Targi

Wiosna 2024, nr 1

Zamów

„Dzieje Świętej Rusi” prowadzą do jednego wniosku: czas przejrzeć na oczy

Fragment „Dziejów Świętej Rusi”. Fot. Materiały prasowe

Gustav Doré w późniejszych latach życia nie przyznawał się do tej książki, wręcz się jej wstydził. A jednak jako czytelnik jestem mu za nią wdzięczny.

Powszechnie uznaje się go za prekursora historii obrazkowych, tuż obok dokonań Rudolphe’a Töpffera oraz Wilhelma Buscha. Znamy go z mistrzowskich ilustracji biblijnych oraz ponadczasowych interpretacji kręgów piekielnych „Boskiej komedii” Dantego. Gustav Doré, bo o nim mowa, to samouk i geniusz.

Wesprzyj Więź.pl

W rok po rozpoczęciu wojny krymskiej (1853-56) młody Doré rozpoczął prace nad wizualną narracją o nietypowym na swe czasy rozmiarze, której pełen tytuł brzmi: „Dzieje Świętej Rusi malownicze, dramatyczne i karykaturalne, na podstawie tekstów kronikarzy i historyków Nestora, Sylvestre’a, Karamzina, Segura etc. w rysunkach 500 z komentarzami”. To satyryczny obraz burzliwych wydarzeń konfliktu, w którym Francuzi i Anglicy wspierali Turków w starciu z Rosjanami.

Pierwsze zabawy z czytelnikiem

„Dzieje Świętej Rusi” są pod względem historycznym klasykiem, wywierającym olbrzymi wpływ na rozwój graficznej narracji oraz symbiozy słowa i obrazu, znanej dziś jako komiks. Choć nie można tutaj mówić o nim per excellence, bardziej o wizualnym poemacie (poemiksie?) dygresyjnym, to właśnie Doré – mimo fiaska finansowego i znikomej popularności w momencie premiery – zaproponował w swojej publikacji rytm prowadzenia fabuły poprzez powtórzenia.

Ten francuski rysownik z XIX wieku wpadł na pomysł wysmakowanej gry intelektualnej zakrapianej szyderstwem. Polegała ona na obnażaniu obłudy napuszonego tekstu poprzez skonfrontowanie go z ponurą, groteskową i bezwzględną satyrą rysunku

Michał Chudoliński

Udostępnij tekst

To także ten francuski rysownik z XIX wieku wpadł na pomysł wysmakowanej gry intelektualnej zakrapianej szyderstwem. Polegała ona na obnażaniu obłudy napuszonego tekstu (w tym przypadku kronikarzy dziejów Rosji) poprzez skonfrontowanie go z ponurą, groteskową i bezwzględną satyrą rysunku, dobitnie podkreślającą nonsens dyskursu historycznego anonsującego potęgę Rosji. W rezultacie otrzymujemy obraz bestialstwa rosyjskich obyczajów podobny do tego, który opisywał Astolphe-Louis-Léonor de Custine w swoich ponadczasowych „Listach z Rosji. Rosja w 1839 roku”.

Może nawet książka Doré’a jest bardziej dobitna. Otrzymujemy w niej pierwszą, z prawdziwego zdarzenia, zabawę autora z czytelnikiem na poziomie meta. Mowa tutaj o pojawieniu się narratora (autora) i jego ołówka jako bohatera w momencie niemożności przedstawiania orgii za czasów carycy Katarzyny II (takie przedstawienie mogłoby poskutkować pozwem o szerzenie pornografii).

Co robi nasz grafik? Konflikt pomiędzy autorem, który ma wizję, a wydawcą, który dba o swoje interesy, rozwiązuje poprzez… zakrycie ciała carycy ogromnym listkiem figowym. Jak widać opowieść zawsze okazuje się konsekwencją kompromisu autora z rzeczywistością, jakakolwiek by ona nie była. Pomysł Doré’a stanie się zresztą potem inspiracją dla twórców postmodernistycznych, zderzających komiksowych bohaterów z tzw. czwartą ścianą.

Pewna manipulacja

Czytane dzisiaj „Dzieje Świętej Rusi” odnoszą się do ideowości medium jako takiego. Prawda jest taka, że uwielbiamy czytać to, z czym się zgadzamy. W tym sensie rozumiem podejście wydawnictwa „słowo/obraz terytoria”, które zdecydowało wznowić nakład omawianego protokomiksu akurat teraz. Czytelnicy może sięgną po opis rosyjskiej spirali przemocy, skoro śledzą brutalne działania rosyjskich wojsk w Ukrainie…

Dzieje Świętej Rusi
Gustave Doré, „Dzieje świętej Rusi”, przekład: Józef Waczków, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2022

A mimo to w trakcie czytania Doré’a nie mogę oprzeć się wrażeniu, że obcuję z pewną manipulacją. Co gorsza, nie jest ona winą samego autora. „Dzieje Świętej Rusi” powstały przecież w duchu otwartej agitacji politycznej i antyrosyjskiej propagandy, której intencją była walka z potencjalnymi nastrojami rewolucyjnymi w XIX-wiecznej Francji. Walki zabarwionej trwogą przed wylaniem się „ruskich standardów” na całą Europę.

Czemu się zatem czepiam? Czytając, po prostu nie mogę zapomnieć słów prezydenta Emmanuela Macrona, rzucającego hasło o „gwarancjach bezpieczeństwa dla Federacji Rosyjskiej w razie konstruowania ewentualnego pokoju z Ukrainą”. Okazuje się, że realna polityka to nie szydzenie, a pragmatyzm. W jej obliczu jesteśmy jako Polska między młotem a kowadłem. Nasza podmiotowość wobec gwarancji gospodarczych dla Francji czy Niemiec może się okazać mocno dyskusyjna…

W tym kontekście patrzę na Gustava Doré’a jak na Panglossa, pojawiającego się w „Kandydzie” Woltera. Jego zacietrzewienie intelektualne, jakkolwiek słuszne, nie pozwala mu klarownie spoglądać na świat. Krytykuje Rosję, gdy jest mu to na rękę. Ale czy gdyby wtedy, w XIX wieku, sytuacja geopolityczna wyglądałaby inaczej, byłby równie oburzony? Widać też, że oburzenie pisarza i jemu podobnych nie przełożyło się na działania rządzących nad Sekwaną…

Warto poza tym wiedzieć, że sam autor „Dziejów Świętej Rusi” w późniejszych latach życia nie przyznawał się do tej książki, a wręcz się jej wstydził. A jednak jestem jako czytelnik mu wdzięczny. Publikacja ta bowiem pozwala nam, Polakom i mieszkańcom Europy Wschodniej, raz jeszcze przejrzeć na oczy. Może warto byłoby w końcu kierować się większym politycznym realizmem? Powalczyć o bycie podmiotem, a niekoniecznie przedmiotem zawirowań historycznych?

Wesprzyj Więź

Podobne pytania od dekad pozostają niepodjęte. A szkoda: przeciwnik wykorzystuje to z lubieżnością.

Korzystałem z książek: prof. Jerzy Szyłak, „Cos więcej czegoś mniej. Poszukiwania formuły powieści graficznej w komiksie 1832-2015”, Poznań 2016; S. J. Konefał (red.), „Powieści graficzne. Leksykon”, Warszawa 2015; Agata Stolarz, „Gustave’a Doré Dzieje Świętej Rusi, czyli o francuskim obrazie Rosji w czasie wojny krymskie”, Lublin 2013; Paul Gravett (red.), „1001 Comics You Must Read Before You Die: The Ultimate Guide to Comic Books, Graphic Novels, and Manga”, Londyn 2011; Prof. Jerzy Szyłak, „Komiks: Świat przerysowany”, Gdańsk 2009

Przeczytaj też: Komiks: bękart sztuki czy nowa łacina przyszłego świata?

Podziel się

3
Wiadomość