Wakacyjna promocja Wydawnictwa Więź

Lato 2021, nr 2

Zamów

„Drogą na pewno jest miłość”

Cezary Gawryś. Fot. Więź

Gdy w Polsce ktoś przyznaje się do swojej homoseksualności, jest we wspólnocie religijnej traktowany jak trędowaty w Palestynie za czasów Jezusa. Na tym zniechęcającym ogólnym tle moje zdumienie i szczery podziw wzbudziło ostatnio wyznanie jednego ze znanych dominikanów o. Pawła Krupy.

O tym, jak niesprawiedliwie i obłudnie traktuje się w polskim Kościele osoby homoseksualne i pary jednopłciowe, wypowiadałem się wielokrotnie (np. w cyklu „Lektor”). Ostatnio zamilkłem. Uznałem bowiem, że wszelka publicystyka na ten temat to rzucanie grochem o ścianę.

Znamienne było dla mnie kilka lat temu doświadczenie z książką „Wyzywająca miłość”, zbiorem tekstów wielu autorów, pod redakcją Katarzyny Jabłońskiej i niżej podpisanego. Nasza książka spotkała się z życzliwą reakcją czytelników – szybko się rozeszła, miała sporo wnikliwych recenzji, w tym także polemicznych (np. Tomasza Terlikowskiego, w „Rzeczpospolitej”, pod tytułem „Droga do piekła”). A reakcja czynników kościelnych? Tylko od jednego z zaprzyjaźnionych biskupów nadeszło zdawkowe pokwitowanie: że owszem, książka zawiera „ważne pytania duszpasterskie”.

W jednej z recenzji wydawniczych, jeszcze w fazie przygotowań, utytułowany naukowo ksiądz zarzucił nam, że stawiamy dobre pytania, ale nie dajemy odpowiedzi. Takie „samoograniczenie” było naszym założeniem. I nie tylko wyrazem ostrożności: żeby się komuś nie narazić. Czy nie byłoby uzurpacją z naszej strony, dwojga świeckich publicystów, proponować Kościołowi rozwiązanie tak trudnego problemu? Zdając sobie sprawę, jakie opory i lęki budzi akceptacja osób i par homoseksualnych w naszym katolickim społeczeństwie i jak trudna jest to kwestia dla teologii moralnej, postanowiliśmy przedstawić problem w perspektywie „egzystencjalnej”, od strony wierzących osób homoseksualnych i ich bliskich – tak jak oni go przeżywają.

Liczyliśmy, że znajdą się w Kościele kompetentne osoby – chociażby teologowie z katolickich uniwersytetów i licznych wydziałów teologicznych – powołane do tego, by udzielić odpowiedzi na te „ważne pytania duszpasterskie” w duchu Ewangelii, także uwzględniając osiągnięcia nauki. Stanowisko Kościoła w wielu kwestiach – wizji kosmosu i człowieka, obyczajów i kultury – zmienia się przecież w trakcie historii. 

Wiemy, jak rewolucyjna zmiana zaszła w teologii w minionym wieku w odniesieniu do ludzkiej seksualności. Pożycie seksualne przez wieki traktowane było w duchu manichejskim; jako zło konieczne, którego moralnym usprawiedliwieniem jest funkcja prokreacyjna. Za sprawą „teologii ciała”, którą rozwinął Karol Wojtyła–Jan Paweł II, dzisiaj doceniana jest więziotwórcza funkcja seksu w miłości małżeńskiej. Wiemy też, jak Kościół dawniej odnosił się do rozwodników, samotnych matek itd. Nie mówiąc już o tym, jak traktował na początku liberalizm, ruchy robotnicze czy demokrację. Nie bez racji kardynał Martini, arcybiskup Mediolanu, twierdził, że Kościół w stosunku do świata jest opóźniony o jakieś 200 lat.

Na podstawie nauk biologicznych i humanistycznych wiemy już dzisiaj pewne rzeczy, i to powinno istotnie wpływać na traktowanie zjawiska homoseksualności. Wiemy, że występuje ono w naturze u wielu gatunków zwierząt i we wszystkich społeczeństwach ludzkich; że dotyczy od 2 do 5 procent populacji. Ostatnio zaś mamy do czynienia z ważnymi odkryciami epigenetyki. Wiemy więc, że homoseksualność nie jest skutkiem działania jakiegoś jednego genu, lecz wielu jednocześnie, co więcej, że geny i środowisko wzajemnie działają na siebie, hamująco lub stymulująco – od życia płodowego, przez dzieciństwo, aż po adolescencję. (O znaczeniu epigenetyki ciekawie mówi popularny youtuber dr Dawid Myśliwiec – w programie „Czy homoseksualizm można mieć w genach”).

Z pewnością nie można więc twierdzić, że homoseksualność jest przedmiotem arbitralnego wyboru, ani że można dokonywać na drodze zabiegów medycznych czy terapeutycznych zmiany orientacji z homoseksualnej na heteroseksualną.

Tymczasem w ogłoszonym jesienią 2020 r. „Stanowisku Konferencji Episkopatu Polski w kwestii LGBT” można było przeczytać expressis verbis: „Wobec wyzwań tworzonych przez ideologię gender i ruchy LGBT+ […] konieczne jest tworzenie poradni (również z pomocą Kościoła, czy też przy jego strukturach) służących pomocą osobom pragnącym odzyskać zdrowie seksualne i naturalną orientację płciową”.

Sformułowanie o „odzyskiwaniu zdrowia seksualnego” wyraźnie oznacza, że orientację homoseksualną autorzy dokumentu uważają za chorobę. Trudno nie zadać tu pytania, w jaki sposób osoby homoseksualne miałyby „odzyskać zdrowie seksualne i naturalną orientację płciową”? Jeśli miałoby to polegać na tworzeniu ośrodków terapii konwersyjnej, to przypomnieć należy, że terapia stawiająca sobie taki cel uznawana jest przez psychologów i psychiatrów za niedopuszczalną i szkodliwą. Prof. Irena Namysłowska, doświadczona psychiatra i psychoterapeutka, w wydanej ostatnio książce „Od rodziny nie można uciec”, odpowiada krótko: „to nadużycie psychoterapeutyczne”.

Jak można więc oczekiwać ze strony Kościoła (podobno Matki i Mistrzyni, Mater et Magistra?) odpowiedzi na „ważne pytania duszpasterskie” dotyczące udziału wierzących osób homoseksualnych w życiu kościelnej wspólnoty, skoro nasi biskupi okazują się zdolni sygnować in gremio taki pseudo-duszpasterski elaborat, świadczący o jakiejś niebezpiecznej ignorancji jego autorów!

Nieśmiałe głosy upominające się o podjęcie trudnego tematu zagłuszane są u nas wrzawą ideologicznych sporów o gender i edukację seksualną, wykorzystywanych cynicznie przez polityków, a podsycanych przez niektórych prominentnych przedstawicieli hierarchii kościelnej, którzy straszą społeczeństwo „neomarksizmem” i „tęczową zarazą”. Trudno się w tej sytuacji dziwić, że jeśli ktoś, kierując się potrzebą życia w prawdzie, przyznaje się we wspólnocie religijnej do swojej homoseksualności, to jest traktowany jak trędowaty w Palestynie za czasów Jezusa. O takim przypadku w Szczecinie pisały ostatnio media, a wielokrotnie o takim ostracyzmie słyszałem od moich przyjaciół z innych miast, na przykład ze Śląska czy Krakowa.

Wakacyjna promocja Wydawnictwa Więź

Na tym zniechęcającym ogólnym tle moje zdumienie i szczery podziw wzbudziło ostatnio wyznanie jednego ze znanych dominikanów o. Pawła Krupy, obecnie pracującego w Sankt Petersburgu. W rozmowie „Ciemność musi być ciemna” na łamach nowego numeru kwartalnika „Więź” (lato 2021), którą prowadzą Sebastian Duda i Zbigniew Nosowski, dzieli się on m.in. swoim duszpasterskim doświadczeniem z dominikańskiej parafii na Służewie, znanej z tego, że na niedzielnych wieczornych liturgiach gromadzą się tam prawdziwe tłumy młodych. Pozwalam sobie zamieścić poniżej obszerny cytat z tej pięknej wypowiedzi o. Pawła Krupy, niewymagający chyba komentarza.

„Na warszawskim Służewie przez pięć lat odprawiałem Mszę Świętą o 14.00. Nic wielkiego nie robiliśmy, normalna Msza Święta, z homilią, z dobrą scholą. Po jakimś czasie zrodziła się z tego autentyczna wspólnota. (…) Przychodziły też pary homoseksualne. Nie odmawiałem, gdy niektórzy z nich podchodzili do Komunii; ufałem, że jako dorośli chrześcijanie mają uformowane sumienia i wiedzą, w czym uczestniczą. Kościół to wspólnota, która przygarnia, a nie wygania; która proponuje, a nie narzuca. Gdy przychodzi do mnie człowiek i mówi, że kocha osobę tej samej płci, to mogę odpowiedzieć jedno: kochaj, i to po prostu najmocniej jak możesz, najprawdziwiej, najgłębiej. Bo nawet jeżeli mam w głowie ideał życia w seksualnej czystości, to jestem przekonany, że do niego może doprowadzić tylko miłość, a nie zabranianie miłości. Czy chrześcijańskie przesłanie może się zaczynać od słów «Nie wolno ci kochać»? Przecież z tego nic nie zrozumieją ci, których to dotyczy! A ja – może naiwnie – jestem przekonany, że za jakiś czas, może to nie będzie jutro, tych dwoje wierzących ludzi, dla których Ewangelia jest ważna, dojrzeje do decyzji o wstrzemięźliwości seksualnej. Że doprowadzi ich do tego miłość, a nie suche normy prawa lub, co gorsza, odrzucenie. To się może stać za dziesięć lat, za dwadzieścia, może jak się zestarzeją – nie wiem. Natomiast drogą na pewno jest miłość”.

Przeczytaj także: Błogosławiony czas kryzysu. Jesteśmy dziś jako Kościół do naga rozebrani przed światem

Podziel się

6
3
Wiadomość

Komentarze (16)

Pracuje w szkole w Niemczech. Wsrod kolegow mam para gejowska, ktora wiele lat temu zawarla zwiazek malzenski. Kiedys w rozmowie z jednym z uczniow uslyszalem: „Ja tez jestem gejem i marze o takim malzenstwie jak moi nauczyciele. Nie chce miec wielu partnerow, chce miec jednego czlowieka obok mnie, ktorego bede kochal do konca zycia!” To bylo takie piekne, szczere i gleboko chrzescijanskie!

Z mydlin naukowych podanych przez Autora wynika, że następuje (dla niektórych spodziewany) regres prohomoseksualnej nauki. Trend naukowy zmierzający do odkrycia genu homoseksualizmu poniósł fiasko. Zmiana kierunku w stronę zespołu genów także napotkała w wynikach na opór, więc „odkryto” czynniki zewnętrzne stymulujące (albo hamujące – sprzeczność ta w istocie nic nie mówi o samych genach, ani samych czynnikach, a ich zależność jest względna). Prognoza na dalszy rozwój: nauka przeniesie ciężar odpowiedzialności za warunki zewnętrzne, aż wreszcie odkryje, że ludzie są za nie odpowiedzialni i są w stanie zapewnić takie, żeby zjawisko homoseksualizmu zniwelować – ale ujawnienie tego odkrycia na pewno będzie spowolnione przez tabu naukowe. Tymczasem mamy do czynienia z uderzeniem kultury kontrwyznaniowej i swoistym hasłem „wolnej miłości” w Kościele. Zapewne za niedługo pojawią się w Kościele damsko-męskie pary zakonne, które będą chciały praktykować miłość wzajemną i osobistą bez seksu.

Trochę pokory by się przydało. Jestem biologiem i wiem, jak mało jeszcze wiemy i jak dardzo zlozona jest natura. Znam osobiście osobę, która wręcz walczyła ze swoją homoseksualnoscia, nie chcąc zranić rodziców, wiedząc jaka to będzie tragedia dla Nich. Próbował relacji z dziewczyną… Gdyby to było możliwe na pewno by zmienił orientacje seksualna. Niestety, czy tego chcemy czy nie jest tak, jak pisze Pan Gawrys.
PS A jak by Pan zareagował, gdyby Pana dziecko było homoseksualne?

Wygląda na to że jako biolog, który przyznaje, jak mało nauka wie, narusza Pani poważnie mocniejszą zasadę racjonalności. A następnie odwołuje się Pani do reakcji rodzicielskich. Gzie tu w ogóle racjonalizm w Pani komentarzu? Żadnego.

A moze ja wcale nie chce być racjonalna?
Wiem jedno, jak narazie nie udało nam się z cała pewnością ustalić przyczyn tego, ze dana osoba jest homoseksualna. Tylko ze to nie ma nic wspólnego z odczuciami rodzicow osoby homoseksualnej. Po prostu staram się postawić w Ich sytuacji. Pewnie marzyli o synowej/zięciu i wnukach itd. A teraz będą musieli zmierzyć się z ostracyzmem rodziny, znajomych, nie mówiąc o kościele.
PS A skąd u Pana taka pewność co do kierunku rozwoju nauki. Wyglada na to, ze wszyscy naukowcy to szaleńcy czychajacy na niewinnych ludzi

Kiedyś szaleńcy czyhali na niewinnych naukowców, teraz naukowcy czyhają na niewinność ludzi. Taki trendzik;)

PS # 2 Nie odpowiedział mi Pan na pytanie o reakcje Pana na wiadomość o tym, ze Pana dziecko jest homoseksualne.

A jest jakiś wybór dla reakcji? Nawet najbardziej liberalni i postępowi rodzice odczują przykre zaskoczenie. Człowiek nie jest w stanie oszukać swej natury

A Pan to kim jest z wykształcenia, że się ustawia w pozycji eksperta? Z Pana wypowiedzi wnioskuje, że czytuje Pan kościelne opracowania na temat homoseksualizmu i gromadzi informacje, które podważają jego autentyczność. Tymczasem fakty są takie, że mamy w społeczeństwie osoby homoseksualne, które powinny mieć prawo funkcjonować jak każdy inny obywatel. Można sobie prognozować na temat rozwoju nauki, a tymczasem te osoby są w Polsce regularnie prześladowane. O co Pan walczy?

O. Krupa niech zostawi osoby LGBT w spokoju i lepiej niech się wypowie na temat gwałconych kobiet i potępi opłacanie prawników.

no. nie wiem czy syn marnotrawny by powrócił, gdyby zamiast pragnienia strąków dla świń miał frykasy i bezwarunkową akceptację. Idealizm nieuformowanej namiastki miłości może zwieść na manowce.

Syn Marnotrawny miał frykasy i bezwarunkową akceptację. Poza tym, moim zdaniem, postać syna marnotrawnego nie pasuje do sytuacji osób homoseksualnych – to kościół nie akceptuje ich natury i wypycha ich ze wspólnoty. To kościół nie ma dla nich bezwarunkowej miłości.

naprawdę? Ja znam taką wersję: „Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie.” (Łk 15:16-18) Stosunek Kościoła do homoseksualizmu wyznacza Katechizm Kościoła Katolickiego, art. 2357-2359.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.