Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Dlaczego nagle zniknął proboszcz?

Parafia Rzymskokatolicka p.w. Matki Bożej Królowej Polski Otwock-Kresy / YouTube

Pod adresem wieloletniego proboszcza z Otwocka padły bardzo poważne oskarżenia dotyczące wykorzystywania seksualnego osoby poniżej lat 15. Trwa wyjaśniające śledztwo prokuratorskie i postępowanie kanoniczne.

Od początku października 2022 r. mieszkańcy parafii Matki Bożej Królowej Polski w Otwocku (dzielnica Kresy) zachodzą w głowę, co stało się z ich proboszczem. W wieku 72 lat nagle, z dnia na dzień, wyprowadził się z parafii. A spędził tam jako proboszcz ponad 10 lat. Miał swoje zalety, miał wady – ale zniknąć tak nagle, w środku tygodnia, bez żadnego pożegnania?

Ks. Jan Ś. był znany zwłaszcza ze swojej działalności artystycznej. Od wielu lat organizował festiwale pieśni i piosenki religijnej. Sam komponował i aranżował utwory. Tworzył zespoły muzyczne w kolejnych parafiach. Koncertował z nimi także za granicą, zwłaszcza dla Polonii amerykańskiej.

Wesprzyj Więź.pl

Czy jest możliwe, że parafianie usłyszą kiedyś w takich sytuacjach od biskupa proste ludzkie stwierdzenie: „Zależy nam na ustaleniu prawdy, nie przesądzamy o winie. Jeśli jednak ktokolwiek był przez tego księdza skrzywdzony, niech tego nie ukrywa, lecz zgłosi to odpowiednim instytucjom”?

Zbigniew Nosowski

Udostępnij tekst

Za tę aktywność otrzymał Brązowy Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” przyznawany przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego. „Proboszcz na medal!” – pisała lokalna prasa. Na początku marca 2022 r., tuż po rosyjskiej agresji, ks. Jan w pięknym geście przyjął na swoją plebanię grupę kilkunastu osób uciekających przed wojną z Ukrainy: kobiety i dzieci.

Nie był taki święty

Ale pół roku później, 4 października 2022 r., nieoczekiwanie zniknął. Nazajutrz biskup posłał do parafii innego księdza na jego miejsce – ale tylko jako administratora. A to oznacza, że poprzednik został jedynie zawieszony w pełnieniu funkcji proboszcza. Co prawda, taka sytuacja może trwać nawet latami, ale oznacza to, że formalnie ks. Jan Ś. z urzędu proboszcza odwołany nie został – choć kto inny przejął jego obowiązki.

W parafii odczytano jedynie suchą informację o odejściu proboszcza i powołaniu administratora. Niczego więcej nie wyjaśniono. Mieszkając w tym samym mieście, choć w innej jego części, wielokrotnie spotykałem się z pytaniami parafian z Kresów, czy wiem cokolwiek o przyczynach zniknięcia ich proboszcza. Długo nic nie wiedziałem. Równie często spotykałem się z rozmaitymi próbami wyjaśnienia tej sytuacji, a także – czemu trudno się dziwić – z przeróżnymi plotkami.

Parafianom szybko zaczęło się przypominać, że proboszcz „nie był taki święty”: tajemnicą poliszynela była jego bliska relacja z kobietą spoza parafii, z którą od lat współpracuje muzycznie. Trudno jednak sobie wyobrazić, żeby akurat to była przyczyna tak nagłej i stanowczej reakcji bp. Romualda Kamińskiego. Zwłaszcza że ks. Jan wielokrotnie afiszował się dobrymi relacjami z biskupem – są niemal rówieśnikami (obecny biskup jest nawet 5 lat młodszym kolegą ks. Ś. z seminarium warszawskiego). Ponadto bp Kamiński ma sentyment do tej otwockiej parafii, bo był w niej wikariuszem w latach 1981–1983 (to zresztą jedyne jego bezpośrednie doświadczenie duszpasterskie; później pełnił w Kościele tylko różne funkcje urzędnicze).

Czyżby więc mogło chodzić o coś dużo poważniejszego? Ci nieliczni, którzy wiedzą – nie chcą otwarcie mówić, a czasem po prostu nie mogą nic powiedzieć, bo są związani tajemnicą zawodową. Sporo jednak udało się już ustalić.

Bardzo poważne oskarżenia

Decyzja biskupa zapadła tak nagle, ponieważ pod adresem ks. Jana Ś. padły bardzo poważne oskarżenia dotyczące wykorzystywania seksualnego osoby poniżej lat 15. Sprawa została zgłoszona i do kurii, i do prokuratury. Trwa wyjaśniające śledztwo prokuratorskie i postępowanie kanoniczne.

Z prośbą o informacje o stanie sprawy i podejmowanych działaniach zwróciłem się do Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga i do Kurii Warszawsko-Praskiej. Z obu miejsc otrzymałem uprzejme odpowiedzi potwierdzająco-odmowne.

Rzeczniczka prasowa warszawsko-praskiej prokuratury Katarzyna Skrzeczkowska stwierdziła jedynie, że w tym przypadku „trwa gromadzenie materiału dowodowego i na tym etapie postępowania nie udzielamy szczegółowych informacji na temat poczynionych ustaleń. Śledztwo toczy się w sprawie”.

Nieco więcej dowiedziałem się od dyrektora Biura Prasowego Diecezji Warszawsko-Praskiej Jakuba Troszyńskiego. Stan postępowania kanonicznego przedstawił następująco: „W sprawie dotyczącej ks. Jana Ś. zostało zakończone wstępne dochodzenie kanoniczne. Kuria zgromadzoną dokumentację przekazała Stolicy Apostolskiej, która będzie podejmować dalsze decyzje”. Oznacza to, że wstępne dochodzenie kanoniczne (upraszczając: odpowiednik postępowania wyjaśniającego w prokuraturze) zostało przeprowadzone bardzo szybko – można więc wnioskować, że zebrany materiał nie pozostawiał wątpliwości co do wiarygodności pojawiających się zarzutów.

Dyr. Troszyński dodał: „Jednocześnie trwa postępowanie wyjaśniające prowadzone przez organy państwowe. Udzielenie jakichkolwiek informacji w tej sprawie naruszyłoby art. 23 kodeksu cywilnego, w związku z art. 241 kodeksu karnego oraz kan. 220 kodeksu prawa kanonicznego”. Przywoływane przepisy dotyczą możliwości naruszenia dóbr osobistych, tajemnicy postępowania przygotowawczego oraz dobrego imienia lub intymności osoby.

Co wiadomo z innych źródeł

Trzeba było zatem sięgnąć do innych wiarygodnych źródeł, których nie mogę tu przywoływać imiennie. Udało się ustalić, że z całą pewnością 7 października 2022 r. przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga zostało wszczęte śledztwo w sprawie czynności ks. Jana Ś. wobec osoby niepełnoletniej.

Skoro trwa obecnie postępowanie wyjaśniające – prowadzone „w sprawie”, a nie „przeciwko” osobie podejrzanej – to znaczy, że przesłuchiwani są świadkowie, a duchownemu nie przedstawiono jeszcze formalnie zarzutów. Pozostaje on na wolności.

Wedle moich źródeł ks. Ś. otrzymał od biskupa nakaz przebywania w domu księży emerytów. Duchowny jednak nie przestrzega tego polecenia, mieszkając w domu rodzinnym swojej przyjaciółki, położonym na terenie innej diecezji. Kuria nie egzekwuje wykonania swego nakazu.

Takie podejście władz diecezji warszawsko-praskiej do nałożonych sankcji zgodne jest z postępowaniem w innej sprawie opisywanej na tych łamach. Skazany prawomocnie za pedofilię ks. Grzegorz K. – choć formalnie otrzymał od biskupa polecenie zamieszkania w klasztorze zamkniętym – przez kilka lat mieszkał jednak bezkarnie u znajomych we wsi leżącej na terenie parafii, w której wcześniej jako proboszcz rozpijał i molestował ministrantów (zob. „Papierowy klasztor, papierowy kurator?”). 

„Więzi” udało się też ustalić, jakie artykuły i paragrafy kodeksu karnego bierze pod uwagę prokuratura w sprawie ks. Jana Ś. Otóż śledczy weryfikują obecnie, czy zostały przez niego popełnione czyny z art. 200 par. 1 kodeksu karnego oraz z art. 199 par. 3 kodeksu karnego. Pierwszy z tych przepisów dotyczy obcowania płciowego lub innych czynności seksualnych wobec osoby małoletniej poniżej lat 15. Drugi natomiast – seksualnego wykorzystania osoby małoletniej z nadużyciem zaufania lub w zamian za korzyść (majątkową lub osobistą) albo jej obietnicę.

Chodzi więc o czyny potencjalnie zagrożone wysokimi karami więzienia, jeśli podejrzenia się potwierdzą, a wiek osoby pokrzywdzonej nie przekroczy bariery przedawnienia. Ponieważ śledztwo prokuratorskie trwa, a jego przebieg objęty jest tajemnicą, nie sposób na razie powiedzieć, ilu świadków przesłuchano, ile osób mogło być skrzywdzonych, o jakich czynach mówią świadkowie i gdzie mogły one mieć miejsce. Wedle źródeł dostępnych „Więzi” może tu chodzić m.in. o powtarzalne czynności seksualne podejmowane wobec osoby poniżej 10 roku życia, z wykorzystaniem silnej zależności emocjonalnej i obiecywaniem różnych korzyści.

Czy parafianie się czegoś dowiedzą?

Udało się też ustalić, że – co bardzo ciekawe – prokuratura najprawdopodobniej otrzymała w tej sprawie zgłoszenia z trzech źródeł: bezpośrednio od wykorzystanej kobiety, ale także z kurii warszawsko-praskiej (do której pierwsze informacje dotarły, jeszcze zanim osobiście zgłosiła się tam osoba pokrzywdzona) i od prezydenta Otwocka (z którym też spotkała się skrzywdzona kobieta).

Chciałem porozmawiać na ten temat z prezydentem miasta Jarosławem Margielskim. Obywatelskie zachowanie samorządowca było w tym przypadku wzorcowe – powiadomienie organów ścigania jest wszak obowiązkiem prawnym każdej osoby, która posiada wiarygodną wiadomość o dokonaniu przestępstwa tej rangi. Sprawa jest ważna również dlatego, że sam Margielski związany jest z parafią na otwockich Kresach i organizował tam niektóre wydarzenia religijno-patriotyczne. Prezydent Otwocka stanowczo jednak odmówił rozmowy w tej sprawie, wyjaśniając, że ma zasadę, iż nie ujawnia treści rozmów z mieszkańcami.

Zanim ks. Jan Ś. w 2012 r. trafił do Otwocka, był przez 16 lat proboszczem parafii św. Faustyny w Helenowie. Wcześniej jako wikary pracował w różnych parafiach archidiecezji warszawskiej i (po podziale) diecezji warszawsko-praskiej.

Z dwóch niezależnych od siebie źródeł dowiedziałem się, że do specyficznych cech zachowania ks. Jana należą wulgarne dowcipy. Według moich rozmówców jego prostacki humor w odniesieniu do kobiet zawsze miał podtekst seksualny.  

Udało się także odnaleźć duchownego, który poznał ks. Jana wiele lat temu. Ksiądz ten stanowczo prosi o zachowanie anonimowości. Pamięta, że od swojego mądrego proboszcza usłyszał przed laty, iż na Janka trzeba uważać, bo jeszcze mogą z nim być kłopoty. Ówczesna rozmowa nie była jednak konkretna – pojawiło się jedynie ogólne stwierdzenie w rodzaju „ma lepkie ręce do młodych kobiet”. Ani wtedy, ani później mój rozmówca nie spotkał się jednak z żadnymi informacjami mogącymi wskazywać na czynności seksualne ks. Jana Ś. pod adresem osób niepełnoletnich.

Kuria Warszawsko-Praska otrzymała moje pytania dotyczące ewentualnych podejrzeń z przeszłości. Pytałem też o sankcje, jakie aktualnie nałożył biskup na księdza Ś., ich okres obowiązywania i kilka innych kwestii, które nie są objęte tajemnicą postępowania przygotowawczego w prokuraturze. Dyr. Troszyński ponownie jednak odmówił szczegółowych odpowiedzi, gdyż „nie da się stwierdzić, które informacje mogą wpłynąć na przebieg czynności podejmowanych przez prokuraturę”. Zapewnił również, że poinformuje mnie „o najważniejszych decyzjach administracyjnych władz kościelnych w tej sprawie tak szybko, jak będzie to możliwe”.

A kiedy czegoś więcej oficjalnie dowiedzą się parafianie z kościoła Matki Bożej Królowej Polski w Otwocku? Chyba nie powinni wierzyć coraz bardziej fantastycznym plotkom, które krążą po mieście? A może kiedyś trzeba będzie poinformować o czymś również parafian z Helenowa?

Wesprzyj Więź

Czy jest możliwe, że wierny lud Boży usłyszy kiedyś w takich sytuacjach od swoich pasterzy proste ludzkie stwierdzenie: „Pojawiły się poważne oskarżenia. Sprawdzamy je dokładnie. Jest nam bardzo przykro. Zależy nam na ustaleniu prawdy, nie przesądzamy o winie. Jeśli jednak ktokolwiek był przez tego księdza skrzywdzony, niech tego nie ukrywa, lecz zgłosi to odpowiednim instytucjom”?

PS. Podjęte próby kontaktu z ks. Janem Ś. były bezowocne.

Przeczytaj również: Bóg mówi przez kryzysy. Pytania na długą „wielką sobotę” Kościoła

Zranieni w Kościele

Podziel się

43
22
Wiadomość

Widziałem to już tyle razy, że przestało dziwić. Schemat ten sam, ksiądz z, dnia na dzień znika, pojawia się lakoniczny komunikat, że musiał pójść na urlop z powodów zdrowotnych i następnie wszyscy liczą, że sprawa rozejdzie się po kościach.

Podobna historia wydarzyła się w sąsiadującej z moją parafii. Ubiegłego roku wiosną, wieczorkiem przybył tam posłaniec biskupi, rano proboszcza już nie było. W niedzielę przywitano księdza tymczasowego administratora, który zarządził odmawianie różańca w intencji i tu dokładnie nie pamiętam jakiej, ale ładnie sformułowanej. Chodziło o pomodlenie się za znikniętego księdza oczywiście, o nadużyciach, ani ofiarach ewentualnych do dziś sza. Ludziska swoje już wiedzą, ale spuśćmy zasłonę milczenia, jak to ostatnio zasugerował mam premier najjaśniejszej. Bo i wiecie zawsze coś się dzieje gdzieś tam daleko, za górami, lasami. Niedaleko w kolejnej parafii znowu draka. Dwie mamy przychodzą na skargę do proboszcza, że niby ich córkom wikary pod spódniczki zagląda. proboszcz ostrożny, na własną rękę dochodzi prawdy. Mijają tygodnie a wikary dalej swoje i religię prowadzi jakby nigdy nic. Mamusie interweniują u dyrektora szkoły, ten w kuratorium, wikary znika a proboszcz pali głupa. Ot szara codzienność zwyczajne sprawy, a nasz krakowski metropolita biadoli w listach, że kobitki dzieciaków nie chcą rodzić i to jest problem. Oczywiści problem z biadoleniem i dzieciakami, jakby ktoś dociekał.

Ksiądz Michał G. pracował w Danii. W 2016 r. rozeszły się plotki, że podgląda dziewczęta z katolickiej szkoły. Placówka zgłosiła sprawę na policję jako przypadek molestowania. Dwa lata później ksiądz został ukarany łącznie za cztery podobne czyny. Tu, podobnie jak w przypadku ks. Radosława, sąd również był łagodny i ukarał duchownego jedynie grzywną.

Tuż po tym wydarzeniu ksiądz został przeniesiony do Polski. W 2022 r., jak donosi frontstory.pl, awansował i został dyrektorem Europejskiego Centrum Komunikacji i Kultury w podwarszawskiej Falenicy.