Kiermasz e-booków i książek

Jesień 2022, nr 3

Zamów

Barbara Borowiecka: Mam dość zmagań z instytucją niewrażliwą na ludzką krzywdę

Barbara Borowiecka. Fot. Michał Ryniak / Agencja Wyborcza.pl

Barbara Borowiecka wycofała pozew przeciwko archidiecezji gdańskiej. – Najbardziej mi przykro, że w gdańskim Kościele nic się nie zmienia. Przedstawiciele kurii wciąż podchodzą do tej sprawy z niezmienną bufonadą i arogancją – wyjaśnia kobieta molestowana przez ks. Henryka Jankowskiego.

O wycofaniu pozwu poinformowaliśmy na Więź.pl. Barbara Borowiecka pozwała archidiecezję gdańską w marcu 2020 r., żądając przeprosin za krzywdy wyrządzone jej przed laty przez gdańskiego prałata oraz za to, jak została potraktowana przez Kościół po ich ujawnieniu.

Zbigniew Nosowski: To ryzykowna decyzja. Na pewno odezwą się głosy, że wszystko było przez panią zmyślone. W jakim sensie dotarła pani do krańca swoich możliwości?

Barbara Borowiecka: Jestem psychicznie zmęczona. Już nie mam siły walczyć z kościelnymi wiatrakami. Po prostu mam dość zmagań z instytucją niewrażliwą na ludzką krzywdę. Głową muru nie przebiję.

Rzecz jasna, inni będą to komentować po swojemu. Ich prawo, każdemu wolno myśleć, co chce. Oczywiście swoich zeznań nie odwołuję, bo są prawdziwe.

Nie jestem już młodą osobą. Mieszkam w Zachodniej Australii, skąd od niemal dwóch lat, ze względu na pandemię, nie sposób wyjechać za granicę. Ta sytuacja skończy się najwcześniej jesienią br. Prowadzenie spraw sądowych na odległość nie jest właściwe.

Ale najbardziej mi przykro, że w gdańskim Kościele nic się nie zmienia. Nie ma już abp. Głódzia, ale przedstawiciele kurii wciąż podchodzą do tej sprawy z niezmienną bufonadą i arogancją. Oficjalne kościelne wytyczne, jak postępować wobec osób skrzywdzonych przemocą seksualną, nie przekładają się na praktykę.

Do czego pani w tej sprawie dążyła?

– Od początku jasno stawiałam sprawę, że chodzi mi przede wszystkim o przeprosiny ze strony diecezji: za naruszenie mojej godności i nienaruszalności cielesnej przez ks. Jankowskiego w latach 1967–1970 oraz za postawę samej diecezji, poprzez brak odpowiedniej reakcji na złożone doniesienie.

Gdybym otrzymała zadośćuczynienie finansowe, o które wystąpiłam, to przeznaczyłabym je na kolonie dla dzieci z ubogich rodzin. Ale to była kwestia wtórna i było to wiadome publicznie.

Prosiłam, przez moją pełnomocniczkę Katarzynę Warecką, o możliwość osobistej rozmowy z abp. Tadeuszem Wojdą. Technika umożliwia teraz takie, nawet głębokie duchowo, spotkania na odległość. Mnie zależało na spotkaniu człowieka z człowiekiem.

Gdybym usłyszała od arcybiskupa przeprosiny i życzliwe pytanie „Co możemy dla Pani zrobić?”, to by mi wystarczyło. Byłby koniec sprawy. Nic z tego.

Pani duchowe uzdrowienie po wielu latach i pojednanie z Bogiem były możliwe dzięki ks. Janowi Kaczkowskiemu, zresztą duchownemu archidiecezji gdańskiej. Czy nie ma teraz pani do niego żalu, że namówił panią do powiedzenia prawdy?

– Nie żałuję tego, bo gdyby nie on, to bym nadal siedziała w tym bagnie i gniła od wewnątrz. On mi wtedy powiedział, że gdy wyznam prawdę, to zacznę zdrowieć. I to się dokonało.

Bardzo długo nie wierzyłam w Kościół, nie wierzyłam w księży – ze względu na to, co przeszłam. Ale zawsze wierzyłam w Boga. Dopiero ks. Jan Kaczkowski zmienił moje podejście [opisała tę historię Joanna Podsadecka w tekście „Barbara Borowiecka: krzywda i uzdrowienie”].

Wielkim wsparciem byli dla mnie także polscy franciszkanie pracujący w Perth w Australii. Jeden z nich przygotował mnie w późnym wieku do bierzmowania. Drugi błogosławił moje małżeństwo z Markiem Kuligowskim.

A dzień po naszym ślubie jeszcze inny zakonnik całował mnie po rękach, przepraszając w imieniu Kościoła za to, co zrobił mi Jankowski. A nawet płakał w czasie Mszy świętej.

Liczyłam, że moje wystąpienie do archidiecezji gdańskiej wyzwoli również tam podobne procesy duchowych przemian. Nic jednak na to nie wskazuje.

Nie pomogła w niczym zmiana arcybiskupa w Gdańsku?

– Z mojej perspektywy: nie. Jako osoba pokrzywdzona nie spotkałam się z życzliwością czy choćby szacunkiem ze strony przedstawicieli archidiecezji gdańskiej. Wręcz przeciwnie – z podejrzeniami i upokorzeniami. A ja liczyłam na to, że moje wystąpienie może pomóc władzom kościelnym wyjść z twarzą z tej sytuacji – i wobec mnie, i wobec prawdy historycznej. Z tej okazji nie skorzystano.

Kiermasz e-booków i książek

Wycofuję więc pozew sądowy, bo aspekt prawny był dla mnie zawsze wtórny wobec płaszczyzny moralnej. Jeśli arcybiskup metropolita gdański chciałby mi jeszcze coś powiedzieć, to wie, jak mnie znaleźć.

Rozmawiał Zbigniew Nosowski

Przeczytaj także: Kościół jako zakład rozmywania odpowiedzialności. Monachijski raport o tuszowaniu pedofilii

Podziel się

15
1
Wiadomość

Komentarze (37)

Na komentarz po działaniach kurii gdańskiej właściwa byłaby “wiązanka” słów powszechnie uznanych za niecenzuralne, wobec tego komentarza nie będzie.

Straszni ci nasi biskupi, co jeden mając z nimi do czynienia przeżywa niedowierzanie ich lekceważeniem i ignorancją, ja również.

Panie Redaktorze, czytał Pan książkę Moniki Góry o prałacie? Dlaczego ignoruje Pan oczywiste fakty, sprzeczne z narracją p. Borowieckiej? Ta kobieta nie została skrzywdzona przez prałata.

Znam książkę Góry/Brożka. Żadną miarą nie da się jej streścić w taki sposób, jak Pan/Pani to czyni. Ta książka nie przedstawia “oczywistych faktów sprzecznych z narracją p. Borowieckiej”. Przedstawia dziesiątki wzajemnie sprzecznych opinii, jakie zebrali autorzy książki w odniesieniu do różnych aspektów życia i działalności ks. Jankowskiego. Tyle że sami autorzy nie zdołali tych opinii odpowiednio zanalizować. Na pewno ta publikacja nie może być wyrocznią.

Cytat z książki, pokazujący o czym jest część dotycząca pani Borowieckiej: „Niedługo po emisji reportażu Bożeny Aksamit pomnik księ­dza Henryka spada na gumowe opony. Nikt nie sprawdza, czy Barbara Borowiecka mówi prawdę. My postanawiamy to zrobić”.

Dziekuję za obronę Pani Barbary i za odwagę bycia przy nas, osobach wykorzystanych w środowisku Koscioła.
Tomek ze Szczecina

A w Gdańsku rozpoczął się proces sądowy w tej sprawie. Dlatego wycofała! Czy Wy dziennikarze naprawdę nie potraficie ustalić podstawowych faktów?

Panie Tomaszu! Dlaczego przewrócono pomnik ks….. Jankowskiego? Dlaczego na plebanii nocowali chłopcy i spali ! wraz z ks…. Jankowskim w łóżku? Jakim cudem znajdowano dziecieca bieliznę w łazience prałata? Wielu juz mówilo o tym co im robił ks… Jankowski! Prosze otworzyć oczy! Abp. Wojda jest jeszcze gorszy niz Sołtys Głódz!! A pracownicy kurii , ktorzy tak traktują osoby wykorzystane powinni zostać wywaleni na bruk!
Tomasz ze Szczecina

” Monika Góra i Krzysztof Brożek, w swoim reportażu, obnażają okrutne oblicze proboszcza. W książce poznajemy życiorys księdza, towarzysząc mu w jego drodze na szczyt popularności. Wątki autobiograficzne, przeplatają się z reporterskim śledztwem. Autorzy książki podejmują próbę dotarcia do osób, które w przeszłości mogły zostać skrzywdzone przez prałata. Ich wypowiedzi mają być świadectwem dramatu, jaki za życia księdza rozegrał się na plebanii. Poznajemy m.in. historię Sławka, który był oczkiem w głowie prałata. Jego historia jest niezwykle przejmująca.
Wiele tropów podejmowanych przez reporterów okazuje się jedynie ślepym zaułkiem. Ofiary, nawet po śmierci Jankowskiego, nabierają wody w usta. Zastraszone, upokorzone, zmanipulowane pragną odciąć się od bolesnej przeszłości. Niektóre zeznania świadków są pełne konfabulacji, nieścisłości i niedomówień. Reporterzy miotają się w gąszczu zeznań, które często utykają w martwym punkcie.
Czytając reportaż odczuwałam złość i niedowierzanie. Zastanawiam się, jak wiele występków Jankowskiego nigdy nie ujrzy światła dziennego? Ilu jest na świecie takich duchownych jak prałat? Szemrane towarzystwo, wystawne przyjęcia, drogie samochody, brudne pieniądze i ogromna bezkarność księdza, to temat, którzy burzy krew w żyłach”

Tomasz ze Szczecina

Może Tomasze by dodali sobie jakieś numerki do imienia by było wiadomo kto jest kto?
Obrona Jankowskiego przez p. Tomasza budzi niejakie zamieszanie…

Odpowiadam zbiorczo: prałat był drapieżcą, ale pani Borowiecka nie została przez niego skrzywdzona. Wszystko jest w książce, domyślam się, że dlatego wycofała pozew. Siostry Jankowskiego pozwały Agorę za tekst o Borowieckiej. Nikt teraz nie ma pomysłu jak to odkręcić, bo pomnik obalony słusznie, tylko impuls był fałszywy. No i jak tu się przyznać, że znów uwierzyło się na słowo… Niech Więź, skoro ważna jest tu prawda, zrobi wywiad z dziennikarką Moniką Górą.

Ksiądz Wojciech Lemański na FB „Więzi”: „ Bardzo ciekawie wątki związane z Panią Barbarą Borowiecką opisują w książce “Upadek” Monika Góra i Krzysztof Brożek. Warto zajrzeć. Wygląda to na solidne śledztwo dziennikarskie”.

Prosze odnalesc chłopców , ktorzy bywali i spali na plebanii , oni musza zacząć mowić. Ale kuria tego nie uczyni jak wiele kurii w Polsce… proszę ich odszukać przez media, przez gazety gdanskie chociazby.
Tomasz Szczecin

Potrafi Pan czytać? Jankowski krzywdził, jedynie Borowiecka – według dziennikarskiego śledztwa – kłamała.

To czytaliśmy dwie różne książki. Jednym z dowodów na prawdomówność p. Borowieckiej jest rzekome samobójstwo dziewczynki, która miała zajść z Jankowskim w ciążę. „Basia widziała ją, jak leżała na trawniku nakryta kocem w kwiaty”. Samobójstwa – jak teraz podaje policja – nie było. A pani Borowiecka, gdy ktoś chce zadać szczegółowe pytania, inne niż dotychczasowi dziennikarze, nagle ucieka od kontaktu. Inne fakty także interesujące. Zadziwiające jest to, co Pan Redaktor pisze.

Wklejam kolejny ciekawy fragment 🙂

„ Odnajdujemy poniemiecką kamienicę, która jak samot­ na wyspa stoi wśród panoszących się dookoła nowych bloków. Dzwonimy do mieszkania państwa Cichych, boha­ terów reportażu Bożeny Aksamit.
Otwiera starsza, siwa kobieta o sympatycznej twarzy, zaprasza do kuchni. Pan Cichy w pokoju obok ogląda tele­ wizję. Pytamy, czy rzeczywiście słyszeli o samobójstwie młodej dziewczyny, Ewy, jak twierdzą w reportażu.
– A skąd! – mówią. – Nie było tu żadnego samobójstwa, żadna młoda dziewczyna nie wyskoczyła z okna.
– Ale mówiła pani w reportażu, że o tym słyszała. Pani Cicha jest zdziwiona.
– Jakim reportażu?
Okazuje się, że pani Cicha nic nie wie o reportażu Bożeny Aksamit, w którym jest ważnym świadkiem tych bulwersujących wydarzeń, a wypowiedzi podpisane są jej nazwiskiem. Czytamy im więc fragment tekstu. Wte­dy pani Cicha przypomina sobie, że rzeczywiście, kiedyś, gdy byli w parku z wnuczką, podeszła do nich Barbara z jakimś mężczyzną i jeszcze jedną kobietą. Nie wie­dzieli, że to dziennikarka. O żadnym samobójstwie młodej dziewczyny nie rozmawiali. O księdzu Jankowskim zresztą też nie”.

No i już wisienką na torcie jest fakt, że wg pani Borowieckiej Jankowski non stop biegał po piwnicach i strychach ulicy Łąkowej, regularnie molestował masy dzieci i nie można znaleźć choć jednej osoby, która by ten masowy proceder pamietała.

Czytaliśmy tę samą książkę, lecz Pan/Pani czytał/a ją inaczej. Widać wyraźnie, że autorzy książki nie lubią Barbary Borowieckiej, bo odmówiła spotkania z nimi (żądali podawania nazwisk, których ona nie chciała ujawniać).
I, owszem, podają te opowieści, które Pan/i cytuje. Ale jednocześnie prezentują kilka relacji wskazujących na to, że bohater ich książki był zainteresowany seksualnie nie tylko chłopcami, ale również małymi dziewczynkami.
Nie będę tu wklejał cytatów. One tam po prostu są – np. na str. 141-142 (znany sopocki adwokat mówi pod nazwiskiem) oraz 162-168.
Mało tego, w innej części tej chaotycznie napisanej książki można znaleźć relacje potwierdzające tezy pani Borowieckiej o samobójstwie czy “łapankach” w piwnicach.
Nie mam zamiaru więcej tu dyskutować o tej książce, ona na pewno na to nie zasługuje.

Panie Redaktorze/Pani Redaktor, w żadnym miejscu nie podważam seksualnego zainteresowania księdza dziewczynkami i chłopcami. Podaję za to inne fakty, których Pan/Pani zdaje się nie dostrzegać. Na stronach 162-168 rzeczywiście autorzy uczciwie podają inne relacje. To zarzut? Jednocześnie bardzo ciekawy akapit (kolejny) właśnie na stronie 165. Autorzy „nie lubią” p. Borowieckiej? Zaskakująca uwaga, ale może warto ich o to zapytać?

Panie Tomaszu 1, a skad Pan czerpie wiedzę iz Pani Barbara nie zostala wykorzystana przez ks…. Jankowskiego? Czemu tego nie obalił ks. Jan Kaczkowski a to on własnie tej Pani pomógł. Juz nie żyje ten dobry kapłan. Zarzuca tez tym samym Pan klamstwo ks. Kaczkowskiemu.
Tomasz Szczecin

Napisałem: wszystko jest w książce Góry i Brożka. Mam tu Państwu przekopiować cały rozdział? Proszę przeczytać, a potem ewentualnie kwestionować.

A skąd ta pewnosc ze to co jest w ksiazce o Pani Barbarze jest kłamstwem? Ma Pan na to jakis dowód? Kwestionuje Pan obecnosci to wieloletnią chłopców na plebanii Sw Brygidy? Ich spanie w łózku z ks… Jankowskim? Opisy tego co mowił chocby Sławek, chlopak, ktory byl na tej plebanii…. czemu ówczesni ksieza wikariusze milczą? Nic nie widzieli? Nie widzieli tych chlopców krecacych sie codzien na plebanii? Czemu milczą? Tak postepują księża? Wszyscy wszystko wiedzą i wszyscy milczą! Zmowa milczenia jest w kazdej diecezji, w kazdej kurii !
Tomasz Szczecin

Proszę dbać o jakość argumentów. Zajrzałem pod link – pani Lidia Makowska opowiada, że ktoś jej opowiadał, że … .
Poznałem Lidię Makowską w Kongresie Ruchów Miejskich. Jest bardzo, bardzo lewicową aktywistką, co ma być jakoby w ogóle bez znaczenia dla wypowiedzi o Kościele. Kiedyś ze zdziwieniem zobaczyłem ją w TVN, którego ekipa przypadkowo przechodziła z kamerą przez jeden z kościołów w Gdańsku i gdzie akurat “wierni” wyrażali na mszy protest przeciw wyrokowi Trybunału ws. aborcji. Dzień wcześniej ci wierni umawiali się na facebooku na ten protest, a jeden z “wiernych” instruował pozostałych, jak zachować się w kościele na mszy by nie zostać przedwcześnie zdemaskowanym. TVNowi nie starczyło rzetelności, by powiadomić widzów że to był najazd lewicowych aktywistów na mszę. Pani Lidia Makowska nie jest świadkiem ws. ks.Jankowskiego, a jej słowo w sprawach kościelnych nie ma dużego ciężaru gatunkowego. Była gotowa mijać się z prawdą, że jest “wierną”, może się mijać z prawdą w innych opowieściach o Kościele. Co nie było głosem ws. odpowiedzialności ks.Jankowskiego – po prostu nie mam wiedzy.

Jeśli p.Borowiecka stawia zarzuty abp Wojdzie, to powinna być maksymalnie konkretna. Z którym kurialistą p.mec.Warecka rozmawiała o możliwości kontaktu klientki z arcybiskupem? Nie ma powodu, by nie podawać nazwisk. W ten sposób druga strona otrzymałaby szansę obrony.

@Piotr Ciompa, a według ciebie, kto im przez ostatnie trzy lata bronił prawa wyjaśnienia zarzutów i ewentualnej obrony? Typowa ignorancja – nie będziemy się tym zajmować aż ludzie zajmą się innymi problemami.

Przecież pani Borowiecka została raz zaproszona do kurii i nie przyszła. W zamian kilka dni później pojawiła się z dziennikarzami TVN, żeby sfilmować zamknięte drzwi 🙂

Do Tomasza 1, co ty czlowieku mozesz wiedziec o tym co sie dzialo na Dolnym Gdansku w latach 60/70 , chyba ze sie tam wychowales ?jestes glina albo dziennikarzem sledczym czy tylko kolesiem pani moniki , czytales jej maile do Barbary Borowieckiej , sluchales jej nachalnych rozmow telefonicznych, szantazujacych kiedy mowila ze zdeskredytuje Barbare jak jej nie ujawni nazwiska dziewczyny ,ktora skoczyla , ja widzialem te maile slyszalem te rozmowy,zamilcz czlowieku jak nie znasz sprawy.
Fakty zostana ujawnione w odpowiednim czasie ale ty i tak bedziesz plul jadem , bo inaczej nie potrafisz.
potrafisz przeprosic jak zostanie wymienione nazwisko dziewczynki ktora skoczyla, oprocz tego samobojstwo plus proba samobojcza z ulicy Chlodnej , w tym samym czasie .
jestes normalnym trollem wiec lepiej przestan wypisywac bzdury ,nie znajac sprawy

Czy to prawda, że ul. Łąkowa na Dolnym Mieście w Gdańsku nazywana była ulicą latających noży?

Nie dziwię się bohaterce artykułu. Jestem w jej wieku mniej więcej i nie miałabym siły na przepychanki. A analiza komentarzy obrońców księdza dodatkowo utwierdza mnie w przeświadczeniu, że dobrze zrobiła, wycofując się. Wystarczająco dużo zrobiła dla tej sprawy

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.