Jesień 2021, nr 3

Zamów

Siedź cicho jak Maryja? Pytania do abp. Józefa Kupnego

Abp Józef Kupny podczas mszy na zebraniu plenarnym Konferencji Episkopatu Polski na Jasnej Górze 28 sierpnia 2020. Fot. Episkopat.pl

Nie wierzę w złe intencje abp. Józefa Kupnego. Gdybym miał taką możliwość, z chęcią dopytałbym go, co dokładnie miał na myśli w niefortunnej homilii.

Słowa metropolity wrocławskiego abp. Józefa Kupnego z ostatniej soboty, w których to hierarcha mówił o krytyce i miłości Kościoła, zaskakują.

Jedną z większych zalet arcybiskupa – o której dobrze wiedzą mieszkańcy archidiecezji wrocławskiej – jest zdolność do roztropnych i dobrze przemyślanych wypowiedzi. W taki sposób abp Kupny mówił np. o potrzebie podporządkowania się obostrzeniom i pogłębiania duszpasterstwa w trakcie pandemii albo o konieczności pomocy uchodźcom.

Arcybiskupowi starczyło też odwagi i mądrości, by zwrócić się do wiernych w trudnej dla wielu osób chwili, gdy ogłoszone zostały watykańskie sankcje wobec kard. Henryka Gulbinowicza. Choć trudno przy okazji nie dostrzec, że o osobach, które „doznały krzywd i cierpienia” w związku z zaniedbaniami kard. Gulbinowicza abp. Kupny pisał w trzeciej osobie, podczas gdy do wiernych zwracał się, znacznie obszerniej, pisząc „wy”. W ten sposób – zapewne nieświadomie – wprowadzał podział wyłączający skrzywdzonych ze wspólnoty Kościoła.

Przypominam te wszystkie wypowiedzi w związku z wrażeniem, że słowa arcybiskupa z ostatniej soboty – wypowiedziane do uczestników pielgrzymki wspólnot żywego różańca – niestety nie były ani roztropne, ani przemyślane.

Owszem, także w tej homilii nie zabrakło wartych uwagi myśli, jak np. wspomnienie o wspólnocie „zagubionej, poranionej, pełnej żalu do siebie za niezdany egzamin z wiary, miłości i wierności”. Taką właśnie wspólnotą wydaje się dzisiaj Kościół w Polsce i cieszy, że są hierarchowie to dostrzegający.

Słowa abp. Józefa Kupnego mogą sprawiać wrażenie próby uciszania wszelkiej krytyki, dokonywanej co gorsza za pomocą figury Maryi

Maciej Pichlak

Udostępnij cytat

Zasadnicza wymowa kazania była jednak inna. Najkrócej mówiąc, osobom występującym z krytyką biskupów – czyli, jak ujął to abp. Kupny, „podważającą autorytet apostołów” – zarzucał on „brak miłości Kościoła” i podsuwał postać Maryi, która po zdradzie apostołów miała rzekomo „nie okazywać swego gniewu, niezadowolenia czy braku zaufania”, ale „szanować ich wybór dokonany przez Syna” i „ich [apostołów] wspierać”.

Wszystko to brzmi bardzo pobożnie, może jednak sprawiać wrażenie próby uciszania wszelkiej krytyki, dokonywanej co gorsza za pomocą figury Maryi. (Związek, jaki hierarcha kreśli między apostołami a dzisiejszymi hierarchami, choć nie wypowiedziany wprost, wydaje się bardzo jasny). Samo to już jest kłopotliwe i zakrawa na nadużycie, a sprawę pogarsza jeszcze kontekst czasowy: słowa te z kościelnej ambony padały tego samego dnia, gdy ogłoszone zostały watykańskie kary wobec kolejnego poprzednika abp. Kupnego, czyli abp. Mariana Gołębiewskiego (pełnił urząd metropolity wrocławskiego bezpośrednio po kard. Gulbinowiczu).

Jednocześnie nie wierzę, że rzeczywiście takie były intencje arcybiskupa. Gdybym więc miał taką możliwość, z chęcią dopytałbym abp. Kupnego, co dokładnie miał na myśli w niefortunnej homilii.

Oto lista pytań, które chciałbym zadać biskupowi:

Po pierwsze, czy dopuszcza Ksiądz Arcybiskup możliwość istnienia takiej krytyki Kościoła lub jego części (np. hierarchii), która jest wyrazem miłości do Kościoła, a nie jej braku?

Po drugie, jaka jest zdaniem Księdza Arcybiskupa granica między uzasadnioną krytyką a nieuprawnionym „podważaniem autorytetu”? I czy każde podważanie autorytetu – w tym i takie, które odwołując się do faktów i argumentów wskazuje, że być może uznawaliśmy czyjś autorytet niesłusznie lub na wyrost – jest szkodliwe?

Po trzecie, czy uznaje Ksiądz Arcybiskup prawo tych, którzy rzeczywiście doświadczyli krzywdy ze strony ludzi Kościoła – niezależnie od tego, czy dziś uważają się za część jego wspólnoty, czy ją opuścili – do uczucia „gniewu, niezadowolenia lub braku zaufania” (to własne Księdza Arcybiskupa słowa)? Czy mówiąc ogólnie o różnych trudnych i bolesnych doświadczeniach w Kościele, nie powinno się więcej miejsca i uwagi poświęcić ofiarom takich doświadczeń, a nie wyłącznie „krytykowanym apostołom”?

Po czwarte, czy wygłaszając sobotnią homilię znał już Ksiądz Arcybiskup decyzje zapadłe w spawie abp. Gołębiewskiego i czy wiedział Ksiądz o tym, że tego dnia mają one zostać ogłoszone? Czy nie uważa Ksiądz Arcybiskup, że – o ile miał Ksiądz taką wiedzę – należałoby się wprost odnieść do sprawy, skoro mówi się o bolesnych doświadczeniach i zranieniu w Kościele?

Po piąte, przypisał Ksiądz Arcybiskup Maryi postawy i zachowania, dla których nie ma wyraźnych podstaw w Piśmie Świętym. To ostatnie nic nie mówi o tym, w jaki sposób Maryja odnosiła się po śmierci swego Syna do Jego uczniów, ani też żadnych jej słów do nich skierowanych. Przy całym uznaniu dla pobożności maryjnej, która widzi w jej osobie „matkę Kościoła”, czy nie uważa Ksiądz Arcybiskup takiego przypisania za nadużycie? Czy dostrzega Ksiądz Arcybiskup ryzyko polegające na tym, że w ten sposób każdy może w zasadzie dowolnie łączyć z osobą Maryi takie zachowania, które będą pasować do jego lub jej poglądów?

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Wreszcie, po szóste, w homilii wiele miejsca poświęcił Ksiądz Arcybiskup refleksji nad wspólnotą Kościoła. Czy zatem rzeczywiście uważa Ksiądz Arcybiskup, że Kościół w Polsce jest dzisiaj wspólnotą „pełną żalu do siebie za niezdany egzamin”? Żalu nie do innych, ale właśnie do siebie samej? A jeśli tak jest, jaka może być nasza wspólnotowa odpowiedź na ten żal i uczucie poranienia?

Odpowiedź na te pytania wydaje mi się o tyle ważna, że nie tylko pozwoliłaby rozjaśnić narosłe wokół słów Księdza Arcybiskupa nieporozumienia; miałaby także szansę przyczynić się do refleksji nad tym, jak możemy wspólnie wyjść z obecnego poczucia żalu i jak pomóc tym – zarówno osobom, jak i wspólnotom – którzy doświadczyli zranienia.

Przeczytaj także: Błogosławiony czas kryzysu. Jesteśmy dziś jako Kościół do naga rozebrani przed światem

Podziel się

8
7
Wiadomość

Komentarze (36)

W dniu 24 sierpnia wyslałem list, email do sekretarza abp. Kupnego z moimi słowami, słowami czlowieka wykorzystanego przez ksiedza we wczesnej młodosci, do dzis ani sekretarz arcybiskupa ani sam abp. Kupny na moj słowa nie odpowiedzieli! I tak to jest! Mamy siedzieć cicho! Jestesmy ogonem! Jak to jeden z biskupów powiedział. Pycha przez Was, biskupi przemawia! Pycha! Egoizm! Władza i pieniadze są dla was najwazniejsze! Nie człowiek! Wasze serca są z lodu!

Panie Tomaszu. Ja też swego czasu napisałem list do kurii katowickiej dwa lata temu pod wpływem ukazania się filmu dokumentalnego braci Sekielskich i do dziś nie otrzymałem jakiejkolwiek odpowiedzi. Czego oczekiwać po takiej instytucji? Nie można traktować instytucji Kościoła (kurii) traktować poważnie skoro nie poważnie traktuje nas. Mają problem, z którym nie chcą się z nim zmierzyć. Pozdrawiam

Do kurii katowickiej….abp. W. Skworc….. TW Dąbrowski….. to ten, który sam się ukarał… ale nadal jest arcypasterzem diecezji…. nigdy za donoszenie nie przeprosił tych, na których donosił. …. Brak lustracji w EP teraz się mści ! To ci biskupi TW SB tuszowali księży zwyrodnialców aby czasem haki jakie miała na tych biskupów …. SB na wierzch nie wyplyneły.

Szanowny Panie Tomaszu, taka byla umowa przy Okraglym Stole, potem jeszcze byla czerwona kreska, zreszta biskupi TW byli w wiekszosci przypadkow homoseksualni. Jakies haki musiala SB miec, normalni ksieza hetero majac kobite na boku byli tolerowani. Wszystko wina PiSu, taka partia jak PiS nie miala prawa nigdy Polska rzadzic, Okragly Stol sie zawalil, karaja tylko biskupow, ksiezy, TW Bolek mimo niezbitych dowodow tez nie jest pociagniety do odpowiedzialnosci za klamszwo lustracyjne. Mowicie ze pisze zle o Polsce, ale tylko w Polsce doszlo do takiej korupcji politycznej, nie ma sie czym wiec szczycic, Polską nadal chce rzadzic komuna i jej akolici.

Za PO I PSL mielibysmy homo małzeństwa i adopcję dzieci przez takie pary… Panie Kamilu! Co Tusk trzy dni temu powiedzial? Ze jak wygra wybory, jego pierwszą decyzją bedzie legalizacja homo psedomałzenstw. Ale o tym to juz Pan zapomniał powiedzieć….

Karają tylko biskupów i ksiezy, pisze Pan Kamil. Biskupów karze Watykan na podstawie motu proprio VELM. I nie słyszalem aby na podstawie VELM był ukarany jakiś ksiadz.. owszem są karani ale na podstawie procesów cywilnych wytaczanych im przez ich ofiary. Za PO I PSL takich procesów nie było. PO też szła reka w rękę z hierarchią.

Oan zawsze odpowiada wybiorczo, prosze odniesc sie do wszystkich przypadkow, nazwiska biskupow znam na pamiec, a panowie S, czy Z, sa tylko literkami i cisza, jakos nie rozmawia sie z ofiarami, dostali rykoszetem, ale tak juz bywa, gdzie drrwa rabia tam….. Jestes za sprawiedliwoscia, wszystkich jedna miara.

Poczekajmy na wizytę Ad limina biskupów w Rzymie. Papiez podejmie decyzje bo innego wyjscia nie ma.

Bardzo dobrze wiedział co mówi. To były przemyślane słowa które padły w dniu nałożenia kary na jego poprzednika na tronie archidiecezji wrocławskiej. Komunikat musiał więc być skonsultowany i przygotowany przed tym przemówieniem. O co więc chodzi? Biskupi żyją w swoim świecie zupełnie nie rozumiejąc świata realnego.

Pytania niewygodne, ale uprawnione. Pozytywnie odbieram umiar/powściągliwość Autora, co zaprasza do nie emocjonalnej rozmowy. Postawą tych biskupów, którzy tuszowali przypadki pedofilii jesteśmy głęboko zawiedzeni, ale odnośmy to także do standardów, jakie panują w świecie, które przyzwalają na ukrywanie zła swoich bliskich. Ten naturalny odruch znajduje nawet swoje odzwierciedlenie w powszechnie akceptowanym prawie w kodeksie karnym do odmowy obciążania swoich najbliższych. Biskupi odpowiedzialni za tuszowanie tak właśnie się czuli wobec swoich księży, co prawdopodobnie wynikało z tego, że w sercu już nie mieli miejsca by objąć nim także ofiary, gdy w wyniku zaniedbań ksiądz seksoholik mógł krzywdzić dalej. To źle, ale powstrzymywanie się od informowania organów ścigania i opinii publicznej o przestępstwach osób bliskich to zachowanie powszechnie akceptowane przez społeczeństwo. Taki przykład z innego obszaru. Słyszymy czasem o przypadkach wykrytej w sektorze publicznym korupcji. A czy słyszał ktoś o wykrytej korupcji w sektorze prywatnym? Publicznie nie. Ale jest to zjawisko może nawet powszechniejsze niż w sektorze prywatnym, że dostawca korumpuje najemnych menedżerów odbiorcy by nie podejmowali optymalnej dla swojego właściciela decyzji. Dotyczy to zwłaszcza dużych korporacji, gdzie właściciel jest rozproszony lub zbyt daleko od szczegółowych decyzji. Znam liczne przykłady umów proponowanych przez takie korporacje zawierających klauzule, że jeżeli okaże się iż została zawarta w wyniku korupcji, to grożą takie lub inne poważne konsekwencje. Dlaczego jednak o takich ujawnionych przypadkach nie słyszymy? Bowiem oszukana firma, jeśli się o tym dowie, stara się rozstać ze złodziejem po cichu, aby dodatkowo nie zaszkodzić sobie wizerunkowo, puszczając w świat łapówkarza, by szkodził innym firmom, które go zatrudnią. Pamiętam konkretny przypadek, jak w roku 1990 po uwolnieniu kursu złotówki renomowana gazeta o dużym autorytecie społecznym zamieszczała na pierwszej stronie notatki (a w głębi rozwinięcie) typu „wczoraj dolar po 4500 zł., jutro będzie po 5000 zł.” Redakcja tej gazety dowiedziała się pokątnie (a wiem to od jej pracownika), że jej dziennikarz i autor relacji o kursach walut miał dodatkowe zlecenie za usługi „wizerunkowe” u właściciela największej sieci kantorów wymiany walut Lecha Grobelnego, właściciela spółek Dorchem i Bezpiecznej Kasy Oszczędności, które skończyły aferalnie, a ich właściciel po wyjściu z więzienia został zamordowany. Gazeta po cichu zwolniła dziennikarza. Przecież to były te same motywacje, które dziś ta gazeta zarzuca biskupom tuszującym nadużycia seksualne księży. Nie porównuję przypadków, tylko zwracam uwagę, że postępowanie biskupów, którzy tuszowali przypadki pedofilii mają ten sam korzeń, co zachowania osób/podmiotów ofiar oszustów dotychczas akceptowane społecznie. Bynajmniej też nie relatywizuję – traktowanie siebie przez Kościół jak zwykłego interesariusza to katastrofa. Nie usprawiedliwiam, ale staram się zrozumieć zjawisko, bo tylko jego zrozumienie daje szansę na skuteczne jego ograniczenie. Skoro Autor wykazał tyle dobrej woli w zrozumienie intencji abp Kupnego, to ja się dorzucam z tym, że być może nie najfortunniej chciał wyrazić, bo nikt inny nie chce zaciągnąć odium „obrońcy pedofilów”, m.in. także to, o czym powyżej napisałem.

Rozumiem intencje i argumentację mojego Przedkomentatora. Wiem, że nikogo nie usprawiedliwia, a tylko – próbując zrozumieć – analizuje zarówno wypowiedź bpa Kupnego, jak i pewne (w różnym stopniu uświadamiane) mechanizmy ludzkich, a także „wewnątrzinstytucjonych” zachowań.
Chcę zwrócić uwagę na inny aspekt sprawy. Otóż biskup ma rozmaite zobowiązania/powinności – i jako kapłan, i jako zwierzchnik („ojciec”) diecezji. Można zatem oczekiwać, że jego miłość kapłańska i ojcowska obejmuje wszystkich diecezjan, są mu oni bliscy.
Tymczasem bp Długosz, mówiąc o „misji ojca diecezji” oraz „sprzeniewierzaniu się swemu powołaniu” nie pozostawia wątpliwości: i misję, i powołanie – w konkretnych sytuacjach – chce realizować wyłącznie w odniesieniu do braci w kapłaństwie. Być może miłość do wiernych świeckich powierzonych jego opiece wyraża się inaczej, choćby przez łzy ronione w ciszy, dyskretnie, podczas samotnych przechadzek? Bo motyw zadośćuczynienia w biskupich rozważaniach się nie pojawia.
Późniejsze wypowiedzi niektórych duchownych oraz znamienne milczenie wielu innych pozwalają sądzić, że nie jest w takim myśleniu (i postępowaniu) odosobniony. A co z godnością urzędu, na który biskup został powołany? Bo miłość braterska miłością braterską, ale szef diecezji ma bardzo konkretne, przyziemne, szczegółowo opisane obowiązki.
Ponownie zastrzegam: pojmuję intencje p. Piotra i przeprowadzone przez niego rozumowanie. Ja użyłam kalkulatora – wiem, wiem, to takie prostackie… Otóż według dostępnych ogólnopolskich danych statystycznych każdy biskup diecezjalny (z pomocniczymi licząc) teoretycznie miałby średnio niemal 250 „bliskich” (a gdy uwzględnimy także biskupów seniorów – ponad 150). W przypadku lokalnych przełożonych zakonnych – niemal 200.
Nawet najbardziej miłujący braci biskup, znawca prawa kanonicznego i zorientowany w prawie powszechnym jak każdy obywatel, musiałby mieć świadomość, że taka armia bliskich nie jest akceptowalna dla żadnego sądu.
Z kolei Sędzia Najwyższy może przypomniałby zdanie: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. I że mieliśmy się wzajemnie miłować – wszyscy.
Teraz już absolutnie poważnie. Najmniejsi, mali, średni, więksi – nieważne. Istotne, że świeccy. Oni dla niektórych biskupów jakby nie istnieli. Czy doznają krzywdy, czy o skrzywdzonych się upominają, czy przestrzegają głośno, bo widzą grzech albo błąd, są niewidziani, niesłyszani. W najlepszym razie, bo przecież bywali/bywają ogonem, wrogami i Bóg jeden wie kim jeszcze.
Czas płynie, świat, społeczeństwa i społeczność wiernych się zmieniają. Mnie się zdaje, że miłość w naszym Kk staje się jakby jednokierunkowa. Wierni się martwią, modlą, wołają: otwórzcie oczy, opamiętajcie się, bo wspólnota się rozpada. Tego przecież nikt nie robi z nienawiści do Kościoła czy biskupów. Oczywiście pomijam tu regularny hejt czy złe intencje, które jednak dotykają każdej niemal sfery naszego życia.
Dlaczego żadnemu z hierarchów nie przeszło przez gardło: słyszę was, widzę, że się troszczycie o Kościół, pomódlmy się i namyślmy razem?

Zgadzam się z Pani komentarzem. Sam też, chociaż nie jako pierwszy, zauważyłem w jednym z wcześniejszych komentarzy, że biskup-ojciec jest dla wszystkich ochrzczonych, nie tylko niektórych, jak implicite wynikało z wypowiedzi bp Długosza. Podtrzymuję, że lepiej rozumieć swojego adwersarza niż myśleć, że on działa/wypowiada się nieracjonalnie, a ja jeden wiem wszystko. Owszem, nie wyrzekając się swoich poglądów.

Tak. Jeśli chcemy działać racjonalnie, efektywnie (i uczciwie), nie możemy z góry zakładać braku racjonalności w postępowaniu/wypowiedziach adwersarzy. Zdarza się – i dobrze – że nasze analizy prowadzą ostatecznie do korekt czy pogłębienia własnych, wstępnych ocen. Dopiero urealniając obraz sytuacji, zyskujemy szanse na znalezienie faktycznie możliwych – a nie jedynie pożądanych – rozwiązań problemów.
W innej sytuacji są sędziowie, korzystający z jednoznacznych przepisów ustanowionych i spisanych, z tym, że także sędziowie interpretują prawo w odniesieniu do konkretnych sytuacji (poprzez uzasadnienia orzeczeń czy wykładnie przepisów dokonywane przez sądy instancji najwyższych).
My – komentując tutaj wydarzenia czy zjawiska – nie wydajemy wyroków. Formułujemy natomiast własne oceny. Przyglądamy się, pytamy, próbując to wszystko zrozumieć i szukając możliwości naprawy tego, co oceniliśmy jako co najmniej niedobre.
Ja nie oczekuję, że hierarchowie Kk będą – en masse – święci, bo to niemożliwe. Chcę tylko, aby byli tak po ludzku przyzwoici: szanowali (jeśli już nie: kochali) bliźnich, rzetelnie wypełniali obowiązki (godnie sprawowali powierzony urząd), stosowali się do przepisów prawa (kanonicznego i państwowego). To absolutne minimum dla każdego członka jakiejkolwiek społeczności, a co dopiero dla tych, którzy nas „z nadania Pana” nauczają i rozliczają z występków (grzechów).
Jak Pan zauważa, impulsem do pewnych wypowiedzi czy działań bywają normy środowiskowe/obyczajowe sankcjonowane – w jakimś stopniu – przez prawo (zgoda na nieobciążanie bliskich) czy opaczne rozumienie interesu instytucji. Do tego oczywiście dochodzą wstyd, lęk przed utratą dobrego imienia czy poniesieniem odpowiedzialności (karnej, cywilnej). Biskupi są „z ludu wzięci”, a więc nie wolni od człowieczych skaz. Tylu ich jednak mamy w Kościele, że chyba jest komu napomnieć błądzącego brata?
Tutaj p. Joanna wspomniała, że próbując rozmawiać z księżmi, odbija się od muru wyższości i nieomylności. Ja widać miałam odrobinę szczęścia. Moi rozmówcy to oczywiście nie hierarchowie, a ich stanie w prawdzie i troska o wspólnotę raz po raz są „bombardowane i unieważniane” – to cytat – przez kolejne biskupie dywagacje.

czyli przestańmy się oszukiwać i nazwijmy to po imieniu – biskupi to nie żadni pasterze tylko najemnicy którzy dbają o swoich księży a reszta stada jest im zupełnie obojętna

Dajmy spokój arcybiskupowi Józefowi. Zakończmy ta nagonke. Ona do niczego dobrego nie prowadzi. Ostatnio jest moda na polowanie na to co powie biskup i szukanie drugiego dna. Człowiek wiary na nikogo nie poluje tylko stara się go zrozumieć. Zrozumienie to podstawa.

Panie Janie – brak odpowiedzi na słowa bp. Długosza i teraz na słowa abp. Kupnego pokazuje jasno ze biskupi się okopali na swych stanowiskach, brak reakcji pozostalych biskupów jest faktem! Bo oni prawie… wszyscy myslą tak samo! Mamy cicho siedzieć! Milczeć! Proces 25 letni ks….. Dymera niczego Panu nie powiedział? Szef tv trwam tez tak samo mysli , pamieta Pan te słowa? A KTÓZ NIE MA POKUS? O kim tak szef tv trwam powiedział? O osobach wykorzystanych przez ksiezy! I zaden biskup tam wtedy obecny NIE ZAPROTESTOWAŁ ! ŻADEN! Z głów biskupów juz dawno wyparowało sumienie! Nie ma go tam!
Mało jest przykładów? Jeszcze za mało? Gdyby nie dwa filmy braci Sekielskich to do dziś dnia hierarchia nic by nie zrobiła ze zwyrodnialcami w koloratkach! Do dzis byliby przerzucani z parafii na parafię lub wysyłani za granicę! A osoby wykorzystane nigdy nie byłyby dostrzezone przez biskupów. Zresztą i tak nie są! Bo biskupi boją się ich odszukiwać! Poniewaz jeszcze wiecej szamba by się wylało!

Upominanie się o ofiary dewiantów seksualnych i rozliczenie tych którzy przez dziesiątki lat umożliwiali im ten proceder nazywasz nagonką? Ręce opadają jak się czyta takie komentarze.

To prawda, człowiek wiary na nikogo nie poluje, tylko stara się zrozumieć. Co ma jednak zrobić po n-tej nieudanej próbie zrozumienia?
Uznać samego siebie za nierozumnego – przestać myśleć z troską o Kościele, skoro jest się widać niegodnym obcowania z „natchnionym” biskupim słowem? Ale przecież wszyscy mamy w tej wspólnocie wzrastać, ubogacając się wzajemnie…
Zaprzeczyć, siłą woli, swemu – poczynionemu w dobrej wierze – rozeznaniu, by dochować wierności… biskupowi? Co wobec tego z „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi”?
Zwierzyć się biskupowi – oczywiście nie każdy ma taką możliwość – ze swych przemyśleń, a potem z zaufaniem przyjąć jako własny jego, kompletnie odmienny, pogląd? To byłby „heroiczny akt intelektualny”, wyraz pokory, czy raczej kapitulacja, unik, zwolnienie się ze współodpowiedzialności za Kościół?
Machnąć ręką na wszystko, zobojętnieć, bez przekonania słuchać mów głoszonych od ołtarzy, powoli tracąc wiarę w kolejne słowa/tezy padające stamtąd? A co ze: „Stań się czujnym i umocnij resztę, która miała umrzeć”?
Staram się zrozumieć. Tak, niełatwe jest czyszczenie dawno niesprzątanych komnat. Jestem w stanie wyobrazić sobie dramatyczne konflikty sumienia czy bolesną świadomość wzajemnego wykluczania się rozmaitych lojalności – owszem, także dlatego, że takie doświadczenia chyba żadnemu śmiertelnikowi nie są obce.
Rozumiem więc ludzkie rozterki, współczuję nawet (szczerze). Trudno mi się natomiast pogodzić z utratą poczucia odpowiedzialności za instytucję Kk i wspólnotę, widoczną aż nadto u niektórych hierarchów, i przymykaniem na to oczu przez innych. Z odtrąceniem ranionych w Kościele. Z krótkowzroczną polityką zagadywania istotnych problemów i wykręcania kota ogonem, szerzenia pogardy, pohukiwania na butny laikat, wskazywania „wrogów” – w świątyniach, od ołtarzy, w blasku biskupich fioletów.

No jakoś nie mogę zrozumieć braku zrozumienia wśród purpuratów dla ofiar zwyrodniałych kapłanów. Nie mogę zrozumieć dlaczego tacy przestępcy, ukrywający (ze zrozumieniem) przestępczych współbraci dalej od ołtarza pouczają mnie o moralności, o łasce, o chrześcijańskim wybaczeniu, o miłosierdziu. Dlaczego nie idą do więzień po sprawiedliwym procesie?

Bóg tak chce. Gdyby nie chciał, byłoby inaczej. Może więc warto zastanowić się, jak zdrowa jest ta miłość, którą podobno nas tak umiłował.

A jednak pycha! Nie wiem czy arcybiskup odpowie, co do zasady nie odpowiadają. Nie odpowiadają, bo przyjęła się narracja, że pytania zadają… wrogowie Kościoła, prawdziwie pobożny, według biskupów, nie ma wątpliwości, nie ma pytań, wierzy bezgranicznie w to, co usłyszy z ambony. Kim ja jestem wobec sakry biskupiej? W tym przekonaniu zadawanie pytań, świadczy o braku wiary (tak, tak!), braku zaufania do geniuszu ekscelencji i prawie na pewno o tym, że pytający czyta G.W., T.P. i ogląda TVN. To powoduje, że biskup i wielu naśladujących go księży nie odpowiada bojąc się zaciągnięcia rytualnej nieczystości. Jeżeli zadajemy pytania, jeżeli nawet kłócimy się, to znaczy że nam zależy – może jesteśmy zimni, może gorący, ale nie letni. Teoretycznie taka postawa powinna cieszyć każdego księdza, każdego biskupa, powinna ale nie cieszy. Kiedyś lekarka na moje obawy, że tu boli, tam boli powiedziała:” Proszę pana my lekarze najbardziej boimy się pacjentów w pana wieku, którym nic nie dolega, jak boli to robimy badania, przepisujemy terapię i pacjent ma szansę na długie życie”. Wygląda na to, że naszej hierarchii nic nie dolega, czują się świetnie, planują długie i oczywiście owocne pasterstwo. Wobec tego tylko pogratulować dobrego samopoczucia i optymizmu. Wszakże warto może sobie przypomnieć, co usłyszał bogacz z Ewangelii, któremu także nic nie dolegało, był zadowolony z sukcesów i miał bardzo nieskomplikowane plany na przyszłość.

Maryja wcale nie siedziała cicho. Zadawała Bogu pytania, samodzielnie podejmowała decyzje a w Magnificat wykrzyczała pod prąd możnym wszystkich czasów najpiękniejszy manifest polityczny. To była silna i niezależna wewnętrznie kobieta.

I nawzajem – też się podpisuję pod Pana komentarzem.
Próbuję od jakiegoś czasu rozmawiać z księżmi i odbijam się od muru wyższości i nieomylności za którym jest zwyczajny lęk przed jakąkolwiek dyskusją, jakby miał się przez to im świat rozsypać

Bo im by się rozsypał. Kto to widział,żeby kobieta i to świecka była mądrzejsza od Przewielebnego… Laikat nie może mieć nic do powiedzenia, tak to już jest urządzony nasz Kościół i oni ani rąbka władzy nie odpuszczą, proszę się z tym pogodzić.

Panie Kamilu, czemu Pan kłamie? O Unii Demokratycznej Pan zampomniał? O PO i Psl? Czemu? O Konfederacji, lewicy tez Pan zapomniał? Wreszcie nie ma głodnych dzieci! A takie były i to duzo za Po i PSL ! Dzieci jezdzą na wakacje, mają nowe meble, tornistry , artykuły szkolne! Czy to zle ze rząd dzieli sie dochodami Państwa z narodem? Z rodzicami z dziecmi? Ze są doplaty do kredytów dla młodych małzenstw na zakup mieszkań? Czemu tyle zła w Panu?

Kamilnapisał:
29 sierpnia 2021 11:38

Polska scena polityczna dzieli sie na Okragly Stol i PiS. To takie proste.
Co w tym zlego co napisalem, prosze mi powiedziec pokazac gdzie napisalem ze to co robi PiS jest niedobre, racze zbieram baty ze pisze o PiSie dobrze, przszkadzal mi tylko Gowin.

Kiedy ci smutno i nic nie wychodzi mów amen jak Maryja, amen widocznie Bóg tak chce … ot taka piosenka – naprawdę tylko piosenka? Nie wiem dlaczego ten tytuł skojarzył mi się, a może wiem … kiedy ci smutno i nic nie wychodzi siedź cicho jak Maryja, kiedy kolejny biskup za nos wodzi – siedź cicho jak … pasuje ? Znamy? Może czas się zastanowić jak nas przygotowano, by po prostu często siedzieć cicho… Jak już kiedyś dawno temu pisałam, dopiero się budzimy – i dzięki za komentarz głosu rozsądku.

Arcypasterz z pewnością pochyli się z troską nad tym wołaniem o refleksję. Ubogacający byłby już chociaż drobny gest: życzliwy uśmiech biskupa, przyjęcie stosownej „ofiary serca”, odważny wywiad w Naszym Dzienniku.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.