Jesień 2020, nr 3

Zamów

O Rzecz bardziej Pospolitą

Zbigniew Nosowski. Fot. Więź

W pluralistycznym społeczeństwie trzeba żyć wspólnie i uzgadniać kompromisy. Nigdy „mój monopol nie jest lepszy niż twój”.

Rozszerzona wersja wystąpienia podczas nadzwyczajnego posiedzenia Rady Społecznej Rzecznika Praw Obywatelskich 25 października 2020 r.

Czy po czwartkowym werdykcie Trybunału Konstytucyjnego Polska stała się lepsza? Wystarczy wyjrzeć za okno (albo zajrzeć do mediów – i tradycyjnych, i społecznościowych), żeby zorientować się, że nie. Po kraju rozlały się protesty, które przybierają coraz gwałtowniejsze formy zamieszek.

Odpowiedzią na akt przymusu prawnego ze strony państwa stają się społeczne akty wandalizmu. Główne hasła protestów, bardzo świadomie, wyrażane są językiem bardzo wulgarnym. Niszczone jest co podejdzie pod rękę. W moim mieście, podwarszawskim Otwocku, protest wyraził się w nocy z soboty na niedzielę w napisach sprejem nawet na pomniku marszałka Piłsudskiego, na przypadkowych budynkach prywatnych, na ścianach mojego kościoła parafialnego (skądinąd dobrze znanego z faktu, że politykowania w nim nie ma) i w wielu innych miejscach.

Sytuacja wyraźnie nabrzmiała. Policja reaguje gwałtownie. Widmo niekontrolowanego narastania przemocy, aż do przelewu krwi, które wisi nad Polakami od kilku lat, staje się coraz bardziej realne. Dziś przede wszystkim musimy się więc zatroszczyć o to, aby nasza wspólna Rzecz była bardziej Pospolita.

Kto ratuje jedno życie…

Spotykamy się na nadzwyczajnym zebraniu Rady Społecznej Rzecznika Praw Obywatelskich. Żeby uniknąć niejasności, najpierw jasno powiem, gdzie jako człowiek stoję – i inaczej nie mogę.

Po pierwsze, wychodzę od znanej zasady „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat”. W Talmudzie Babilońskim brzmi ona dokładnie tak: „Jeśli człowiek niszczy jedno życie, to jest tak, jak gdyby zniszczył cały świat. A jeśli człowiek ratuje jedno życie, to jest tak, jak gdyby uratował cały świat”. Rozumiem te słowa jako wezwanie do spójnej i konsekwentnej etyki życia, która postuluje uważność na wszystkie kwestie życia i śmierci. Wszystkie, a nie tylko niektóre. Zasada ta pociąga oczywiście za sobą zobowiązanie do troski o życie. Życia nie wystarczy bowiem uratować, trzeba je także wspierać, umacniać, pielęgnować.

Obowiązujący do czwartku przepis był dla mnie z jednej strony niedobry, wręcz nieludzki, a z drugiej, optymalny społecznie 

Po drugie, mówiłem wiele razy publicznie (zob. np. „Człowiek to zaproszenie”), że najważniejsze dla mnie życiowe doświadczenie po małżeństwie i ojcostwie to spotkanie i relacje z osobami z niepełnosprawnością intelektualną. Od 37 lat uczestniczę w życiu chrześcijańskich wspólnot skupionych wokół takich osób i ich rodzin. Spotykamy się regularnie w ciągu roku, wspólnie spędzamy wakacje. Znam dobrze trud i ciężkie wymagania takiej sytuacji – zwłaszcza wymagania wobec tych, którzy niosą ten ciężar na co dzień.

Ten trud trafnie nazwała moja koleżanka redakcyjna Ewa Buczek w komentarzu kilka dni temu „układanką z samych braków”. Świadom jestem istnienia wielu sytuacji granicznych. Ale wiem też, że nieraz doświadczałem, iż to osoby z niepełnosprawnością są bardziej ludźmi ode mnie – nie pod względem ilorazu inteligencji, lecz ilorazu serca.  

Było niedobrze, ale optymalnie

Dla mnie zatem obowiązujący do czwartku przepis był z jednej strony niedobry, wręcz nieludzki, ponieważ wyłączał ze wspólnoty ludzkiej chronionej prawem osoby takie jak ci moi przyjaciele. Właśnie przyjaciele, a nie podopieczni! A rozszerzająca się praktyka interpretacji tego przepisu sprawiała, że liczba jego ofiar w Polsce stale rosła.

Zmianę przepisów w tym zakresie uważałem więc za docelowo niezbędną. Pytanie jednak – jak i kiedy jej dokonać. Nie wystarczy do jej skutecznego przeprowadzenia odpowiednia większość w parlamencie czy w trybunale; najważniejsze jest zbudowanie większości w społeczeństwie. A tej na razie nie ma (w efekcie czwartkowej decyzji wręcz coraz bardziej jej nie ma, bo trwale radykalizują się ludzie przywiązani do sytuacji dotychczasowej).

Do skutecznej zmiany regulacji aborcyjnych nie wystarczy odpowiednia większość w parlamencie czy w trybunale; najważniejsze jest zbudowanie większości w społeczeństwie

Wobec tego, z drugiej strony, doceniałem zalety dotychczasowej regulacji i uważałem ją za bliską sytuacji optymalnej (choć daleko nie idealnej). Dlaczego? Ze względu na pluralizm społeczny i poszanowanie dla innych. Moimi współobywatelami są bowiem ludzie, którzy przyjmują zupełnie inną lub częściowo inną aksjologię – poczynając od tych, którzy zdecydowanie szerzej interpretują pojawiające się w tej kwestii sytuacje graniczne, a kończąc na tych, którzy twierdzą po prostu, że „aborcja jest OK”. W tej sprawie się z nimi głęboko nie zgadzam, ale wiem, że wielu z nich to ludzie prawi i szlachetni.

Uznawałem zatem (zob. choćby seria komentarzy „Zachęcać, nie zrażać” z 2016 r.), że mamy do czynienia z sytuacją optymalną prawnie – czyli taką, w której ustawa gwarantuje szeroką prawną ochronę życia dziecka w okresie płodowym, a obrońcy życia mają możliwość wpływu na świadomość społeczną i przekonywania wszystkich, by nie korzystali z istniejących nielicznych wyjątków, wymagających czasem heroizmu od rodziców. Ale była to sytuacja daleko niewystarczająca: brakowało przede wszystkim – i to brakowało skandalicznie – narzędzi polityki społecznej i instytucjonalnych struktur zapewniających opiekę nad dzieckiem i wsparcie dla rodziny z osobą niepełnosprawną.

Byle nie referendum

Od 30 lat konsekwentnie twierdzę też, że za najgorszą metodę prawnej regulacji aborcji uważam referendum. Przeprowadzenie referendum w tej sprawie miałoby charakter totalnie niszczący dla spójności społeczeństwa – podzieliłoby Polaków w stopniu najwyższym (widzimy to zresztą w tych dniach). W warunkach wojny ideologicznej wyniki głosowania odzwierciedlałyby raczej nasze emocje niż głębokie przekonania.

Uważam więc, że kwestia tak fundamentalna jak ochrona życia powinna być elementem spójnej doktryny prawnej, opracowanej przez ekspertów i parlament. Niestety, obawiam się, że nierozsądne próby totalnej kryminalizacji przerywania ciąży doprowadzą Polskę, prędzej czy później, do referendum aborcyjnego.

Tyle mojego „wyznania wiary”. Umieszczam te słowa w cudzysłowie, bo choć moje podejście ukształtowane jest przez moją postawę chrześcijańską, to nie zakłada wiary w Boga. Powyższe zasady wynikają dla mnie nie z Ewangelii czy Dekalogu, lecz ze zrozumienia, kim jest człowiek. W Polsce przyjęło się uważać takie poglądy za katolickie. Owszem, są one częścią katolickiej antropologii, ale wiara w Boga i uznanie świętości życia są tu czynnikami jedynie dodatkowymi (niekoniecznymi!).

Aborcja nie należy do praw człowieka

Spotykamy się jako Rada Społeczna Rzecznika Praw Obywatelskich. Warto podkreślić, że dr hab. Adam Bodnar, pełniąc urząd rzecznika, kilkakrotnie podkreślał, że  „wbrew temu, co się sądzi, prawo do aborcji to nie jest prawo człowieka. To ustawodawca przyznaje możliwość przerywania ciąży zgodnego z prawem”.

Jeśli mamy wystąpić w jakiś sposób wspólnie, to według mnie wyłącznie na takim gruncie i w przekonaniu, że spolaryzowanej Polsce najbardziej potrzeba obecnie większej spójności społecznej. Trzeba szukać sposobów przezwyciężania ideologicznych podziałów, a nie ich pogłębiania. Żyjemy w kraju ludzi o różnych przekonaniach światopoglądowych i ideowych. Rzeczpospolita ma być dla nich wszystkich.

Skoro politykom udało się tak rozwiązać kwestię terminu wyborów prezydenckich, że prawomocność wyboru głowy państwa nie jest kwestionowana – to i w kwestii aborcji trzeba apelować o wspólne odpowiedzialne działanie parlamentarzystów

W pluralistycznym społeczeństwie trzeba żyć wspólnie i uzgadniać kompromisy. Nigdy „mój monopol nie jest lepszy niż twój”, że strawestuję Kazika Staszewskiego. Również Rzecznik Praw Obywatelskich i jego Rada nie mogą dać się wpuścić w żaden korner ideologiczny. Nie można więc twierdzić, że aborcja nie należy do praw człowieka, a działać tak, jakby należała.

Co do konkretów, mam wątpliwości, czy sprawdzi się w tym momencie w Polsce – skądinąd bardzo ciekawa – irlandzka koncepcja panelu obywatelskiego, o której mówi od pewnego czasu Adam Bodnar. Czegoś takiego w Polsce jeszcze nie przerabialiśmy, więc samo uzgodnienie zasad zajęłoby zbyt dużo czasu. A czasu wyraźnie nie mamy. Byłbym raczej zdania, że odpowiednich regulacji należy oczekiwać obecnie od parlamentu.

To zadanie ustawodawcy

Rzecznik Praw Obywatelskich słusznie podkreśla zresztą w swoim oświadczeniu (tym samym, w którym proponuje tworzenie panelu obywatelskiego), że tworzenie prawa jest obowiązkiem ustawodawcy. W tym przypadku – kierując się przesłankami czysto politycznymi – Sejm uchylił się jednak od odpowiedzialności.

Zmiana wprowadzona została i w złym czasie narastającej pandemii, i w nieodpowiednich okolicznościach, i przez instytucję pozbawioną niezbędnej wiarygodności demokratycznej. Doprowadziła do praktycznie całkowitej likwidacji przypadków granicznych, wprowadzając bocznymi drzwiami zmianę prawa karnego. Nawet przyjmując na wyrost założenie, że intencje były dobre (na wyrost bo dobrze wiadomo, że w przypadku wielu osób intencje rzeczywiste różnią się od deklarowanych), to wykonanie jest fatalne. A dobro trzeba czynić dobrze.

Adam Bodnar, pełniąc urząd rzecznika, kilkakrotnie podkreślał, że „wbrew temu, co się sądzi, prawo do aborcji to nie jest prawo człowieka. To ustawodawca przyznaje możliwość przerywania ciąży zgodnego z prawem”

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Trzeba więc apelować do parlamentu, aby jak najszybciej zajął się tym problemem. Fakt, że różne siły polityczne mają przewagę w Sejmie i w Senacie, sprawia, że ewentualne wypracowane wspólnie przez obie izby rozwiązania mogłyby stać się podstawą nowej stabilizacji w tej dziedzinie – tak jak generalnie stabilną społecznie (choć bardzo niedoskonałą, dla wszystkich stron) sytuację mieliśmy przez ostatnie ponad ćwierć wieku.

Skoro politykom (niezależnie od tego, co o nich generalnie myślę) udało się wiosną – w podobnie trudnej sytuacji – wypracować takie rozwiązanie kwestii terminu wyborów prezydenckich, które pozwala nam dziś żyć w sytuacji (wcale nieoczywistej w kwietniu czy maju), że prawomocność wyboru głowy państwa nie jest kwestionowana – to i tutaj trzeba apelować o wspólne odpowiedzialne działanie parlamentarzystów. Rzecz jasna, z aktywnym udziałem RPO oraz wielu zainteresowanych organizacji społecznych.

Zob. również komentarz Zbigniewa Nosowskiego „Trzeba zerwać konkubinat państwowo-kościelny”

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (20)

Nie, dotychczasowe rozwiazanie nigdy nie bylo optymalne. Dla panstwa najlepszym rozwiazaniem jest takie, ktore funkcjonuje w wszystkich sasiednich panstwach, czyli mozliwosc aborcji do pewnego okresu bez wskazania powodu (czego mowie jako osoba, ktora generalnie aborcji niepopiera, chociaz oczywiscie nie moge powiedziec, jakbym sie zachowal w skrajnej sytuacji). Chodzi o to, ze tylko i wylacznie wtedy bedzie panstwo mialo nad wszystkim kontrole, bedzie znana skala aborcji i bedzie mozliwe pracowac nad jej jak najwiekszym ograniczeniem poprzez rzetelna edukacje seksualna, dostepnosc antykoncepcji, wsparcie rodzin z dziecmi czy samotnych matek lub np. ulatwienie mozliwosci adopcji. Dotychczasowe rozwiazanie nie oznaczalo, ze w Polsce dokonuje sie stosunkowo malo aborcji (okolo 1000 rocznie), ale ze zostala ona zepchnieta do podziemnia i jest robiona albo nielegalnie (czesto „amatorsko” w zlych warunkach – co najbardziej zagraza kobietom w zlej sytuacji ekonomicznej) albo w sasiednich krajach (tzw. turystyka aborcyjna z Polski jest w moich rodzimych Czechach i na Slowacji slynnym zjawiskiem) i tak naprawde nie wiemy, ile aborcji sie w Polsce w ogole dokonuje. Natomiast u nas w Czechach mamy bardzo dokladne dane i wiemy, ze pomiedzy innymi przez poprawe edukacji seksualnej i ogolnie wieksza wiedze na temat planowania macierzynstwa, dostepnosc antykoncepcji czy poprawe sytuacji ekonomicznej, drastycznie spadla ilosc wykonywanych aborcji z okolo 130 tysiecy rocznie kolo roku 1990 do obecnego stanu ponizej 20 tysiecy (a tendencja jest wciaz spadkowa). To jest droga, jak aborcje co najbardziej ograniczyc a nie jej zakaz czy ograniczanie.

Być może należałoby rozważyć nieco szerszy kontekst : połączenie ograniczenia, a w perspektywie zakazu, antykoncepcji z zakazem – w perspektywie całkowitym – aborcji może być przez wiele kobiet odczuwany jako niepokojący oraz stanowiący bardzo głęboką i ograniczającą ingerencję w ich życie.

Jeżeli dodatkowo weżmiemy pod uwagę faktyczną różnicę pomiędzy potencjałem życia ludzkiego jaki stanowi, do osiągnięcia pewnego etapu rozwoju, życie poczęte a człowiekiem jako w pełni rozwiniętym organizmem to rozumienie dopuszczalności aborcji jako równoważnej z wykluczaniem z chronionej prawem wspólnoty ludzkiej Pańskich niepełnosprawnych przyjaciół nie jest oczywiste.
z wyrazami szacunku,
Krzysztof

A ja uważam, że obecny parlament nie jest zdolny do wypracowania satysfakcjonującego wszystkich kompromisu. Podobnie nie uważam, że politykom udało się wiosną wypracować rozwiązania w kwestii wyborów i Andrzej Duda, według mnie, nie został prawomocnie wybrany na prezydenta Polski. Zbyt wiele razy Konstytucja była łamana, by te wybory nazwać legalnymi.
Poza tym, strona rządowa nie po to zaogniła sytuację, by ją teraz wyciszyć. Parlament, pozostający pod dominacją jedynie właściwej partii rządzącej, przyklepie wszystko, cokolwiek mu się wrzuci. A politycy partii rządzącej wcale nie przejmują się podziałami społecznymi, radykalizacją, etc. Oni właśnie na to liczą. „Odpowiedzialne działanie parlamentarzystów”? Naprawdę Pan na to liczy?

Niestety z Wami katolikami jest taki problem, że nie uznajecie kompromisów. Brzydzicie się nimi. Wiecie gdzie jest prawda bo została Wam objawiona. Dla Was to nie człowiek jest w państwie suwerenem ale Bóg. Demokracja jest czymś obcym, fajnie jej jest co prawda używać jak się ma większość. Można kodeksy moralne dowolnie instalować w prawie mając jeszcze poczucie, że czyni się dobro i zbawia się świat. Ale tak naprawdę demokracja dla katolika jest nieakceptowalna bo zakłada, że to człowiek tworzy prawo i człowiek ustala co jest dobre a co złe. Czy nie jedynym kompromisem w sprawie, która tak silnie dzieli społeczeństwo nie jest pozostawienie tej kwestii do rozstrzygnięcia we własnym sumieniu. Czy wszystko musi być zapisane w paragrafach. Człowiek jest z natury dobry i poradzi sobie w ocenie co jest dobre a co złe. Skąd w Was katolikach ta pycha, która każe Wam narzucać Wasze normy etyczne innym ludziom. Gdyby jeszcze Wasz Kościół nigdy się nie mylił, nie błądził i nie dokonywał strasznych zbrodni to może można by to zrozumieć. Nie macie monopolu na dobro.

Oj, były już w poprzednim stuleciu systemy teorzone przez ludzi „z natury dobrych”, kiepsko się skończyło. Fakt, demokracja nie jest potrzebna by np nie kraść czy nie kłamać.

Słusznie powiedziała profesor Maria Gończak z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, że ,,jeśli Trybunał Konstytucyjny miał podjąć taką decyzję jaka podjął, to należało najpierw sprawdzić jakie są nastroje społeczne…”. Dodam od siebie, że wypadałoby przewidzieć reakcje, jakich aktualnie jesteśmy świadkami. Nie zrobiono tego niestety, i teraz mamy to co mamy!

Tak sobie myślę, że na pewne pytania nie ma jeszcze wspólnej odpowiedzi.
A każda próba odpowiadania będzie się kończyła tak jak teraz buntem na ulicach.
Moje myśli nie mają nic wspólnego z relatywizmem, wygodnictwem. Uważam, że należy dać przestrzeń do rozmowy. Tu na Więzi jest tekst mocny i ważny i jakoś bez komentarzy bo nie rozpala takich emocji jak te ostanie.
https://wiez.pl/2018/02/13/powrot-do-najprostszych-pytan/
Tadeusz Mazowiecki: cytat –
„Pytania, na które nie ma odpowiedzi – zapisałem – rozwiązujemy nie przez wyjaśnienie ich, ale przez postawę wobec nich.”
A zaraz obok. Możesz mieć rację ale jakie z tego dobro. Tischner. Brakuje go.

Zapraszam do lektury.

Redaktor Zbigniew Nosowski z katolickiej „Więzi” napisał piękny tekst „O Rzecz bardziej Pospolitą” o dialogu społecznym i niezwykłych chrześcijańskich kobietach, które – jak rozumiem, zgodnie z własnymi przekonaniami – urodziły i spędzają życie na pomocy swym upośledzonym dzieciom. Poniżej druga strona medalu: o uczuciach kobiet, które wbrew ich własnym światopoglądom mają być do tego samego ZMUSZONE.

Cytuję:

„Ale czym jest zniszczony budynek w porównaniu ze zniszczonym życiem? No czym jest wypierdalać napisane kreda, w porównaniu z nieszczęściem ludzkim? Serca by Wam popękały I głowy powybuchaly, gdyby Wasza córka 9 miesięcy pielęgnowała rozwalony płód, który trzeba urodzić i potem jakoś nie podciąć sobie żył z rozpaczy. A Jakby sobie podcięła, to Wy byście na pogotowie dzwonili zalani łzami I krzyczeli, DLACZEGO I PO CO! Wszyscy, którzy nie rozumieją jak można cos pomalować, podrapać albo rozwalić. Powiem Wam pierwsi byście byli do rujnowania wszystkiego, co Wam na drodze stoi-Jakby była chociaż mała szansa zatrzymać takie nieszczęście, którego ogrom trzeba sobie wyobrazić odrobina EMPATII.
Ze Co? Tak się nie wygrywa z Pis? Tak nie Ładnie (tego ostatniego to już nawet nie skomentuje). Tu już nie chodzi o żadna wygrana, tu chodzi o godność. I o wyznaczenie granic. JEDNA Możliwość TERAZ, na wycofanie tego, to, ze Kościół się wystraszy (o utrate wiernych – mam na mysli – nie kredy na budynkach.)I zadzwoni do Kaczora. Bo decyzje I wpływy są tam. Nie w Sejmie. I się już nie oszukujcie. Jak Wam ktoś zagrodzi drogę w ciemnej uliczce i zagrozi Waszemu zyciu I zdrowiu, to będziecie kulturalnie negocjować? Ale serio? Bo to jest właśnie taka sytuacja!
Wiec nie brońcie budynków, PiS I tak wygrywał, jak nie kredy na ścianie, to uchodźca, to gej. Im zawsze ktoś zagraża, bo jak się człowiek boi o własną tożsamość to sobie wymyśli, z inni mu ja zabiorą. A tak serio, to tu chodzi o władze i cynizm, I kroić, aby przeciąć. I nawet jak to ważne, rozumiem, tłumaczyć, szanować, rozmawiać. Oprawcow nie trzeba szanowac. Trzeba sie przed nimi bronic. They don’t negotiate. They AIM TO HURT YOU”.

(Katarzyna Mortoń, Facebook, 8 godz. temu)

Zabieranie się za tak dyskusyjną sprawę (która od roku była w Trybunale) w trakcie pandemii jednoznacznie wskazuje, że osobom forsującym nie chodzi o ludzkie życie. Najpierw był zgniły kompromis, potem karanie lekarzy, klauzula wyłączonego sumienia. Nie zatrzymają się na tym i już to zapowiadają. Chcą tu zrobić Salvador Europy. Tu nie chodzi o prawa kobiet, mniejszości seksualnych, ludzi interseksualnych, czy lekarzy, nauczycieli, pielęgniarki, sędziów (czyli jak to określa obecna władza „zgniłe elity, które trzeba zniszczyć i zastąpić swoimi). To są po prostu kolejne kroki wprowadzania fundamentalizmu religijnego. I historia krajów takich jak Iran jest tego najlepszym przykładem.

Cóż. Chyba nigdy się nie zrozumiemy. Nikt, oprócz kobiety, nie ma prawa do decydowania , czy chce ona utrzymać niechcianą ciążę czy nie. Nawet Maryja miała wybór ! To co się dzieje – znowu (!) większość kobiet i dziewczyn odbiera jako gwałt. Realny GWAŁT ! Gwałt na psychice, na ciele. Na duszy, na wnętrznościach. Obcy mężczyźni po raz kolejny dla różnych partykularnych interesów wpychają łapska do naszych macic i podejmują za nas arbitralne decyzje, ich kosztami obciążając nas, kobiety.Chcecie Raju na Ziemi ? Na CO czekacie ? Róbcie go – ale od naszych macic wara ! Dopiero, kiedy będziecie na finiszu (lub choćby na etapie, na jakim jest państwo niemieckie jeśli chodzi o pomoc i opiekę nad kobietami w ciąży, niepełnosprawnymi) – możemy ewentualnie porozmawiać. Podyskutować. Pospierać się czysto teoretycznie. Możemy zachęcać niepewne do tego, żeby rodziły, a nie abortowały. Żeby rodziły w Polsce, a nie emigrowały. Nie mamy prawa narzucać kobietom wyboru ! To jest kwestia sumienia kobiety i jej odpowiedzialności przed Bogiem. I wara, wam, faceci, od tego. W tym chorym kraju nawet zapisanie się do ginekologa jest wyczynem, okupionym wielotygodniowym oczekiwaniem. W kraju w którym trwa w najlepsze wyzysk pracowników, nie ma dostępnych mieszkań, tanich żłobków i przedszkoli, alimentów, taniej dostępnej antykoncepcji, a kobiety ciężarne i młode matki są dla Systemu Wrogiem Nr 1 (vide: akcje ZUS przeciwko kobietom i niepełnosprawnym dzieciom ). W tym chorym kraju, w którym trwale niepełnosprawni regularnie muszą walczyć (rękoma rodziców czy opiekunów) o czasowe orzeczenie o niepełnosprawności, a w trakcie Polska zabiera tym ludziom środki do życia. W kraju, w którym co drugie słowo pełnych hipokryzji decydentów, polityków i „ekspertów” ocieka lukrem pozornej troski nie chce się zachodzić w ciążę, rodzić i w ogóle żyć. Człowiek ma ochotę w…* się osobiście: definitywnie i bez znieczulenia, żeby już nic nie czuć. Wtedy przychodzi otrzeźwienie, a ulgę przynosi wrzask i „wandalizm”. Rysowanie po murach problemem ?!

Do onkologa z podopiecznym też się naczekam, czy to powód by postulować jego eutanazję? Trochę powagi wobec każdego ludzkiego życia by się przydało, p. Matyldo.

Pomyślałam dziś w inaczej o tych protestach.
One są antyrządowe. Kropla, która przepełniła czarę. Był TK na początku. Były sądy – chodziłam protestować. Później już dałam spokój zmęczona. Byli rezydenci, byli niepełnosprawni, nauczyciele , policjanci …
Każdy ma już dość. Poniżany.
Pandemia. W marcu i kwietniu siedzieliśmy jak trusie. Proszę sobie przypomnieć kopertowe wybory…
Do dziś nie rozliczone i nie osądzone. Co ta władza robi i jak używa ludzi, każdego z nas?
Kościoła górników, rolników … do wyboru. Używa też naszych uczuć, przekonań, wartości. Jak produktów.
To jest tylko polityka i dajemy się w nią wikłać ludziom o najgorszych instynktach – zamiast szukać tego co nas łączy
jako naród nieustanie mówi sią nam o tym co nas dzieli. I dajemy się złapać na te haki. W imię czego – własnej racji.
To, że teraz rozmawiamy o tym czy życie jest od tego czy innego momentu ważne to nie ma dla nich znaczenia.
Politykom chodzi o kłótnię. Zakochani szukają u siebie zawsze punktów wspólnych.
Ci co chcą się pokłócić tylko różnic.
Symbol filozofii polityki Mazowieckiego: szukania punktów wspólnych dla osiągnięcia wspólnego dobra.
Kiedyś przeczytałam, że jeśli któremukolwiek politykowi na świecie będzie to pasować to się skłóci buddystów z Cyganami. Zawsze znajdzie się powód do kłótni.
Otrząśnijmy się.

Popieram.

Jednak panel obywatelski był już w Polsce zorganizowany dwukrotnie. Oba w Gdańsku, przez prezydenta Pawła Adamowicza z inicjatywy lewicującego środowiska trójmiejskiego aktywisty dr Macieja Gerwina. Przypomnijmy, na czym polega. najpierw władza zobowiązuje się, że uhonoruje wyniki panelu. następnie losuje się do kilkudziesięciu osób odwzorowujących sytuacje demograficzną na danym obszarze. Następnie zgłaszają się eksperci gotowi bronić takiego lub innego rozwiązania na postawione zagadnienie. Jeżeli zgłosi się ich więcej niż potrzebne do sprawnego przeprowadzenia debaty albo w nierównej liczbie za lub przeciw danemu rozwiązaniu, eksperci o podobnych poglądach wyłaniają spośród siebie reprezentację, a jeśli się nie dogadają, losuje się ją. Paneliści wysłuchują racji stron, po czym zadają pytania ekspertom, żądają dodatkowych danych, debatują pomiędzy sobą. następnie przeprowadzają wielostopniowe głosowanie nad rozwiązaniami, a władza, która zwołała panel wdraża te rozwiązania jeśli nie są sprzeczne z prawem wyższym lub mieszczą się w budżecie.

Pierwszy gdański panel był poświęcony gospodarce odpadami i polityką wobec środowiska. Udał się wspaniale. Ale drugi poświęcony polityce „antydyskryminacyjnej” był katastrofą. Otóż po zaakceptowaniu jako eksperta tuż przed rozpoczęciem panelu wykluczono Fundację Mamy i Taty prezentująca wartości konserwatywne. uzasadniono to tym, że tematem panelu miało być nie czy wprowadzać politykę antydyskryminacyjną, tylko jaka ona ma być, a w tym obszarze ten ekspert zdaniem organizatorów nie miał kompetencji. Zauważmy, że władza może więc manipulować tematem panelu, jak pytaniami referendalnymi. Przypomnijmy, w tramach uchwalonej przez panel polityki antydyskryminacyjnej wiceprezydent Gdańska napisał do dyrektorów szkół pismo z radami, jak zgodnie z prawem omijać zgodę rady rodziców na wprowadzanie do szkół takich zajęć. Lewica jak tylko została dopuszczona do skromnej, ale realnej władzy natychmiast skorzystała z okazji by wywalić przeciwników. Takie lewicowe „wy…aj” malowane od kilku dni na kościołach, ale wówczas niczym nie sprowokowane. To przypomnienie dedykuje wszystkim, którzy mają marzenia jak o.Mogilski co do dobrych intencji liderów protestów.

Adam Bodnar to już instytucja. Nie podzielam jego światopoglądu (oświadczenie RPO jest niestety jednostronne, uwypuklające wrażliwość tylko jednej ze stron, niewiele w nim widzę zrozumienia dla przekonań red.Zbigniewa Nosowskiego i mi bliskich), ale ufam mu, że w słusznej w swoich oczach sprawie nie zastosuje niegodziwych metod, jak wielu humanistów oraz niestety, katolików i mógłby zapewnić bezstronność panelu w odróżnieniu od Pawła Adamowicza. Tym niemniej, mało nas do pieczenia chleba, raczej z obu stron uważają nas za zdrajców. Może jednak zobaczą kiedyś, że będziemy im potrzebni. Dziś nie.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.