Zima 2021, nr 4

Zamów

Większość pytań nadal bez odpowiedzi. Komentarz do oświadczenia kurii

Zbigniew Nosowski. Fot. Więź

Szkoda, że kuria warszawsko-praska ma coś do powiedzenia jedynie w sprawie aktualnego prawnego statusu ks. Grzegorza K. Pytań wciąż przybywa.

Cieszę się, że kuria warszawsko-praska zabrała wczoraj głos w sprawie ks. Grzegorza K. Gdy wcześniej zadałem 12 pytań przed publikacją tekstu „Ksiądz dwukrotnie skazany za molestowanie seksualne ministrantów znów mieszka obok szkoły podstawowej”, usłyszałem od oburzonego biskupa Romualda Kamińskiego: „Ja na to odpowiadać nie będę”.

Wczorajsze oświadczenie kanclerza kurii przynosi część odpowiedzi, ale zaledwie na niektóre z moich pytań. Szkoda, że dokument dotyczy tylko „aktualnego statusu ks. Grzegorza K.”. To jedynie suche fakty (i to nie do końca pewne). Nie widać żadnych śladów skruchy czy wstydu wobec osób pokrzywdzonych, które przecież – zgodnie z Ewangelią i kościelnymi normami – powinny być stawiane na pierwszym miejscu. A ważnych pytań wciąż przybywa.

Ale i tak trochę się dowiadujemy: że zakończenie procesu karno-administracyjnego nastąpiło w grudniu 2021 r., że nałożono na duchownego konkretne kary, zaś jego obecny pobyt w domu księży emerytów ma być ich realizacją. Przedstawione informacje zmuszają mnie jednak do poruszenia następnych kwestii niejasnych, jak również do powtórzenia pytań, na które odpowiedzi wciąż nie ma.

Jest oświadczenie, nie ma logiki

Nadal nie znamy dat podejmowanych w tej sprawie działań. Z oświadczenia wcale nie wynika, że decyzja Kongregacji Nauki Wiary zapadła w grudniu 2021 r. Data ta podana jest w oświadczeniu jako termin zakończenia procesu karno-administracyjnego, który prowadzony jest przecież na poziomie diecezji.

Nie wydaje mi się możliwe, żeby w normalnym trybie postępowanie kanoniczne w sprawie tak oczywistej trwało niemal osiem lat (o jego rozpoczęciu diecezja informowała przecież w styczniu 2014 r.!). Dwa prawomocne wyroki sądów państwowych w zupełności wystarczają do szybkiego rozpoznania sytuacji przez sędziów w diecezji i przez zatwierdzających watykańskich urzędników. Owszem, proces decyzyjny w Watykanie trwa obecnie bardzo długo, ale nie aż tyle – zwłaszcza gdy wina duchownego jest bezsporna. Na jakim zatem szczeblu i z jakiego powodu nastąpiło przewlekanie procesu karno-administracyjnego?

W świetle znanych publicznie zarzutów zasądzone kary wydają się zdecydowanie zbyt łagodne jak na obecne standardy watykańskie. Dlaczego do tego doszło? Kongregacja ma możliwość zaostrzenia kar nałożonych na poziomie diecezji, ale co do zasady opiera się na materiałach zgromadzonych we wcześniejszym postępowaniu. Wiele zależy zatem od jakości tych materiałów.

Na jakim szczeblu i z jakiego powodu nastąpiło przewlekanie procesu karno-administracyjnego w sprawie księdza Grzegorza K.?

Zbigniew Nosowski

Udostępnij cytat

Trzeba zatem pytać – choć pewnie się tego nie dowiemy – czy do KNW trafiły informacje o wszystkich pozostałych oskarżeniach i podejrzeniach wobec duchownego. We wczorajszym oświadczeniu mowa o wydanym zakazie przebywania na terenie zaledwie dwóch z sześciu parafii, w których „duszpasterzował” Grzegorz K. Wiadomo zaś o przypadku wykorzystywania w przynajmniej jeszcze jednej parafii (zob. pytanie 8 poniżej). A może informacje o starszych sprawach nie zostały podane, bo wówczas trzeba by wspomnieć także o zniszczeniu dokumentów w teczce personalnej duchownego – a to mogłoby skutkować odrębnym postępowaniem wobec potencjalnych winowajców, piastujących ważne kościelne funkcje?

W świetle wczorajszego oświadczenia tym bardziej zdumiewająca jest decyzja bp. Kamińskiego o wyborze miejsca pobytu księdza K. Zgodnie z dotychczasowymi oświadczeniami kurialnymi sekwencja zdarzeń wygląda bowiem następująco: a) duchowny jest mianowany administratorem domu księży emerytów, b) po protestach zostaje – „w trosce o dobro społeczne oraz dobro Kościoła” – odwołany przez biskupa z funkcji i skierowany „do zamkniętego klasztoru”, c) następnie, po trzech latach, zapada wyrok w procesie karno-administracyjnym, d) w ramach realizacji tego wyroku ks. K. ponownie trafia w to samo miejsce, z którego poprzednio został odwołany w atmosferze skandalu. Według mnie nie ma w tym żadnej logiki.

Ponadto oświadczenie kanclerza kurii jest tak sformułowane, żeby zasugerować, że ks. Grzegorz K. przebywa w domu księży emerytów w konsekwencji nałożonych nań kar, czyli od grudnia. Tymczasem wedle moich źródeł duchowny zamieszkał w tym miejscu jeszcze w listopadzie 2021 r., czyli przed podawanym przez kurię terminem zakończenia procesu karno-administracyjnego. Na dodatek dom księży emerytów mieści się 400 m od kościoła parafialnego, przy którym duchowny był wikariuszem i skąd odszedł nagle tuż przed świętami wielkanocnymi. Czyli…?

Dalej szukamy

Trzeba więc dalej sprawę analizować. Bez odpowiedzi pozostają bowiem pytania najważniejsze.

Zamieszczam zatem poniżej – w celach dokumentacyjnych, ale nie tylko – listę pytań, jakie pisemnie zadałem biskupowi warszawsko-praskiemu (pomijam te kwestie, na które dziś, choćby pośrednio, odpowiedzi udzielono). Być może stopniowo będziemy się coraz więcej dowiadywać o różnych aspektach tej sprawy. Na te pytania powinna paść odpowiedź.

1. Dlaczego biskup warszawsko-praski ponownie skierował ks. K. do domu znajdującego się w bezpośrednim sąsiedztwie szkoły podstawowej i całorocznych kortów tenisowych, na terenie parafii, w której prawdopodobnie dochodziło do wykorzystywania seksualnego osób niepełnoletnich przez ks. K.?

2. Czy przestały być aktualne przesłanki decyzji biskupa warszawsko-praskiego z września 2018 r., kierującej ks. K. „do zamkniętego klasztoru z poleceniem wykonywania prac fizycznych na rzecz wspólnoty zakonnej”? [wówczas jako przesłanki podano: „troskę o dobro społeczne oraz dobro Kościoła”]

3. Dlaczego ks. K. nie może nadal przebywać w zamkniętym klasztorze? […]

6. Jakie inne kary kanoniczne i sankcje administracyjne (np. ograniczenia) były nakładane na ks. K.? Kiedy to się działo?

7. Kiedy dokładnie została zdjęta suspensa nałożona na ks. K. przez biskupa w kwietniu 2014 r.? Czy ta decyzja została ogłoszona przez diecezję?

8. Czy przeprowadzono dochodzenie kanoniczne w sprawie zachowań ks. K. w otwockiej parafii św. Wincentego a Paulo w 1995 roku (zgłaszałem tę sprawę w 2013 r. ks. abp. Henrykowi Hoserowi oraz w 2014 r. ks. kanclerzowi Dariuszowi Szczepaniukowi)? Jeśli tak, to jakie są owoce postępowania?

9. Czy przeprowadzono w diecezji warszawsko-praskiej dochodzenie w sprawie zaginięcia dokumentów dotyczących ks. K. w archiwum kurialnym?

10. Kiedy dokładnie stwierdzono w archiwum diecezji warszawsko-praskiej braki w dokumentacji dotyczącej ks. K.? Kto może odpowiadać za zaginięcie akt?

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

11. Jakie działania podjęła diecezja warszawsko-praska wobec osób skrzywdzonych przez ks. K.? Jakiego rodzaju pomoc otrzymały te osoby ze strony diecezji? 

12. Czy kwestia braku dokumentacji w archiwach kurialnych diecezji warszawsko-praskiej dotyczy także innych duchownych podejrzewanych, oskarżanych lub sądzonych za wykorzystywanie seksualne osób niepełnoletnich?

Przeczytaj także: Dzieci Europy patrzą na szopkę

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (14)

Znamy co prawda aktualny status sprawcy ale to właśnie ten aktualny status najbardziej przeraża. Jak to możliwe że człowiek, który doprowadzał do obcowania płciowego nastoletnich ministrantów w kilku parafiach (w tym jedenastoletnie dzieci) i odhaczał tych „zaliczonych” w swoim notatniku krzyżykiem nadal może być księdzem? Jak to możliwe że ten człowiek chodzi tymi samymi ulicami co jego ofiary? Bo w bajki o cudownej przemianie po terapii nikt raczej nie wierzy.

8 lat trwania procesu kanonicznego to i tak duzo krócej w porównianiu z 25 letnim procesem ks…. Dymera ze Szczecina i do dzis ten wyrok w obu przypadkach jest nieujawniony! Prosze sie nie dziwić ze bp. Kaminski tak postepuje, oni są az na wylot przesiąknieci klerykalizmem, juz dawno zapomnieli ze mają serca, sumienia , ze jest Ewangelia ze jest nauka Pana Jezusa! O tym biskupi juz dawno zapomnieli! A osoby wykorzystane są dla biskupów wyrzutem i dlatego wolą ich nie szukać, wolą o NAS zapomnieć !

Jeśli by się takiej zbrodni kto inny dopuścił niż osoba Bogu poświęcona, jadłby chleb więzienny lata całe i to słusznie. Ciekawe dlaczego ludzie nie chcą pośredników już w swych relacjach z Panem Bogiem.

Kopanie się z koniem. Napisałam na fb Więzi ostatnio komentarze.
Ale usunęłam. Doszłam do wniosku, że nie ma po co i że jestem ogromnie zmęczona.
Kiedyś żegnał się „karol”. Rozumiem go.
Chyba mam dość.
Kwiatek na betonie. To cały czas mój obraz KK.
Jak czasem coś wyrośnie, to dlatego, że beton skruszał. Na chwilę.
Bardzo szanuję Państwa pracę. I za nią dziękuję.
Ale …
Nie wiem, czy nie opowiadamy sobie przypadkiem nawzajem ładnych baśni,
by wytrzymać chorą rzeczywistość.
Łatamy – i to dosłownie sobą – patologiczną rzeczywistość.
Milczenie KK, kiedy warto się odezwać jest bardziej wymowne niż wymuszone słowa przeprosin.

To najlepiej wiedzą ofiary systemu KK.
Ofiary pedofilii, wykorzystani psychicznie, udręczeni poczuciem winy
– oraz ci ciężko pracujący na chwałę Bożą – a zatrudnieni za Bóg zapłać.
Lista jest długa.

A cudzymi rękami dobrze robi się dobro.
Zupa na gwoździu.
Taka bajka. Mi zaczyna pasować. Dobro KK to dobro ludzi, których się wykorzystuje.
Nie jest owocem przynależności do tej instytucji.
Dziękuję za komentarze @Konrad Schneider, Marek 2.
Jeżeli za niewygodną prawdę jesteśmy uciszani, a akcje podejmuje się wtedy, kiedy już mleko się rozlało … to … ?
Marzenia o KK możemy snuć. Ponoć dawniej gorzej bywało.
To są tylko marzenia.
Są takie momenty, kiedy wiadomo, że skrzydła albo zostały podcięte, albo należy je szybko rozwinąć i …

~ Joanna Krzeczkowska: Poruszyl mnie Pani wpis. Dlaczego ja nie trace nadziei? Bo mieszkam w Niemczech i tam klerykalny beton tak nie przytlacza, bo swieccy maja duzo wiecej do powiedzenia. Poza tym angazuje sie w parafii, prowadze z zona ministrantow i widze, jak wzrasta Krolestwo Boze, gdy mu sie odgornie nie przeszkadza rosnac. To mi daje nadzieje. Ale mam tez swiadomosc, ze gdy sie trzeba kopac z koniem, to sie zostaje samemu polamany na klepisku… Dlatego tym bardziej podziwiam ludzi, ktorzy nie ustaja w dazeniu do prawdy i sprawiedliwosci! Niech Wam wszystkim Bog blogoslawi!

świetna odpowiedź. Jak się patrzy z oddali lub zna sprawę tylko z przekazów medialnych, które z konieczności lub intencjonalnie uwydatniają niektóre aspekty, a później się to przetwarza w sobie, to można się nieźle 'nakręcić’. I dotyczy to oczywiście nie tylko spraw kościelnych, ale i polityki, sytuacji na świecie, itd. Lekarstwem jest osobiste zaangażowanie „tu i teraz” w swoją lokalną społeczność i czynienia dobra choćby małymi krokami.

Tez patrze z oddali, jednak praca mi nie pozwalala zeby sie angazowac, zreszta duzo sie angazuje chcac mied uboczne dochody.

@Kamil. u mnie jest podobnie, niestety. Chodziło mi też o to, żeby nie wpaść w spiralę czegoś, co można nazwać 'kontemplacją zła’, czyli rozpamiętywania niemal aż do obsesji negatywnych zjawisk w tej czy innej dziedzinie, na które nie ma się materialnego wpływu. To pułapka dla ludzi wrażliwych, zresztą dość dobrze opisana i w duchowości, i w psychologii.

No cóż, mi jest o tyle łatwiej, bo wszelką nadzieję i szacunek dla struktury i hierarchii straciłem dawno. Nie muszę więc walczyć ze sobą. Ci, którzy wciąż wierzą, wciąż mają resztki nadziei w sercach mają trudniej, codziennie otrzymują kolejne ciosy od Kościoła Instytucjonalnego. Miłość boli, bardzo boli.
Dziękuję Pani za walkę. Miejmy nadzieję, że przyjdą inni i dalej będą ją kontynuować.

Oświadczenie kurii zamiast osobiste księdza biskupa jest podtrzymywaniem muru pomiędzy hierarchią a świeckimi. To jest ten rodzaj kultury organizacyjnej, jaką uwydatnił Bolesław Prus w Faraonie opisując audiencję Ramzesa XII – koło jego ucha stał dworzanin noszący wachlarz przez którego monarcha zwracał się do urzędników („Zapytaj mojego sługę Nitagera, czy … ; Dostojny Nitagerze, pan i władca dwóch światów, oby żył wiecznie, zapytuje cię, czy …”), bowiem urągałoby to majestatowi gdyby zwracał się do poddanych a oni do majestatu bezpośrednio. Hierarchia, i ta wyższa, i ta niższa dziedziczy po poprzednikach barierę, jaką jest odgrodzona od wiernych. Większość duchownych nie rozumie, że to jest jedną z przyczyn nieszczęść, które ma Kościół, a także sami duchowni. Prawdopodobne jest, że gdyby nie było tej bariery, skala nadużyć seksualnych byłaby mniejsza, bo trudniej byłoby je ukrywać, jeśli przejrzystość struktur kapłańskich byłaby większa. O to chyba chodzi Franciszkowi by droga synodalna osłabiła tę barierę – przy całej mojej ostrożności wobec recept Franciszka na kryzys w Kościele, że w świeckich leży jakaś nadzieja.

Z kościołów w Anglii mam takie wspomnienia, że nim zakończyła się pieśń na wyjście, odprawiający kapłan, a często także nie odprawiający tej akurat mszy a obecni wówczas w parafii księża już stali przed kościołem i zagadywali parafian lub byli dla nich dostępni. Schodzili z „posterunku” dopiero, gdy wierni już się porozchodzili. Tak sobie marzę, by synod chociaż tę „nowinkę” wprowadził do polskiego Kościoła. Bo dalej większość parafian czuje skrępowanie i pewną taką „nieśmiałość” wobec swoich duszpasterzy. Do poufałości dopuszczana jest wąska grupa, owszem najaktywniejszych parafian, którzy często swoją pewnością siebie wynikającą z przywileju dopuszczenia do komitywy z księżmi peszą mniej dopuszczonych wiernych. A potem narzekania, że wierni nie garną się masowo do księży.

Więc oczekiwałbym, że księża biskupi będą stawać przed wiernymi (ale nie przed mediami – ja nie chcę, by mnie reprezentowała Wyborcza lub TVN) i nie tyle co konsultować, co ex post tłumaczyć swoje decyzje, które ich dotyczą. Nie uszczupli to ich władzy, ale jestem przekonany, że gdyby ksiądz biskup wiedział, że musi stanąć i uzasadnić podjętą decyzję to bardzo by podniosło ich jakość.

Żeby stanąć wśród wiernych trzeba mieć pewność, że ci nie przyjdą do księdza z pretensjami o cmentarz, kościół, opłaty, zdzierstwo, nieobecność w parafii, brak pracy, stosunek do dzieci itp. Trzeba mieć najpierw czyste sumienie.
Nawet ksiądz, który osobiście nie ma powodów by takiej konfrontacji się obawiać nie spróbuje wprowadzenia podobnej „nowinki” bojąc się, ze zostanie zakrzyczany przez kolegów, którzy wolą z wielu istotnych powodów mieć jak najmniej do czynienia z parafianami. Skoro oni nie chcą, to niech nikt się nie ośmieli. Jeszcze by ludzie zapytali: „Skoro tamten proboszcz może to czemu nasz nie?”

Panie Piotrze ale tak sie nie stanie. Prosze zobaczyc na Gdansk, tyle bylo nadziei ze nowy biskup posprząta po sołtysie Głodziu, i co? Nic! Nadal zwłoki pedofila Jankowskiego są wewnatrz Domu Bozego! I nikomu ta ohyda nie przeszkadza! ! Nadal kanclerzem i delegatem ds. ochrony dzieci są te same osoby co za Głodzia. Bo nasi biskupi to uklady kolesiowskie! Jeden drugiemu krzywdy nie zrobi! I pokazał to 25 letni proces ks…. Dymera! Głódz nie dał skrzywdzić Dzięgi ze Szczecina a wyrok do dzis jest utajniony! I to jest ta otwartość Watykanu wobec ofiar wykorzystania! Przeciez utajnienie wyroku musiał zaakceptować sam papiez!! Przykład idzie z samej góry jak … biskupi… mają postepować z ogonem!

Komentarz znam. Pana Wojtka. Dziękuję.
Był tu już na Więzi. Że ci wrażliwi to ulegają złu i w ogóle przesadzają.
Dają się wkręcić.
Wpływ mają jednak ci, którzy działają. Oburzeni.Wyraźnie.
By mówić o złu, trzeba mieć za sobą Słowo. Odwagę.
A zło mści się za obnażanie. Woli działać w ukryciu. Dyskretnie.

Lubię nazywać rzeczy po imieniu. Filolog.

Np. Thomas Doyle. Boston Glob. Spotlight.
Czasem płaci się ogromną cenę za mówienie o złu, które się widzi.
To jest też utrata wiary w proste schematy – bo zawodzą.
Pan Gutowski i wywiad https://wdrodze.pl/article/nie-jem-regularnie/

Dobrze jest angażować się w KK, tam gdzie nikt się nie wtrąca.
Do zrealizowania – poza Polską – my tu jednak mamy mały Watykan.
Owoc pontyfikatu.
Można też i poza KK. Dobro nie zna granic 🙂

Dla mnie KK nie sprawdził się tam, gdy sam stworzył sytuacje karygodne.
Jest dobry w piętnowaniu cudzych win.
Swoich nie dostrzega.

I tak btw. Ile razy zauważam, że ktoś potrafi wykluczyć z rozmowy kogoś, tylko dlatego,
że jest niewygodny- myślę sobie – aha, niby dobrze, bo różnie w necie i w życiu bywa.
A jednak też przez głowę przebiega mi wtedy myśl, a jak mnie też wykluczy jak mu podpadnę …
Do jakiego stopnia mogę z nim rozmawiać?
Ryzykuję – przynajmniej dowiem się jak bardzo umie rozmawiać i nie bać się.
I przypomniał mi się list Kiplinga do syna.

„Jeżeli umiesz rozmawiać z nieuczciwymi, nie tracąc uczciwości
lub spacerować z królem w sposób naturalny”
I znów to napiszę – wolności w myśleniu o wierze nauczył mnie ksiądz Tischner.
Bardzo mu dziękuję.

http://wiersze.doktorzy.pl/dosyna.htm

Dziękuję za odpowiedź. Tak jak i Pani, na pewno nie osądzałbym ludzi wrażliwych. Każdy ma swoje słabe punkty, czasem są to wrota, które sami szeroko otwieramy, czasem jest to pilnie strzeżone ucho igielne. (1 P 5:8)

Jako, że nihil novi sub sole, to: „Panie, daj mi cierpliwość, abym umiał znieść to, czego zmienić nie mogę; daj mi odwagę, abym umiał konsekwentnie i wytrwale dążyć do zmiany tego, co zmienić mogę; i daj mi mądrość, abym umiał odróżnić jedno od drugiego.”

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.