Wiosna 2021, nr 1

Zamów

Drugi Sobór Trydencki niezbędnie potrzebny

Sebastian Duda. Fot. Centrum Myśli Jana Pawła II / YouTube

Bardziej niż duszpasterskiego III Soboru Watykańskiego potrzebujemy dziś mocnego doktrynalnego otwarcia – nowego Trydentu. Od chrześcijaństwa odchodzą na Zachodzie całe masy wiernych. „Nowy Trydent” to teologiczna i duchowa odpowiedź na współczesne lęki postwierzących.

To była jedna z dziwnych, nieoczekiwanych i bolesnych dla mnie rozmów w pandemicznym 2020 r. Młody znajomy zakomunikował mi:

– Nie mogę być w tym Kościele. Nie chcę być katolikiem. Nie chcę być w ogóle chrześcijaninem. Nie umiem mieć z tym nic wspólnego.

Wydawało mi się, że wiem, o co mu może chodzić:`

– Pedofilskie skandale, moralne rozpasanie kleru, politykierstwo biskupów i fałszywa pobożność polityków – wszystko to jest rzeczywiście trudne do zniesienia.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Znajomy popatrzył na mnie zmęczonym wzrokiem:

– Nie tylko to. I nawet nie to, że gdy ilekroć robiłem coś, co było niezgodne z nauką Kościoła, czułem się zły, niegodny, zaszczuty. Dziś widzę po prostu, że w tym Kościele, w tym całym chrześcijaństwie nie ma już Boga. Nie wiem, czy kiedykolwiek w nim był. Jedyne, co mogę tam znaleźć, to pustka po Nim. A przecież nieprawda, że „warto w byle pustkę iść”.

– Tak, „to wciąż za mało, moje serce, żeby żyć” – dokończyłem machinalnie słowa refrenu smętnego songu autorstwa poetki, której postać przypomnieć miał niebawem nie w pełni udany serial telewizyjny.

Wykup prenumeratę „Więzi”
i czytaj bez ograniczeń

Pakiet druk + cyfra 2021

  • Krajowa prenumerata kwartalnika „Więź” na rok 2021 w wersji drukowanej. Numery: wiosna, lato, jesień, zima 2021
  • Te same numery w formatach EPUB, MOBI, PDF
  • Dostęp do treści kwartalnika „Więź” na Więź.pl do końca 2021 roku

Aby dodatkowo wesprzeć „Więź”, wybierz prenumeratę sponsorską. Twoje nazwisko zostanie podane w kolejnym numerze w „Podziękowaniach dla Przyjaciół”.

Jeśli mieszkasz za granicą, napisz do nas na prenumerata@wiez.pl.

Pakiet cyfrowy

  • Dostęp do treści kwartalnika „Więź” na Więź.pl przez kwartał lub rok (od momentu opłacenia)
  • „Więź” w formatach EPUB, MOBI, PDF przez kwartał lub rok

Aby dodatkowo wesprzeć „Więź”, wybierz prenumeratę sponsorską. Twoje nazwisko zostanie podane w kolejnym numerze w „Podziękowaniach dla Przyjaciół”.

Podziel się

7
1
Wiadomość

Komentarze (7)

Jako były katolik, podejrzewany przez Autora o „bydlęcy spokój” 🙂 proszę. Niech teolodzy wreszcie odważnie wychodzący poza biblistykę kanoniczną , a nawet poza teologię fundamentalną – nie zmarnujcie tego przez kiepskie duszpasterstwo. Nie zgadzam się z opisem światopoglądów pochrześcijańskich według wzoru: „Ja chcę żyć! Daj mi się cieszyć, być dalej w radości z moją dziewczyną bez zważania na wasze zakazy”. To tylko taki moment pierwszego odurzenia „wolnością”, z którego także młody znajomy Autora już za kilka lat wyrośnie. Tak się nie da być ateistą przez 5, 10 czy 20 lat. Wiem z własnego doświadczenia. Oczywiście, że istnieją ” technologiczno-konsumpcyjne kuszenia” i całe nowe, bez-Bożne religie które są ich efektem. Moim zdaniem wydziały marketingowe wielkich korporacji o wiele wnikliwiej niż teolodzy czytają prace religioznawcze na temat światowego potopu miliarda „religious nones” i ich światopoglądów, ich wspólnot, rytuałów itp. Można dodać religijne kuszenia do wielu rzeczy, aby je sprzedać i zapewniam Panów teologów, że to oszustwo, a także wynikający z niego powierzchowny, pospieszny styl życia oburza poważnych ateistów nie mniej, niż teologów. Podsumowując: niech teolodzy reformują teologię, ale serdecznie namawiam, aby nie przechodzić zbyt szybko do diagnozowania świata poza Kościołem AD 2021. Bo to na zasadzie impulsu zwrotnego popsuje samą teologię. Potrzeba raczej moim zdaniem jakiegoś ogromnego otwarcia na nową wiedzę religioznawczą, bardzo nastawioną na „nones” – a także wielu wielu rozmów z ateistami, nie tylko tymi, co odeszli przed rokiem, ale także tymi, co odeszli dawno, dawno temu…

A zauważył Pan już, że w tym samym numerze piszemy o „nones”?
https://wiez.pl/2021/03/10/formy-wspolczesnej-bezreligijnosci/

„Żadni” to osoby, które deklarują brak przynależności do jakiejkolwiek grupy religijnej. W Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich dwudziestu lat ich liczba wzrosła od ok. 8% społeczeństwa w 2000 r. do ok. 24% w chwili obecnej. Szeroką grupę „żadnych” można podzielić na cztery odrębne kategorie – pisze socjolog José Casanova, proponując ciekawą klasyfikację form współczesnej bezreligijności.

Rzeczywiście, prof. Casanova, a nawet sam dr Duda (w części “Osieroceni przez chrześcijaństwo”) wyróżniają kilka odmian “postchrześcijaństwa”. “Sieroty” na przykład to ci, którzy “wciąż trwają w zawieszeniu między wiarą a niewiarą”. I początkowo właśnie dla nich Autor wskazywał w oryginalnej, przed kanonicznej wersji Ewangelii Marka – “pustkę po Bogu”. Jednak w miarę pracy nad tą ideą, wskazywania jej śladów i zapowiedzi w kulturze i Tradycji – adres duszpasterski uległ dość zaskakującej i moim zdaniem trochę przypadkowej zmianie. Pod przytoczeniu gniewnych uwag znajomego młodego apostaty, pism Miłosza i Marcina Króla – nowa teologia pustki po Bogu została w końcu (w części “Wyjdź na zewnątrz”) przedstawiona jako demaskująca “bydlęcą szczęśliwość”. Jej adresatem stało się postchrześcijaństwo “bezwolnie poddane technologiczno-konsumpcyjnym kuszeniom”, dla którego sensem życia jest doświadczanie przyjemności. A co – pytam – z pozostałymi formami “postchrześcijaństwa”? I nie chodzi mi tylko o te wymienione przez prof. Casanovę. Na przykład co z liberalnym humanizmem, światopoglądem przecież dominującym w polityce i gospodarce Zachodu? Co z ateizmem 2.0, który widzi pozytywne strony religii i odcina się od naiwnego zaufania do postępu naukowego? Potencjał kulturowy, zdolność do samokrytycyzmu i wynikająca z nich możliwość sojuszy z projektem nowego Trydentu – są w tych “postchrześcijaństwach” o wiele bardziej rozbudowane i naprawdę szkoda byłoby to jakoś przeoczyć i zniechęcić…

Szanowny Panie, dziękuję za te uwagi. Mam Pan rację, że „bydlęcy spokój” nie odnosi się i nie powinien być odnoszony do wszystkich współczesnych form „postchrześcijaństwa” czy niewiary. Na pewno nie chciałem tym Miłoszowym cytatem urazić ludzi takich jak Pan.
Inna rzecz, że nie przypadkiem wiersz Miłosza przyszedł mi na myśl po rozmowach ze wspomnianym w eseju młodym znajomym, a także po licznych innych spotkaniach, gdzie słyszałem podobne rzeczy jak od niego. Dostrzegam w tych reakcjach młodych mniej czy bardziej świadome odrzucenie chrześcijańskiego zbawienia, które to zbawienie kojarzy się (moim zdaniem jak najbardziej słusznie) z możliwością nadawania sensu cierpieniu. Wolno zapytać, dlaczego tak wielu instynktownie od takiego sensu w naszym obecnym czasie chce uciekać.
Diagnoza Marcina Króla wydaje mi się w tym kontekście trafna, a wersety Miłosza mogą być odczytywane jako wyraziste dla niej tło. Do czego dziś bowiem można odnieść „pogodny uśmiech”, który zaczyna się za „cierpienia granicą”? Konsumpcyjna kultura prymatu przyjemności to całkiem chyba dobry dla niego desygnat. Co więcej, na ów prymat przyjemności (nawet jeśli to tylko straceńcza ucieczka przed cierpieniem) nie tylko chrześcijańska teologia nie chce czy nie umie dawać dziś odpowiedzi, ale i wspomniany przez Pana liberalny humanizm (na co zresztą Marcin Król coraz mocniej zwracał uwagę w swych ostatnich tekstach).
W tym kontekście dla mnie samego teologiczna konfrontacja z ateizmem 2.0 nie jest aż tak istotna. Zajmuje się nią całkiem spora grupa chrześcijańskich teologów i filozofów, którzy temu ateizmowi próbują dawać odpór (temat ów pojawia się zresztą w obecnym numerze „Więzi” w szkicu prof. Piotra Gutowskiego).
Próba teologicznego podjęcia „pustki po Bogu” nie ma jednak na celu pozostawienia na boku bardziej od „bydlęcego spokoju” wyrafinowanych form niewiary. Mimo to wedle mnie centralnym motywem jej podjęcia pozostaje przede wszystkim refutacja chrześcijańskiego zbawienia. Można dla owego odrzucenia znajdować ważkie intelektualne argumenty i toczyć wcale intrygujące uczone dysputy. Czuję jednak, że dla chrześcijańskich teologów podstawowym dziś wyzwaniem jest (niestety) właśnie „bydlęcy spokój” wielu.
Ci jednak także doświadczają niewygód i marności człowieczeństwa, na które chrześcijaństwo powinno odpowiadać w formułach mocniejszych i bardziej trafiających do przekonania niż te, które obecnie oferuje. Ostatecznie przecież w doktrynie chrześcijańskiej mieści się, jak mniemam, intuicja, że cierpienie i śmierć dotyczą nie tylko człowieka, ale także Boga. Ten przekaz ciągle, jak sądzę, może trafić do wielu. Trzeba go jednak wyrazić tak, by mógł do nich trafić.
Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.
SD

/…/ Potrzeba raczej moim zdaniem jakiegoś ogromnego otwarcia na nową wiedzę religioznawczą, bardzo nastawioną na „nones” – a także wielu wielu rozmów z ateistami, nie tylko tymi, co odeszli przed rokiem, ale także tymi, co odeszli dawno, dawno temu… /…/
Jeśli „dawno, dawno temu” oznacza blisko 60 lat, to stawiam się po raz któryś do dyspozycji w ramach takich rozmów. Mówiąc zaś zupełnie poważnie, ochoty do prowadzenia rozmowy z takim ateistą socjaldemokratycznym jak ja, po stronie teistów nie dostrzegam najmniejszej. A przecież, zwłaszcza na Facebooku, tę swoją gotowość do włączenia się do (nieistniejącego w gruncie rzeczy) dialogu niewierzących z wierzącymi ujawniam od ładnych już kilku lat.

Witam. Moim zdaniem właśnie tekst Sebastiana Dudy może nie tylko ten dialog wznowić, ale także wreszcie dokądś poprowadzić. Także w ramach Kongresu KiK jest pewna szansa na jakieś inicjatywy rozmów z ateistami. Będzie się gdzie włączać, mam nadzieję. Pozdrawiam, Darek Kot (ateista liberalny humanista).

Jestem wdzięczny, że znalazł Pan czas, aby odnieść się do moich uwag.
Być może najlepiej się zrozumiemy, jeśli od razu zadeklaruję i przyznam Panu w 100% rację w tym zakresie: “na ów prymat przyjemności (nawet jeśli to tylko straceńcza ucieczka przed cierpieniem) nie tylko chrześcijańska teologia nie chce czy nie umie dawać dziś odpowiedzi, ale i wspomniany przez Pana liberalny humanizm”. To prawda. Odwrotną ciemną stroną “kultury przyjemności” stały się już na całe lata przed pandemią tzw. śmierci z rozpaczy (ang. death of despair) – zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Japonii. W tych dwóch ostatnich krajach powstały ministerstwa d/s samotności! Poza tym: ileż by potrzeba tych przyjemności, aby nie widzieć pierwszych wielkich suszy i pożarów katastrofy klimatycznej, którym przecież nie są winni komuniści, faszyści ani fanatycy religijni…? W Kalifornii można obstawiać na giełdzie, gdzie najszybciej zabraknie wody… I tak dalej, i tak dalej… Liberalny szczęśliwy “koniec historii” został definitywnie odwołany.
W tym kontekście cenię projekt “nowego Trydentu”: jako idący poprzez odnowę dogmatów aż tak głęboko, że tym rozmachem w stosunku do Kościoła – dorównuje impetowi reform, jakich już wkrótce będzie potrzebować świecki liberalny humanizm, jego demokracje, gospodarki – i jego dogmaty (których istnienia się na domiar złego wypieramy). Widziałbym w “bardziej wyrafinowanych postchrześcijaństwach” partnerów dla Trydentu: nam także chodzi o dotarcie do tych najliczniejszych, zaklinowanych między przyjemnością a rozpaczą…

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.