Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Recenzje

Magdalena Idzikowska, „Nowe Książki” 2024, nr 3

Z godną podziwu samoświadomością emocji i odczuć, a także z subtelnie przekazywaną wiedzą terapeutyczną, dotyczącą procesu przepracowywania traumy, Tośka Szewczyk „oprowadza” czytelnika przez swoją historię, właściwie przez siebie samą. […]

Wesprzyj Więź

Cała książka Szewczyk jest […] odpowiedzią na zadaną autorce krzywdę, która zapisuje doświadczenie odzyskania spojrzenia na siebie nie jako na „ofiarę”, ale jako na podmiot.

Jest to jednak odpowiedź, której towarzyszy stała troska o czytelnika. Jeśli czujesz się sprawcą czy ofiarą, brutalnym krzywdzicielem, obserwatorem, czy odnajdujesz w sobie symptomy owładnięcia odczłowieczonym, ignorującym cierpiące jednostki, biurokratycznym systemem – zdaje się mówić autorka – nie oskarżam cię, nie krytykuję, ale chcę przemienić. Właśnie do takiego „krytycznego niepokoju” i „intelektualnego poruszenia” wzywa Szewczyk. Nie „dając sobie prawa” – jak pisze autorka – do bycia głosem wszystkich pokrzywdzonych przez Kościół katolicki, wskazuje jedną z dróg dalszego trwania we wspólnocie i strategię tworzenia jej na różnych szczeblach. Przykazanie jest proste: nie bać się Innych. Według Szewczyk to konstruowanie opozycji my–oni stało za „sekretem papieskim”, który stanowił pretekst do nieinformowania pokrzywdzonych o szczegółach dotyczących ich procesów, „monopolem na Pana Boga”, wyrzucaniem do kościelnej kruchty „innych ofiar… osób homoseksualnych i transpłciowych… rozwiedzionych par… mnóstwa ludzi niepasujących, zbuntowanych, nieumiejących wejść do środka albo stamtąd wypchniętych”.

Taka wizja wolności wyłania się z refleksji autorki. Uwolniona od obarczającej ją krzywdy i określania siebie jako „ofary” – co było, jak przyznaje sama Szewczyk, niezbędną częścią procesu przepracowania traumy – dotarła do absolutnej, absurdalnej, zdumiewającej, bo obejmującej także krzywdziciela, akceptacji inności i innych. Pokazała, jak stworzyć siebie samą od nowa jako osobę i twórczą członkinię communionis. I nie tylko nie umarła – przede wszystkim stała się głosem wyrażającym wszystko to, o czym się mówić nie chce.