Jesień 2022, nr 3

Zamów

Komisja Nauki Wiary KEP: Nauczanie ks. Chmielewskiego wymaga korekty

Ks. Dominik Chmielewski. Fot. proroctwo.com.pl / YouTube

Przełożony salezjanina zapewnia, że ten „pragnie być wierny nauce Kościoła i zastosuje się do krytycznych uwag”.

We wrześniu i w październiku opublikowaliśmy na Więź.pl cykl tekstów o błędach teologicznych zawartych w nauczaniu ks. Dominika Chmielewskiego, charyzmatycznego kaznodziei i lidera wspólnoty Wojownicy Maryi.

„W demonicznej wizji świata według ks. Chmielewskiego za każdym słowem, za każdym przedmiotem, za każdą przestrzenią może czaić się szatan, a my o tym nic nie wiemy. W takim ujęciu na zbawiającego Boga niewiele już jest miejsca” – pisała Monika Białkowska. Salezjanin odpowiadał na zarzuty, pytając: „Jezus wiele razy mówił o realnej możliwości potępienia, wyrzucał złe duchy – czy to znaczy, że demonizował swoje nauczanie?”.

Pisaliśmy też o doktrynalnych mankamentach ks. Chmielewskiego, na jakie polscy teologowie wskazywali w publikacjach naukowych w dwóch ostatnich latach. Ujawniliśmy również treść krytycznej opinii teologicznej na temat działalności i nauczania salezjanina, przygotowanej w maju 2021 r. przez zespół teologów na prośbę Komisji Duszpasterskiej Konferencji Episkopatu Polski.

Dokument ten otrzymało najpierw prezydium KEP, a następnie wszyscy biskupi diecezjalni. Nie podjęto żadnych wspólnych działań. Ks. Chmielewski miał jednak zakaz głoszenia i działalności duszpasterskiej na terenie archidiecezji katowickiej i białostockiej.

Zbigniew Nosowski szczegółowo analizował działania i zaniechania hierarchii kościelnej oraz przełożonych salezjanina. Wskazywał m.in. na dojmujący brak stanowiska Komisji Nauki Wiary KEP, wszak zarzuty teologów dotyczą kwestii doktrynalnych. Sekretarz komisji, ks. Antoni Nadbrzeżny, wyjaśniał, że KNW „nie jest w stanie zajmować się szczegółową analizą i oceną duszpasterskiej działalności poszczególnych osób, wspólnot i ruchów religijnych”. Nosowski komentował, że takie podejście pozwala formalnie zachować twarz w trudnych sytuacjach, faktycznie jest jednak pierwszym ogniwem eklezjalnej spychologii, w której kluczowy charakter ma stwierdzenie „sprawa nie leży w mojej kompetencji”.

Dziś na stronie internetowej episkopatu ukazał się specjalny komunikat Komisji Nauki Wiary KEP w sprawie ks. Dominika Chmielewskiego. Komisją kieruje abp Stanisław Budzik, metropolita lubelski.

Z tekstu dowiadujemy się, że 15 listopada odbyło się w Częstochowie spotkanie w sprawie ks. Chmielewskiego. Uczestniczyli w nim abp Budzik i ks. prof. Marek Chmielewski, przewodniczący grupy teologów, która przygotowała ujawnioną przez nas opinię teologiczną. Ze strony wspólnoty Wojowników Maryi obecny był ks. Tadeusz Itrych SDB, bezpośredni przełożony ks. Chmielewskiego, oraz biskup bydgoski Krzysztof Włodarczyk, członek Wojowników Maryi.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

„Obie strony przyznały, że zgromadzenie kilku tysięcy mężczyzn jest niewątpliwie fenomenem duszpasterskim, zasługującym na uznanie, niemniej jednak nauczanie ks. Dominika Chmielewskiego wymaga korekty” – czytamy. Ks. Itrych zapewnił, że jego podwładny „pragnie być wierny nauce Kościoła i zastosuje się do krytycznych uwag, zawartych we wspomnianej opinii teologicznej”. Poinformował też, że przygotowywana jest nowa wersja statutu wspólnoty, która zostanie przesłana do zatwierdzenia przez Radę Prawną KEP.

Podczas spotkania padła propozycja, by w każdej diecezji, w której działają Wojownicy Maryi, ustanowić ich asystenta kościelnego.

O sprawie ks. Dominika Chmielewskiego pisaliśmy:

Monika Białkowska, Szkoda życia na herezje. Ks. Dominik Chmielewski oraz jego wizja Boga, szatana i człowieka
Monika Białkowska, Dwanaście błędów ks. Dominika Chmielewskiego według polskich teologów
Wojciech Jędrzejewski OP, Żarliwy kaznodzieja i żarliwi wyznawcy
Zbigniew Nosowski, Spychologia eklezjalna. Biskupi i przełożeni wobec ks. Dominika Chmielewskiego|
Magdalena Jóźwik, Problem trwa. Po wysłuchaniu nowych konferencji ks. Dominika Chmielewskiego

Podziel się

2
Wiadomość

Komentarze (29)

Czemu Więź “atakuje” ks. Chmielewskiego? Z zazdrości lub zwykłej podłości. To jeden z nielicznych księży, którzy potrafią być słuchani i poderwać tysiące ludzi do nawrócenia, w przeciwieństwie do redaktora Nossowskiego.

@Krzysztof
Gdzie pan widzi jakikolwiek atak ?

Jeśli ten pan chce być mariawitą to przecież droga wolna, prawda ?
A jeśli chce nadal być rzymskim-katolikiem to niech taką naukę głosi.
Proste, prawda ?

Wiem, że nie napisał Pan tego intencjonalnie, tylko oparł się o stereotyp mariwity-sekciarza funkcjonujący w polskim Kościele, ale w odróżnieniu od 80% stereotypów które wywodzą się z prawdy, ten jest zupełnie fałszywy. Osobiście nie znam żadnego Mariawity, nie jestem „uwikłany” osobistymi sympatiami, ale ich odejście z Kościoła bardzo kiedyś mnie zainteresowało i przeczytałem bardzo dużo dokumentów i relacji. To nie Mariawici odeszli, tylko zostali wypchnięci z Kościoła i wcale nie za błędy teologiczne (w 1908 r. ich nie było, prosili tylko – rzeczywiście dosyć stanowczo, zmian które wprowadził Sobór – to dopiero później gdy znaleźli się poza Kościołem ich teologia zaczęła ewoluować w bok od katolicyzmu rzymskiego). Założycielka Mariawitów, którą należy porównać do założycielki Fokolarynów Chiary Lubich czy Kiko i Carmen z Neokatechumenatu, została jako jedyna kobieta w historii Kościoła obłożona przez papieża imiennie ekskomuniką większą (to po tym akcie Mariawici, de facto wyłączeni z Kościoła, odeszli). Mamy więc Lutra, Kalwina i Kozłowską. W natrętną muszkę, która chciała by Kościół był bardziej ewangeliczny, rzucono bombą atomową. Część dokumentacji tego postępowania w słynnych ze skrupulatności archiwach watykańskich „zaginęła” (mamy w to uwierzyć, chociaż ocalał odpis aktu Mieszka I z X wieku „Dagome iudex”?), ale wiele wskazuje na to, że kamieniem obrazy było to, że założycielką zgromadzenia kapłańskiego była kobieta. Wypowiedzi niektórych polskich biskupów przelewały się od buty, w szczególności biskupa płockiego Piotra Szembeka. To był prawdziwy książę Kościoła, monarcha pełną gębą, de facto car diecezji płockiej. To w oparciu o jego manipulacje Watykan podjął niesprawiedliwe decyzje. Św.Paweł pisze „rodzice, nie rozdrażniajcie swoich dzieci”. Ciekawe, że księża biskupi, którzy tak lubują się w przyjmowania roli ojców nie biorą tych słów do siebie. Wypędzenie Mariawitów z Kościoła to grzech, który nie został przez nas odpokutowany. Współczesny katolicki odpór mariawitom opiera się o argumentację z wydarzeń po ich odejściu, rzeczywiście przykrych (we wspólnocie po śmierci założycielki doszło do rozłamu z powodu „ekscesów” biskupa naczelnego, który zarządzał wspólnotą jak Piotr Szembek diecezją.

@Piotr
Tak z grubsza jak pan to ja także znam historię mariawitów.

Tu chodziło o x. Ch. a nie mariawitów. Mariawitów akurat przytoczyłem bo dość mocno rozwiniętą maryjność mają.
Nie z powodu tego czy sami odeszli czy też czy ich wyrzucono.

Jeśli pan Ch. jest x. rzymsko-katolickim to niech taką naukę głosi.
A jeśli głosi inną to albo niech zakłada własne wyznanie ale przystąpi do tego które do tych teorii pasuje.

@Piotr
Dodatkowo – nigdzie w komentarzu nie twierdzę, że Kościół Starokatolicki Mariawitów ani Kościół Katolicki Mariawitów to sekty.
Kościoły jak kościoły. Ludzie wierzą w to co chcą.

Podobnie co pan pisze o tych kościołach mariawickich w zasadzie można by napisać o Polskim Narodowym Kościele Katolickim powstałym w USA oraz jego odłamów (ruchy zwane polsko-katolicyzmem), także powstał w podobnym okresie i także nie w wyniku jakiegoś odejścia.

Ten kościół także został włączony do unii utrechckiej czyli rodziny kościołów starokatolickich tak jak i mariawici.

Jerzy2, warto przy tym dodać, że włączenie mariawitów do starokatolicyzmu odbyło się w tajemnicy przed wiernymi, którzy nie byliby w stanie zaakceptować wymaganych zmian doktrynalnych. No, ale czego się nie robi dla władzy.

Piotr, tak to jest, jak się opiera na mitach, a nie na faktach.

Mówienie o Kozłowskiej jako o pierwszej kobiecie obłożonej klątwą jest zwyczajnie nieprawdziwe. Tak z pamięci mogę wymienić przed nią Elżbietę I, a jakbym poszperał to by się więcej znalazło.

Kłamstwem jest też, że przed 1908 nie było błędów teologicznych. Przecież już w piśmie z 1903 są one wymienione. Ks. Piotr Borniński, powołany do zbadania sprawy wymienia wśród nich chęć kierowania przez Kozłowską kapłanami z pominięciem władzy biskupa, opierając się na autorytecie własnych objawień, uznanie Kozłowskiej za reformatorkę Kościoła, której odrzucenie ma być postrzegane za błąd, oraz głoszenie podległości wszystkich innych wspólnot katolickich wobec Mariawitów, którzy mają pełnić rolę przewodnią w Kościele.
Nieprawdą jest też, że intencją Kozłowskiej była chęć, by Kościół był bardziej ewangeliczny. Ewangelia nie przewidywała przecież powstawania zakonu, który miałby następnie przewodzić całemu Kościołowi na mocy prywatnych objawień. Przeciwnie, Ewangelia przestrzega przed wizjonerami.
Jeśli mówimy o manipulacjach, to nie szukaj ich u biskupa Szembeka, tylko u samych mariawitów. To im przecież udowodniono fałszerstwa własnych tekstów. Treść objawień przekazanych przez samą Kozłowską, z jej podpisem, a późniejsze teksty rozpowszechniane wśród mariawitów różnią się znacząco.

Zarzut że coś “zaginęło” był podnoszony przez samych mariawitów, ale nie znalazł odzwierciedlenia w faktach. Watykan dysponuje całością sprawy, łącznie z dokumentami przekazywanymi przez bp. Szembeka. Którego to biskupa mariawici wzięli sobie na “czarny charakter” swojego mitu założycielskiego. Tymczasem wprost można zaprzeczyć, by Watykan podjął decyzję na podstawie “jego manipulacji”. Przedstawiciele mariawitów udali się do Watykanu osobiście, przekazali swoje pisma, na które o. Pius de Langogne orzekł, że nie można ich wziąć pod uwagę, bo nie spełniają podstawowych warunków formalnych. Poproszono więc o usunięcie błędów formalnych, ale zwrócono też uwagę na poważne uchybienia doktrynalne.
W 1904 zakon formalnie rozwiązano, a wszelkie śluby uznano za nieważne. Mariawici znów rozpoczęli kampanię oszczerstw, jakoby pismo rozwiązujące zakon nie pochodziło z Watykanu, tylko z Płocka, od “złego biskupa” Szembeka. Kapłani i Kozłowska podpisali listy, przyjmując je do wiadomości, ale nie zamierzali się podporządkowywać i dalej tworzyli własną sektę.

Kłamstwem jest też, że zostali z Kościoła “wypchnięci”. To sami mariawici, jeszcze przed orzeczeniem Watykanu w sposób publiczny, na piśmie złożyli akt schizmy, wypowiadając posłuszeństwo biskupom.

Nie do obronienia jest też Twoja sugestia, że osią sporu była sama postać Kozłowskiej i fakt bycia kobietą. Sytuacja w 1905-1906 była już mocno zaogniona, sama Kozłowska nie odgrywała większej roli. W 1906 delegacja mariawicka znów udała się do Rzymu, gdzie zostali napomniani przez papieża o konieczności posłuszeństwa Kościołowi i przedstawiono im “plan naprawczy”. Warunkiem była korekta doktryny mariawickiej, zakończenie sporów, oraz respektowanie dotychczasowych zobowiązań, które mariawici otwarcie łamali.
Oczywiście mariawici nie mieli zamiaru się podporządkować, gdy biskupi odwoływali i suspendowali księży, ci namawiali swoich parafian do otwartej walki. Doprowadziło to do fali przemocy i krwawych rozruchów między katolikami i mariawitami.

Potępienie mariawitów nie jest więc grzechem, a klasycznym wręcz przykładem, jak szerząca się mistyczna sekta w ramach Kościoła dla własnych celów potrafi posunąć się nawet do przemocy, by postawić na swoim. Tym bardziej więc należy przyglądać się ks. Chmielewskiemu i jego ruchowi, bo powtórka z historii (wraz z rozlewem krwi) jest bardzo prawdopodobna.

,,Więź” jest periodykiem bardziej judeochrześcijańskim niż katolickim. Reprezentuje Kościół otwarty odwołujący się idei jego przewietrzenia głoszonej przez Jana XXIII i realizowanej po Soborze Watykańskim II. Tworząc otwarcia nie zastosowano odpowiednich filtrów i wpuszczono do wnętrza Kościoła różne swądy w tym szatana, które generują procesy rozkładowe. Przewidział to ks. Michał Poradowski w swojej książce “Kościół od wewnątrz zagrożony”.

Zakaz głoszenia i działalności duszpasterskiej na terenie archidiecezji białostockiej i katowickiej wydany przez ich ordynariuszy bardzo dobrze świadczy o ks. D. Chmielewskim i jego dokonaniach.

Drogi Panie Tadeuszu, ciesze sie, ze poczucie humoru Pana nie opuszcza:-) I ciesze sie rowniez, ze wreszcie moj Kosciol zaczyna korygowac herezje ks. Chmielewskiego. Najwyzszy czas! Serdecznie Pana pozdrawiam.

Różnica między stanowiskiem episkopatu a kampanią Więzi jest taka, że biskupi chcą ocalić to co dobre, natomiast w publikacjach Więzi wyczuwałem wrogość, kurs na pozbawienie ks.Chmielewskiego praw obywatelskich w Kościele, jak to często środowiska sympatyzujące z ks.Chmielewskim robiły wobec Więzi. Niespójności teologiczne to można wykazać każdemu teologowi, bo teologia jest już tak skomplikowana, że nie da rady jej ogarnąć umysł pojedynczego człowieka i zawsze od któregoś koniuszka każdy teolog odstaje. Przypomnijmy postać teologa ks.Antoniego Rosmini, odsądzonego w Kościele w połowie XIX wieku od czci i wiary i zrehabilitowanego przez JPII, a beatyfikowanego przez BXVI. To, na co biskupi nie zwrócili uwagi, to język Wojowników odwołujący się do przemocy. Nawet najbardziej poprawna teologia głoszona takim językiem może wypaczać prawdę (co byłoby ilustracją tezy McLuhana, że forma komunikacji wpływa na treść). Oburzyło mnie kiedyś zdjęcie z przed katedry, chyba w Mediolanie, gdzie kilka tysięcy muzułmanów wyznaczyło sobie modlitwę na placu paraliżując ruch uliczny i wyjście z katedry. Czysta przemoc. A niedawno zobaczyłem jak kilkuset wojowników modlitewnie okupuje Krakowskie Przedmieście w Warszawie (na pierwszym planie jeden z nich wyciąga do obiektywu pięść z różańcem owiniętym jak kastet). Taka obecność wiary w przestrzeni publicznej jest jedną z najgorszych. Stop islamizacji Polski! 😉

@Piotr Ciompa
Nie dostrzegam w publikacjach Więzi wrogości. Nie chcę Pana pouczać i proszę tego tak nie odczytywać, ale znanym zjawiskiem opisywanym przez zarówno psychologię jak i przez rożnych kierowników duchowych, jest zjawisko agresji wobec tych, którzy podważają nasz obraz siebie. Wiem o czym o czym piszę, bo sam tego doświadczam. To często dlatego odczuwamy wrogość wobec tych, którzy podważają nasz obraz siebie.

Natomiast dostrzegam w publikacjach Więzi duży brak. I to na prawdę mnie martwi. Mam na myśli całość treści publikowanych na stronie Więzi, a nie jej pojedyncze teksty. Chodzi mi o brak alternatywy. Brak jasnego wskazania drogi dla tych, którzy chcą zachować wiarę mimo całego szamba jakie teraz wylewa się w Kościele. Podam przykład. Przed bodajże rokiem przeczytałem kwartalnik Więzi na temat Nawrócenia. Niestety ale to intelektualny bełkot, który do niczego nie prowadzi. No może tylko mnie nie prowadzi. Może inni pod wpływem tekstów publikowanych na Więzi nawracają się. Chciałbym, żeby tak było, ale wątpię.

Odnośnie Wojowników, to zgadzam się. Słuchałem ich polemiki z Kapustą i język jakim się posługują to jakiś dramat. Nauczanie Chmielewskiego oceniam po owocach i tu te owoce są fatalne.

Pozdrawiam

Bardzo byłbym ciekaw szczegółów Pańskiej lektury “intelektualnego bełkotu” z kwartalnika. Z opisu powyżej trudno wywnioskować, o który numer chodzi.
Co do tego, czego Panu brakuje – zna Pan choćby “Półprzewodnik po nocy ciemnej”?
Podejrzewam, że Pańskie wrażenie bierze się z dość wyrywkowej znajomości tego, co robimy. I to wyraźnie tylko w ogólnodostępnym internecie. A my zawsze twierdzimy, że to, co prezentujemy za darmo online, to tylko wycinek naszej działalności i propozycji.

@Zbigniew Nosowski
Zdaję sobie sprawę, że określenie “intelektualny bełkot” jest dosyć ostre, ale to dobre określenie dla intelektualnych rozważań, które do niczego nie prowadzą. Tak to duży skrót, ale uważam, że jest dobry. Zaznaczyłem, że może tylko ja tak to odbieram (“No może tylko mnie nie prowadzi.”) Ten numer mam gdzieś na półce i w wolnej chwili do niego wrócę. Może teraz mnie olśni. Z pewnością się tym podzielę.

Całości “twórczości” Więzi nie znam. Oceniam to co jest online. Owszem zdarzają się tu perełki, ale rzadko. To oczywiście moja ocena, wynikająca zapewne z moich potrzeb duchowych i mojego doświadczenia wiary. Nie mam jednak zamiaru udawać, że ta moja ocena jest inna i nie widzę powodu aby jej się wstydzić, bo to moja ocena.

Na tę ocenę mają wpływ również komentarze pojawiające się pod artykułami. Proszę mnie wyprowadzić z błędu, jeśli jest inaczej, ale czy nie jest tak, że komentowane są głównie skandale? I czy większość komentarzy nie jest wylewaniem swoich żali na Kościół? Wiem, że to nie Więź jest autorem komentarzy. Nie przeczę, że skandale są i co więcej uważam, że to dopiero początek. Tu nie mam żadnych złudzeń. Nie odbieram też nikomu prawa do wyrażenia swego oburzenia czy ujawniania skandali w Kościele. Zwracam jednak uwagę, że przynajmniej w wersji online, nie przedstawiacie odpowiedzi na pytanie, co w związku z tym może robić osoba wykurzona stanem Kościoła i jeszcze nim zainteresowana. Może przeoczyłem? Może w tym “Półprzewodniku …” coś znajdę?

“Półprzewodnika po nocy ciemnej” nie znam, ale zwróciłem na niego uwagę. Po prostu brak czasu. Dziękuję za przypomnienie.

To jednak dość słaby pomysł, żeby o “Więzi” wnioskować po komentarzach internautów, a bez lektury jej najważniejszych tekstów. Nie trzeba być socjologiem, żeby wiedzieć, co jest najchętniej komentowane.
Skoro znajduje Pan czas na czytanie komentarzy, które Pana denerwują, to warto w tym czasie raczej poczytać lub posłuchać czegoś innego.
Zaglądam tu czasem w poszukiwaniu ciekawych głosów, zwłaszcza krytycznych. Akurat Pańskie komentarze wpadły mi w oko, ze względu na wyraźne nachylenie w stronę duchowości. Tym bardziej mnie zaciekawiło, co takiego uważa Pan za “intelektualny bełkot”. Nadal nie wiem.

Proszę dać mi trochę czasu. Zapoznaje się z Półprzewodnikiem, a czasu mam mało, bo ostatnio jestem bardzo zajety. Pozdrawiam

@Zbigniew Nosowski
„Przed bodajże rokiem przeczytałem kwartalnik Więzi na temat Nawrócenia. Niestety ale to intelektualny bełkot, który do niczego nie prowadzi.”
Tu popełniłem poważny błąd. Pomyliłem wydawnictwa. Pisząc to sądziłem, że to Więzi a to inne równie szacowne wydawnictwo. Moja wina, moja wina … Przepraszam za pomyłkę.

„Intelektualnym bełkotem” nazywam pisanie lub mówienie przez osobę, która ma wiedzę i to wiedzę znacznie szerszą niż moja, w sposób niezrozumiały dla większości średnio inteligentnych ludzi, mówienie lub pisanie nie na temat, pływanie i nie dotykanie sedna tematu lub rozmydlanie tematu tak, że właściwie nie wiadomo, o co chodzi i w efekcie powstała treść do niczego nie prowadzi.

Odnośnie „Półprzewodnika po nocy ciemnej” to niestety, ale w mojej osobistej ocenie, mimo, że zawiera jakieś ciekawe treści, to nie dotyka sedna tematu. Z całym szacunkiem dla Pani Białkowskiej, ojca Mogilskiego i pozostałych osób, to wolę posłuchać, co mówi o swoim doświadczeniu wiary mój znajomy rolnik. Ten prosty chłop (to komplement), już wie, że przez lata żył w iluzji własnej pobożności a tak naprawdę jego wiara jest znikoma. Mogę z nim szczerze porozmawiać bez przybierania maski człowieka pobożnego. Być może Pana rozmówców stać na taką szczerość, ale nie przed publicznością.

Te pięć drogowskazów, które Pan wymienił w tym tekście: https://wiez.pl/2020/10/29/jak-isc-przez-noc-ciemna-kosciola/ uważam za bardzo lakoniczne. Można to wszystko robić i stracić wiarę, albo trwać w jakiejś ideologii myśląc, że jest się pobożnym katolikiem. Śmiem twierdzić, że jedyną rzeczą, która pozwoli przejść przez noc Kościoła jest wejście na drogę nawrócenia. Ale nie tego pierwszego, które najczęściej jest tylko opamiętaniem się. Tego właśnie nie robimy. Nie znalazłem ani w tym tekście ani w żadnej z rozmów wezwania do osobistego nawrócenia. A nie wspomnę już o jakiejkolwiek wskazówce jak wejść na ta drogę. Przynajmniej nie usłyszałem nic takie wprost.

Pod tym tekstem komentarz zamieściła Pani Urszula. Przytoczę fragment, bo to ważne słowa: „Chyba ponad wszystko potrzeba dziś odświeżyć język i pytać się (siebie!), co znaczą tak dobrze znane słowa. Co znaczy “zaufać Chrystusowi”? Co to znaczy “zawierzyć”? “Uznać Boga za króla”? Czy widzimy, często podśpiewując od małego wesołe piosenki z takimi słowami, że to wszystko oznacza ryzyko, utratę kontroli, konieczność ciągłego weryfikowania tego, kim jestem, co myślę, odpuszczania swoich myśli? Ogołacania się? Czy my widzimy, że ten, za którym idziemy “nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem”? Odważymy się rzucić w takie ogołocenie?”

Wzorem Pani Urszuli i ja postawię kilka pytań.
Czy my już wiemy, że jesteśmy ślepi? Przecież to pierwszy krok na drodze do Boga.
Czy my wołamy o miłosierdzie? – „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Bardzo wątpię.
Czy my już znamy nasz faryzeizm? Jeden z Pana rozmówców wspomniał, że pod wpływem serialu o Jezusie przyszło mu do głowy pytanie, czy on nie stoi tam gdzie stali faryzeusze? Szkoda, że Pan tego nie pociągnął.
Czy my szukamy Boga? Myślę, ze szukamy w Kościele różnych rzeczy, tylko nie Boga. Tak mi podpowiada chociażby może osobiste doświadczenie.
Te pytania można by mnożyć.
Większość zagazowanych katolików, którym postawiłem te pytania albo była oburzona albo już ze mną nie rozmawia.

Tysiące mężczyzn się nawraca, ludzie wychodzą z nałogów itd. Naprawdę chciałbym, żeby krytycy księdza Chmielewskiego mieli takie owoce – kogo porwie nurt ‘katolików otwartych’ ? Czy ta strona kościoła ma coś autentycznego do zaproponowania poza wyprowadzaniem ludzi z kościoła ?

Zgadzam się z Panam Mariuszem , bo dzięki nauczaniu Ks Dominika i łasce Ducha Świętego udało mi się wyjść z okropnego nałogu który niszczył mnie i moją duszę przez co najmniej 25lat . Dla mnie osobiście jest to niepodważalny dowód na to iż owoce jego nauki są dobre. Dzięki tej nauce wróciłem do Boga Ojca , do naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa do Ducha Świętego i do Naszej ukochanej Niepokalanej Matki, na nowo pokochałem Boga i ludzi i teraz cieszę się łaską miłości płynącej z Ich strony.
Miłością z której kiedyś sam dobrowolnie zrezygnowałem gdyż uciechy doczesne były dla mnie bardziej atrakcyjne i nie wymagały ode mnie prawie żadnych większych wyrzeczeń. Można by powiedzieć iż porzuciłem swój krzyż i rzuciłem się w objęcia diabła. Kiedy moje życie w wyniku tak licznych grzechów zaczęło się walić w akcie desperacji przypomniałem sobie o naszym Ojcu i zacząłem ponownie nieudolnie aczkolwiek szczerze się modlić by uratować choć tą odrobinę dobra która we mnie została . Dzięki Bogu moje modlitwy zostały wysłuchane i choć diabeł dwoi się i troji by mnie z powrotem sprowadzić na manowce ja już wiem iż najważniejszym celem mojego doczesnego życia na ziemi jest zbawienie mojej duszy dzięki najwspanialszej ofierze którą na krzyżu złożył za nas nasz Zbawiciel i Syn Boży Jezus Chrystus . Matka Boża bardzo mi w tym pomaga i swoją Matczyną miłością często koi ból w moim sercu który nieuchronnie będzie nam towarzyszył w drodze do świętości. I choć w naszym ukochanym Chrystusowym Katolickim Kościele ostatnio bardzo źle się dzieje to nie należy się tym nadto martwić gdyż bramy piekła go przecież nie przemogą . Moim zdaniem najlepszą receptą na szczęśliwe życie i naprawę tragicznej sytuacji na świecie na jest czynić wszystko z miłości , kochać przede wszystkim naszego Boga Ojca gdyż to On jest źródłem wszystkiego co dobre , a także kochać wszystkich Braci i Siostry, a szczególnie tych którzy nam źle czynią bo inaczej sami szybko staniemy się tacy jak oni. Wszystkim którzy to czytacie z serca szczerze błogosławię i życzę takiej wiary i miłości w sercu którą może dać nam tylko sam Bóg Ojciec. Szczęść Boże.

Całkowity upadek autorytetu biskupów krk powoduje, że wydany przez Komisję Nauki Wiary KEP dokument nie ma większego realnego znaczenia. Może poza psychologicznym, że oto jednak zajęli się nagłaśnianym od miesięcy problemem. No bo jak taki skompromitowany bp (choćby np. Skworc) może innym mówić jak ma żyć, skoro u siebie ma nieposprzątaną stajnię.

Zastanawia mnie to czyja “fundacja” wspiera więź bo artykuły tutaj zalatują lewicą. Dziwi mnie to że nikogo nie oburzała szopka ze mszy św na arenie młodych! Ciało i krew Jezusa Pana naszego to nie jest impra

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.