Wiosna 2024, nr 1

Zamów

By zrobić porządek, trzeba nabałaganić?

Spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z ułaskawionymi przez siebie Maciejem Wąsikiem (z lewej) i Mariuszem Kamińskim (w środku). Warszawa, 24 stycznia 2024. Fot. Mariusz Borawski / KPRP

Strategię odbudowy państwa realizować można za pomocą dwóch różnych taktyk. Jedną zastosował Bartłomiej Sienkiewicz, drugą Adam Bodnar.

Gdyby ktoś chciał dziś napisać leksykon biograficzny „Kto jest kim w Polsce?”, miałby nie lada problem. Bo kim są Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik?

Wesprzyj Więź.pl

Dla jednych to przestępcy, którzy za nadużycia przy kierowaniu Centralnym Biurem Antykorupcyjnym zostali słusznie skazani prawomocnym wyrokiem sądu, osadzeni w więzieniu i ułaskawieni przez prezydenta Andrzeja Dudę w 2024 roku.

Dla drugich to więźniowie polityczni, skazani za walkę z korupcją i ułaskawieni już w 2015 roku po wyroku sądu pierwszej instancji. Dla nich drugie ułaskawienie, to z 23 stycznia 2024 r., było z prawnego punktu widzenia niepotrzebne, jednak głowa państwa skorzystała z tego prawa dla świętego spokoju i z przyczyn humanitarnych – po to, by nie narażać zdrowia i życia obu bohaterów na szwank. Z tej perspektywy wczorajsze ułaskawienie było nie instytucją prawną, lecz aktem miłosierdzia, które jest silniejsze niż po ludzku rozumiana sprawiedliwość – zresztą, nierzadko kulawa.

Pewność możemy mieć, że obaj panowie są na wolności. Ale czy są posłami? Jedni twierdzą, że przestali nimi być automatycznie wraz z zapadnięciem prawomocnego wyroku skazującego, co potwierdziła Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego.

Długofalowo – im więcej taktyki Bodnara, tym lepiej. Natomiast dla PiS: im większa niepewność, kto jest kim, tym lepiej.

Stefan Sękowski

Udostępnij tekst

Drudzy powiedzą, że owszem, są posłami, co stwierdziła Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych tegoż sądu. Jak jest w praktyce, dowiemy się już w czwartek, kiedy obaj panowie zapewne zechcą wziąć udział w obradach Sejmu. Ale nawet jeśli nie zostaną wpuszczeni na obrady, potężna część społeczeństwa nadal będzie wiedzieć swoje.

Kto jest kim?

To nie wszystkie problemy autora naszego współczesnego „Who is who”. Czy adnotację „prezes TVP” wpisać przy nazwisku „Michał Adamczyk”, czy też „Tomasz Sygut”? Kto jest prokuratorem krajowym – Dariusz Barski czy Jacek Bilewicz?

A sędziami Trybunału Konstytucyjnego są Mariusz Muszyński, Justyn Piskorski i Jarosław Wyrembak, czy raczej wybrani wcześniej, ale nie „zaślubieni” przed prezydentem: Roman Hauser, Andrzej Jakubecki i Krzysztof Ślebzak?

W sukurs zagubionemu autorowi mogłaby przyjść Wikipedia, która (przynajmniej w momencie, w którym piszę ten artykuł) salomonowo rozstrzygnęła te wątpliwości. Idąc za żartobliwym powiedzeniem politologów (prawnicy go bardzo nie lubią), że ten zamach stanu jest legalny, który się udał, autorzy polskiej Wikipedii jako sędziów TK traktują tych, którzy faktycznie orzekają, czyli tzw. sędziów-dublerów.

Z kolei pozostałe wątpliwości Wikipedia rozstrzyga na korzyść nowej władzy. Być może dlatego, że to ona ma obecnie siłę, którą może wymóc posłuszeństwo swoim nominatom. A Kamiński i Wąsik zdaniem Wikipedii posłami już nie są.

Skutki szybkiego działania

Niestety, ostateczna wykładnia prawa w Polsce nie należy do Wikipedii. Obecny rozgardiasz ma za to przełożenie na znacznie poważniejsze kwestie niż czysta wiedza. Na przykład na funkcjonowanie prokuratury, w której śledczy mają wątpliwości, kogo powinni się słuchać.

A także na media, które Bartłomiej Sienkiewicz brawurowo „odzyskał dla Polaków”, choć referendarze w niektórych sądach, którzy nie zgadzają się na wpisanie do KRS nazwisk likwidatorów, są innego zdania. I tak kasy mediów lokalnych, często odległych od warszawskiego politycznego zgiełku, świecą pustkami.

W ramach partyjnej walki Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji – kierowana przez usłużnego wobec PiS Macieja Świrskiego – postanowiła nie przekazywać regionalnym rozgłośniom Polskiego Radia przysługującym im pieniędzy z abonamentu, a prezydent wcześniej zawetował ustawę okołobudżetową, która przyznawała im dotacje.

Szefostwo tych ośrodków (tymczasowe, daleko poza Warszawą minister nierzadko nie wyznacza likwidatora) liczy każdy grosz, nie wie czy wydawać środki na podstawową działalność (np. drukowanie plakatów na imprezy). Jak informuje Onet, pracownicy z Krakowa czy Poznania obawiają się o swoje pensje. Rozgłośnie, zawierając umowy reklamowe, mają gorszą pozycję negocjacyjną, potencjalni reklamodawcy zastanawiają się, co będzie dalej, czy stacje, w których mają się ogłaszać, będą w ogóle za kilka miesięcy jeszcze funkcjonowały (jest pomysł, by lokalne spółki połączyć w jedną sieć).

Takie są praktyczne skutki pierwszego miesiąca odbudowywania praworządności w Polsce przez nową większość. Oprócz nich mamy do czynienia oczywiście także z istotnymi skutkami ustrojowymi. Osłabieniu uległa pozycja prezydenta, który do tej pory twierdził, że jego kompetencje dotyczące np. prawa łaski są nieograniczone, ale jak przyszło co do czego, to miał za mało dywizji, by tego dowieść.

Przed wyborami PiS okopało się w mediach, prokuraturze, TK i innych instytucjach. Dlatego rządzący zaczęli od depisizacji personalnej, po czym – przynajmniej według deklaracji – miałaby nastąpić depisizacja instytucjonalna poprzez przeprowadzenie zmian w prawie

Stefan Sękowski

Udostępnij tekst

Kończy się także ostatecznie ostateczność decyzji Trybunału Konstytucyjnego w dotychczasowym kształcie – sędziowie mogą wydawać decyzje w sprawach dotyczących czy to władz mediów publicznych czy prokuratury krajowej, ale i tak ministrowie kultury i sprawiedliwości uznali je za „nieistniejące”, powołując się na wydawanie ich przez a to sędziów-dublerów, a to sędzię Pawłowicz, która jako posłanka brała udział w uchwalaniu prawa, którego zabezpieczenie dotyczy.

Ścieżka Sienkiewicza, ścieżka Bodnara

Czy jest to dalsze psucie praworządności, czy też sprzątanie wedle zasady, że aby zrobić porządek, trzeba najpierw narobić jeszcze większego bałaganu? Koalicja 15 Października obrała konkretną strategię działania uzasadnianą tym, że Prawo i Sprawiedliwość, które utraciło władzę, za nic w świecie nie chce pozbyć się wpływu na poszczególne instytucje.

Przed wyborami PiS okopało się w mediach, prokuraturze, TK i innych instytucjach, z których od pierwszego dnia po wyborach ostrzeliwuje nową większość. Dlatego rządzący zaczęli od depisizacji personalnej poszczególnych instytucji, po czym – przynajmniej według deklaracji – miałaby nastąpić depisizacja instytucjonalna poprzez przeprowadzenie zmian w prawie.

Miałoby to doprowadzić do tego, by w pierwszej kolejności nastąpiła natychmiastowa poprawa praktycznego funkcjonowania tych instytucji z punktu widzenia zwolenników partii tworzących koalicję, a także by zabezpieczyć te instytucje na wypadek potencjalnego zawetowania późniejszych ustaw przez Andrzeja Dudę. W razie gdyby ono nastąpiło, i tak rzeczone instytucje będą już w rękach nowej władzy.

Tę strategię można realizować za pomocą dwóch różnych taktyk. Pierwszą z nich zastosował Bartłomiej Sienkiewicz przy „odzyskiwaniu dla Polaków” mediów publicznych. To metoda działanie „na rympał”, poprzez nielegalne wykorzystanie uprawnień ministra kultury jako nadzorującego spółki medialne przy wysadzeniu z siodła ich dotychczasowych władz, a później „zalegalizowania” przez postawienie ich w stan likwidacji. Na razie wciąż nie znamy założeń nowej ustawy medialnej, mającej stworzyć media publiczne prawdziwie niezależne (czyli: niezależne także od aktualnie rządzących), zaś o tym, co zamierza z państwowymi środkami przekazu formalnie zrobić nowa władza, dowiadujemy się z doniesień dziennikarzy.

Inną ścieżkę obrał Adam Bodnar, który – usuwając przyjaciela Zbigniewa Ziobry Dariusza Barskiego z prokuratury krajowej – nie łamał prawa, lecz skorzystał z kruczka prawnego. Niedługo potem pokazał światu oficjalne założenia nowelizacji ustawy o prokuraturze, co, przynajmniej na razie, daje nadzieję na realne oddzielenie prokuratury generalnej od ministerstwa sprawiedliwości.

Rewolucja napędza polaryzację

Długofalowo – im więcej taktyki Bodnara, tym lepiej. Budzi ona bowiem mniejsze wątpliwości prawne i, przynajmniej na razie, jest bardziej konstruktywna. Jest także mniej szkodliwa dla autorytetu wymiaru sprawiedliwości.

Jednocześnie trzeba mieć na uwadze to, że dla PiS nie ma to żadnego znaczenia. Partia ta stosuje strategię „nie oddamy ani guzika”, wykorzystując do tego nomenklaturę, jaką obsadziła poszczególne instytucje.

Dobrze widać to na przykładzie Trybunału Konstytucyjnego, który co roku bił rekordy lenistwa, jeśli chodzi o wydawanie wyroków. Wiele spraw latami czekało na rozpatrzenie, a teraz zaczął on działać w tempie błyskawicznym, gdy trzeba było wydać decyzje dotyczące spraw istotnych z punktu widzenia obozu Zjednoczonej Prawicy.

Dla samej głównej partii opozycyjnej: im większa niepewność, kto jest kim, tym lepiej. Dzięki temu jej politycy mogą mówić o bezprawnym przejmowaniu władzy przez Donalda Tuska. Dopóki będzie się to prawicy opłacać – a póki co szczególnie w sondażach nie traci – dopóty będzie ona utrudniać reformowanie instytucji przejętych przez partię Jarosława Kaczyńskiego w ubiegłej kadencji. I w ten sposób uprawdopodabniać realizację taktyki Sienkiewicza, która z kolei będzie uwiarygadniać PiS w oczach własnych wyborców jako obrońców prawdziwej demokracji i praworządności.

Nawiasem mówiąc, będzie to służyło utrwalaniu dotychczasowej partyjnej polaryzacji. Młodsi partnerzy w rządzącej koalicji – Polska 2050, Polskie Stronnictwo Ludowe i Nowa Lewica – zostali grą rozpoczętą przez Sienkiewicza na swój sposób wciągnięci w „brudną wspólnotę”. Politycy budujący swój wizerunek na hasłach przezwyciężania polaryzacji Polaków, jak Szymon Hołownia czy Adam Bodnar, nagle stali się narzędziami, a wręcz zostali obsadzeni w niechcianej roli symboli nowej polaryzacji („Przyjdzie kara na Bodnara” skandowano pod więzieniem w Radomiu).

Wesprzyj Więź

Dziś, żyrując działania podejmowane na rympał, mniejsi partnerzy koalicyjni przestają się odróżniać od Koalicji Obywatelskiej w podejściu do odbudowy państwa prawa – a przecież przed wyborami różnice taktyczne w tym zakresie były tym, co ich wyróżniało. Politycznie wciąż mogą (jeśli chcą) spróbować skierować Uśmiechniętą Rewolucję na nieco bardziej pragmatyczne wody. Może to być korzystne także dla ich partyjnych interesów.

Niezależnie od słodko-gorzkiej oceny dotychczasowych poczynań nowej większości przypomnę kwestię fundamentalną: nie byłoby potrzeby sprzątania, o którym piszę, gdyby nie bałagan, jakiego narobił PiS przez ostatnie 8 lat. Choć na zdecydowaną ocenę poczynań nowego rządu jest jeszcze za wcześnie, warto pamiętać, że porządki można przeprowadzać lepiej i gorzej.

Przeczytaj też: Prezydent z zapałkami. Andrzej Duda i prawo łaski

Podziel się

3
1
Wiadomość

5 stycznia 2024 r. wyłączyliśmy sekcję Komentarze pod tekstami portalu Więź.pl. Zapraszamy do dyskusji w naszych mediach społecznościowych.