Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Franciszek. Egzamin z braterstwa

Papież Franciszek podczas mszy w sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie 30 lipca 2016 r. Fot. Mazur / catholicnews.org.uk

Za obecnego pontyfikatu Kościół katolicki konsekwentnie zrzuca ze swojej władzy duchowej doczesną zbroję. „Jeśli chcemy, by wszystko pozostało tak, jak jest, wszystko musi się zmienić” – mówił papież do Kurii rzymskiej.

Dziesięć dotychczasowych lat pontyfikatu Franciszka w wielu aspektach trwale zmieniło oblicze Kościoła katolickiego. Z perspektywy czasu coraz wyraźniej widać, jak konsekwentnie próbuje on tworzyć nowy, braterski humanizm, mocno zakorzeniony w Chrystusie i przesłaniu Jego Ewangelii. Czy nie jest to właściwa okazja, by zrobić rachunek sumienia z rozumienia tego pontyfikatu i pokusy cichej schizmy, wyrażającej się w odrzucaniu nauczania papieża z krańców świata przez niektórych wierzących, także nad Wisłą?

Wesprzyj Więź.pl

Franciszek niesie doświadczenie Kościoła powszechnego, ale bije w nim serce Ameryki Łacińskiej. Jest biskupem Rzymu, którego wiara została w znaczący sposób ukształtowana przez kontakt z kontynentem amerykańskim, gdzie konkretne problemy i optyka wiary ogniskują wrażliwość moralną ochrzczonych w zupełnie inny sposób od świata zachodniego. Po czasach konkwisty wierni przebyli tam przez ostatnich pięć wieków drogę inną od tej na Starym Kontynencie, przez co także tematy nauczania papieskiego zwracają nas w stronę do tej pory mało znaną albo niedocenianą nad Tybrem.

Jezus jest naszym humanizmem

Ćwierć wieku temu, w 1998 roku, papież Jan Paweł II odbył historyczną podróż na Kubę, po której arcybiskup Buenos Aires Jorge Maria Bergoglio opublikował w formie książki pewne przemyślenia na kanwie tamtych wydarzeń („Diálogos entre Juan Pablo II y Fidel Castro”, Buenos Aires 1998; tłum. włoskie: „Uno sguardo su Cuba. L’inizio del dialogo. Giovanni Paolo II e Fidel Castro”, wprowadzenie Andrea Riccardi, Milano 2015).

Czy cicha schizma nie dokonała się także w sercach niektórych katolików? Zamiast próbować zrozumieć Kościół i jego przemiany, zaczęli buntować się przeciw Magisterium Franciszka

Ks. Wojciech Kućko

Udostępnij tekst

Diagnozując w jednym z rozdziałów współczesność, abp Bergoglio nazywa ją „czasem humanizmów” (wł. il tempo degli umanesimi). Jeśli szukamy wspólnego mianownika działalności duszpasterskiej, języka gestów i dyplomacji papieża z „krańców świata”, możemy czytać dekadę jego posługi właśnie w kluczu „czasu humanizmów”.

Temat humanizmu wypłynął w czasie V Narodowego Zgromadzenia Kościoła włoskiego w 2015 r. we Florencji, podczas którego Franciszek wskazał, że to „Jezus jest naszym humanizmem”, zaś on sam nie chce kreślić jakiegoś majaczącego w abstrakcjach „nowego humanizmu”, jakiejś wizji człowieka. Chodzi mu raczej o „humanizm chrześcijański”, który jest oparty na dążeniach, które były w Chrystusie (por. Flp 2,5), będących nie tyle abstrakcyjnymi uczuciami, ile wewnętrzną siłą do właściwego życia i podejmowania decyzji.

Czy jednak, jak twierdzą niektórzy, Franciszek nie jest nazbyt ludzki w swoim posługiwaniu?

Franciszek – imię lęku

Obnażenie i ogołocenie, którego na początku XIII wieku dokonał Franciszek z Asyżu, tak bardzo musiało dotknąć kolejne pokolenia, że przez wieki rosła nawet pewna obawa, by tego imienia nie przyjmował następca św. Piotra. Zaraz po II Soborze Watykańskim, w epoce zamętu i niepewności, znaleźli się jednak pisarze, którzy potrafili sobie wyobrazić Franciszka I.

Piero Imberciadori w quasi fantastycznej powieści z 1966 roku, zatytułowanej „Papież Franciszek I. Historia papieża, który nigdy nie istniał” („Papa Francesco I. Storia di un papa che non è mai esistito”, Florencja 1966) opisuje rządy Pietra Alberery, żyjącego w latach 1920–2005 (sic!) – Włocha z korzeniami afrykańskimi, który po śmierci swej żony, jako 43-letni misjonarz działa w Kongo. Wybrany na papieża w 1985 roku potrafi wiele zdziałać w świecie: łączy Kościoły i wspólnoty chrześcijańskie, przybliża inne religie, jedna się z komunizmem, jedzie do Moskwy i Pekinu, a także zaprowadza pokój na ziemi.

Kiedy w 2013 roku imię Franciszka ogłosił kardynał diakon z loggi bazyliki św. Piotra na Watykanie, pewnie bardzo niewielu wiedziało o fantazjach Imberciadoriego, ale od tamtego wieczoru na ustach coraz większej liczby obserwatorów tego pontyfikatu zaczęły gościć słowa znane z „Legendy o wielkim inkwizytorze” z „Braci Karamazow” Fiodora Dostojewskiego, wypowiedziane przez kardynała, który uwięził Jezusa i rzucił mu w twarz: „Dlaczego przychodzisz nam przeszkadzać? Bo że przychodzisz, aby nam przeszkadzać, to sam dobrze wiesz”.

„Kultura odrzucenia”, o której mówi tak wiele papież Franciszek, stała się także jego osobistym doświadczeniem.

Ocalanie etyki chrześcijańskiej

Od początku pontyfikatu wielu zaczęło mówić o Franciszku, że nie będzie to taki intelektualista, jak jego ostatni poprzednicy; że nie ma on do zaoferowania wielu myśli, zaś jego przemówienia i teksty krążą wokół niemal ciągle tych samych tematów.

Tymczasem Franciszek w czasie ostatniej dekady wydał 39 konstytucji apostolskich, jedną bullę, 3 encykliki, 5 adhortacji apostolskich, kilkaset listów, orędzi, motu proprio, setki, jeśli nie tysiące kolejnych przemówień, audiencji, przesłań i telegramów. Jako pierwszy papież w historii niemal codziennie mówił w latach 2013–2020 kazania w czasie Mszy świętych z udziałem wiernych w kaplicy Domu św. Marty. Podczas pandemii COVID-19 okazał się prawdziwym proboszczem świata, bo jego medytacje poranne śledziły miliony ludzi, przyjmując także duchowo Komunię świętą.

W ciągu 10 lat odbył 40 pielgrzymek zagranicznych, odwiedzając 58 krajów, zaś we Włoszech w czasie 36 pielgrzymek spotkał się z wiernymi w 41 różnych miastach. W trakcie jego pontyfikatu zostało beatyfikowanych 1482 Sług Bożych w czasie 158 ceremonii publicznych oraz jeden na mocy beatyfikacji równoważnej (był to żyjący w latach 1425–1485 Polak, Michał Giedroyć). Beatyfikacje i kanonizacje równoważne są oparte nie na procesach o uznanie stwierdzenia świętości osób, lecz na dekretach papieskich zezwalających na kult w Kościele pewnych postaci jako błogosławionych bądź świętych bez przeprowadzenia formalnego postępowania beatyfikacyjnego bądź kanonizacyjnego. 7 listopada 2018 roku papież uznał kult tego krakowskiego świętego za istniejący od bardzo długiego czasu.

W listach publicznych i deklaracjach nie brakuje głosów zarzucających papieżowi – delikatnie rzecz ujmując – nieumiejętność w podejmowaniu różnych tematów, poczynając od kwestii tzw. związków nieregularnych, poprzez liturgię, aż po zagadnienie wykorzystywania seksualnego i nadużyć władzy w Kościele. Tymczasem to Franciszek podjął słuszną dyskusję na temat roli i przesłania katolickiej teologii moralnej, która nie może skupiać się jedynie na szóstym przykazaniu, demonizując seksualność i zapominając o pięknie „teologii ciała”, które jest przecież „zawiasem zbawienia” (caro cardo salutis, Tertulian).

Używając poważnych argumentów ze św. Tomasza z Akwinu i św. Alfonsa de Liguoriego, obecny papież podjął zagadnienie towarzyszenia i rozeznawania duchowego, które mogą ocalić propozycję etyki chrześcijańskiej rozumianej jako droga do świętości także dla ludzi naszych czasów, a nie jedynie jako rachunek sumienia z popełnionych grzechów. Historia oceni też papieskie reformy liturgii, ale nie jest on pierwszym, który w ostatnich wiekach okazuje w tej materii władzę kluczy [czyli opartą na Piotrowym prymacie – red.].

Godzenie przeciwieństw

Dzięki Franciszkowi do języka teologicznego weszły terminy, które wcześniej nie były zauważane albo niezbyt je doceniano.

Papieska eklezjologia obraca się wokół myśli ewangelizacyjnej, a jednocześnie humanizującej świat. Jeśli Kościół ma być „szpitalem polowym”, o którym pisali już Ojcowie w epoce patrystycznej, potrzebna jest „rewolucja czułości”, okazywanie miłosierdzia i braterstwa, budowanie „mostów międzypokoleniowych”, dostrzeganie wartości i godności osób starszych oraz odnajdywanie tożsamości Kościoła „ubogiego dla ubogich”, Kościoła, który jest „zdecentralizowany”, ale który mimo różnic „podąża razem synodalnie”, by przeżywać „nawrócenie duszpasterskie” i „włączać” tych, którzy znajdują się na „peryferiach egzystencjalnych”.

To Franciszek zaczął kilka lat temu mówić o hybrydowej „wojnie w kawałkach”, o „bezbronnych dorosłych” – klerykach, siostrach zakonnych, kapłanach, którzy mogą cierpieć ze strony swoich przełożonych podobnie jak ofiary innych nadużyć. Wiele razy przestrzegał przed „kolonizacją ideologiczną”, w niewłaściwym rozumieniu gender widzi ogromne zagrożenie dla antropologii.

Walcząc z ciągle żywymi w Kościele herezjami pelagianizmu i gnostycyzmu, konsekwentnie tłumaczy pozytywną wizję człowieka stworzonego i odkupionego. Nie boi się formułować „myśli otwartej” lub „niekompletnej”, by dodawać odwagi do widzenia eklezjalnego nie w perspektywie doskonałej kuli, a wielościanu, w którym można pogodzić różne pozorne przeciwieństwa, co doskonale opisał za pomocą „teorii przeciwieństw” (niem. der Gegensatz, wł. opposizione polare) Romano Guardini, mistrz intelektualny Franciszka.

Papież z Argentyny przeprowadził także reformę finansów Stolicy Apostolskiej, zaś w ostatnim czasie, 13 lutego 2023 roku, zniósł przywileje mieszkaniowe dla kardynałów i innych urzędników kurialnych. W specjalnym reskrypcie wyjaśnia, że czyni to, „aby sprostać rosnącym zobowiązaniom, jakich wymaga wypełnianie służby Kościołowi Powszechnemu i potrzebującym w kontekście kryzysu gospodarczego, takiego jak obecny, który jest szczególnie poważny”, a który „ukazał potrzebę poniesienia przez wszystkich nadzwyczajnej ofiary”.

Papieskie prowokacje

Wielu stawia jednak pytanie o słuszność stosowanej przez Franciszka metody jezuickiego rozeznawania i niedopowiedzeń. Nie mają one jednak na celu szerzenia wątpliwości, raczej zmuszają do krytycznej refleksji nad rzeczywistościami i prawdami, co do których wydawało się nam, że raz na zawsze zrozumieliśmy ich sens i znaczenie dla życia Kościoła.

Prowokacje papieskie wyrażane były w różnych sformułowaniach: „kim jest, by osądzać?”, „ekonomia, która zabija”, „patriarcha nie może zmienić się w ministranta Putina”, „Bóg jest poetą”, „proboszcz świata”. To on wyjaśnił, dlaczego doktryna o karze śmierci wymagała zmiany w zapisach katechizmowych albo po prostu co oznacza, że mamy stawać się fratelli tutti (za określeniem „wszyscy bracia” kryje się odniesienie do powszechnego braterstwa, solidarności), pokonując wszelkie formy „klerykalizmu”.

W jednym z przemówień w rocznicę rozpoczęcia II Soboru Watykańskiego, 11 października 2017 roku, Franciszek wyjaśniał, na czym polega rozwój doktryny chrześcijańskiej, której istota i nauczanie, jak wskazywał św. Paweł, a potem „Katechizm Rzymski”, mają być zorientowane na miłość (por. KKK, nr 25). Harmonijny rozwój doktryny wymaga dostrzeżenia potrzeby nie tylko nowego języka dla opisania treści wiary, tej samej od zawsze, ale także „rezygnacji z przyjmowania postawy obrony tych argumentów, które jawią się dziś jako zdecydowanie przeciwne nowemu pojmowaniu prawdy chrześcijańskiej”.

W tej optyce nigdy depozyt wiary nie będzie czymś statycznym: „Słowo Boże nie może być zachowywane w naftalinie, tak jakby było ono jakimś starym kocem, który należy chronić przed molami! To nie tak! Słowo Boże jest rzeczywistością dynamiczną, zawsze żywą, która rozwija się i rośnie, ponieważ dąży do pełni, której ludzie nie mogą zatrzymać. To prawo rozwoju, które według św. Wincentego z Lerynu powinno «umacniać się z laty, rozszerzać z czasem, podnosić z wiekiem» (por. „Commonitorium”, 23.9: PL 50), przynależy do szczególnych warunków prawdy objawionej w jej istocie, a przekazanej przez Kościół, i nie oznacza w ogóle żadnej zmiany w doktrynie”.

Bitwa w sumieniach

Czy w czasie pontyfikatu Franciszka Kościół przestał być obiektem zainteresowania ze strony mediów albo zepchnięto go na margines rozważań o świecie? Bynajmniej. Zachodzący w świecie proces desekularyzacji ciągle na nowo stawia wiarę i religię w centrum zainteresowania społecznego. Nawet w Europie, zmęczonej postmodernizmem i wyczerpanej duchowością ludzi sytych w coraz to nowych krajach właśnie spory religijne i moralne wydają się decydującymi w kolejnych starciach o władzę i wpływy.

Nie brakuje takich, którzy uważają ten pontyfikat za przejściowy i starają się przeżyć go w strategii przeczekania

Ks. Wojciech Kućko

Udostępnij tekst

Kościół katolicki za pontyfikatu Franciszka konsekwentnie zrzuca ze swojej władzy duchowej doczesną zbroję, czyniąc ciągle rachunek sumienia z gestu Biedaczyny z Asyżu sprzed pałacu miejscowego biskupa i zastanawiając się, jak znane i utarte schematy pasują do nowych rzeczywistości zmiany epoki. „Rozwój i wzrost są cechą życia ziemskiego i ludzkiego, podczas gdy w perspektywie człowieka wierzącego w centrum wszystkiego jest stałość Boga” – mówił papież z Argentyny w bardzo ważnym przemówieniu do Kurii rzymskiej w 2019 r. Dlatego „jeśli chcemy, by wszystko pozostało tak, jak jest, wszystko się musi zmienić”.

Doczesny imperializm Kościoła na naszych oczach odchodzi w przeszłość, a władza biskupa Rzymu przybiera zupełnie inną, duchową formę. Antonio Spadaro w takiej przemianie widzi realizację wizji Dantego z dzieła „De Monarchia”, gdzie autorytet duchowy papieża (łac. auctoritas) wyraża się w jego ojcostwie (łac. paternitas), nie zaś w sporze o inwestyturę. Pewnie dlatego od kilku lat w „Annuario Pontificio” podstawowym tytułem papieża jest „biskup Rzymu”, a inne zostały zgrupowane jako „tytuły historyczne” (jak np. Wikariusz Jezusa Chrystusa, Prymas Włoch czy Sługa Sług Bożych).

Gdy Franciszek cytuje zdanie kard. Carla Marii Martiniego o tym, że „Kościół pozostał dwieście lat z tyłu”, wcale nie chodzi mu o to, że mamy przyspieszać zewnętrzne zmiany, reformować stroje, godności i urzędy. Najtrudniej bowiem jest chyba pogodzić się z oświeceniową rewolucją Kanta i jego autonomicznym rozumieniem sumienia. Niektórzy chcieliby zachować władzę i rząd dusz, dyrektywy i wskazania, czytane podniosłym głosem z ambon, które miałyby raz na zawsze pokierować zdezorientowanymi wiernymi.

Dzisiaj największa bitwa toczy się jednak w ludzkich sumieniach, które buntują się przeciw zewnętrznym prawom, a jednocześnie coraz trudniej im odczytać prawo zapisane w sercach. Autorytet ludzi Kościoła, co próbuje uświadamiać papież, paradoksalnie stał się przeszkodą na drodze wiary wielu ochrzczonych.

Nie jesteśmy jedyni

Według danych opublikowanych przez Watykan w „Annuarium Statisticum Ecclesiae 2021”, choć w świecie liczba ochrzczonych w Kościele katolickim zwiększyła się o 18 milionów, dochodząc obecnie do blisko 1,4 miliarda na całym świecie, nie oznacza to jednak konsekwentnej i równomiernej ewangelizacji. W Amerykach na 100 mieszkańców 64 to katolicy, w Europie – 40, w Afryce 20, zaś w Azji stanowią oni jedynie 3,3 proc. populacji.

Gdzie zatem przesuwa się punkt ciężkości wiary? Jakie są nowe limites katolickiego rozumienia świata, skoro wiara przestała być busolą Europy, a świat nie dzieli się, jak dotychczas, na część chrześcijańską i resztę, potrzebującą ewangelizacji?

Papież nie boi się stwierdzenia, że „nie jesteśmy już na terenie chrześcijańskim!” [wykrzyknik w oryginale]. I komentuje dalej: „Dziś nie jesteśmy już jedynymi, którzy wytwarzają kulturę, ani pierwszymi, ani najbardziej słuchanymi. Potrzebujemy zatem przemiany mentalności duszpasterskiej, co nie oznacza przejścia na duszpasterstwo relatywistyczne. Nie jesteśmy już w systemie chrześcijańskim, ponieważ wiara – szczególnie w Europie, ale także w dużej części Zachodu – nie stanowi już oczywistej przesłanki życia wspólnego, a wręcz jest w istocie często negowana, wyszydzana, marginalizowana i wyśmiewana” (tak mówił do kardynałów 21 grudnia 2019 r.).

Z tego powodu najważniejszą watykańską dykasterią po reformie konstytucji „Praedicate Evangelium” jest ta do spraw ewangelizacji. Przewodniczy jej bezpośrednio biskup Rzymu, a jej dwiema sekcjami – do spraw Podstawowych Zagadnień Ewangelizacji w Świecie oraz do spraw Pierwszej Ewangelizacji i Nowych Kościołów Partykularnych na terytoriach podlegających jej właściwości – kierują dwaj proprefekci. Dykasteria Nauki Wiary ma od niedawna funkcję pomocy i strzeżenia integralności katolickiej nauki o wierze i moralności, ale to właśnie głoszenie wiary stało się dziś na nowo priorytetem misji Kościoła.

Sankt Gallen i Abu Zabi

Dziesiąta rocznica wyboru Franciszka prowokuje różne reminiscencje dotyczące okoliczności wydarzeń związanych z konklawe, na którym kard. Begoglio został powołany na tron Piotrowy. Owocuje to również publikacjami na ten temat.

W pierwszych dniach marca na polskim rynku wydawniczym pojawiło się tłumaczenie książki włoskiej autorki Julii Meloni „Mafia z Sankt Gallen. Spisek kardynałów”. Przywołano w niej opinie oponentów Franciszka twierdzących, że został on wybrany przez tajemniczą Grupę z Sankt Gallen, którą miał założyć kard. Carlo Maria Martini w latach 90. XX wieku. Ta i podobne teorie spiskowe, uznawanie Franciszka za heretyka, a nawet życzenie mu szybkiej śmierci – bo i z tym można się spotkać – stoją w zupełnej sprzeczności z działaniami papieża, konsekwentnie realizującego kolejne kroki wprowadzania Kościoła w nową epokę.

Osiem wieków po pielgrzymce pokoju Biedaczyny z Asyżu do Ziemi Świętej (1219) papież z krańców świata podpisał w Abu Zabi 4 lutego 2019 r. dokument o ludzkim braterstwie dla pokoju światowego i współistnienia. W konsekwencji tamtych rozmów na początku 2023 r. otwarto w tym mieście Dom Rodziny Abrahamowej, złożony z trzech nowoczesnych budowli: synagogi (zwróconej w stronę Jerozolimy), meczetu (w stronę Mekki) i orientowanego kościoła, dedykowanego św. Franciszkowi.

W przesłaniu wideo z tej okazji papież powiedział, że „wiara w Boga nie może być nigdy motywem nieprzyjaźni, gniewu czy przeciwieństwa, ale źródłem braterstwa i pokoju”. To bardzo symboliczne miejsce ukazujące, że nauczanie papieża Franciszka nie jest wyimaginowanym, oderwanym od rzeczywistości zbiorem idei, lecz jest możliwe do spełnienia już tutaj na ziemi.

Być może największy problem z przekonaniem do konieczności budowania braterstwa chrześcijańskiego mogą mieć ochrzczeni wewnątrz Kościoła katolickiego. Zamiast wsłuchiwać się w słowa przychodzące z Rzymu, który „przewodzi w miłości”, wyglądają ciągle nowego papieża, który przywróci ancien régime.

Rachunek sumienia z papiestwa

Na początku 2023 r. kolegium kardynalskie liczyło łącznie 223 członków, z czego 123 to elektorzy. Spośród nich 10 to purpuraci mianowani przez Jana Pawła II, 32 otrzymało biret kardynalski od papieża Benedykta, zaś pozostali, czyli 81, zostało wskazanych przez Franciszka w siedmiu konsystorzach.

Większość kardynałów elektorów nie jest Europejczykami. W ten sposób Kościół ogarnął peryferie świata, stał się rzeczywiście bardziej „katolicki”, czyli powszechny, i wiele wskazuje na to, że kolegium kardynalskie odgrywa dziś zupełnie inną rolę niż w czasie poprzednich pontyfikatów.

Utworzona już 28 września 2013 r. przez papieża Rada Kardynałów Doradców do pomocy w zarządzaniu Kościołem powszechnym (wł. Consiglio di Cardinali), choć nie została włączona jako formalny organ w nowe struktury Kurii Rzymskiej po publikacji konstytucji apostolskiej „Praedicate Evangelium” (19 marca 2022 r.), ciągle działa, a nawet jej skład został odnowiony 7 marca 2023 r. w związku z wygaśnięciem mandatów niektórych członków.

Dekada Franciszka to także wezwanie do rachunku sumienia z naszego podejścia do papiestwa. Nie brakuje takich, którzy uważają ten pontyfikat za przejściowy i starają się przeżyć go w strategii przeczekania. Wskazana struktura grupy elektorów na konklawe pokazuje jednak, że Kościół katolicki w świecie bardzo się zmienił, a punkt ciężkości przesunął się poza Rzym, a nawet poza Europę.

Wesprzyj Więź

W Polsce znaleźliśmy się w sytuacji nieznanej we wcześniejszych dziesięcioleciach – okazało się, że postać i poglądy papieża przestały być dla katolików spoiwem, a raczej stały się kolejnym punktem spornym. Kiedy przed laty słyszeliśmy o kontestacji nauczania Pawła VI czy Benedykta XVI w różnych częściach świata zachodniego, wielu było oburzonych antypapieskim nastawieniem i wieszczyło schizmę.

Czy cicha schizma nie dokonała się także w sercach niektórych katolików na świecie? Zamiast próbować zrozumieć Kościół i przemiany dokonujące się w nim z wielką szybkością w ostatnich latach, zaczęli bowiem z rozżaleniem przyjmować decyzję o rezygnacji Benedykta XVI i buntować się przeciw Magisterium Franciszka. To najtrudniejszy egzamin z braterskiego humanizmu, jaki przed nami stoi.

Przeczytaj także: W spotkaniu z Innym i innymi. Klucz do teologii Franciszka

Podziel się

4
2
Wiadomość

W końcu! Dziękuję serdecznie Autorowi, że dostarczył informacji i przemyśleń jakże odmiennych od podsumowań 10 lecia pontyfikatu pt.”sukces czy klęska” (jak ostatni został zatytułowany program red. Białkowskiej, która bardzo cenię, ale bez przesady z tą klikalnością 😉
Wdzięczna jestem za podsumowanie pracy intelektualnej Franciszka (nie nadążam z czytaniem i słuchaniem) w której naprawdę jest wiele nowych I świeżych przemyśleń, zaangażowanie duszpasterskie, podróże i wyczucie co I do kogo mówi. Papieżowi dziękuję za bezustanne szturchanie współbraci kapłanów (i katolików w ogóle) z powodu ich wygodnictwa i próżności (plus konkretne pozbawianie przywilejów, jak najsłuszniej zresztą). Za jego antyklerykalizm i krytykę braku braterstwa- świetne przykłady z polskiego poletka, że lepiej zgłosić nadużycia wyżej do Watykanu, zamiast zadziałać od razu na miejscu (viz.ostatnie działania ks.Gęsiaka w sprawie uczestnictwa bp.Gołębiowskiego ingresie w Gliwicach) Dziękuję Papieżowi, że przywołuje myśl kardynała Martiniego o 200 letnim zapóźnieniu kościoła, która to zresztą myśl pochodzi z “Rozmów jerozolimskich”- książki chyba nieprzetłumaczonej (przypadek?) na język polski. Uważam, za niezwykle ważne, że Franciszek naprawdę głosi Ewangelię, ukazuje na wojny I cierpienia ludzkości nie tylko na Ukrainie. Jego postawa odnośnie wojny na Ukrainie jest dla mnie zrozumiała. Służąc od roku (codziennie) Ukraińcom widzę, że mentalnie są bardzo podobni do Rosjan niestety- kłamstwo, korupcja, nienawiść.
Franciszek musi boleć, za blisko Jezusa jest.
Księże Autorze dziękuję raz jeszcze. Promocja Jakości bardzo potrzebna 🙂 I proszę się nie przejmować, że dyskusji to Ksiądz tym tekstem nie wywoła. Święci się oburzają gdzie indziej 🙂

Mistrzostwo świata – napisać o Franciszku nie wspominając postawy wobec Putina i Ukrainy ani o jego tyranizowaniu tradycjonalistów. Z Autora to dobry materiał na szambelana antykamery papieskiej. Ze swojej strony przypomnę jeszcze wypowiedź w samolocie z Filipin o rodzinach wielodzietnych mnożących się jak króliki. Empatycznego mamy Ojca. Gdy Redakcja nie puściła kiedyś mojego komentarza, red.Nosowski w prywatnym mailu wyjaśniał, że popisałem się taką niewiedzą, że dla mojego dobra lepiej by ten komentarz nie szedł. Zauważę tylko, że nierówno Redakcja troszczy się o dobro swoich publicystów i komentatorów, skoro dopuściła taki tekst do publikacji, który cieniem się położy na Autorze.

Powtórzę siebie z tego forum. Franciszek ma w dużym stopniu prawidłową diagnozę stanu Kościoła i błędne recepty. Jego pomysłem na uratowanie nawy Piotrowej przed zatonięciem jest osadzenie jej na mieliźnie. Ma to pozwolić na uratowanie i przeniesienie na ląd przynajmniej niektóre skarby, zanim fale nie zniszczą jej do końca.

A Pan nie dość, że nie czyta naszych odpowiedzi, to jeszcze zaczyna Pan sięgać po prywatną korespondencję w swojej argumentacji. Ryzykowna droga…
A merytorycznie: nie w każdym artykule trzeba pisać o wszystkim. O postawie papieża Franciszka wobec wojny napisano tu bardzo dużo. O niezakazywanie odprawiania liturgii trydenckiej “Więź” upomina się od niemal ćwierć wieku (jeszcze za pontyfikatu Jana Pawła II; wielu obecnych tradycjonalistów nawet wtedy nie przypuszczało, że będą tradycjonalistami…).

Nie będąc wrogiem klasycznego rytu rzymskiego (a wręcz przeciwnie), ciekaw jestem opinii piszącego te słowa (jak się domyślam) Redaktora “Więzi” na temat modlitwy wielkopiątkowej za żydów (wyznawców) / Żydów (naród) w tradycyjnym mszale. Czy wersję sprzed 1955 r. (którą Kościół modlił się przez setki lat) uważa Redaktor za dopuszczalną dla katolika do odmawiania? (Celowo zaznaczam, że chodzi i o pierwotny tekst i pomijam tutaj kolejne zmiany treści tej modlitwy dokonane przez Jana XXIII, Pawła VI i Benedykta XVI).

Niezmiernie rzadko zgadzam się z P. Ciompą, ale w tym wypadku przynajmniej zastanowiłbym się czy czasami nie ma racji. To prawda, że, ” nie w każdym artykule trzeba pisać o wszystkim”, tylko, że to nie jest “każdy artykuł”, to jest artykuł w którym autor podsumowuje dziesięć lat pontyfikatu Franciszka i wyraźnie to zaznacza. Jego Franciszka wypowiedzi na temat wojny na Ukrainie nie tylko były niesłychanie głośne, ale wzbudziły dość powszechne oburzenie. Najłagodniejsze komentarze mówiły o kompletnym pogubieniu Franciszka w tym temacie. Ocena tego , co dzieje się na Ukrainie, to nie jest temat drugorzędny. Zaryzykowałbym opinię, że autor artykułu świadomie go pominął i to wcale nie dlatego, że nie zamierzał pisać o wszystkim.

“(…) znaleźli się jednak pisarze, którzy potrafili sobie wyobrazić Franciszka I.”

Ciekawostka. W powieści sensacyjnej Roberta Ludluma “Droga do Gandolfo” (napisanej w 1975) również występuje papież o imieniu Franciszek.