Wiosna 2024, nr 1

Zamów

„Nie jako wróg, który krytykuje i potępia”. Co oznacza papieska nominacja dla abp. Fernandeza?

Abp Víctor Manuel Fernández. Fot. Arzobispado de La Plata

Franciszek podkreśla, że teologia ma być w pierwszym rzędzie narzędziem skutecznej ewangelizacji, a nie strażniczką Tradycji czy doktrynalnej ścisłości wypracowywanej w oderwanych od świata gabinetach akademików.

Kilka dni temu papież Franciszek mianował Víctora Manuela Fernándeza, dotychczasowego arcybiskupa argentyńskiej La Platy, nowym prefektem Dykasterii do spraw Nauki Wiary. Nominacja przyjęta została w świecie katolickim z zaskoczeniem. Powołaniu nowego szefa kluczowego watykańskiego urzędu, w prostej linii wywodzącego się od – do dziś budzących u wielu przerażenie bądź przynajmniej niesmak – Inkwizycji i Świętego Oficjum, wywołało wiele kontrowersji zarówno w Kościele, jak i w środowiskach, które uważnie przyglądają się przeżywającemu obecnie wielki kryzys katolicyzmowi.

Wesprzyj Więź.pl

Kontrowersje te dotyczą przede wszystkim dwóch kwestii. Pierwsza z nich odnosi się do fundamentalnego pytania, jak w dzisiejszych czasach powinna wyglądać obrona i promocja Tradycji Kościoła oraz katolickiej doktryny. Druga dotyczy jednej ze szczególnych kompetencji Dykasterii (zatwierdzonej przez Franciszka w motu proprio „Fidem servare” z lutego 2022 r.), tj. zajmowania się przypadkami ciężkich przestępstw (tzw. delicta graviora) popełnianych wobec osób małoletnich w Kościele. Chodzi tu przede wszystkim o wykorzystanie seksualne dzieci i młodzieży.

Czego oczekuje papież?

Wiadomo, że abp Fernández to jeden z najbliższych współpracowników papieża (w tym kręgu, jak i wśród swoich znajomych związanych z Jorge Mario Bergoglio w czasach jego posługi biskupiej w Buenos Aires, często pieszczotliwie nazywany jest „Tucho”). Franciszek konsultował z nim większość opublikowanych przez siebie dokumentów. W kościelnych środowiskach teologicznych w różnych miejscach na świecie powtarza się opinię, że Fernández jest właściwie autorem obszernych fragmentów niektórych sygnowanych imieniem Franciszka encyklik i adhortacji (m.in. „Evangelii gaudium” oraz „Amoris laetitia”, w tym także kontrowersyjnych passusów o możliwości dopuszczenia do przyjmowania do Eucharystii osób rozwiedzionych, które weszły w nowe związki i utrzymują w nich relacje seksualne).

Franciszek od wielu lat opiera się na pewnych koncepcjach teologicznych Fernándeza, w których dotychczasowy arcybiskup La Platy przyjmuje możliwość radykalnej modyfikacji doktryny katolickiej i dyscypliny kościelnej

Sebastian Duda

Udostępnij tekst

Wydaje się, że Franciszek od wielu lat opiera się na pewnych koncepcjach teologicznych Fernándeza, w których jako przesłankę podstawową dotychczasowy arcybiskup La Platy przyjmuje możliwość radykalnej modyfikacji doktryny katolickiej i dyscypliny kościelnej. Papież z pewnością dostrzegał w takiej postawie, która i jemu samemu jest bliska, szansę na nową formułę funkcjonowania kluczowego watykańskiego urzędu.

Wolno przypuszczać, że właśnie z tego powodu Franciszek w liście skierowanym 1 lipca br. do abp. Fernándeza podkreślił wyraźnie, czego oczekuje od nowego szefa Dykasterii do spraw Nauki Wiary: „Powierzam Tobie zadanie, które uważam za bardzo cenne. Jego głównym celem jest strzeżenie nauczania wypływającego z wiary, aby «uzasadniać naszą nadzieję, lecz nie jako wróg, który krytykuje i potępia»”. To linia, którą z pewnością abp Fernández prezentował od lat.

Franciszek na pewno nie chce, by Dykasteria – kluczowy watykański urząd – sięgała do dawnych inkwizycyjnych metod obrony prawdziwej doktryny. Dlatego w liście do nowego prefekta zaznaczył: „Dykasteria, której będziesz przewodniczył, w innych czasach stosowała niemoralne metody. Były to czasy, w których zamiast promować wiedzę teologiczną, ścigano ewentualne błędy doktrynalne. Oczekuję od ciebie z pewnością czegoś zupełnie innego”.

Co pierwszo-, co drugorzędne?

Czego zatem oczekuje papież od nowego szefa Dykasterii? Wydaje się, że przede wszystkim promocji charakterystycznych dla jego nauczania motywów teologicznych, z którymi często występuje w swoich pismach, homiliach czy też wystąpieniach publicznych. Z tego powodu Franciszek pisze do abp. Fernándeza, że trzeba „uznać za nieadekwatną jakąkolwiek koncepcję teologiczną, która ostatecznie kwestionuje wszechmoc Boga, a w szczególności Jego miłosierdzie. Potrzebujemy mentalności, która w przekonujący sposób przedstawi Boga miłującego, przebaczającego, zbawiającego, wyzwalającego, promującego ludzi i wzywającego ich do braterskiej służby”.

Wielu teologów, szczególnie tych związanych ze środowiskami zachowawczymi w Kościele (w tym kard. Gerhard Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary w latach 2012–2017), uznaje jednak takie określenie podstawowego zadania Dykasterii za problematyczne i naiwne.

Papież najwyraźniej utrzymuje, że teologia ma być w pierwszym rzędzie narzędziem skutecznej ewangelizacji, a nie strażniczką Tradycji czy doktrynalnej ścisłości wypracowywanej w oderwanych od świata gabinetach akademików. Dlatego pisze do abp. Fernándeza o zakładanym celu działalności powierzonego mu urzędu: „To dobrze, iż Twoje zadanie wyraża, że Kościół «zachęca teologów z ich charyzmatem i wysiłkiem do podejmowania badań teologicznych», o ile nie «zadowalają się teologią uprawianą przy biurku», z «zimną i surową logiką, która dąży do panowania nad wszystkim»” (wewnętrzne cytaty pochodzą, co znamienne, z adhortacji „Evangelii gaudium”).

Wedle Franciszka otwartość, elastyczność i wolność są zatem niezbędnymi warunkami wstępnymi dla prowadzenia twórczej aktywności teologicznej. W przeciwnym razie teologom grozi po prostu przyczynkarstwo. Nie zajmują się oni tym, co jest w centrum chrześcijańskiego doświadczenia, lecz sprawami od tego centrum nader odległymi. A tymczasem głoszenie wiary, jak podkreśla papież, powinno koncentrować się „na tym, co istotne, na tym, co jest piękniejsze, większe, bardziej pociągające i jednocześnie najbardziej potrzebne”.

I dodaje jeszcze, zwracając się do abp. Fernándeza: „Wszyscy dobrze wiecie, że istnieje harmonijny porządek między prawdami naszego orędzia, a największe niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, gdy kwestie drugorzędne przysłaniają te centralne”.

Ile dialogu, ile klarowności

Dla Franciszka podstawowym źródłem wszelkiej refleksji jest prawda o Bogu wszechmocnym, który objawia się przede wszystkim przez miłosierdzie. Niektórym katolikom – szczególnie tym, którzy podkreślają prymat Bożej sprawiedliwości – ta koncepcja żyrowana nieustannie przez papieża wydaje się utopijna, a nawet niebezpieczna.

Papież pisze w liście do abp. Fernándeza, że w głównym celu Dykasterii ds. Nauki Wiary „chodzi o pogłębianie zrozumienia i przekazu wiary w służbie ewangelizacji, aby jej światło było kryterium zrozumienia sensu istnienia, zwłaszcza w obliczu pytań stawianych przez postęp nauk i rozwój społeczeństwa. Zagadnienia te, włączone w odnowione przepowiadania orędzia ewangelicznego, stają się narzędziami ewangelizacji, ponieważ pozwalają nam wejść w dialog z aktualną sytuacją, która pod wieloma względami jest bezprecedensowa w dziejach ludzkości”.

Tak postulowany dialog niekoniecznie musi wiązać z trwaniem na straży jasności i klarowności doktryny. Wielokrotnie w ciągu wieków okazywało się przecież, że „zrozumienie sensu istnienia” przez poszczególnych teologów spotykało się z oporem strażników ze Świętego Oficjum, którzy dość bezdusznie rozprawiali się z poglądami, które uważali za błędne.

Tymczasem Franciszek jest pewien, że „Kościół wzrasta w swoim interpretowaniu objawionego Słowa i w swoim zrozumieniu prawdy, co nie oznacza narzucania jednego sposobu jej wyrażania. Różne prądy myślowe filozoficzne, teologiczne i duszpasterskie, jeśli pozwalają się zharmonizować przez Ducha w szacunku i prawdzie, mogą przyczynić się do wzrastania Kościoła. Ten harmonijny wzrost zachowa doktrynę chrześcijańską skuteczniej niż jakikolwiek mechanizm kontrolny. […] Zawsze będzie prawdą, że rzeczywistość przewyższa ideę”. 

Można chyba jednak zasadnie pytać, czy rzeczywistość stoi naprawdę ponad ideą Bożej sprawiedliwości (nawet jeśli uznamy, że poszczególne teologiczne ekspozycje tej idei są ograniczone czasem i okolicznościami, w jakich przyszło żyć i funkcjonować ich twórcom)? Krytycy Franciszkowego spojrzenia na strzeżenie doktrynalnego depozytu właśnie w nominacji abp. Fernándeza na nowego prefekta Dykasterii ds. Nauki Wiary znajdują kolejny dowód na mankamenty poglądów i postawy papieża.

Co z ochroną małoletnich?

Drugim podstawowym zadaniem tego urzędu – obok trwania na straży wiarygodności i teologicznej poprawności obowiązującego obecnie Magisterium (co de facto wedle Franciszka musi być odniesione do „strzeżenia wiary”, choć trudno rozpoznać, jakie dokładnie określenie wiary ma papież na myśli w swoim liście kierowanym do abp. Fernándeza) – jest, jak już wspomniałem, badanie i osąd przypadków ciężkich przestępstw popełnianych w Kościele wobec małoletnich.

A Franciszek wyraźnie zaleca abp. Fernándezowi: „Biorąc pod uwagę, że w sprawach dyscyplinarnych – zwłaszcza związanych z nadużyciami wobec małoletnich – została niedawno utworzona specjalna sekcja z bardzo kompetentnymi profesjonalistami, proszę Cię jako prefekta, abyś poświęcił swoje osobiste zaangażowanie bardziej bezpośrednio głównemu celowi Dykasterii, jakim jest «strzeżenie wiary»”.

Tymczasem w różnych katolickich mediach na całym świecie przypomniano w ostatnich dniach, że w 2019 r. abp Fernández wystąpił zdecydowanie z publiczną obroną ks. Eduardo Lorenzo z archidiecezji La Plata, który został oskarżony o czyny pedofilskie. Na oficjalnej, archidiecezjalnej stronie internetowej opublikowano list tego duchownego, w którym odrzucał on wszelkie wysuwane przeciw niemu zarzuty. W ciągu kolejnych miesięcy 2019 r. do miejscowej kurii i mediów zwracały się jednak kolejne osoby, które mówiły o swoich skrzywdzeniu przez Lorenza.

Mimo to abp Fernández konsekwentnie bronił kapłana, uznając oskarżenia za pomówienia. Nawet wtedy, gdy Lorenzowi wytoczono proces cywilny, arcypasterz La Platy udał się do parafii, w której pracował podejrzewany o czyny pedofilskie ksiądz, by razem z nim wspólnie odprawić Mszę świętą i publicznie okazać mu wsparcie. Lorenzo został zawieszony przez Fernándeza dopiero pod silnym naciskiem opinii publicznej w Argentynie w październiku 2019 r.

Abp Fernández mówi nie tylko o dopuszczalności do sakramentów osób rozwiedzionych, ale podkreśla, że nie wszystkie relacje seksualne w konkubinatach nieposiadających żadnego formalnego statusu muszą być z definicji uznawane za grzeszne

Sebastian Duda

Udostępnij tekst

Gdy dwa miesiące później wydano nakaz aresztowania księdza, ten popełnił samobójstwo. Po tym wydarzeniu arcybiskup La Platy wydał oświadczenie, w którym zaznaczył, że śmierć księdza nastąpiła „po długich miesiącach ogromnego napięcia i cierpienia”. Dodał też, że pamięta w modlitwie o tych, którzy „mogli poczuć się urażeni lub dotknięci” zarzutami wobec zmarłego tragicznie duchownego. Nie uznano tego w Argentynie za wystarczający wyraz wsparcia dla osób skrzywdzonych.

Jaka zmiana w Kościele?

Być może to właśnie ten publiczny skandal sprawił, że abp Fernández początkowo poprosił Franciszka, by na urząd prefekta Dykasterii ds. Nauki Wiary powołać inną osobę. Mimo to papież raz jeszcze po miesiącu stanowczo wystąpił z zaproszeniem do objęcia tego watykańskiego stanowiska przez swego współpracownika z La Platy.

Przeważyła najwyraźniej linia argumentacyjna samego Franciszka, którą znaleźć można w jego ogłaszającym powołanie na urząd Fernándeza liście: „Pełniłeś funkcję dziekana Wydziału Teologicznego w Buenos Aires, przewodniczącego Argentyńskiego Towarzystwa Teologicznego i przewodniczącego Komisji Wiary i Kultury Episkopatu Argentyny. We wszystkich przypadkach zostałeś wybrany przez równych tobie, którzy w ten sposób docenili twój charyzmat teologiczny. Jako rektor Papieskiego Uniwersytetu Katolickiego w Argentynie zachęcałeś do zdrowej integracji wiedzy. Z drugiej strony byłeś proboszczem parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus i do tej pory arcybiskupem La Platy, i tam wiedziałeś, jak wprowadzić wiedzę teologiczną w dialog z życiem świętego Ludu Bożego”.

Pytanie, czy są to jednak rzeczywiście kwalifikacje wystarczające dla tych, którzy uznają poglądy abp. Fernándeza za kontrowersyjne lub nawet – tak jest w przypadku kard. Müllera – za heretyckie. Nowy prefekt Dykasterii do spraw Nauki Wiary uważa bowiem np., że papiestwo nie musi być związane koniecznie z urzędem biskupa Rzymu (choć z rezerwą traktuje niemiecką Drogę Synodalną, sugerując przy tym jednocześnie, że nawet jako ruch heretycki może stać się ona zaczynem „nowych, dobrych zmian w Kościele”).

Wesprzyj Więź

Fernández mówi też nie tylko o dopuszczalności do sakramentów osób rozwiedzionych, ale podkreśla, że nie wszystkie relacje seksualne w konkubinatach nieposiadających żadnego formalnego statusu muszą być z definicji uznawane za grzeszne. Sprzeciwia się, co prawda, konceptowi małżeństw jednopłciowych, ale opowiada się też zdecydowanie za błogosławieniem (bez wagi sakramentalnej) osób homoseksualnych pozostających w trwałych i wiernych związkach.

Czy takie poglądy może głosić jako watykański „strażnik Tradycji i doktryny” hierarcha, którego oskarża się o obronę kapłana krzywdziciela i brak współczucia dla skrzywdzonych? Franciszek, jak widać, podejmując decyzję o nominacji abp. Fernándeza, nie ma wątpliwości w tym względzie. Żyjemy w ciekawych czasach…

Przeczytaj także: Abp Fernández: Nie możemy być spokojni, czekając biernie w naszych świątyniach

Podziel się

2
3
Wiadomość

Bez przesady. Ludzie w potrzebie zmian wielowiekowego status quo mordowali, podpalali, siali spustoszenie. W tym samym czasie tworzyli pomniki historii i fundamenty nowych praw. Rocznicę jednej z takich rewolucji świat będzie celebrował za kilka dni. Czymż w tej perpektywie jest nominacja? Co ma wspólnego z Pana wiarą? Kto poza Panem jest strażnikiem Pana wiary?

Janio za dużo znam osób w pokręconych związkach, które zapłaciły za mało.
Za dużo jest uczciwych osób, które zostały zdradzone.
Punkt dla Ciebie. Nigdy bym tego nie zrównała.
Kurski to słaby przykład.
Dymer – Kadziński.

Tragiczne jest NIE dopuszczanie rozwiedzionych do komunii. Jest to jeden z większych absurdów, gdy ktoś, kto co piątek podrywa inną dziewczynę, a w sobotę żałuje i idzie do spowiedzi jest w lepszej sytuacji, niż ktoś, kto popełnił kiedyś błąd, a teraz ma nową szczęśliwą rodzinę.

Tragiczne jest to, ze ludzie nie dorastaja do wolnosci i ponoszenia konsekwencji swoich wyborow, zwalajac wine na innych.

Do Adrian.
Jest wiele sytuacji bardziej złożonych. Nie każdy rozwodzi się z fanaberii.
Są żony zdradzone, od których mąż odchodzi z inną,
a kobieta zostaje sama z dziećmi.
Poznaje ta kobieta czasem kogoś nawet stanu wolnego i zaczynają tworzyć nowy szczęśliwy związek. Bez unieważnienia małżeństwa żyją w grzechu.
A jak już seks to w ogóle zgorszenie. Unieważnienie czasem słono kosztuje.
Nie wymyślam tego przykładu na potrzeby komentarza i racji. Znam takie historie.
Zatem to tak tragiczne – jak obrona pedofila ??? Rozeznać ich sytuację?
Serio?

Dziękuję za nominację, ale wolę pozostać białym królikiem;)

Jeżeli ksiądz oskarżony o pedofilię był zdaniem arcybiskupa niewinny, to ugięcie się pod presją by go zawiesić wystawia złe świadectwo. Jeżeli był winny, arcybiskup powinien rozliczyć się z jego długiego chronienia. Brak przyznania się do któregokolwiek błędu też jest słabe. Wiem, że to trudne, bo zaraz adwersarze rzucą się do potępień, ale jest to słabe.

Uważam, że przeciwnie. Pokazuje to, że prywatne przekonania o niewinności nie przeważyły nad obowiązkiem.

Zgodzę się natomiast, że brak przyznania się do błędu jest “słaby”, ale niestety mówimy o środowisku wyższego duchowieństwa, gdzie przyznawanie się do błędu niemal nie istnieje.