z wielką liczbą fanów. Słaby, zakompleksiony, chromy i „garbaty” zdrowieje – po prostu cud! Często w tzw. środowiskach teologicznych, naukowy proces ewaluacji i weryfikacji ma wiele, ale to wiele do życzenia, odbiega od norm i standardów. Rodzi się z tego, to co mamy obecnie – jedna wielka duchowa pustka. Gdyby do tego dodać tzw. formację duchową pozbawioną niezależnego myślenia, to mamy, co mamy.Byłem wielokrotnie świadkiem perfidnych emocjonalnych gier prowadzonych przez księży i zakonnice, bazujących na wywoływaniu emocji, większych i mniejszych spekulacjach, mających uczynić drugą stronę uległą, albo pokonaną. Wszystko z wykorzystaniem religii, przy powoływaniu się na miłość i emocje. Z jednej strony strony kreowanie własnego ” świętego” wizerunku i powoływanie się na piękno, z drugiej aroganckie zachowania i bezpardonowa walka. Oszustwa. Spektakl obłudy i infantylizmu. Nie widzę w środowiskach teologicznych materiału na zmianę. Wyjście z takiej sytuacji jest jedno: odejść. Z biegiem czasu, odczuwa się ulgę, brutalny świat pozostawiasz za sobą, nie należysz do niego, bo życie jest zbyt fajne, aby żyć w złudzeniach i być prowadzonym na sznurku przez psychopatów. Należy postawić na edukację.

@Jerzy2 Prosze wybaczyć polemiczne zacietrzewienie ale sytuacja dotycząca hierarchi katolickiej a opisana przez Pana w mojej ocenie ma ogromny związek z naszym społeczeństwem czyli nami. Pisząc najprościej jeżeli hierarchia nie otrzymuje sygnałów że lud jest niezadowolony , mało tego , że za chwilę wybuchnie to niby z jakiego powodu ma sie zachowywać w inny sposób. Zarówno wewnątrz jak i na zewnatrz czyli wobec powierzonego mu ludu bożego. To jest mechanizm stary jak stara jest ludzkość. Jeżeli nie wymagasza szacunku to zapomnij o nim , a przygotuj sie na poniżenia a w konsekwencji dochodzi się do roli ofiar Pawła M. i jemu podobnym. Ale nic nie pozostaje bez kary.Wszystko to dzieje się do pewnego momentu.A później jest już taja sytuacja jaką mamy dzisiaj na świecie.Rocznie giną setki tysięcy chrześcijan a setki tysięcy albo miliony odchodzą od Kościoła.Co ciekawe to ta sytuacja była już opisana w objawieniach z XVII bodajże w Peru.Lekarstwo było podane już w objawieniach w Guadalupe.Najmniej poważany w swoim szczepie indianin czyli nikt miał pouczyć biskupa.Osoby wyznajace „sola scriptura” znajda na kartach Bożego Objawienia bez problemu jeszcze więcej podpowiedzi jak się zachować w dzisiejszej sytuacji. Generalnie myślę że jest ak źle bo nie ma silnego sygnału ze strony laikatu – „Nie akceptujemy takiej sytuacji i nie doprowadzajcie do nowej reformacji bo mnożenie podziałów nigdy nie dało dobrych rezultatów” Pozdrawiam

@Krzysztof
Nie ma czego wybaczać. Ja bardzo cenię sobie rzeczową dyskusję. Bez dyskusji nie ma wymiany poglądów a bez takowej nikt nigdy nie zmieniłby zdania na żaden temat.

Generalnie ma pan rację że takie sygnały „z dołu” są ważne ale… ważniejsze jest branie ich pod uwagę a nie „zlewanie”, bo potem wszystko dochodzi do momentu bardzo krytycznego gdzie mogą tysiące czy miliony odchodzić a „góra” będzie wielce zdziwiona.

Natomiast jest inne poważne zjawisko a mianowicie degeneracja hierarchii jako takiej w wyniku naturalnych procesów opisanych przez wielu na kartach książek nawet i przed wojną.
Należy zdać sobie sprawę, że zamknięte męskie środowisko jest podatne na czynniki degeneracyjne bez związku ze środowiskami z których pochodzą poszczególni jego członkowie (nikt mi nie powie że istnieje jakiekolwiek środowisko w Polsce które pochwala… współżycie z dziećmi (!) – może jedynie środowisko jakichś totalnych degeneratów ?) .

Ponadto istnieje jeszcze takie psychologiczne zjawisko jak złe zachowanie się osoby, w założeniu dobrej, postawionej w sytuacji gdy inni także postępują źle (polecam w tym zakresie rewelacyjną pozycję Philippa Zimbardo „Efekt Lucyfera”).
Człowiek dobry nagle zaczyna zachowywać się nagannie na dodatek usprawiedliwiając sobie pewne czyny. Ludzie są zdolni do rzeczy niebywałych i to zarówno dobrych jak i złych w zależności w jakie środowisku się znajdą.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.