Jesień 2021, nr 3

Zamów

Czyi to są adwokaci?

Arcybiskupi Andrzej Dzięga i (za nim) Sławoj Leszek Głódź podczas Mszy św. na zakończenie zebrania plenarnego KEP 14 czerwca 2019 r. w Wałbrzychu. Fot. Episkopat.pl

Kościelni adwokaci usiłują bronić w oczach opinii publicznej abp. Dzięgę, ale już nie abp. Głódzia. To potwierdzenie tezy, że wina byłego metropolity gdańskiego w sprawie ks. Dymera jest niezaprzeczalna.

Kościelni adwokaci, którzy reprezentowali ks. Andrzeja Dymera jako oskarżonego w karnym procesie kanonicznym – ks. prof. dr hab. Mirosław Sitarz i ks. dr Grzegorz Harasimiak – wydali oświadczenie. Ciekawe, że dotyczy ono nie ich klienta, lecz innej osoby – abp. Andrzeja Dzięgi. Autorzy oświadczenia przekonują, że metropolita szczecińsko-kamieński nie mógł „w żaden sposób ingerować w proces” ks. Dymera, prowadzony w drugiej instancji w Gdańskim Trybunale Metropolitalnym.

Bierność biskupa wobec procesu drugiej instancji może być uznana nie za cnotę, lecz wręcz za zaniechanie, które nie pozwoliło na pełne przedstawienie prawdy i właściwe wymierzenie sprawiedliwości

Zbigniew Nosowski

Udostępnij cytat

Zaskakują mnie nowe role, w jakich występują w tym oświadczeniu obaj duchowni. Adwokaci zazwyczaj wypowiadają się przecież w imieniu osób, które prawnie reprezentują. Tutaj natomiast byli adwokaci ks. Dymera – powołując się na sprawę, w której reprezentowali oskarżonego – występują jako de facto adwokaci abp. Dzięgi, podkreślając, że on ze sprawą nie miał nic wspólnego.

Napisanie takiego oświadczenia wydaje się niemożliwe bez (co najmniej milczącej) aprobaty metropolity szczecińsko-kamieńskiego, który zresztą w przeszłości blisko z oboma księżmi współpracował. Paradoksalnie zatem fakt, że w obronie arcybiskupa głos zabierają adwokaci oskarżonego, każe tym uważniej przyglądać się powiązaniom między metropolitą szczecińskim a zmarłym niedawno przedsiębiorczym duchownym.

Cytowane oświadczenie w żaden sposób nie dotyczy mojego autorskiego cyklu „Przeczekamy i prosimy o przeczekanie”. Informacje, które podają adwokaci, są precyzyjnie przekazane w mojej publikacji (jest tam zresztą dużo więcej faktów, do których duchowni się nie odnoszą).

Inaczej natomiast niż cytowani księża oceniam powinności abp. Dzięgi oraz jego faktyczne możliwości wpływu na bieg sprawy ks. Dymera, o czym szczegółowo piszę w piątym odcinku cyklu. Tam również polemizuję z argumentem, iż metropolita szczecińsko-kamieński nie miał możliwości wpływania na proces.

Pisałem m.in.: „Bierność biskupa wobec procesu drugiej instancji może być uznana nie za cnotę (jak chciałby to przedstawiać sam abp Dzięga), lecz wręcz za zaniechanie, które nie pozwoliło na pełne przedstawienie prawdy i właściwe wymierzenie sprawiedliwości. W karnym procesie kanonicznym bowiem to biskup – reprezentowany przez promotora sprawiedliwości (odpowiednik prokuratora) – występuje jako oskarżyciel. W tym przypadku formalnie sprawa trafiła w drugiej instancji już do innej diecezji, ale biskup pierwszej instancji – choćby jako przełożony oskarżonego duchownego – powinien być zainteresowany odpowiednim (i szybkim) przebiegiem procesu. Czyli zabiegać o to, czemu służy proces – wymierzenie sprawiedliwości. Tym bardziej powinno tak być, gdyby biskup był przekonany o niewinności oskarżonego”.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Przypomnę też, że księża Sitarz (prorektor KUL) i Harasimiak (doktor prawa karnego) nie skorzystali z możliwości udzielenia mi wypowiedzi, o które prosiłem, pisząc moje reportaże. Trzeba również pamiętać, że duchowni ci – w przeciwieństwie do osób skrzywdzonych przez ks. Dymera i opinii publicznej – jako adwokaci strony procesu prawdopodobnie mieli możliwość zapoznania się z wyrokiem drugiej instancji wydanym 12 lutego 2021 r. przez Gdański Trybunał Metropolitalny. Zastanawiam się, czy lakoniczność ich oświadczenia oraz ograniczenie go do „informacji oczerniających” abp. Dzięgę nie jest ważną wskazówką co do treści wyroku.

Znamienny jest również fakt, że w swoim oświadczeniu księża adwokaci usiłują bronić w oczach opinii publicznej metropolitę szczecińskiego, ale już nie bronią abp. Sławoja Leszka Głódzia. To potwierdzenie mojej tezy, że wina byłego metropolity gdańskiego w sprawie ks. Dymera – niewszczynanie procesu drugiej instancji przez ponad 9 lat – jest niezaprzeczalna.  

Przeczytaj także: Tarsycjusz, czyli Człowiek więcej niż Roku

Podziel się

6
4
Wiadomość

Komentarze (4)

A może fakt, iż adwokaci znając sprawę i bronią księdza Arcybiskupa właśnie potwierdza to, że nie miał on rzeczywiście możności wpłynięcia na tok sprawy?

Autor tego wpisu występował w tym miejscu – wyłącznie w sprawie abp. Dzięgi – już pod czterema tożsamościami: jako Piotr, Adam, Daniel i Bartosz. Takie postępowanie jest niedopuszczalne, gdyż wprowadza w błąd innych użytkowników. Proszę się zdecydować na jeden nick – albo Pańskie wpisy będą kasowane.

To tak jakby napisać, że fakt że adwokaci mafiozów oskarżonych między innymi o korupcje urzędników państwowych piszą że ci urzędnicy nie mieli z tym nic wspólnego ma świadczyć o niewinności urzędników? Na jakim świecie pan żyje? Niestety patrząc na wszelkie materiały które pojawiają się w temacie w ciągu ostatnich miesięcy – wskazanie jest na coś wręcz odwrotnego.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.