Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Bogumiła Berdychowska: Musimy zgodzić się na niezgodę z Ukrainą

Bogumiła Berdychowska odbiera Nagrodę Rzeczpospolitej im. Jerzego Giedroycia w 2016 r. Fot. Narodowe Centrum Kultury

W dającej się przewidzieć perspektywie nie uwspólnimy z Ukraińcami stanowiska w sprawie Wołynia. Do tego czasu musimy zgodzić się na niezgodę – mówi Bogumiła Berdychowska w podcaście „Zwięźle”.

Słuchaj też na SoundcloudYouTube i w popularnych aplikacjach podcastowych

Wesprzyj Więź.pl

80. rocznica zbrodni wołyńskiej stała się okazją do postawienia wielu trudnych pytań. Na jakim etapie pojednania polsko-ukraińskiego wokół historii znajdujemy się dziś? W jaki sposób na wydarzenia na Wołyniu i Galicji Wschodniej z lat 1943-1945 patrzą historycy polscy i ukraińscy?

W minionym tygodniu byliśmy świadkami dwóch ważnych gestów, które towarzyszyły obchodom tej bolesnej dla obu narodów rocznicy: wspólnego orędzia abp. Światosława Szewczuka – zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego – i abp. Stanisława Gądeckiego oraz ekumenicznego nabożeństwa upamiętniającego ofiary zbrodni wołyńskiej, w którym uczestniczyli prezydenci Andrzej Duda i Wołodymyr Zełenski.

W podcaście „Zwięźle” o perspektywach pojednania polsko-ukraińskiego mówi Bogumiła Berdychowska – publicystka specjalizująca się w historii Ukrainy w XX wieku i stosunkach polsko-ukraińskich. To laureatka Nagrody im. Jerzego Giedroycia w roku 2016. Należy do redakcji kwartalnika „Więź” i do Zespołu Laboratorium „Więzi”.

– Jeżeli udało się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat sporo zrobić dla polsko-ukraińskich relacji historycznych, to jest to w głównej mierze zasługa Kościoła, który krok po kroku, systematycznie zajmuje się tą sprawą i robi to w sposób roztropny. Kontakty między polskimi a ukraińskimi hierarchami rozpoczęły się już w 1987 roku – wskazuje Bogumiła Berdychowska.

Czy pojednaniu, które widzimy w obszarze dyplomacji kościelnej, towarzyszą obecnie analogiczne gesty ze strony polityków i historyków? – pyta Karol Grabias. Rozmówczyni podcastu „Zwięźle” tłumaczy, że kontekst trwającej za naszą wschodnią granicą pełnoskalowej wojny nie ułatwia Ukraińcom formułowania zniuansowanych stanowisk wobec trudnych wydarzeń historycznych, a wręcz przyczynia się do odmalowania świata i ukraińskiej przeszłości w czarno-białych barwach.

W dalszej części rozmowy redaktor „Więzi” dopytuje Bogumiłę Berdychowską o to, jak wojna wpłynęła na ukraińskie postrzeganie postaci i formacji, które są najtrudniejsze dla polskiej pamięci: Stepana Bandery i OUN-UPA. Czy Bandera jest bohaterem narodowym wszystkich Ukraińców? W jakiej perspektywie czasowej możemy spodziewać się krytycznego namysłu historyków ukraińskich nad postaciami, które są w Polsce oceniane jednoznacznie negatywnie?

W najnowszym odcinku podcastu „Zwięźle” dowiecie się także tego, czy polsko-niemiecka formuła pojednania z roku 1965, której pamiętnym symbolem są słowa biskupów „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, może przyczynić się do uzdrowienia naszych relacji ze wschodnim sąsiadem. Czy te słowa zdążyły już paść między naszymi narodami? Czy zostały wypowiedziane przez właściwe osoby i we właściwym czasie?

Wesprzyj Więź

Powstawanie podcastów „Więzi” można wesprzeć dobrowolną wpłatą na Patronite.pl/Więź.

Przeczytaj też: Wołyński konflikt pamięci

KG

Podziel się

1
Wiadomość

Musimy zgodzić się na niezgodę – jak pisze Autorka – czy może raczej pogodzić się odmiennością postrzegania zbrodni wołyńskich (i nie tylko na Wołyniu) przez Polaków i Ukraińców? I dlaczego niby mielibyśmy się pogodzić? Różnice w dominujących sposobach postrzegania są gigantyczne: Dla Polaków ukraińscy nacjonaliści spod znaku tryzuba byli megazbrodniarzami, oprawcami i katami, głównie kobiet i dzieci. Dla Ukraińców – bohaterami. Niestety, przeniosło się to także na młodsze pokolenia. Nie można więc mówić, że sprawa nie dotyczy współczesnych Ukraińców a jedynie tych, którzy już odeszli z tego świata i te straszne rzeczy robili osobiście. Nie można mówić, że to już nieaktualne i to temat jedynie dla historyków. Dodać trzeba, że popełniane okrucieństwa były zupełnie wyjątkowe nawet w długiej historii świata. Nawet esesmani i gestapowcy nie kazali Niemcom zabijać osobiście swoich nie niemieckich żon i wspólnych z nimi dzieci – pod groźbą zabicia ich samych. Te groźby nacjonaliści ukraińscy realizowali. Liczba tego typu zbrodni na Ukraińcach na dawnych kresach wschodnich jest szacowana na 20-25 tysięcy (łącznie z zabitymi za ukrywanie Polaków), a polskich ofiar na około 100 tysięcy. (Wymieniane są bardzo różne liczby, bo nikt tego dokładnie nie wie). Ofiarami byli także ci Ukraińcy, którzy wybrali życie, a więc wybrali wymordowanie swoich rodzin – bo z taką świadomością chyba nie dawało się żyć dalej. Może przypomnienie tych faktów “ruszy” choć trochę młodych fanów swej bohaterskiej jakoby tylko historii. Dodać trzeba, że morderstwa dokonywane na Polakach, Żydach, Czechach i innych mniejszościach narodowych charakteryzowały się zupełnie niezwykłym okrucieństwem, sadystycznym rozpasaniem. Śmierć zadawano długo i na różne straszliwe straszliwe i wyrafinowane sposoby. Musimy to przypominać, także jako kraj należący do Unii Europejskiej, zobowiązany i wobec niej do lojalności – nie tylko do lojalności wobec naszych wymordowanych rodaków. Aprobatywny stosunek Ukraińców do tych zbrodni (termin “czystki etniczne” nie oddaje grozy tamtych wydarzeń) nijak nie mieści się w unijnych wartościach. Uważam, że nie można akceptować członkowstwa tego kraju w UE bez przeprowadzenia czegoś w rodzaju denazyfikacji w powojennych Niemczech. Jeżeli zbrodnie dokonane na Polakach ich nie ruszają, to może jakieś ludzkie uczucia obudzą w nich zbrodnie, dokonane na Ukraińcach. Może po Buczy i Mariopolu będzie im łatwiej zrozumieć. To jest temat równoległy i niezależny od dzielności i bohaterstwa Ukraińców w toczącej się obecnie wojnie z Rosją. Jedno nie wymazuje drugiego. Pojednanie polsko-ukraińskie, w którym mieliby uczestniczyć tylko Polacy, byłoby tragifarsą. Byłoby hańbą.

@Matylda: Zrobili to Kwaśniewski i Komorowski, chociaż nie byli do tego upoważnieni. ,,Strach” jest opracowaniem typu hagada, która nie jest historią rozumianą jako nauka o dziejach. Postawa Ukraińców wobec ekshumacji pomordowanych Polaków jest taka sama jak Żydów w odniesieniu do swoich rodaków z Jedwabnego. W obu wypadkach chodzi o zatarcie prawdy historycznej.

Czyli Pan w każdym razie nie czytał “Strachu”. I… ależ Pan kłamie, w każdym swoim słowie niemalże. A “Więź” to puściła…Tutaj krótkie przypomnienie i sprostowanie kłamstw powyżej:
https://oko.press/dlaczego-chcial-wstrzymania-ekshumacji-jedwabnem-prostujemy-klamstwa-manipulacje. Czym jest hagada – to już sobie każdy może w internecie chociażby przeczytać. “Strach” jest o dziesiątkach innych obok Jedwabnego zbrodniach Polaków na Żydach. I składa się głównie z cytatów z wiarygodnych dokumentów dostępnych dla ż=każdego zainteresowanego w różnych archiwach.

@Matylda: Pani prezentuje mentalność zawierającą się w zdaniu: kto nie podziela naszych poglądów nie zasługuje na to, abyśmy z nim rozmawiali. Skąd Pani wie, że nie czytałem Grossa? Czytałem też opracowania J. R. Nowaka, M. Chodakiewicza, W. Sumlińskiego i E. Kurek, Pana Nikt i in., do których lektury odsyłam. Czytałem też “Strach” S. Srokowskiego. Odsyłacz do oko.press niczego nie prostuje. Niech Pani unika inwektyw.

Ja nawiązałem do tekstu pani Bogumiły Berdychowskiej, który zresztą uważam za dobry. Był on na temat pojednania polsko – ukraińskiego a nie polsko -żydowskiego. Trudno pisać jednocześnie o wszystkim. Autorka też nie pisała o wszystkim. Oczywiście, potępiam wszystkie zbrodnie, popełnione także przez Polaków, w tym zbrodnie w Jedwabnem. Ani ja ani moja rodzina nie musimy się jednak specjalnie kajać za Żydów. Mój ojciec w czasie okupacji jako podchorąży polskiego podziemia wyrabiał osobiście gratis “aryjskie papiery” i wraz z moją matką wyprowadzali nocą ludzi z żydowskiego getta w Krzemieńcu, tuż przed jego likwidacją. Niestety, byli w stanie uratować tylko niektórych, głównie dzieci. Dostarczał też (oczywiście bezpłatnie) żywność do getta we Lwowie – w takim zakresie, a jakim był w stanie. Wykonywał też we Lwowie, w imieniu podziemnego państwa, wyroki na szczególnych sadystach z SS i gestapo oraz na szmalcownikach. Mocno nadstawiał karku.Co jeszcze miał, Pani zdaniem, robić? Mnie jeszcze na świecie nie było, więc nic nie mogłem. Proszę uważać z atakami na oślep na ludzi.