Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Smoka nie pokonuje się na sposób smoczy

Kard. Grzegorz Ryś wśród kardynałów 30 września 2023 r. w Watykanie. Fot. EpiskopatNews

Jeśli chce się mieć pokój, to potrzeba najpierw przede wszystkim nie armii, która będzie go bronić, ale ludzi, którzy szanują się nawzajem w swojej różnorodności.

Fragment książki „Jak Bóg pomyślał Kościół Odnaleźć się mimo kryzysu” wydanej nakładem wydawnictwa WAM

„Potem wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. A jest brzemienna. I woła cierpiąc bóle i męki rodzenia. I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów – a na głowach jego siedem diademów. I ogon jego zmiata trzecią część gwiazd nieba: i rzucił je na ziemię. I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej dziecię. I porodziła Syna – Mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasł rózgą żelazną. I zostało porwane jej Dziecię do Boga i do Jego tronu. A Niewiasta zbiegła na pustynię, gdzie miejsce ma przygotowane przez Boga, aby ją tam żywiono przez tysiąc dwieście sześćdziesiąt dni.

Wesprzyj Więź.pl

I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie.

I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: «Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca, bo oskarżyciel braci naszych został strącony, ten, co dniem i nocą oskarża ich przed Bogiem naszym»”.

(Ap 12,1–10)

To słowo w bardzo obrazowy sposób pokazuje nam zmaganie dobra ze złem. Dwa wielkie znaki. Brzemienna niewiasta i smok, który przeraża swoją siłą, ogniem, władzą, także używaną przez siebie wiedzą. Ma siedem głów, dziesięć rogów, siedem diademów. To wszystko symbole, które pokazują nam, czym ten smok dysponuje. Nie chcemy czytać tego fragmentu jako bezpośredniej relacji z tego, co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Nie chodzi o to, żeby tylko opisać tę straszną, ludobójczą wojnę. Kiedy otwieramy to słowo, szukamy w nim dla siebie przede wszystkim jakiegoś zrozumienia i nadziei. Tego się spodziewamy po słowie Boga: nadziei i jakiegoś światła na przyszłość.

Co może dziecko postawione naprzeciw takiego wroga, jakim jest smok? Jeśli się nad tym jednak głębiej zastanowić, to kto wygrywa tę wojnę? Czy nie ci, którzy otwierają domy, przyjmują do siebie siostry i braci z Ukrainy?

Kard. Grzegorz Ryś

Udostępnij tekst

Nadzieja pada w jednym z ostatnich zdań. „Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca”. Ważne jest, że ta nadzieja jest ogłoszona jako już wypełniona. „Teraz nastało”Pada tam greckie słowo egéneto – „stało się”. Stała się władza Boga nad światem, stało się królowanie Boga, stała się potęga, stała się władza Chrystusa. Ważne jest, żeby usłyszeć to zapewnienie, zwłaszcza jeśli przed oczami mamy wyłącznie tego strasznego smoka, który wydaje się, że ma przewagę nad wszystkim i potrafi zmiażdżyć wszystko, co dobre. Stała się władza Boga, stało się królowanie Boga, stała się potęga jego Mesjasza.

Jeśli nie widzimy tego zwycięstwa dobra, tego zwycięstwa Boga, tego królowania Chrystusa, to być może patrzymy w złą stronę, szukamy gdzie indziej albo szukamy innego zwycięstwa niż to, które się dokonało w Chrystusie. Jak patrzymy? W którą stronę? Gdzie szukamy? Ten obraz Apokalipsy mówi nam przede wszystkim, że smoka nie pokonuje się na smoczy sposób. Żeby pokonać smoka, trzeba stanąć w absolutnym kontraście do niego, w absolutnym przeciwieństwie w stosunku do niego. To przeciwieństwo, które widzimy w Apokalipsie, to nie jest kontrast między smokiem a niewiastą, tylko między smokiem a dzieckiem, między smokiem a nowo narodzonym niemowlęciem. Trudno sobie wyobrazić większy kontrast.

A to nie pierwszy raz, kiedy w Biblii nadzieja pokazywana jest w obrazie nowo narodzonego dziecka; kiedy w sytuacji drastycznego zagrożenia Bóg daje nadzieję w znaku niewiasty, która jest brzemienna. W tym tekście z Apokalipsy bardzo wiele komentatorów widzi spełnienie proroctwa Izajasza z 7. rozdziału tej księgi. Znamy ten fragment, bo nieraz jest odczytywany w naszych kościołach w czasie liturgii: „Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel” (Iz 7,14).

Kiedy Izajasz wypowiadał to proroctwo, Izrael był w sytuacji skrajnego zagrożenia, agresji, która miała doprowadzić ostatecznie do zniszczenia Jerozolimy i uprowadzenia Żydów do niewoli. W takiej dramatycznej sytuacji Bóg mówi, że jest znak nadziei – kobieta, która rodzi dziecko. I to samo jest w tym tekście: „Urodziła dziecko, mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasł rózgą żelazną”. Ktoś powie, że to jest może jakiś naiwny idealizm, tania poezja albo pięknoduchostwo. Co może dziecko postawione naprzeciw takiego wroga, jakim jest smok?

Jeśli się nad tym jednak głębiej zastanowić, to kto wygrywa tę wojnę? Czy nie ci, którzy otwierają domy, przyjmują do siebie siostry i braci z Ukrainy? Czy nie ci, którzy wchodzą z nimi w realne więzi, pomimo że są to ludzie, których nigdy wcześniej nie znali? Czy nie ci, którzy przyjmują pod swój dach dzieci z niewyobrażalną traumą? Czy nie ci, którzy pomagają tym dzieciom? Czy nie ci wygrywają tę wojnę, którzy w tej chwili robią paczki, wysyłają transporty, dają jeść, dzielą się ubraniami, dzielą się lekarstwami? Nie ci? Czy to nie jest tak, że to właśnie ci ludzie, którzy robią można by powiedzieć niewielkie gesty, ponoszą niewielkie koszty w porównaniu z tym, ile trzeba wydać na broń, żeby wygrać tę wojnę – czy to jednak nie oni wygrywają?

Jak Bóg pomyślał Kościół
Kard. Grzegorz Ryś, „Jak Bóg pomyślał Kościół”, WAM, Kraków 2023

Wygrywają. A wiecie dlaczego? Bo oni tworzą zupełnie nowy świat. Tworzą zupełnie nową Polskę. Tworzą zupełnie nową Ukrainę. Tworzą zupełnie nowe sąsiedztwo tych dwóch narodów. Tworzą to, co będzie rzeczywistym pokojem. Może nie dzisiaj, ale za dziesięć, za czterdzieści lat już tak. Kiedy te dzieci, które teraz są w polskich szkołach, będą rządzić miastem, województwem, państwami. Kiedy to dobro, które dzisiaj przeżywają, z nich wyjdzie i będzie w nich owocować, będziemy żyć w innym świecie.

Nie śmiejmy się z tego, co wydaje się mieć rozmiar dziecięcy, że jest małe, że jest niewielkie, że jest nie do zestawienia ze smokiem. Komuś może się wydawać, że to nic nie załatwia wobec takiego smoka, który dopuszcza się ludobójstwa, ale to ma swoje znaczenie, bo to jest tworzenie przyszłego świata, tworzenie pokoju. Smoka nie pokonuje się na smoczy sposób. Kiedy myślałem nad tym tekstem, przypominały mi się te wszystkie bajki z dzieciństw, mówiące o tym, kto może pokonać smoka. Wcale nie rycerz, wcale nie król, ale prosty, biedny szewczyk, nie inaczej.

Myślę też, że dziecko dlatego jest znakiem nadziei, bo jest zapowiedzią świata, który nadchodzi. Dziecko jest znakiem nadziei, bo jest zapowiedzią przyszłości. Świata, który się właśnie rodzi. I patrząc na dziecko, wszyscy mamy nadzieję, że ten świat, który rodzi się z tym dzieckiem, będzie inny – że będzie inny czas, że będzie inny człowiek. Dziecko jest znakiem nadziei w świecie, w którym dookoła trwa brutalna wojna. Tak było w czasach Izajasza, tak było w czasach Jana, kiedy pisał Apokalipsę, i tak jest w naszych czasach. Dziecko jest znakiem nadziei, że nastanie inny świat, że z tym człowiekiem rodzi się inna rzeczywistość – inna niż ta, którą stworzyliśmy my.

Oczywiście że to jest znak nadziei dla tych, którzy potrafią czekać, a czekając, jednocześnie się angażują. Bo to dziecko, które się rodzi, wymaga, żeby się nim w tej chwili zaopiekować; wymaga czułości, wymaga bliskości, wymaga ochrony, wymaga bardzo wiele. Oczekiwanie, aż to dziecko stanie się dorosłe, nie może oznaczać bierności. Ale niewątpliwie znak nadziei, który przychodzi z dzieckiem, jest znakiem nadziei, która potrafi być cierpliwa, która ma w sobie tyle miłości, która potrafi czekać i się doczekać.

To jest znak nadziei trafiającej do ludzi, którzy potrafią czytać takie wydarzenia, jakim było na przykład podpisanie Konstytucji 3 maja. Napisano tę konstytucję w ostatniej chwili, jest o tym mowa w preambule. Jesteśmy dumni z tej konstytucji, choć obowiązywała najwyżej rok. Jesteśmy dumni z niej dzisiaj, ale żyjemy wedle innej konstytucji, z innymi zapisami. Z czego jesteśmy dumni? Jesteśmy dumni z tego myślenia, z tego wartościowania, które jest zapisane w tekście konstytucji; jesteśmy dumni z jej ducha. Nie odnosimy się do niej wprost jako do litery, ale do zawartego w dokumencie myślenia, wartościowania, sposobu rozumienia rzeczywistości.

Święty Jan nie bez powodu bywa nazywany teologiem, bo w całej tradycji Kościoła nie ma nikogo, kto by prowadził nas do tak głębokiego rozumienia rzeczywistości, które następnie prowadzi do rzeczywistych zmian w myśleniu

Kard. Grzegorz Ryś

Udostępnij tekst

Tak, to jest przedmiot naszej dumy. Natomiast skuteczność Konstytucji 3 maja nie jest doraźną polityczną skutecznością, która przekładałaby się na coś, co można pokazać palcem: tak, tu jest albo tam jest, w nas jest albo nie ma. Ale ta konstytucja ma ciągle szansę pracować – jest jak to dziecko, które dojrzewa, rośnie z kolejnymi pokoleniami Polaków; ciągle jest nam zadana jako perspektywa nadziei i myślenia.

Uderzające, w jakim porządku są pisane artykuły konstytucji, w nawiązaniu do tego, o czym mówiliśmy przed chwilą. Ten tekst był pisany w obliczu zagrożenia, miał dać szansę przetrwania, zagwarantować wolność, niezależność, ratować ją, chronić. Od czego rozpoczynają autorzy dokumentu? Od wolności religijnej. Pierwszy artykuł ustanawia co prawda katolicyzm jako religię panującą, ale zaraz w następnych nawiązaniach, na jednym oddechu, pada zapis o wolności wyznania dla wszystkich. Jak ktoś jest chrześcijaninem, to po prostu nawet nie może myśleć inaczej. To jest pierwszy artykuł. Ostatni dotyczy armii.

Z całą miłością do wszystkich wojskowych, którzy bronią kraju, ale myślenie Konstytucji 3 maja jest takie, że jeśli chce się mieć pokój, to potrzeba przede wszystkim nie armii, która będzie go bronić, ale ludzi, którzy szanują się nawzajem w swojej różnorodności, w różnicy wyznań, w różnicy religii. Trwałość państwa i wolność państwa zależą od tego, czy ci ludzie potrafią ze sobą współżyć, a potem dopiero, czy potrafią stworzyć armię, która będzie ich bronić.

To nie jest myślenie zawarte jedynie w Konstytucji 3 maja. To myślenie wzięte wprost z Apokalipsy, wprost z Ewangelii. Poczytajcie sobie opracowania na temat Konstytucji 3 maja. Artykuły dotyczące wolności sumienia, wyznawania religii są przytaczane na końcu, bo dzisiejszym komentatorom wydaje się to mało ważne. Tak samo jak we wszystkich komentarzach na pierwszym miejscu jest uwaga, że konstytucja ta wprowadziła trójpodział władzy. Bardzo dużo jest w niej o władzy, ale pierwsze artykuły dotyczą społeczeństwa, szlachty, miast, mieszczan, włościan; najpierw zawarto w niej opis tego społeczeństwa, potem opis władzy.

Święty Jan, autor Apokalipsy, nie bez powodu bywa nazywany teologiem, bo w całej tradycji Kościoła nie ma nikogo, kto by prowadził nas do tak głębokiego rozumienia rzeczywistości, które następnie prowadzi do rzeczywistych zmian w myśleniu, w działaniu, także w jego skuteczności. Dajmy się więc poprowadzić przytoczonemu fragmentowi z Apokalipsy. Nie zmagajmy się ze smokiem na smoczy sposób. Z tego nie ma nigdy żadnego zwycięstwa.

Wesprzyj Więź

Prawdziwe zwycięstwo jest dla tych, którzy są inni, radykalnie inni niż smok, kontrastowo inni – podobnie jak dziecko. To w tym Dziecku objawia się Boża moc, w tym Dziecku objawia się Boża skuteczność i to Dziecko rzeczywiście otrzymuje władzę nad wszystkimi narodami, bo to Dziecko jest Księciem Pokoju.

Tekst opiera się na homilii wygłoszonej przez kard. Grzegorza Rysia 3 maja 2022 r. Publikujemy go w dzień zwyczajnego konsystorza w Rzymie, w którym udział bierze kard. Ryś.

Przeczytaj także: Co zrobiliśmy Żydom, czyli co zrobiliśmy z naszym chrześcijaństwem?

Podziel się

12
2
Wiadomość

„Jeśli chce się mieć pokój, to potrzeba najpierw przede wszystkim nie armii, która będzie go bronić, ale ludzi, którzy szanują się nawzajem w swojej różnorodności”.

Cenię abp Rysia, ale powyższy cytat wybrany przez Redakcję sięga Himalajów pięknoduchostwa. Mamy bowiem wpływ na swoje rozbrojenie, ale nie na rozbrojenie strony, która nas atakuje.

Chcesz pokoju? Szykuj sie do wojny. Widać jak migranci szanują prawa krajów , do których przybywają. Mamy przyklad Włoch, Francji, Niemiec. A w Szwecji nawet wojsko juz zaangazowano do okiełznania migrantów.

Czy Kościół staje się bardziej jak kard. Grzegorz Ryś czy kard. Grzegorz Ryś stał się bardziej jak Kościół?

Z tego co do mnie dociera (jeśli chodzi o przyczyny awansu) zdania są podzielone.