Lato 2022, nr 2

Zamów

Abp Ryś: Problemem nie jest religia w szkole, a brak katechezy przy parafii

Abp Grzegorz Ryś podczas zebrania episkopatu 6 czerwca 2022 r. w Zakopanem. Fot. episkopat.pl

Nie można przerzucać inicjacji do sakramentów na szkołę, bo to nie jest jej funkcja – mówi abp Grzegorz Ryś.

Katecheza była głównym tematem 392. zebrania plenarnego episkopatu w Zakopanem. O nauczaniu religii w szkole oraz katechezie prowadzonej przy parafiach biskupi dyskutowali podczas spotkań w grupach. – We wszystkich grupach była zgoda co do tego, że katecheza musi mieć miejsce we wspólnocie wiary – przekazał Katolickiej Agencji Informacyjnej abp Grzegorz Ryś.

Metropolita łódzki przypomniał, że lekcja religii nie jest tym samym, co katecheza. – Wśród biskupów panuje powszechna zgoda co do tego, że nie da się scedować inicjacji do sakramentów na szkołę, bo to nie jest jej funkcja – zapewnił.

Pytany o to, czy nie należałoby przywrócić znaczenia salkom parafialnym jako miejscom wprowadzania dzieci i młodzieży w tajniki wiary, abp Ryś odparł, że w tej chwili największym wyzwaniem nie są salki, lecz kadry i ich przygotowanie.

Odnosząc się do zjawiska rezygnacji części młodzieży z lekcji religii hierarcha stwierdził,  że udział w tych zajęciach jest „niewątpliwie jakimś znakiem przynależności do Kościoła”, ale młodzi podejmują nieraz decyzje bardzo szybko czy wręcz lekkomyślnie. Ponadto – jego zdaniem – wynikają one z wielu czynników, niekoniecznie z utraty wiary.

W ocenie metropolity łódzkiego niepokój mogą zaś wzbudzać spadki innych wskaźników, dotyczące zwłaszcza pokolenia 18-24-latków. Chodzi o liczbę dominicantes (uczestników niedzielnej Mszy św.), communicantes (przyjmujących w niedzielę Komunię św.) i tych, którzy się regularnie modlą. – Tu spadki są bardzo istotne, jeśli nie alarmujące – przyznał.

Zwrócił również uwagę, że sekularyzacja dokonuje się dziś najszybciej wśród osób pomiędzy 18 a 24 i 25-34 lata. Wyniki te – tłumaczył – diagnozują jakość szkolnej religii, tzn. pokazują, że wcale nie musi ona przekładać się na wiarę, pobożność, modlitwę. Jeśli – kontynuował – ta tendencja się utrzyma, wpłynie negatywnie na przekaz wiary następnemu pokoleniu: ludzie, którzy nie chodzą do kościoła z pewnością nie będą prowadzić do niego swoich dzieci. – To, co w Polsce było zawsze mocne – międzypokoleniowy przekaz wiary w rodzinie – dzisiaj jest bardzo poważnie zagrożone – zaznaczył metropolita Łodzi.

Przestrzegał ponadto, by dokonując bilansu obecności religii w szkole, nie kierować się wyłącznie frekwencją na tych lekcjach. Taki bilans powinien uwzględniać inne zjawiska: – Jeśli mówimy o wzrastających deklaracjach niewiary, o nietrwałości małżeństw, o braku przekazu wiary między pokoleniami, to mówimy tak naprawdę o ludziach, którzy przeszli katechezę w szkole – trwającą 12 lat, a czasami więcej. Dlatego dokonując bilansu dotychczasowej obecności religii w szkole można powiedzieć, że ona coś daje, ale jest wiele rzeczy, których dać po prostu nie może.

– Problemem nie jest religia w szkole. Problemem jest brak tego, co powinno być przy parafii – podkreślił hierarcha.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Zdaniem abp. Rysia potrzebne jest rozeznanie obecnej sytuacji społecznej i religijnej. – Najważniejszym słowem opisującym dzisiejszy świat jest „zmiana”. Upieranie się przy trwałości form jest średnim argumentem. Coś, co sprawdzało się kiedyś, nie musi sprawdzać się dzisiaj – mówił.

Przeczytaj też: Tłumów już nie będzie

KAI, DJ

Podziel się

17
2
Wiadomość

Komentarze (49)

Skoro uczniowie odchodzą z lekcji religii to dołóżmy im jeszcze więcej tych lekcji przy parafii nie rezygnując z tych, z których już zrezygnowali…..
Specyficzne myślenie podszyte strachem przed utrata pensji/emerytur państwowych.
Czy za lekcje w parafii zapłaci znów państwo? Kto będzie je prowadził skoro już dziś w wielu miejscach brakuje księży/zakonnic/katechetów do pracy w szkole? W czym takie lekcje przyparafialne będą się różnić, w czym będą lepsze od tych prowadzonych w szkołach? Cóż innego dadzą one dzieciom od tych pierwszych?
Taki pomysł miałby sens gdyby w szkole było religioznawstwo jako przedmiot niekonfesyjny, a wychowanie religijne byłoby w salce jako działanie wyłącznie kościelne.

@Marek2
„Taki pomysł miałby sens gdyby w szkole było religioznawstwo jako przedmiot niekonfesyjny, a wychowanie religijne byłoby w salce jako działanie wyłącznie kościelne.”

Słuszna uwaga.

Ach te rozważania i analizy. I te konferencje.
Dlaczego młodzież rezygnuje z lekcji religii, dlaczego nie ma powołań. Dlaczego to i tamto …
Nie ma obecnie wiele przekazu religijnego w rodzinach. Fakt. Praktyk.

Może wyjaśnię panom abp i bp.
Jeżeli wiarę w większości rodzin przekazuje kobieta, mama, babcia tzw. „kościół żeńsko-katolicki”-
to obecnie mocno się zastanowi taka mama zanim pośle dziecko na ministranta,
do oazy, czy duszpasterstwa. I na katechezę.

Może m.in. topornie idące rozliczanie się z skandali pedofilskich na to wpływa.
Nie wiem. Pomyślmy.
Bo fakt, molestowanie zdarza się nie tylko w instytucji KRK,
ale to jak KRK się z tego rozlicza powoduje podwójną krzywdę.
Raz sprawca, drugi raz instytucja.

A jak tam pan mecenas Markiewicz się czuje?

Ach ten strach przed utratą uprzywilejowanej pozycji… Ta symbioza KK i państwa polskiego jest nie do zniesienia. katechezy w szkole, pleban na uroczystościach szkolnych, rejestr ciąż, do czego jeszcze nas zmusi KK? I kiedy w końcu powiemy STOP? Kiedy w końcu czara się przeleje???

„Zdaniem abp. Rysia potrzebne jest rozeznanie obecnej sytuacji społecznej i religijnej.”
Szokujace zdanie! To biskupi jeszcze do dzis nie wiedzą cóz takiego sie wydarzyło? Nie było filmu TYLKO NIE MÓW NIKOMU? Nie było rezygnacji Roberta Fidury z pracy w zarządzie fundacji SW Józefa? Nie bylo procesu jednego z braci Pankowiak? Nie było tych pseudokar Watykanu na polskich biskupow? Dwa tygodnie temu przyłapano ksiedza, ktory wulgarne smsy wysyłał do 14 latka…. Abp. Rysiu co jeszcze musi sie stac abyscie przejrzeli na oczy! Abyscie wywalili biskupów przestępców, ktorzy są wsrod Was!! Chcecie religii w parafiach ale juz dzis nie ma dzieci i nastolatkow na Mszach Swietych! Nie widzicie tego? Az takie macie klapki na oczach? Rodzice nie puszczają synow do zakrystii bo boją sie iz tam bedzie nastepny Dymer lub inni , ktorzy mają cheć na dzieci! Brak rozliczenia ksiezy i biskupów to najwieksza wręcz zbrodnia episkopatu! Przez ten brak rozliczenia jest tak jak jest! Nie ma mlodziezy i nie bedzie! Dopóki nie bedzie Waszego staniecia w prawdzie! A tej prawdy nie ma! Nie rozliczacie Waszego episkopatu! Episkopat był w Zakopanym w ten weekend i co? Byli posród was biskupi przestepcy! I nikomu z Was ten fakt nie przeszkadza!!

@Tomasz
Pełna zgoda

„To biskupi jeszcze do dzis nie wiedzą cóz takiego sie wydarzyło? ”

„Udawanie Greka” wychodzi im najlepiej

Pełno ludzi rozmawia o tych sprawach w domach, na imprezach, w pracy, full ludzi o tym dyskutuje i są wkurzeni a biskupi nie wiedzą o co kaman…

Oni nie rozumieja tego co sie wydarzylo. Maja inna mentalnosc. Dla nicH popelniana zbrodnia nie jest przestepstwem lecz „slaboscia, tylko grzechem”. Nawet jak sie wyspowiadaja(swietokradzko zreszta) to i tak nie spelniaja warunkow prawdziwej spowiedzi bo nie ma zadoscuczynienia i pokuty!
Dla nich to tylko „stalo sie, trudno, zyjemy dalej”.

Biskupi dyskutowali w grupach o katechezie w szkole. Dobrze, ale dlaczego wcześniej nie przeprowadzili podobnych dyskusji w grupach z rozmaitych środowisk katolików? Może by się czegoś dowiedzieli. Przecież sakrament święceń nie oświeca w tym obszarze. Przed debatą episkopatu biskupi powinni wysłuchać wniosków do jakich doszli tradycjonaliści, oazowcy i inne ruchy odnowy, księża katecheci w różnych przekrojach – młodzi wikarzy, starsi stażem księża, siostry zakonne, grupa biskupów zasiadających we właściwej komisji, rodzice (grupa par małżeńskich, ale też osobno, ojcowie i mamy), młodzież, w tym grupa składająca się z tych, co zrezygnowali, ale nie odmówiliby refleksji. I dopiero po zebraniu wniosków, często zapewne sprzecznych, biskupi sami mogliby porozmawiać i suwerennie podjąć decyzję. To byłoby wspólnotowe zarządzanie Kościołem.

PS. Mogliby podjąć decyzję w swoim zamkniętym gronie, ale uzasadnić ex post przed ludem, dlaczego inne rozwiązania odrzucili. Wtedy czułbym się, że jestem przez biskupów szanowany. Ten tryb, w jakim rozmawiali o katechezie w Zakopanem może świadczyć, że księża biskupi niczego mądrego po swoich wiernych się nie spodziewają i sami wiedzą lepiej. Ale na razie jest coraz gorzej.

Właśnie przeczytałem, że ks.abp Jędraszewski oskarżył rodziców o niepowodzenia katechezy w szkole przez złe przygotowanie dzieci. Może to prawda, ale dopóki nie wysłucha się oskarżonych, nie wolno wydawać wyroków. Księże arcybiskupie, kiedy i gdzie wysłuchałeś rodziców? Uznali swoją wyłączną winę? Kim byli?

To dobry pomysł, konieczny byłby jednak specjalny fundusz na remont istniejących salek katechetycznych i zbudowanie nowych – wydaje mi się, że mogłoby to zostać sfinansowane z pieniędzy samorządów, o ile uznalibyśmy, że nauka w salkach to kontynuacja nauki w szkole. O dotacjach do nowych podręczników, wycieczek, sprzętu komputerowego nie ma sensu mówić, bo to oczywiste.

Dzis przebił wszystkich abp. Jędraszewski! Zapisujac zaslugi przyjecia przez Polakow ponad 3 milionow uchodzcow z Ukrainy wytęzonej, cięzkiej pracy duszpasterskiej……
T. Terlikowski : „Jednym słowem to, co dobre jest zasługą „wielkiej trudnej pracy duszpasterskiej”, a to, co złe to już odpowiedzialność świeckich. To bardzo wygodne podejście. Co złego to nie my, bo my – biskupi – jesteśmy świetni. Nieodpowiedzialni, niewystarczająco dobrzy są tylko świeccy”

„Zwrócił również uwagę, że sekularyzacja dokonuje się dziś najszybciej wśród osób pomiędzy 18 a 24 i 25-34 lata. Wyniki te – tłumaczył – diagnozują jakość szkolnej religii, tzn. pokazują, że wcale nie musi ona przekładać się na wiarę, pobożność, modlitwę. ”

Biskup sądzi, że religia w szkole „wcale nie musi się przekładać na wiarę, pobożność i modlitwę”…

Ależ drogi biskupie, napiszę wprost co sam obserwuję w dużym mieście:
Ona się właśnie „przekłada na wiarę, pobożność i modlitwę” tyle tylko, że odwrotnie niż by biskupi sobie życzyli – im więcej religii w szkole tym mniejsza pobożność.

Wprowadzając religię do szkół pomiędzy zwykłe przedmioty lata temu daliście piękny „prezent” Kościołowi – zrobiliście mu tym tzw. niedźwiedzią przysługę…

Panie Tomaszu i nie tylko. Pogadali jak w korporacji. O wynikach i ich braku. Bez wgłębiania się w sedno.
Ważne słowa Jakuba Pankowiaka, że on nie chce, by abp i bp płacili, bo się ich przymusi,
ale dlatego, że się poczuwają. Daleka droga.
Już ojciec Tarsycjusz mówił o tym, że inni żałują tego czy innego przeora, że zapłacił.
Boją się o te swoje/nieswoje złotówki. Tyle.
https://www.youtube.com/watch?v=Aq9BATvFwIQ 1 godzina. 17 minuta. Warto posłuchać.

O. Tarsycjusz to akurat mowi ze jak najbardziej odszkodowania sie nalezą mimo ze one nic nie zmienią . Ale to uderzenie po kieszeni odczują , tylko ze episkopat tego nie uczyni. Mimo ze tak sie dzieje w USA gdzie wyplacono juz 79mln dolarów odszkodowań i diecezje musialy swe ziemskie majatki sprzedać aby wyplacic te odszkodowania.

U nas – nierealne !

Panie Tomaszu, tak oczywiście ojciec Tarsycjusz mówił to z żalem, dodał, że zamiast żałować skrzywdzonych to ten i ów współczuje przeorowi czy innemu abp i bp, że wypłaca odszkodowania.
„z całej tej troski o dobro Kościoła, wynika coś, co mnie przeraża, to jest troska o finanse Kościoła”.
W nagraniu dokładnie 1 godz. 22 min.
Tak, przerażające i wybrzmiało to też w programie pani Moniki Białkowskiej– w tej rozmowie z Jakubem – jedna rzecz , w której polscy abp i bp są w 100% zgodni, nie tracić niepotrzebnie ani złotówki na odszkodowania, no chyba, że muszą. Wypłacać po kryjomu.
Więc katechezy też nie podarują. Będzie w szkole na ich zasadach i tyle.

Ech, byly nadzieje że abp Rys to nowa jakość.
Jak widać nie ma „dobrych biskupow”, są zwykli biskupi.

Pedofilia, romanse, pijaństwo, nieuctwo, politykowanie księży, gorszące wypowiedzi arcybiskupa = narastający brak zaufania do kleru i oskarżenie o obłudę = niechęć przystępowania do sakramentów = brak zaufania do 'wychowawców’ religijnych. Nikt nastolatka nie przywiezie na katechezę do parafii i on sam tam nie dotrze, jeśli uzna to za obciach lub wstyd intelektualny. Spadek na lekcjach religii jest tam, gdzie fatalna jej jakość. Nie ma reakcji biskupa na spadek, choć dokładnie w lokalizacjach spadkowych już dawno powinna zostać zaoferowana możliwość katechezy przy parafiach. Bez czekania na pieniądze.

No dobrze, ustaliliśmy już, że katecheza nie przekazuje wiary, a niektórym duchownym mogłoby się zdarzać mniej odchyleń od głoszonych zasad. Z pewnością te czynniki sprzyjają odejściom. Ale nie żyjmy w nieprawdzie, że te przyczyny są głównym powodem odchodzenia młodzieży i dorosłych od Kościoła. Ogromna większość odchodzących uważa, że Kościół nie daje im odpowiedzi jak żyć. I to nie musi być wina Kościoła. Nie powinien dostosowywać się do oczekiwań i opowiadać, co ludziom się podoba jak to planuje czynić Kościół niemiecki, tylko głosić jedyną prawdę, której nie głosi nikt inny, to jest przyjmowanie cierpienia jak Jezus Chrystus jako jedynej drogi zbawienia. To trudne, więc od kiedy Kościół stracił wsparcie nauki, kultury, państwa i spadła jego siła, chętnych jest mniej. Nie szkodzi, to nie musi być ostatnie słowo ani tych odchodzących, ani Boga.

Tu, w przypadku uczestnictwa w Kościele nie chodzi o materialne wsparcie. Dawno temu człowiek spoza Kościoła nie mógł normalnie funkcjonować w społeczeństwie także z uwagi na ograniczenia ustanawiane przez państwo, potem społeczeństwo. To minęło.

Tyle, że cierpienie nie ma sensu. Kiedyś, gdy cierpienie było wpisane w istnienie można było mu nadawać sens. Dziś jest ono zbyteczne. Bóle porodowe załatwia się zastrzykiem. Ucisk i „bat” pracodawcy, który kiedyś trzeba było dzielnie znosić załatwia się zmianą pracy i pozwem sądowym. Śmiertelność dzieci spadła, więc nie ma problemu z przeżywaniem śmierci dziecka jako zjawiska ogółu. A przy dojmującym smutku prędzej pomoże diagnoza i tabletki, niż ofiarowanie tego Chrystusowi. Nie ma dziś sensu cierpieć, chyba, że jako sztuka dla sztuki.

Życzę ludzkości stałego uwolnienia się od cierpienia, ale jednak pozostanę przy swoim. Po zażyciu tabletki przeciw cierpieniu potrzebna jest kolejna, silniejsza tabletka. Stajemy się inni, „ja” odchodzi. W dalekiej konsekwencji śmierć jest skuteczniejszym lekiem, dobrowolna lub niedobrowolna. Za horyzontem na tej drodze wyzwolenia od cierpienia jest nihilizm, którego Panu nie zarzucam, ale ostrzegam. Owszem, żaden z nas nie ma dowodu na swoją wiarę. Jeśli to Pan ma rację (a skąd pewność, że cierpienie, może w nowej postaci, już nie powróci z taką siłą jak było jeszcze relatywnie niedawno? przecież skala chorób psychicznych nie wiadomo dlaczego zastraszająco rośnie) to Kościół rzeczywiście ludzkości przestaje być potrzebny, gdyż w innych „aspektach” jest zastępowalny przez świeckie organizacje których tworzenia bez Kościoła społeczeństwo Zachodu już się nauczyło. Ale Kościół będzie istniał i czekał aż może znowu będzie ludzkości potrzebny, dopóki my żyjemy.

Może wróci, może nie wróci. Ale nie ma sensu, by wracało. Tyle, że bez cierpienia nie ma czego ofiarować Chrystusowi, więc i Chrystus przestaje być potrzebny. Jedynym wyjściem jest szukanie cierpienia na siłę, albo zmiana nauki i zastąpienie cierpienia czymś innym, co można „ofiarować Chrystusowi”. Ale znów jest to sztuka dla sztuki.
Co do „zastępowania” Kościoła, to każda świecka organizacja zrobi to lepiej. Kościół pomaga biednym, oferuje porady życiowe, czy małżeńskie, ale zawsze wypada gorzej, niż dowolny specjalista. Więc nie ta droga.

Co do nihilizmu, jest to „wygodny” zarzut, bo brzmi jak klątwa. „W nic nie wierzysz” brzmi jak „jesteś gorszy, kaleki”. Rozmawiałem niedawno na ten temat z grupą studentów. Ich niewiara nie jest nihilizmem. Jest brakiem strachu przed czymś takim jak Bóg. Nie widzą sensu wierzyć w Boga, bo boją się tego co będzie po śmierci. I nawet jak mówią, że po śmierci czeka ich „nic”, to na to „nic” patrzą z ciekawością. Może będzie to Bóg, może reinkarnacja, może inny wymiar, nie ma sensu szukać odpowiedzi, bo i tak nie sprawdzimy. I w tym ujęciu oferta Kościoła również nic nie znaczy, bo Kościół też nie wie co tam jest. Wierzy, że ma rację, ale tylko wierzy.

Żyjemy chyba w innych światach. Ja widzę cierpienia dużo. Modne jest maskowanie cierpienia, nie wypada cierpieć. Może dlatego Pan go nie dostrzega. Czy społeczeństwo bezreligijne lepiej funkcjonuje? To można dopiero ocenić po kilku pokoleniach. Prof.Barbara Stanosz, wypróbowana ateistka uczciwie zastanawiała się kiedyś na spotkaniu w Krytyce Politycznej, dlaczego wspólnoty religijne potrafiły przetrwać kryzysy, a niereligijne nie. Nie jest to dowód na istnienie Boga, ale to stawia znak zapytania przy Pana pewności, że Kościół społecznie już jest zbędny. Ja się tym nie martwię – więcej, widzę w tym szanse dla Kościoła. Nie stawiałem studentom zarzutu nihilizmu – nieładny chwyt przeciwstawienia moich poglądów osobom sympatycznym, pewnie moje poglądy są niesympatyczne. Ateizm nie musi być nihilistyczny – sam kiedyś byłem ateistą (i może jeszcze będę?), ale niektóre jego odmiany są, zwłaszcza te, które unieważniają cierpienie, bo to najskuteczniejsza tabletka/trucizna. Jeśli ktoś od Boga oczekuje oferty, to jej nie dostanie. Miłość nie pozyskuje oblubienic korzyściami. No, ale Kościół pozyskiwał – to prawda, i mam nadzieje, że do tego nie wróci nawet, gdy znowu to będzie skuteczna metoda duszpasterska. I najważniejsze – ja nie mam obaw o życie po śmierci moje i innych. Nikt mi niczym nie grozi. Może ono wyglądać niewyobrażalnie, ale wierzę, że moje wybory tu mają wpływ na to, jaki będę tam. To proste – wybory dziś kształtują mnie na jutro już tu, więc i tam też. Pozdrawiam,

„Zaden z nas nie ma dowodu na swoja wiare?” widze kompletny brAK WIARY. Wyjasnijmy sobie cos – wiara to doswiadczenie mocy Boga, dotkniecie tamtego swiata, dzialania jego. Czy to nie wystarczy?Tymbardziej ze to dopiero poczatek. Po tym dotknieciu Bog po czasie daje laske by w wierze trwac, zaczyna czlowieka prowadzic na drodze swiatla, dajac mu w tym nowe zycie, nowe serce, nowe czucie, nowe sumienie.,Wlewa w czlowieka swoja laske.
Co do kosciola – instytucja upadnie a kosciol wroci do podziemia, bedzie taki jaki byl na poczatku – przesladowal go bedzie antychryst polaczywszy wszystkie religie w jedno – zapanuje satanizm. Katolikow bedzie bardzo bardzo malo. Ale to beda prawdziwi wyznawcy Chrystusa.

Nie ma żadnego dowodu. Jest co najwyżej osobiste przeświadczenie, że to, co subiektywnie przeżywamy mogłoby być „doświadczeniem mocy Boga”. A nie na przykład własną projekcją oczekiwań. Tym bardziej, że odczucia mistyczne nie są unikalne dla chrześcijaństwa.

„Krzyż jest nie tylko znakiem cierpienia, jak rozumie większość ludzi.Krzyż jest przede wszystkim znakiem Miłości. Miłości tak wielkiej,że gotowej przyjąć śmierć fizyczną dla pełni życia w Miłości.
Ciężarem i dosłownym cierpieniem jest tylko krzyż odrzucany, przyjmowany z konieczności, z niechęcią i oporem. Bo przecież życie na ziemi zawsze jest wpisane w krzyż, ale od sposobu przyjęcia tego krzyża zależy, jaki on będzie: czy będzie tylko cierpieniem, czy przede wszystkim Miłością we Mnie.”

Panie Wojtku dzisiejszy świat jest pełen cierpienia. Nie ma go mniej niż dawniej. Jest inne. Problem, że kościół to stare kultywuje, a nie widzi nowego. Dlatego usilnie wpycha ludzi w cierpienie niepotrzebne.

Niestety, teza to nienowa, bo już lata temu głośno (co wtedy brzmiało odważnie) wypowiedział ją bp opolski Andrzej Czaja – i nic z tego nie wynikło. Teraz też nic z tego nie wyniknie. Bo jest już za późno. Too late. Po co więc głosić takie truizmy?

Nie tylko że za późno. Również dlatego, że nie jest to głos Centrum Kościoła w Polsce a tylko głos jednego z magnackich królewiąt. Kościół jest dziś jak Rzeczpospolita w XVII-XVIII wieku podzielona między praktycznie niepodległe latyfundia biskupie pozbawione centralnej władzy. Żadna zmiana nie ma dlatego szans na wprowadzenie.
Reforma struktury Kościoła polegająca na rozparcelowaniu władzy prymasa, na oligarchizacji Kościoła pokazuje właśnie swoje tragiczne skutki. Kościołowi łatwiej dziś upaść niż cokolwiek w sposób scentralizowany zmienić.

Chłopcy przespali czas, kiedy Pan przechodził. Przespali swój czas. Teraz to już nikogo zbytnio nie obchodzi. Proponuję zorganizować jeszcze jakieś zebranie plenarne Konferencji Episkopatu Polski na temat „[tu wpisz dowolne zagadnienie]”.
Jak w czasach gospodarki socjalistycznej teren alarmował że brakuje – dajmy na to – sznurka do snopowiązałek, to Biuro Polityczne zwoływało plenum.

To prawda. Jednak Biuro Polityczne było w swoich reakcjach znacznie bardziej rychliwe niż nasza KEP. By the way:
– Jaki ma byc efekt powrotu do salek?
– Czy ktoś kto ma rozum liczy na powtórzenie tamtego fenomenu?
– Ile i jak często religia ma byc przy parafii?
– Czy i w jakiej liczbie pozostawić lekcje w szkole?
jakimi zasobami kler i struktury dysponują, żeby temu podołać?
i
– Kto z normalnych ludzi zajmujących się codziennym wychowaniem i kształceniem swoich dzieci, to wytrzyma?
Pytania retoryczne, bo przeciez nie do P.T. biskupów polskich.

Tylko to nie jest pomysł KEP. To prywatna opinia jednego z kościelnych książątek, który niczego nikomu w KEP nie może narzucić. Żaden taki pomysł reformy w oligarchicznym Kościele Polskim pozbawionym władzy centralnej nie przejdzie.

Zgadzam się. Katecheza i przygotowanie do sakramentów to jedno, a religia w szkole to drugie. Zdecydowanie tego pierwszego brakuje.

Cieszę się, że budzi się świadomość porażki w zakresie prowadzonej religii w szkołach. Jednocześnie przeraża mnie fakt jak daleko jesteśmy od prawdziwej ewangelizacji dzieci, a może raczej powinniśmy powiedzieć towarzyszenia dzieciom w ich rozwoju duchowym. Przeraża mnie fakt, że tak mała liczba odpowiedzialnych za katechezę świadoma jest faktu, że wiary się nie przekazuje. Robiąc to raczej robi się dzieciom krzywdę. Zachęcam Państwa do lektury książek Sofii Cavaletti wywodzącej się z duchu pedagogiki montessori. W Polsce w ubiegłym roku rozpoczęła działalność Fundacja Godly Play Polska, która tą właśnie metodą uczy jak towarzyszyć dzieciom w rozwoju duchowym ucząc języka chrześcijańskiego, w duchu ekumenizmu. Fundacja ma swoją siedzibę w Krakowie. Moim zdaniem, na dzień dzisiejszy to jest właśnie odpowiedź na potrzeby dzieci , zakładając oczywiście, że jesteśmy otwarci na działanie Ducha Świętego i nie chcemy uprawiać indoktrynacji religijnej. Polecam

Paradoksalnie będzie to koniec religii w szkołach. Przykościelne katechezy się rozwiną, zmieni się władza i uzna, że usunięcie że szkół jest bezproblemowe, bo przecież już zbudowano alternatywę. Ale może to właściwy kierunek?

Ktoś kiedyś powiedział, że w Polsce Pan Bóg może liczyć tylko na ateistów 🙂
Wyobraźmy sobie opisaną przez Panią sytuację. Rząd Roberta Biedronia uznaje że salki wystarczą, likwiduje pensje księży/sióstr/katechetów co czyni nauczanie w szkole bezprzedmiotowym (nie łamiąc konkordatu).
Niedobitki chronią się w katakumbach salek i wracają do początku chrześcijaństwa. Chodzi tam tylko elita, która naprawdę chce odbywając rytuały, które budzą ciekawość innych, ale dostać się niełatwo, bo salki małe. Trzeba długo czekać na miejsce wykonując dobre uczynki. Koniec ze szkolnym przymusem, koniec z nudą.
I z katakumb wychodzi odrodzony dzięki potwornym prześladowaniom ateistycznego genderu Kościół 🙂

Ktoś mi zwrócił uwagę, że jednak jest ogromna zmiana w tonie wypowiedzi biskupów na temat katechezy w szkole. Trzy lata temu w trzydziestą rocznicę przywrócenia religii w szkołach episkopat wypowiadał się triumfalnie, nie dostrzegał ciemnych chmur. Dziś jednak jest już inaczej. Ta zmiana powinna być odnotowana, nawet jeżeli jest późna i jeszcze nie wystarczająca.

Jednak napór faktów (statystyka, liczby nie kłamią) nawet do biskupów zaczyna docierać , z wolna oczywiście… boję się, że za rozwiązanie sprawy uznają wprowadzenie faktycznie przymusowej religii (poprzez przejęcie etyki przez katechetów). A to byłaby już klęska, zdanie się całkowicie na życzliwe Państwo, które wystawi już rachunek KK (jak Putin Cyrylowi).

Nawiązując do słów abpa Rysia.. problemem nie jest religia w szkole, ani nawet brak katechezy przy parafii.. ale odejścia z KK spowodowane są przykrywaniem grzechów kleru grubym kocem milczenia i absolutny brak chęci do przejrzystości i transparentnosci ze strony polskich biskupów. To jest główna przyczyna tego, że słupki lecą na łeb, na szyję. Alternatywa jest następująca: albo duchowni będą żyć na wzór Chrystusa (a nie tylko odprawiać in persona Christi), czyli będą żyć w prawdzie i przejrzystości, albo KK razem z tymi niby-pasterzami zniknie z polskiego społeczeństwa.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.