Jesień 2021, nr 3

Zamów

Recenzje

Wojciech Stanisławski, „Sieci” 2018, 29.01-4.02

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

To oczywiście pierwszorzędne źródło do dziejów kultury polskiej, kopalnia smaczków i plotek. Kolejne zbiory listów można czytać jak „zapis gorączki” PRL (…).

A wśród tego dramatu historii literat, który w świecie Kennedy’ego, Chruszczowa i Wietnamu zachowuje się, jakby w futerale utkanym ze słowników „Odysei” i dobrej niemieckiej prozy przetrwał niezmieniony od dwudziestolecia, nietknięty wojną ani wiekiem: Józef Wittlin, autor nominowanej do Nobla powieści „Sól ziemi” i pysznych wierszy, nie tak głośny jak Skamandryci, za to bardziej od nich wytworny i uporządkowany, rzekłbyś – zegarmistrz o manierach szefa dyplomacji.

Pisarz ukrywał co nieco przed sobą samym kłopoty z dyscypliną i weną, skarżąc się na kierat pracy redaktorskiej w nowojorskim biurze Radia Wolna Europa, ale jego korespondencja zyskuje przez to odcień niezamierzenie humorystyczny: co list Wittlina, to wymawianie się z niedotrzymanych terminów, nienapisanych szkiców, nieprzygotowanej na czas antologii własnych tekstów („Orfeusz w piekle XX wieku”, ważny zbiór esejów, ukazał się z pięcioletnim bodaj opóźnieniem w stosunku do zamierzeń wydawcy), i cierpki żart Giedroycia („Jak obliczyłem, wydostanie od Wittlina jednego eseju wymaga dwóch lat starań oraz około 89 listów. Po tym okresie dostaję esej na inny temat, ale zawsze znakomity”) nie jest przesadzony ani na jotę.