Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Nowa książka Hitlera po polsku, czyli ekstremizm pod płaszczykiem wolności

Wyzwolony przez armię amerykańską więzień KL Buchenwald wskazuje palcem esesmana z załogi obozu (1945). Fot. Wikimedia Commons

Niektóre tzw. środowiska wolnościowe celowo zmieniają znaczenie słów, szerzą kulturę przemocy, a co najgorsze: wciągają w nią dzieci i młodzież. Choć dorobiły się swojej reprezentacji parlamentarnej i znacząco zwiększyły wpływy medialne, pozostają ekstremistyczne.

Co byście zrobili, drodzy czytelnicy i drogie czytelniczki, gdybyście trafili w internecie na stronę wydawnictwa, które chwali się publikacją książki Adolfa Hitlera? Jak zareagowalibyście na baner reklamowy takiej książki, który bezkrytycznie cytuje myśl nazistowskiego wodza i jednego z największych zbrodniarzy w dziejach? Czy nie chcielibyście po prostu sięgnąć po telefon i zadzwonić na policję?

Nikt nie uwierzy Panu Nikt

Sam musiałem się zmierzyć z takimi – i wieloma innymi – pytaniami, gdy znajomi podesłali mi link do strony internetowej pewnego wydawnictwa, którego siedziba znajduje się w Częstochowie. W jego logotypie umieszczono dom zbudowany z karabinów, korony oraz lilijki, co dla zaangażowanych w ruch harcerski może być szczególnie bolesne. Lilijka to symbol harcerski, który ma wskazywać właściwą drogę – jak azymut – co w zestawieniu z postacią Hitlera tworzy upiorne skojarzenia.

Najnowszy bestseller oficyny to książka określana mianem „historycznej”, której autorem jest twórca i dyktator III Rzeszy. Na banerze reklamowym widzimy okładkę publikacji z twarzą Hitlera oraz hasło promocyjne „Prywatne rozmowy Adolfa Hitlera”, a także cytat: „Nie wyobrażam sobie, że wszystko, co robię, stanowi mój oryginalny wynalazek. Ja po prostu bardzo dużo czytałem i wyciągnąłem wnioski z tego, co już się kiedyś zdarzyło. Kanclerz Niemiec, Adolf Hitler”.

Jeśli jako państwo nie potrafimy sobie radzić z ochroną najmłodszych przed tak ewidentnymi przypadkami, jak promocja twórczości Hitlera, to w jaki sposób uwrażliwimy ich na mniej oczywiste treści ksenofobiczne, z którymi na co dzień spotykają się w sieci?

Konrad Ciesiołkiewicz

Udostępnij tekst

Tytuł dostępny jest obecnie w przedsprzedaży. Z księgarni internetowej, za pośrednictwem której można kupić tę pozycję, dowiemy się również, że książka stanowi „zbiór nieoficjalnych wypowiedzi Adolfa Hitlera, które kierował on do ludzi ze swojego najbliższego otoczenia m.in. do sekretarek i najbliższych współpracowników”, oraz że publikacja „powstała z zapisu prywatnych rozmów Hitlera z lat 1941–1944. Rozmowy w Kwaterze Głównej zapisane zostały na polecenie Martina Bormanna przez jego adiutanta Heinricha Heima”.

Książkę wstępem opatrzył niejaki Pan Nikt – swoją drogą ciekawe, dlaczego ktoś ukrywa się pod takim pseudonimem – którego autograf otrzymają wszyscy zamawiający w przedsprzedaży. Z cytowanego fragmentu wstępu dowiadujemy się, że Hitler to „zaprzysięgły wróg Jezusa Chrystusa, Kościoła katolickiego, właściwie wszystkiego, co chrześcijańskie, zajadły wróg kleru”, a także „satanista”.

Jak czerpać pieniądze z europejskiej „IV Rzeszy”

Trudno nie odnieść wrażenia, że takie sformułowania są celowym myleniem tropu, by sugerować krytyczny charakter publikacji, a tym samym uchronić wydawcę od odpowiedzialności, szczególnie biorąc pod uwagę inne cytowane fragmenty wstępu do książki. Na przykład takie: „Adolf Hitler to ojciec polityczny i duchowy IV Rzeszy, tj. Unii Europejskiej. Socjalistycznego, antyludzkiego, antychrześcijańskiego konglomeratu zwasalizowanych państw pod przywództwem politycznym i biznesowym Berlina”. Albo takie, w których nazywa się Führera ojcem duchowym, „guru «nowoczesnej lewicy»”.

W tym kontekście warto postawić pytanie o źródła finansowania działalności oficyny. Na pewno nie domyśliliby się Państwo, że funkcjonuje ona dzięki… samej „IV Rzeszy”, a właściwie Europejskiemu Funduszowi Rozwoju Regionalnego, realizowanemu przez Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego.

Wydawnictwo przedstawia się jako „patriotyczne, katolickie, prawicowe”. Chociaż określenie „katolicki” pojawia się na stronie wielokrotnie, nie wspomniano, czy oficyna posiada opiekuna ze strony kurii. Z opisu historii wydawnictwa dowiadujemy się między innymi, że idea jego powstania narodziła się w 2016 roku, a podstawą ideologiczną była „synergia klasycznych, słowiańskich wartości: wolności, tradycji i religii katolickiej, które z upływem czasu coraz bardziej zanikają z polskiej sfery publicznej”.

Od momentu powstania oficyna znacznie się rozrosła i swoje działania opisuje już nie jako cichą rebelię jednego człowieka, teraz posiada „kilka magazynów, biuro i dedykowany dział filmowy”. Dalej czytamy o wartościach ważnych dla jego właścicieli: „to praca u źródła – bezpośrednia promocja i praca z ludźmi, których głosy niegdyś były ignorowane, a dziś uważane są za autorytety. To ciasno zgrany zespół, który dzień w dzień para się tym, by dać wam to, czego nie dadzą wam inni. Dlaczego? Bo możemy. To jest wolność”. Wśród partnerów firmy wymieniany jest m.in. rozpoznawalny polityk skrajnej prawicy, którego książki promowane są ramię w ramię z pozycją autorstwa Hitlera.

Dzieci i młodzież przedmiotem radykalizacji

Obok przywódcy nazistów i polityków skrajnej prawicy możemy trafić w internetowej księgarni na tytuły jawnie antysemickie, dla których stworzono specjalną kategorię sprzedażową pt. „Żydzi”. Jest więc pozycja sugerująca, że mordy rytualne nie są „sprzeczne z faktami”, inna z kolei książka podpowiada, że mogliśmy mieć z takim mordem do czynienia 7 czerwca 1945 roku w Rzeszowie.

Widać też inne propozycje typowe dla radykalnej prawicy: walczące z osobami LGBT+, a także propagujące dezinformację w sprawie pandemii. Oferta zawiera również tematykę religijną – publicystykę krytyczną wobec Kościoła i papiestwa ostatnich dekad, mszały, Pismo Święte, dewocjonalia. Uwagę przykuwa ponadto dział dla dzieci, w którym znaleźć można bajki, poezję, baśnie, gry i zabawy, kolorowanki i literaturę religijną.

Na stronie wydawnictwa, w zakładce opatrzonej tytułem „Bez cenzury!”, zamieszczono także informację o stworzeniu kilku specjalnych „miejsc do komunikowania się w sposób swobodny, z dala od politycznej poprawności”. Proponowane grupy i kanały znajdują się na Facebooku, Telegramie i BanBye.

To właśnie w sieci, a szczególnie w kanałach społecznościowych, najczęściej stykamy się z dezinformacją, manipulacją i przemocą. 95 proc. młodzieży deklaruje, że narracji przemocowych doświadcza przede wszystkim w internecie. O rosnącej skali mowy nienawiści w sieci czytamy w przygotowanym przez zespół Centrum Badań nad Uprzedzeniami raporcie „Mowa nienawiści, mowa pogardy”, który przed kilkoma laty był przedmiotem szerokiej dyskusji.

Nic dziwnego, że zjawiska dezinformacji i manipulacji uznawane są dzisiaj przez większość ekspertów ds. bezpieczeństwa za kluczowe. Z powodu naszego nieprzygotowania na nieuczciwe działania manipulatorów rośnie też w ostatnich latach skala radykalizacji prowadzącej do przemocy, na którą szczególnie podatne są dzieci i młodzież.

Wolnościowcy przeciwko wolności

W rekomendacjach Komitetu Praw Dziecka ONZ do Konwencji o Prawach Dziecka, której Polska jest sygnatariuszem, czytamy o powinnościach instytucji państwa, ale także przedsiębiorstw i organizacji. Zalicza się do nich między innymi przeciwdziałanie dyskryminacji, budowaniu fałszywych narracji, manipulacji w sieci i dezinformacji. Zachęca się do tworzenia systemu ochrony przed mową nienawiści, wszelkimi formami przemocy czy propagowaniem krzywdzących stereotypów.

Z kolei artykuł 256 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej wprost kryminalizuje propagowanie ideologii faszystowskiej, innych ideologii totalitarnych i nawoływanie do „nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość”.

Podcast dostępny także na Soundcloud i popularnych platformach

W tym kontekście chciałbym postawić kilka pytań.

1. Jak to się stało, że na tego rodzaju przedsięwzięcie przyznano środki publiczne, i czy którakolwiek z instytucji finansujących działania wydawnictwa kontrolowała je? A jeżeli tak, to czy kontrola obejmowała analizę treści zamieszczanych na firmowej stronie internetowej?

2. Czy zareagowały już z urzędu właściwe organy państwa – prokuratura i policja, a może interweniowały w tej sprawie instytucje wychowawcze, edukacyjne, zajmujące się prawami dziecka i prawami człowieka, w tym kuratorium oświaty, Rzecznik Praw Dziecka, Rzecznik Praw Obywatelskich? Może reagowały już jakieś organizacje pozarządowe? Zakładam, że w tej sprawie podejmowane były, lub są, działania, o których możemy nie wiedzieć.

3. Czy do działającej od 2016 roku „operacji”, którą twórcy ochrzcili mianem „katolickiej”, odnosił się już biskup i kuria w Częstochowie lub inne instytucje kościelne?

To oczywiście nie pierwszy i nie jedyny przypadek istnienia ośrodka radykalizacji, prowadzącego w moim przekonaniu groźną, cyniczną działalność. Tego typu środowiska, nawet jeśli na przestrzeni ostatnich lat dorobiły się swojej reprezentacji parlamentarnej, i znacząco zwiększyły wpływy medialne, pozostają ekstremistyczne. Celowo zmieniają znaczenie słów, szerzą kulturę przemocy, a co najgorsze: wciągają w nią dzieci i młodzież.

Wesprzyj Więź

Jeśli jako państwo nie potrafimy sobie radzić z ochroną najmłodszych przed tak ewidentnymi przypadkami, jak promocja wizerunku i twórczości Adolfa Hitlera, to w jaki sposób uwrażliwimy ich na mniej oczywiste treści ksenofobiczne i nienawistne, z jakimi na co dzień spotykają się w sieci? To pytanie – szczególnie aktualne w roku wyborczym, w którym kumuluje się zagrożenie dezinformacją – chodzi za mną od momentu poznania oferty częstochowskiego wydawnictwa.

I nie przekonuje mnie deklarowana postawa wolnościowa jego twórców. Mamy prawo do wolności od, a nie do – przemocy i totalitaryzmów.

Przeczytaj też: Niech żyje wojna!?

Podziel się

8
13
Wiadomość

~ Niektóre środowiska liberalno-lewicowe celowo zmieniają znaczenie słów, szerzą kulturę przemocy (cancel culture), a co najgorsze: wciągają w nią dzieci i młodzież. Choć dorobiły się swojej reprezentacji parlamentarnej i znacząco zwiększyły wpływy medialne, pozostają ekstremistyczne. ~

Myślę, że Autor byłby skuteczniejszy w pozyskaniu niektórych z nas, gdyby artykuł dotyczył ekstremizmów z obu stron “sceny” światopoglądowej. Ich metody są wspólne. Jej elementem jest, o czym Autor nie wspomina, że po wskazaniu ekstremisty (świra?) poszerzany jest zakres definicji ekstremizmu, by objęła głównonurtowych adwersarzy takiej manipulacji. Czasem wydaje się, że każda ze stron wyszukuje największych odlotowców z przeciwległego bieguna by przyklejać ich do wizerunku swoich adwersarzy, z których argumentacją trudno dać sobie radę w rzetelnej debacie. Obie strony tak czynią (patrz przykład nazywania Rafała Ziemkiewicza faszystą, a Adriana Zandberga bolszewikiem).

A czy Autor tak nie czyni? To, że ekstremiści nazywają się katolikami nie usprawiedliwia postawienia insynuacyjnego pytania o błogosławieństwo kurii częstochowskiej dla działalności wydawnictwa (Hitlera?). Więc dziękuję, nie przyłączam się do krucjaty przeciw propagowaniu wynurzeń Adolfa H. na warunkach Autora. A wystarczyłby jednej akapit, może nawet zdanie, że Autor dostrzega podobne zjawiska także po swojej stronie spektrum światopoglądowego. I zupełnie inaczej, z zaufaniem czytałoby się resztę.

Notabene, wydaje się, że celem wydawnictwa nie było propagowanie tych obłąkańczych wartości, tylko przyklejenie ich do Unii Europejskiej jako jej własnych. Tym niemniej, i tu zgadzam się z Autorem, de facto te obłąkańcze wartości wydawnictwo promuje, na dodatek prowadząc marketing tej książki w oparciu o markę “Hitler”. I na to publicznych środków być nie powinno. No, ale celem tego artykułu nie było chyba zjednoczenie wokół takiego skromnego celu jak największej grupy wsparcia.

Tekst wydaje mi się raczej dobrze skonstruowany. Zwróciłbym uwagę, że ścisłe powiązanie zdania o zmienianiu znaczenia słów, kulturze przemocy i wciąganiu dzieci i młodzieży ze środowiskami wolnościowymi występuje tylko w leadzie (nie wiemy, czy pochodzi on od Autora), w samym tekście rzecz jest bardziej zniuansowana i dająca się spokojnie zinterpretować, jak Państwo zauważają, jako krytyka wszelkich ekstremizmów, nie tylko „prawicowych” (choć przyznaję, uwagi o dorobieniu się reprezentacji politycznej nie da się chyba zrozumieć inaczej niż aluzji do Konfederacji). A że w tekście nie padają odwołania do podobnych zjawisk „po lewej stronie” – nie wydaje mi się raczej, żeby było to niewłaściwe. Ogólne stwierdzenie typu „skrajna lewica też tak robi”, byłoby gołosłowne (nawet jeśli zgodne z prawdą). Z kolei szukanie maksymalnie zbliżonego przykładu z „drugiej strony” (zbliżonego – a więc to musiałby być ktoś z publicznych pieniędzy promujący np. Stalina czy Mao) byłoby pożądane w jakimś większym artykule przekrojowym, ale to jest przecież ewidentnie tekst „interwencyjny”. Zapewne Autor (jak ja) nie ma w głowie takich przykładów, a do napisania powyższych akapitów sprowokowało go zaskoczenie i zasmucenie zetknięciem się z rzeczonym wydawnictwem – nie pisałby, gdyby uważał takie zjawiska za powszednie. Niemniej pomysł (Pana Piotra Ciompy) zasygnalizowania jednym zdaniem istnienia ekstremizmów „z drugiej strony” jest ciekawy. Ale czy tak faktycznie trzeba robić? Czy tekst byłby z takim zdaniem lepszy czy gorszy? Czy narzucanie sobie tego typu przymusu nie byłoby jakimś symetrystycznym wariantem jałowej „poprawności politycznej”? A może niejałowym, może to powinna być właśnie marka „Więzi”? Dużo otwartych pytań, dziękuję za sprowokowanie do refleksji. Szkoda tylko, że okazja nie cieszy. Pozdrawiam Autora i Komentujących!

Autor tekstu też “zmienia znaczenie słów”, bo mówiąc o szczególnej ochronie dzieci, tak naprawdę – co widać w całym tekście – chce zabronić dostępu do “radykalnych” publikacji ludziom dorosłym, którzy z własnej woli zadecydowaliby, czy sięgnąć po tego typu treści.

Kiedy czytam: “Adolf Hitler to ojciec polityczny i duchowy IV Rzeszy, tj. Unii Europejskiej” to z góry wiem, że będzie antysemicko. Wystarczy pochodzić po książkach owej księgarni dotyczących spraw żydowskich. Jednoznacznie nazistowskie, antysemickie poglądy. Wyłącznie. Nie wiem, czemu nie zajmuje się tym prokuratura.

Kupuję książki w tym wydawnictwie bo w nich można się doczytać prawdy . Do żadnych złych zachowań tam nie nawołują, mogą wyciągać samodzielnie wnioski. Przestańcie oczerniać wydawnictwo, nie chcemy waszych wypocin czytać.

Nie rozumiem całej powyzszej dyskusji i szukania najrozmaitszych wątków pobocznych oraz odcieni. Nie ma żadnych argumentów (poznawczych, historycznych, psychologicznych etc.) dla publikowania tekstów i wypowiedzi człowieka, odpowiedzialnego za śmierć milionów ludzi. Jeszcze nie tak dawno było to oczywiste i wszelkie rozstrząsanie możliwych za i przeciw publikacji było najzupełniej zbyteczne. Ale widzę, że tego typu etyczna wrażliwość zwolna odchodzi.