Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Bp Zadarko: Nie można budować bezpieczeństwa kosztem deptania ludzkiej godności

Bp Krzysztof Zadarko. Fot. BP KEP

Sianie rozpaczy i budzenie ciągłej nieufności jest porażką wiary w Chrystusa – mówi bp Krzysztof Zadarko, delegat episkopatu ds. imigracji.

Wczoraj w Kościele katolickim obchodzony był 109. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. Mszy za wygnańców i uchodźców w warszawskim sanktuarium Andrzeja Boboli przewodniczył bp Krzysztof Zadarko, delegat episkopatu ds. imigracji.

– Modlitwy potrzebują szczególnie ci, którzy docierają do różnych krajów w nadziei, że znajdą lepsze życie i jakże często, niestety, spotykają się z nienawiścią, agresją i odrzuceniem – powiedział na początku liturgii duchowny.

Wesprzyj Więź.pl

W homilii zaznaczył, że doczekaliśmy takiego momentu, że do naszego polskiego Kościoła przyszedł – poprzez migrantów – Kościół powszechny. Ci ludzie przychodzą w sposób legalny i nielegalny ale, jak przypomniał hierarcha, dla Boga nikt nie jest obcy. – Nie chciałbym na końcu świata, kiedy będą rozstrzygać się losy nas wszystkich i każdego z nas z osobna, usłyszeć od Boga, Sprawiedliwego Sędziego i Miłosiernego Ojca: „idź precz, nie znam cię’” – wyznał bp Zadarko. Jego zdaniem takie słowa usłyszą wszyscy ci, którzy nie dali potrzebującym chleba, szklanki wody, nie odwiedzili chorego, więźnia czy nie przyjęli obcych.

Delegat episkopatu ds. imigracji przywołał nauczanie papieża Franciszka, który apeluje o mądrą, uregulowaną, dalekowzroczną politykę migracyjną i europejską solidarność. Duchowny wskazywał, że nie można zbudować własnego bezpieczeństwa kosztem deptania ludzkiej godności, bowiem cel nie uświęca środków. – Przed interesem państwa i bezpieczeństwem narodowym stoi zawsze człowiek, jego godność i nasz obowiązek okazania mu solidarności, gdy cierpi – podkreślił biskup.

Hierarcha przyznał, że w odniesieniu do obecnej polskiej sytuacji występuje dylemat: obronić granice czy okazać humanitarną wrażliwość. – Mądrość Kościoła mówi: i to, i to – tłumaczył duchowny. – Geniusz polityków i środki, które mają do dyspozycji, są po to, by znaleźć roztropne wyjście z sytuacji – dodał.

– Nie jesteśmy, nie byliśmy i nie możemy być zwolennikami naiwnego wpuszczania i przyjmowania wszystkich, bez warunków – zaznaczył delegat episkopatu. Kościół, jak przypomniał, wskazując na humanitarną wrażliwość, nigdy nie przeciwstawiał jej kwestii obrony granic i bezpieczeństwa obywateli. – Tylko kontrolowana, czyli jasno sformułowana polityka migracyjna, da nam wszystkim satysfakcjonujące wyjście z sytuacji – stwierdził bp Zadarko.

Zwrócił też uwagę, że regulowanie procesów migracyjnych nie może polegać na sianiu rozpaczy i budzeniu ciągłej nieufności. – To jest porażka wiary w Chrystusa – porażka wiary w Tego, który zmartwychwstał i który ofiarowuje nam moc na każdy lęk i rodzącą się z niego rozpacz – powiedział hierarcha.

Z kolei wczoraj w Warszawie Wspólnota Sant’Egidio zorganizowała ekumeniczne nabożeństwo „Umrzeć z nadziei”. Przewodniczył mu kard. Kazimierz Nycz.

Zauważył, że problem emigracji się nie skończył, a właściwie dopiero się zaczyna. – Jesteśmy dopiero na początku drogi. Jeżeli nie przygotujemy się do tego w sposób cywilizowany, kulturalny, ale także chrześcijański, to żadne płoty, mury w Europie niczego nie rozwiążą. Ludność świata się zmieniła, również w tych krajach, z których dzisiaj przychodzą do nas ludzie. Przybywają z różnych powodów. Czasem z powodu wojny, śmierci, czasami z powodu biedy, a czasami po prostu szukają lepszego życia i też mają do tego prawo – akcentował metropolita warszawski

Wesprzyj Więź

W jego ocenie bardzo ważne jest, by w narracji politycznej wokół problemów emigracji nie zagubić tego, co najważniejsze, czyli nauki płynącej z Ewangelii, wyrażonej w słowach: „Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie”. – Czasem wolimy na nasz bieżący pożytek zanegować Ewangelię, albo przynajmniej głośno nie przypominać, że tak mówi Ewangelia. Dzień jak dziś przypomniana nam o właściwej perspektywie – wyjaśnił duchowny.

Przeczytaj też: W wyścigu na ksenofobię możemy tylko wszyscy przegrać

KAI, DJ

Podziel się

18
2
Wiadomość

“Hierarcha przyznał, że w odniesieniu do obecnej polskiej sytuacji występuje dylemat: obronić granice czy okazać humanitarną wrażliwość. – Mądrość Kościoła mówi: i to, i to – tłumaczył duchowny.”

Tylko że na okazanie humanitarnej wrażliwości ksiądz biskup ma pomysł, a na obronę granic nie. Domaga się jednak tego pierwszego natychmiast, z drugim jakoś to będzie. Oto jakość odpowiedzialności za proponowane decyzje.

Biskup nie jest od znajdowania rozwiązań na obronę granic. Od tego są władze państwowe. Są dziesiątki sposobów lepszych niż push-backi. Biskup ma stać na straży tego co jest słuszne i co jest ważne.
I stoi:
“Czasem wolimy na nasz bieżący pożytek zanegować Ewangelię, albo przynajmniej głośno nie przypominać, że tak mówi Ewangelia”
Ten apel jest skierowany także do Pana.

Pokuszę się o podsumowanie. Wiemy co nas czeka, że coś z tym należy zrobić, oraz czym powinniśmy się kierować. To sporo, ale dowiadujemy się również kto ma narzędzia i środki by sprostać zadaniom, przed nami stojącymi. Oczywiście nie my, znaczy hierarchia. Od tego są politycy i ludzie dobrej woli, my jesteśmy od pokazywania i pouczania. Tak jak w przypadku biskupa Gądeckiego, upominającego w liście biskupów niemieckich, by nie błądzili po drogach synodalnych. Inaczej mówiąc my jesteśmy od bicia piany, wy od słuchania i roboty. Wszystko na swoim miejscu i po staremu.

Ja nie widzę nic złego w tym, że biskup pokazuje, co wg niego jest słuszne, a co nie. Po to chyba są biskupi?
Ale rzeczywiście nieco brakuje mi bezpośredniego zaangażowania KK. Poza tym “biciem piany”. Sprawa wyglądała o wiele inaczej, gdyby np. wśród wolontariuszy rozdających ciepłą odzież i wodę w lasach byli także księża. (A może jacyś są?)Bo POWINNI tam być, o ile serio traktują swoje własne słowa. Ksiądz aresztowany z anarchistkami za pomoc umierającym w lasach, tak to byłby Mój Kościół. O ile fajniejszy byłby to news, niż ten z Dąbrowy Górniczej…

Chrześcijaństwo istnieje już prawie dwa tysiące lat, przez niewiele mniej pełni rolę religii państwowej. Mimo to wydaje się, że kwestia migracji, praw i godności człowieka oraz granic państwa nie została przemyślana. Jest to zaskakujące, bo z problemem migracji tzw. ludów barbarzyńskich musiało mierzyć się już chrześcijańskie Cesarstwo Rzymskie, już w czasach samego zaistnienia chrześcijaństwa jako religii państwowej. Ale wciąż nie wiadomo, jak w świetle chrześcijaństwa chrześcijańskie państwo powinno postępować. Czy była kiedyś jakaś doktryna na ten temat? W praktyce wydaje mi się, że chrześcijańskie państwa postępowały zwykle tak samo jak niechrześcijańskie, czy się mylę? Czy chrześcijaństwo miało jakiś wpływ na tę dziedzinę życia?

Słowa biskupa trafne, ale bezsilne, ponieważ ogólne. Dopiero bezpośrednie wskazanie hipokryzji tych polityków, którzy obnoszą się ze swoją nabożnością, a jednocześnie szczują przeciwko migrantom, mogłoby odnieść pewien (niewielki) skutek.