Jesień 2020, nr 3

Zamów

Trzeba zerwać konkubinat państwowo-kościelny

Zbigniew Nosowski. Fot. Więź

Czy Rada Stała Episkopatu zdobędzie się dziś na odrzucenie oferty Jarosława Kaczyńskiego?

„W szczególności musimy bronić polskich kościołów. Musimy ich bronić za każdą cenę. Wzywam wszystkich członków PiS i tych, którzy nas wspierają, do tego, by wzięli udział w obronie Kościoła”. Te wczorajsze słowa szefa partii i państwa, który wezwał swych zwolenników na kościelne barykady, przejdą do historii. Jarosław Kaczyński wygłosił tę deklarację jako prezes partii politycznej, ale też jako urzędujący wicepremier, odpowiedzialny za kontrolę nad resortami siłowymi.

Dziś natomiast obraduje Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski. Czy jej odpowiedź również przejdzie do historii? Czy biskupi – którzy w obliczu społecznego kryzysu zdobyli się po raz pierwszy na obrady zdalne – zrozumieją, że wpadli w pułapkę (którą sami skądinąd zastawili) i zdobędą się na odrzucenie oferty partyjno-państwowego kordonu ochronnego wokół kościołów? Czy jednak raczej – w duchu zawołania „wara od mojej katedry” – skupią się na ratowaniu, wraz z partią rządzącą, „najbardziej zdrowej tkanki polskiego narodu”?

Wbrew polskiej tradycji i nauczaniu Kościoła

„Nasi przeciwnicy wypowiedzieli wojnę polskości” – mówił wczoraj Jarosław Kaczyński. Bez wahania opowiadał o ataku, „który ma zniszczyć Polskę. Ma doprowadzić do triumfu sił, których władza w gruncie rzeczy zakończy historię narodu polskiego, tak jak dotąd go żeśmy postrzegali”. Sęk w tym, że z polską tradycją sprzeczne jest raczej to, do czego doprowadziły rządy PiS: sojusz państwowo-kościelny (najchętniej nazywam go konkubinatem, wskazując na jego charakter trwały, choć nieformalny). Przecież polska tradycja to Kościół silny siłą społeczeństwa, a nie mocą państwa.

Tak ścisły związek ze strukturami państwowymi sprzeczny jest także z nauczaniem Kościoła. Przecież, jak uczy II Sobór Watykański, „prawda nie inaczej się narzuca, jak tylko siłą samej prawdy, która wnika w umysły jednocześnie łagodnie i silnie”. Przecież Kościół „nie pokłada swoich nadziei w przywilejach ofiarowanych mu przez władzę państwową; co więcej, wyrzeknie się korzystania z pewnych praw legalnie nabytych, skoro się okaże, że korzystanie z nich podważa szczerość jego świadectwa albo że nowe warunki życia domagają się innego układu stosunków”.

Polska tradycja to Kościół silny siłą społeczeństwa, a nie mocą państwa – nie partyjno-państwowe kordony ochronne wokół kościołów

Sięgam po nauczanie obecnego papieża. „Bóg nie potrzebuje być przez nikogo broniony i nie chce, aby Jego imię było używane do terroryzowania ludzi. Proszę wszystkich o zaprzestanie używania religii w celu budzenia nienawiści, przemocy, ekstremizmu i ślepego fanatyzmu” – napisał niedawno Franciszek z okazji międzynarodowego dnia pamięci o ofiarach przemocy na tle religijnym. Nie pisał tych słów akurat do Polaków, ale brzmią one wyjątkowo aktualnie tu i teraz.

A jeszcze bardziej aktualne są przestrogi jego poprzednika przed „pokusą umacniania wiary z pomocą władzy”. Benedykt XVI przenikliwie analizował niebezpieczeństwo „zduszenia wiary w objęciach władzy”, pisząc: „Walkę o wolność Kościoła, walkę o to, żeby królestwo Jezusa nie było utożsamiane z żadną formacją polityczną, trzeba toczyć przez wszystkie stulecia. Bo w ostatecznym rozrachunku cena, jaką płaci się za stapianie wiary z władzą polityczną, zawsze polega na oddaniu się wiary na służbę władzy i na konieczności przyjęcia jej kryteriów”. Taki właśnie proces odbywa się na naszych oczach.

Moralnym obowiązkiem chrześcijanina jest deeskalacja konfliktu

W ostatnich dniach w niektórych miastach Polski przed wejściami do kościołów katedralnych i kurii biskupich policja zagradzała demonstrantom dostęp do budynków kościelnych. Te sceny mają swoją symboliczną moc przekraczającą aktualne wydarzenia. Pokazują dramatyczne pytanie o przyszłość Kościoła, który musi się w ten sposób chronić przed młodymi ludźmi, z których znaczna część zapewne odebrała katolickie wychowanie i zaliczyła kilkaset godzin lekcji religii w szkole.

Kościół, owszem, potrzebuje dziś ochrony – tyle że przede wszystkim powinna to być ochrona przed tymi, którzy niszczą go od wewnątrz, odbierają mu wolność, czyniąc go służebnicą władzy państwowej. To dużo większe zagrożenie dla przyszłości wiary w Polsce niż płynące ze strony tych, co demonstrują, mażą po kościelnych murach i nawet przerywają nabożeństwa. Dlatego odrzucić należy ofertę korzystania z państwowych narzędzi do ochrony Kościoła.

Kościół potrzebuje dziś ochrony – ale przede wszystkim przed tymi, którzy niszczą go od wewnątrz, czyniąc go służebnicą władzy państwowej

Znamienne są dla mnie pod tym względem słowa proboszcza kościoła w mieście powiatowym, gdzie zresztą dominują wyborcy PiS. Na tej świątyni przed kilkoma dniami demonstranci wymalowali sprejem obraźliwe napisy. – Namawiają mnie, żebym to zgłaszał na policję – mówi mi ksiądz. – Owszem, jest to zniszczenie mienia. Owszem, elewacja została uszkodzona trwale, nie da się tego łatwo zmyć. Ale nie chcę tego faktu formalnie zgłaszać. Przecież tym ludziom Kościół i tak jawi się jako opresor i prześladowca. Nie tędy droga!

Z uznaniem trzeba przyjąć w tej sytuacji wczorajszy list prymasa Polski do wiernych archidiecezji gnieźnieńskiej. „Moralnym obowiązkiem chrześcijanina jest deeskalacja konfliktu, a nie jego wzmaganie. Proszę zatem, aby wzorem Chrystusa odrzucić każdy rodzaj przemocy. Odpowiedzią uczniów Jezusa jest przebaczenie, modlitwa, podejmowany post. […] Apelując do osób protestujących o szacunek dla miejsc świętych, proszę jednocześnie Was, Siostry i Bracia, abyście nie odpowiadali agresją”.

Czy w 13-osobowej Radzie Stałej KEP znajdzie się większość skłonna poprzeć takie podejście?

Prześladowani za wiarę?

Gwałtowna forma obecnych protestów z pewnością umacnia wielu ludzi Kościoła w przekonaniu, że oto jesteśmy prześladowani za wiarę i głoszenie ewangelicznej prawdy. Tymczasem jest to raczej dowód na to, że kościelne świadectwo było za mało ewangeliczne, nieczytelne, niezrozumiałe. Mówiąc językiem Ewangelii, sól zwietrzała i nadaje się tylko na to, żeby ją wyrzucić.

Gniew demonstrantów dotyczy przepisów prawa państwowego, został jednak w dużej mierze przekierowany na Kościół. Dlaczego? Tu odpowiedź nie jest trudna.

Po pierwsze, gdy kilkanaście tygodni temu inni aktywiści szli przez Warszawę i wieszali tęczowe flagi na wielu spotkanych po drodze pomnikach, głębokie poruszenie społeczne wywołała flaga tylko na jednym monumencie – pomniku Chrystusa przed bazyliką Świętego Krzyża. Okazało się, że uderzenie w symbole religijne daje demonstrantom największy rozgłos, którego niezbędnie potrzebują, unaocznia ich radykalizm. Dlatego obecni manifestanci idą dalej w tym właśnie kierunku.

Po drugie, kierownictwo episkopatu dało demonstrantom prawo do przekierowania ich gniewu na Kościół jako taki. Przewodniczący i wiceprzewodniczący episkopatu błyskawicznie pospieszyli z podziękowaniami dla władz państwowych za orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego.

Ulica nie potrzebuje więcej dowodów, żeby znaleźć odpowiedź na pytanie, kto był inspiratorem. Bez znaczenia są późniejsze tłumaczenia, że „to nie Kościół stanowi prawa w naszej Ojczyźnie i to nie biskupi podejmują decyzje o zgodności bądź niezgodności ustaw z Konstytucją RP”. Stają się one dla demonstrantów raczej gestem umywania rąk przez Piłata i dowodem kościelnej hipokryzji.

Zawyżona cena

Czy jednak Kościół zasłużył na aż tak agresywne formy protestu? Odpowiadam: nie, ale…

Obecnie protesty odbywają się nawet nie na chybił trafił, lecz po prostu na oślep. Niszczone przez demonstrantów są także te kościoły, w których się nie politykuje, gdzie się szanuje każdego człowieka, wzywa do miłości bliźniego i ją praktykuje. Duchowni z tych miejsc obrywają rykoszetem „za całokształt”. Dla nich nie jest to z pewnością „kara” zasłużona.

Kierownictwo episkopatu dało demonstrantom prawo do przekierowania ich gniewu na Kościół jako taki

Obrywają też świeccy katolicy. Bezpośrednio – ci, którym przerwano modlitwę podczas Mszy świętej. I pośrednio ci, którzy się z Kościołem – mimo wszystkich wad jego obecnej postaci – głęboko utożsamiają. Oni też słyszą przecież, że mają „wyp…” (wbrew wielu liberalnym przyjaciołom nie będę snuł dywagacji, jakże adekwatne jakoby jest to słowo, bo po prostu nie jest).

Cena, jaką Kościół obecnie płaci, jest zatem zdecydowanie zawyżona. Tyle że jest to nieuchronna konsekwencja konkubinatu z partią rządzącą, do jakiego doprowadziło w ostatnich latach kierownictwo polskiego episkopatu. Wiele osób – w tym my wielokrotnie na łamach „Więzi” – przestrzegało od dawna przed takim scenariuszem. Niestety, kierownictwo episkopatu parło do umacniania tej nieformalnej kościelno-państwowej jedności, trochę nie potrafiąc odmówić wdzięczącemu się zalotnikowi, trochę ciesząc się, że osłabione fundamentalne wartości znalazły wreszcie potężnego obrońcę.

Stary płaszcz w szafie

Oferta partyjno-państwowego kordonu stojącego na straży katolickiej Polski może jednak okazać się dla Kościoła wręcz pocałunkiem śmierci. Tak jak w Quebecu, którego historię opisywał na łamach „Więzi” ks. Andrzej Draguła. Zwracał on uwagę na konformizm kulturowy i faworyzowanie Kościoła przez rząd jako główne czynniki wpływające na błyskawiczny przebiegu procesu sekularyzacji w tej francuskojęzycznej prowincji Kanady. Kościoły opustoszały tam w ciągu jednego pokolenia.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Okazało się, że potężny katolicyzm quebecki opierał się nie na osobistym wyborze, lecz na konformizmie i zwyczaju. Podobnie stało się z sekularyzacją, która nie była skutkiem osobistych decyzji, ale konformistycznym poddaniem się modzie. Mówiąc krótko, ktoś stawał się katolikiem, bo wszyscy nimi byli; przestawał nim być, bo wszyscy wokoło przestawali. Gdy zmieniła się kulturowa tożsamość Québécois, przestał być im potrzebny Kościół jako dotychczasowy strażnik tożsamości. Zdjęli ten płaszcz i odwiesili go do szafy ze starociami…

W Polsce jesteśmy obecnie w bardzo podobnej sytuacji. Trzeba wreszcie zerwać ten konkubinat. Ale i tak – niezależnie od odpowiedzi, jaką dziś udzieli Jarosławowi Kaczyńskiemu Rada Stała KEP – dla mnie i tak dużo ważniejsze są pytania: „Jak teraz wierzyć? Jak być katolikiem? Jak być Kościołem?”. Ale o tym – jutro lub pojutrze.

Zob. również tekst Zbigniewa Nosowskiego „O Rzecz bardziej Pospolitą”

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (30)

Niestety, teza o konkubinacie jest naciągana. Chyba że kontrakt konkordatowy też w nią wchodzi? Bo jeśli tak, to znaczy, że każda forma uregulowanej współpracy współpracy między Kościołem a państwem była do tej pory niewłaściwa. Czy podobne uwagi nasuwały się w czasie rządów Platformy Obywatelskiej? Czy też może rozwiązania ustawowe z przed 1989 roku byłyby najwłaściwsze?

„Po wojnie nie było jeszcze takiego zjednoczenia państwa i Kościoła'” (Gądecki, 2015, po wyborach parlamentarnych).
Jeszcze tylko napisz, że czujesz się prześladowany za wiarę 😉

Szanowny Panie Redaktorze.
Dużo mądrych i ważnych spostrzeżeń.
Kilkanaście dni temu niemal w identyczny sposób odniosłem się do wywiadu z bp Adrianem Galbasem. Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że państwo mamy bardzo słabe, zaś instytucjonalny Kościół Katolicki bardzo silny.
To jest niekorzystna, chora, jeśli nie zła konfiguracja, tak dla polskiego kościoła jak i polskiego państwa.

Wydaje mi się że Mój Kościół i Moje Państwo mogą wyzdrowić jedynie wtedy, kiedy kościół jako silniejszy:
1. Odłączy się i pozwoli się odłączyć od naszego słabego państwa.
2. Da państwu autonomię w stanowieniu prawa, zgodnie z konstytucją, przyjaznego dla wszystkich wierzących, wierzących inaczej i niewierzących. To znaczy nie będzie wymuszał na państwie rozwiązań prawnych.
3. Ograniczy swoje nauczanie do społeczności swoich wiernych i tych, ktorzy będą dobrowolnie chcieli tę naukę poznawać.
4. Pozwoli państwu być niezależnym arbirem i organizatorem różnorodności życia społecznego w naszym państwie.
5. Tak kościół, jak i państwo wyrzekną się agresywnego, napastliwego tonu. (Jak widzimy, słowo, choćby złe i fałszywe, ma moc.)
6. Zdejmą ze sztandarów hasła WALKA O… czy Z…… , a zawieszą : PRACA / DZIAŁANIE KU….. Tego rodzaju hasła uaktywniają społeczeństwo albo do walki, albo do współdziałania.

To są bardzo trudne zadania, tak dla demoralizującego się, słabego, państwa jak i dla zdemoralizowanego silnego kościoła (oczywiście nie chodzi tu o problem pedofilii).

Trzecia siła, Seweryn, wychowanek Kościoła i Państwa jest tak słabej kondycji, że potrzeba pokoleń aby się obudził i wyzdrowiał ( a może właśnie wkurzony się budzi i określi swoim wychowawcom ich rolę i miejsce?).

Życzę i państwu i kościołowi, swoim dzieciom i wnukom, jak najlepszego rozwoju, Obawiam sie jednak, że wcześniej przyjdzie mi umrzeć w zwątpieniu, a naród „pójdzie w rozsypkę”.
Serdecznie pozdrawiam.
RW

Porownanie z Quebec jest bardzo mocne. Moj dobry znajomy pracuje tam jako misjonarz, nad Zatoka Sw. Wawrzynca. Gdy spytalem go, ile ma ministrantow, odpowiedzial, ze w jego diecezji ksieza nie moga prowadzic ministrantow, poniewaz rodzice nie pozwalaja im sie zblizac do dzieci. To efekty wieloletnich tuszowan skandali pedofilskich. Teraz nikt im nie wierzy… Podobnie ma sie sprawa z religia w szkole, gdzie nauczac moga tylko swieccy katecheci.

Redaktor Nosowski, czyli żywa tradycja środowiska „Więzi” troski o Kościół w Polsce w stylu
A) Tadeusza Mazowieckiego (casus bpa Kaczmarka)
B) owocnej współpracy z SB ks. prof. Czajkowskiego
C) i „pożyteczni idioci” typu o.M. Biskup (głosujmy na Holownie! ) czy o. M. Mogielski – dziś.
Gdziekolwiek na świecie pojawi się jakiś napis antyżydowski (nawet najmniejszy) to „Jerusalem Post” trąbi na cały świat! W Polsce dzicz niszczy katedry, kościoły, pomniki – plują na Kościół (ciekawe kiedy podpala? ) a elyty w stylu Nosowskiego et consortes mówią, że deszcz pada. „Oj, głupi, glupi! ” – jak mawiał Maciek Dobrzyński w „Panu Tadeuszu”

Pragnę zwrócić uwagę, że argumenty ad personam, tylko podkreślają brak argumentów ad rem obnażając ubóstwo myśli polemisty.

a nie, nie! W tych argumentach ad personam – jak piszesz- jest cały entourage..
jacy ludzie, jakie zachowania, jakie środowisko za tą „troską” o Kościół stoi… Poza tym poniżej p. Wojciech Kowalewski daje detaliczne argumenty… Ja się nie będę powtarzał. Dość powiedzieć i to jest ostatni mój wpis w tych terenach więź. com, że troska „Więzi” o Kościół w Polsce jest jak troska lisa o kurnik. Lisom więc, życzę, głębi myśli polemicznych w trosce o kurnik.

Kaczyński skompromitował się wysyłaniem do ochrony kościołów członków swojej partii zamiast wojska i policji które mu podlegają. Premier rządu który wprowadził restrykcje, w tym zakaz zgromadzeń, nie potrafiący powstrzymać tej dziczy dewastującej kościoły, pomniki, powinien podać się do dymisji. Wystarczylo wysłać kilka armatek wodnych lub wysłać kogoś do Francji i zobaczyć jak z protestującymi anarchistami z Antify radzi sobie pupilek lewactwa, Macron. A co do sojuszu Kościoła z PiS-em, czy to PiS podpisywało z Kościołem Konkordat ? Czy to klub parlanentarny PiS-u jeździł w całości do Krakowa, do kard. Dziwisza na coroczne rekolekcje ? Czy to PiS podpisało umowę z Kościołem w sprawie F unduszu kościelnego? A co do pana Nosowskiego, co proponuje, nie dla „Kaczora dyktatora” tyljo dla proboszczów i parafian z np Kościoła Św.Aleksansra na Placu III Krzyży w Warszawie, na ile mają być tolerancyjni wobec tej dziczy która choćby w niedzielę oblegała zabytkowy budynek kościola. Ma pizwolic na mazanie wulgaryzmów na ścianach na zewnątrz a może też w środku? Ma wykazać miłosierdzie nie reagując na przerywanie Mszy Świętej a może także na bezczeszczenie ołtarza jak w Krakowie? A może dalej nie reagować jak podłoża ogień ? I o jakich barykadach Pan pisze? Z jednej strony mężczyźni stojacycz księdzem z różańcami w dłoniach wzniesionych ku niebu, z drugiej hałastra licealistów bluzgająca i wyjącą jakby była opętany przez Szatana, rzucające butelki, bijąca po twarzach, jak pod Bazyliką Opatrzności.

Co ma do powiedzenia red. Nosowski w temacie ‚ antycywilizacyjna tłuszcza, która wróciła na drzewo niszczy groby, pomniki i kościoły’ ? Pisze, że to cena konkubinatu Kościoła z władzą. Nie chce mi się nawet rozwodzić nad tymi miałkimi intelektualnie kalkami. Niemniej można by się zastanowić co jest ich źródłem. Moim zdaniem istotnym elementem jest zabetonowany konkubinat Więzi (to samo dotyczy Tygodnika Powszechnego, Deonu itp. ) ze środowiskami antychrześcijańskimi – ludziom Więzi zawsze było bliżej do redakcji Polityki i Wyborczej, niż mediów stricte chrześcijańskich. Ten proces jest jednak dynamiczny, więc teraz już stałym punktem referencyjnym stało się Oko.press. W sytuacji wyboru pomiędzy chrześcijaństwem i antychrześcijaństem Wieź zawsze użyje formuły
(nieco uproszczonej, bo szkoda mi czasu): ‚tak, są antychrześcijanami, a nawet nienawidzą chrześcijan, ale przecież są „prawi i szlachetni”, a tak naprawdę to chrześcijanie są temu winni’. Nie jestem psychologiem, więc nie wiem jakie są głębsze źródła takiego myślenia, ale przypomina mi to żywo bohaterów Zniewolonego umysłu, czyli choroby trawiącej polską inteligencję PRL i III RP. Niezależnie od sytuacji nigdy nie zrezygnują z przynależności do różnych ‚salonów’, nigdy również nie będą w stanie przyznać głośno, że ludzie, do których im blisko prostytuowali się większość życia. Nigdy nie zaczepią „świeckich” elit liberalnych i lewicowych, kościelne już chętnej (czasami słusznie, bo brak lustracji po PRL w Kościele generuje tak samo dramatyczne skutki, jak jej brak w środowiskach akademickich i prawniczych). To trochę za ostre (choć nie jestem do końca pewien), ale przypomina mi to sytuację na UAM, gdzie Pani Rektor wykorzystuje publiczne kanały do ogłoszenia swoich prywatnych poglądów na temat ‚piekła kobiet’, a Senat podejmuje uchwałę jawnie popierającą protestującą tłuszczę. Ten sam Senat organizuje rok temu huczne obchody pogrzebowe J. Fisiaka, jednej z bardziej czarnych postaci tego środowiska (przez wiele lat był płatnym współpracownikiem SB – „Homer” czyli „R-2”: Jacek Fisiak jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa : wybór dokumentów Kazimierz Świrydowicz Zysk i S-ka Wydawnictwo, 2018), kiedy to czterech byłych Rektorów staje w głównej auli na baczność przed trumną tego w zasadzie UB-ka.

Ten przydługawy nieco, i siłą rzeczy nudnawy wywód pana Wojciecha Kowalewskiego ,zamiast wnosić coś merytorycznie pozytywnego, wskazując troskliwie na istniejące i widoczne ,,gołym okiem” problemy Kościoła w Polsce, tudzież na ewentualne środki zaradcze, jak to czyni w swym artykule z wyraźną właśnie troską Redaktor Nosowski, stosuje on metodę ,,obrony przez atak”, przypominający trochę sofizmatyczne ,,a u was Murzynów biją”…

Rzeczywiście nie jest Pan psychologiem. Niewiele też, jak widać, wie Pan o środowisku „Więzi” czy licznych polemikach publikowanych w tym miejscu. Posiada Pan za to zdecydowaną opinię na nasz temat. Pańskie prawo…
Odpowiem Panu tylko co do „salonów”, z przynależności do których jakoby nie chcę zrezygnować. Jest jeden „salon”, do którego należę od 37 lat i z którego nie zrezygnuję – wspólnota wokół osób z niepełnosprawnością intelektualną (wielokrotnie o tym mówiłem).
Życzę zdrowia i dużo dobra.

Szanowny Panie Redaktorze,
to co napisałem dotyczy mojej opinii o środowisku, nawet szerszym niż Więź (stan organizmu określa średnia, a nie pojedyncze atomy), a nie Panu. Nie będę jednak ukrywał, że Pana kolejne analizy totalnie mnie rozczarowują niemożnością wyjścia poza, do bólu przewidywalne, ramy – bardziej tym czego w nich nie ma, niż tym co w nich jest (choć nie tylko). Jest to tym bardziej rozczarowujące, że jeszcze ze dwa lata temu uważałem Pana za jakiś jasny atom w tym organizmie – należę raczej do ludzi łagodnych i trzeba mnie bardzo długo przekonywać przez ‚powtórki z rozrywki’, żebym stracił w jakieś kwestii złudzenia. Proszę nie odbierać wszystkiego personalnie, bo to nie ma sensu – akurat Pana osobiście nie podejrzewam jeszcze o ‚salonowość’ (ale to bardziej pragnienia niż pewność). Nie mam jednak absolutnie żadnych złudzeń, że średni
poziom mentalny i etyczny ludzi mieniących się inteligencją jest w Polsce katastrofalny. Dotyczy to wszystkich środowisk (więc również kościelnych), ale jako średnia oddziałuje najbardziej na te, z których natury wynika szczególne zagęszczenie tego typu ludzi. Brak racjonalności (czyli filtrowanie faktów) wynikający z czysto ideologicznych (często nawet wyłącznie towarzyskich) przesłanek generuje intelektualny zjazd po równi pochyłej. Kwadrat czasu powoduje, że w pewnej fazie nie się już zatrzymać samodzielnie. Koniec jest już zwykle zwykłą farsą, typu historia z ostatnich dni z panią Dziewit-Meller – co te biedaki z TP teraz zrobią, żeby choć jakaś ateistka ich czytała – może sami usuną sobie przymiotnik katolicki? To się naprawdę kojarzy ze Zniewolonym umysłem, albo co najmniej Monty-Pythonem.

Szanowny Panie,
Dziękuję za oddzielenie opinii o mnie od opinii o środowisku (choć poprzednio to „Więź” wymieniał Pan jako pierwszą wśród tych złych). Trudno mi jednak zrozumieć, dlaczego nie podejrzewa Pan mnie o „salonowość”, a uważa, że całe środowisko jest „salonowe”. Wszak w „Więzi” jestem od ponad 30 lat, a naczelnym – od ponad 19 lat. Powinienem więc być do szpiku przesiąknięty salonowością, jeśli ona jest taka dla środowiska istotna.
Przykro mi oczywiście, że już nie jestem dla Pana „jasnym atomem”. Choć ciekaw byłbym Pańskiej opinii o tej wypowiedzi:
https://wiez.pl/2020/10/29/jak-isc-przez-noc-ciemna-kosciola/

Pytanie do Pana Redaktora Nosowskiego.
Nie odpowiedział Pan na to, co napisał na ten temat Adam Kuźniewski 29 października 2020 – 11:40, więc zacytuję tylko część:
„A co do sojuszu Kościoła z PiS-em, czy to PiS podpisywało z Kościołem Konkordat ? Czy to klub parlanentarny PiS-u jeździł w całości do Krakowa, do kard. Dziwisza na coroczne rekolekcje ? Czy to PiS podpisało umowę z Kościołem w sprawie Funduszu kościelnego?”
Czy krytykował Pan konkubinat państwowo-kościelny również wtedy, tak mocno jak teraz,? A jeśli tak, to w jaki sposób?

Szanowny Panie Redaktorze,
przeczytałem ‚wypowiedź ‚ z odnośnika. W pierwszej części stosuje Pan tak nieprecyzyjny i ogólny język, że niewiele konkretnego z tego wynika: Kościół bez Boga, odpowiedzialność Kościoła za czyjeś odejście – to czyste rozmycia. Poprosiłbym jednak o wyjaśnienie na czym polega i kogo w zasadzie dotyczy „Poczucie zagubienia i opuszczenia, jakiego obecnie doświadcza wielu polskich katolików”. Kompletnie Pan tego nie wyjaśnia od razu przechodząc do „nocy ciemnej”. Pięć punktów „drogi” jest oczywistością dla chrześcijanina na każdy zwykły dzień, nie jako ‚ucieczka od ciemności’ tylko codzienny standard (może poza 5. bo to wymaga dodatkowego czasu). Życie „w drodze” jest, przynajmniej dla mnie, życiem naturalnym, niezwiązanym absolutnie z poczuciem jakiegoś ogołocenia (bliska jest mi „Wielkość” Norwida), lecz etapowego wracania do źródeł – co nie znaczy, że czasami nie boli, ale strategia „krew pot i łzy” daje ostatecznie radość, więc nie ma tu mowy o poczuciu ogołocenia. Ogólnie artykuł wskazuje na nastroje raczej depresyjne, mocno przerysowujące rzeczywistość -prawdopodobnie wynika to z ‚życia w bańce’.

@Lesław B.
Pozostając w nurcie tej alegorii, dobre relacje z rządzącymi przed 2015 r. można porównywać do przelotnych flirtów. A konkubinat, jak wiemy, ma charakter trwały.
Dzisiejszy konkubinat ma charakter wzajemny. Tamte „flirty” bywały zazwyczaj jednostronne („wykorzystać i porzucić”, żeby potem swoim wyborcom tłumaczyć np że nie klękamy przed biskupami).
Absolutnie fundamentalne jest zaś przekonanie władz PiS i władz KEP o tym, że rządzący bronią fundamentów cywilizacji chrześcijańskiej. Ani Leszek Miller, ani Donald Tusk nie myśleli o sobie ani przez moment w takich kategoriach. Niezależnie, czy uznamy, że PiS broni tych fundamentów, czy nie – sytuacja jest jakościowo całkowicie odmienna.

Ciekawe, że objawy choroby zawsze widzimy u innych a nie u siebie.
A może inaczej … to nie antycywilizacyjna tłuszcza tylko ludzie doprowadzeni do granic wytrzymałości.
Umoczonych elit mamy sporo i to po każdej tzw. stronie.
Czy PIS-ie siedzą sami świeci czy jednak zdarzają się „nierozliczeni” Piotrowicze …?
A może dostają drugą szansę jak pedofile w Kościele ?
Ksiądz Zaleski mógłby sporo powiedzieć i o SB, ale jest tylko zwykłym księdzem za to coś hierarchia kościelna nieskora do wyznań 😉 i słabą pamięć posiada.

Szanowna Pani,
po pierwsze, nie napisałem, że nie widzę chorób u siebie – wprost przeciwnie, patrzę na siebie jako na nędznika wśród nędznych. Po drugie, ludzie niszczący groby (dodatkowo kierujący się przy tym czystą nienawiścią) dowodzą, że nie posiadają żadnego kodu kulturowego i cywilizacyjnego – aspekt pewnej ‚świętości’ grobów jest raczej wspólny dla większości kultur i cywilizacji. Ludzie wchodzący z nienawiścią do miejsc świętych dla innych dowodzą co najmniej braku lokalnego kodu kulturowego. Posiadanie lub nieposiadanie takich kodów testują właśnie sytuacje ekstremalne (granice wytrzymałości), a nie nudna codzienność. Po trzecie, stoję na stanowisku, że ludzie ‚umoczeni’ (również Kościele i również w PIS-ie) powinni odejść w cień, czyli pokutować w cichości, lub jeżeli ich winy są wystarczająco duże, powinni zostać osądzeni. Niestety większość z nich jest tak zdeprawowana, że nie widzi w swoich czynach niczego złego – niestety (po raz drugi) poziom zdeprawowania jest zwykle wprost proporcjonalny do poczucia się ‚elitą’. Na to mam setki dowodów. Po czwarte, pedofili trzeba izolować i leczyć, a nie dawać im drugą szansę.

Dziękuję za Pana odpowiedź.
Mam pytanie jakie groby były niszczone, ponieważ o tym nie czytałam i nie słyszałam.
Czy miało to miejsce w czasie obecnych protestów czy to odrębna historia?
Miałam już poruszyć tę sprawę w pierwszym komentarzu. A zatem jakie groby?
Poza tym groby w Polsce były niszczone i to nie raz – mam na myśli cmentarze żydowskie.
I inne akty wandalizmu.
Poza tym ludzie do kościołów nie wchodzili z nienawiścią. Proszę pooglądać nagrania.
To raczej wypychani z nich byli z dużą energią.
Chociaż pewnie i Pan i ja znajdziemy ilustracje do naszych przekonań, bo zachowań po obu stronach skandalicznych było już sporo. Na przykład ksiądz z bronią. I nastolatki ze Szczecinka.

Co do elit, salonów i innych środowisk, myślę, że nie raz i nie dwa każdy z nas przeżywał rozczarowanie jakimś autorytetem. I trudno się dziwić, mocno się kamuflują lisy farbowane.
Środowisko Więzi troszczy się o przezroczystość Kościoła, o co zabiega też ksiądz Zaleski, zna Pan jego perypetie z kardynałem Dziwiszem?
Dużo jest spraw niewyjaśnionych i one ciążą na Kościele. Środowisko Więzi zajmuje się Kościołem , bo czuje się Kościołem i dlatego nie „tyka” bezpośrednio elit liberalnych czy lewicowych – sporo jest roboty na własnym podwórku. Proszę mi wierzyć. A poza tym i tak jesteśmy połączeni. Więc warto zacząć od środowiska, które się najlepiej zna by uzdrowić resztę.

Szanowna Pani,
niestety nie znalazłem przykładu zdewastowania rzeczywistych grobów, choć pisząc to wydawało mi się, że widziałem takie zdjęcie kilka dni temu. Ale może to była tylko interpolacja (trzeba jednak wszystko osobiście sprawdzać) – kajam się nisko, jeżeli taki fakt nie miał miejsca w czasie tych protestów. Miały jednak miejsca dewastacje świątyń, a także wtargnięcia i próby wtargnięć do świątyń, również w czasie nabożeństw. Nie zmienia to więc mojej oceny poziomu cywilizacyjnego i kulturowego awangardy tych protestów – to zwykły feministyczny (pewnie proseksualny w klasyfikacji tych patologii, choć czort ich tam wie), żądający uznania nowych płci (podobno jest ich 56) i nihilistyczny beton, próbujący zrobić rewolucję kulturową, co zresztą jawnie na plakatach artykułuje. Co do Więzi, to jak już pisałem, uważam za słuszne inicjowanie przez nią wszelkich procesów oczyszczania Kościoła z grzesznego szlamu (staram się być na bieżąco, więc różne ‚perypetie’ ks. I-Z są mi znane). Nie jest też radykalnym problemem, że Więź nie tropi patologii w elitach pozakościelnych. Problemem jest jednak na pewno, że robi to w sojuszu (nomen omen zarzucając Kościołowi inny sojusz) intelektualnym (myślę, że również mentalnym) ze środowiskami (w dominancie lewicowymi i liberalnymi – głęboko ‚spatologizowanymi’), które, eufemistycznie rzecz ujmując, nie pogniewałyby się, gdyby Kościół zniknął z powierzchni ziemi (naprawdę trudno na łamach Więzi znaleźć cokolwiek dobrego na temat tego co się dzieje w Kościele). Ten sojusz jest tak trwały i ciągły, że sugeruje, iż tam się bardziej czują ‚wśród swoich’ (zarówno intelektualnie jak i mentalnie) – pewnie siła tego ‚czucia’ jest rozmaita, ale jak już pisałem, o tym czy organizm jest chory czy zdrowy decyduje średnia jego stanów – ta w Więzi jest wg mnie niedobra. Nie mam czasu tu tego rozwijać – kiedyś trzeba pracować. Taka ‚sesja’ komentarzy zdarza mi się po raz pierwszy i mam nadzieję ostatni.

Naprawdę bez żadnego trudu można „znaleźć na łamach Więzi cokolwiek dobrego na temat tego co się dzieje w Kościele”. Trzeba tylko poczytać, a nie jedynie wygłaszać na temat opinie.

Zachodzę w głowę, skąd w zwolennikach partii rządzącej i konkubinatu taka zapiekła nienawiść do ludzi inaczej myślących? Epitety („tłuszcza”, „dzicz”), odczłowieczanie i przerzucanie własnych lęków i frustracji na adwersarza. Oskarżanie Bóg jeden wie, o co („a jak przyjdą spalić kościoły, to też mamy nie bronić?”), wypominanie dawnych grzechów, jak gdyby sami byli bezgrzeszni. I jeszcze jedno – zaraz po rzucaniu kalumnii biegną przed ołtarz, bo przecież są takimi dobrymi katolikami. Skąd ta paranoja, syndrom oblężonej twierdzy? Przecież mają władzę, zrujnowali już chyba wszystko, nie wiem, jak przyszłe pokolenia zdołają to naprawić. Jak mogło dojść do takiego podziału społeczeństwa?

Dzień dobry. Pani Moniko, mam na ten temat swoją teorię. Powodem jest strach. Lęk przed tym że może Boga nie ma, lęk przed tym ze inni maja racje i wyjdę na głupca, lęk przed izolacją i samotnością.
Osoba która w Boga szczerze wierzy nigdy nie będzie agresywna wobec myślących inaczej, co najwyżej może na nich patrzeć z politowaniem, ale też ze świadomością że każdy musi przejść swą drogę.

Jak najbardziej poważnie. Już w innym miejscu to precyzowałem.
Owa cena jest:
– zawyżona dla Wspólnoty, bo płacą ja także całkowicie niewinni:
– zaniżona dla Instytucji.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.