Jesień 2021, nr 3

Zamów

Podręcznik synodalności

Papież Franciszek z uczestnikami synodu o młodzieży i powołaniu. Watykan, październik 2018. Fot. M. Mazur / Episkopat.pl

Ważny dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej o synodalności nie został nawet przetłumaczony na język polski. A przecież synodalność ma stać się teraz stylem życia Kościoła.

W marcu 2018 r. Międzynarodowa Komisja Teologiczna – ciało eksperckie złożone z teologów z całego świata, mające służyć papieżowi i Kongregacji Nauki Wiary pomocą w formułowaniu opinii teologicznych na różne bieżące tematy – opublikowała ważny dokument „Synodalność w życiu i misji Kościoła”. Dziwi fakt, że do tej pory nie ma on polskiego tłumaczenia i przeszedł w naszym kraju niemalże niezauważony.

Jedyny tekst, jaki znalazłem, a który skrótowo go omawia i prezentuje w kontekście rzeczywistości Kościoła południowoamerykańskiego, został opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” przez polskiego teologa franciszkańskiego, ojca Kaspra Kapronia, na co dzień pracującego w Boliwii.

Jezus ustanowił struktury Kościoła nie po to, aby stały się one nową arystokracją, lecz po to, by służyły całej Wspólnocie

ks. Krzysztof Patejuk

Udostępnij cytat

Dokument jest teologicznym pogłębieniem i osadzeniem w historycznym kontekście papieskiego przemówienia z okazji pięćdziesiątej rocznicy istnienia instytucji Synodu Biskupów, omawianego przeze mnie w tekście „Rewolucja synodalna papieża Franciszka”. Rozwija on intuicje i myśli papieża, przedstawiając odnowioną wizję synodalności, a także praktyczne i ekumeniczne tego konsekwencje.

Uważam brak polskiej recepcji tekstu komisji za poważne zaniedbanie i pominięcie, ponieważ jest to dokument, który powinien być czytany i przyswajany przez tych, którzy w sposób szczególny są odpowiedzialni za budowanie Kościoła synodalnego, zwłaszcza przez biskupów i prezbiterów.

Mimo że nie należy do ściśle rozumianego Magisterium, można go traktować jako podręcznik synodalności i podstawę do formacji na poziomie diecezji i parafii, gdyż ma on charakter nie tylko dogmatyczno-historyczny czy kanonistyczny, ale także pastoralny i duchowy.

Dlatego też uważam, że warto omówić go bardziej szczegółowo nawet po ponad trzech latach od publikacji, zwłaszcza w kontekście nadchodzącej inauguracji procesu synodalnego.

Aktywne uczestnictwo i współodpowiedzialność

Fundamentem dla dokumentu Komisji są słowa papieża Franciszka wypowiedziane w przytoczonym przemówieniu, gdzie synodalność jest nazwana „wymiarem konstytucyjnym Kościoła” i „oczekiwaniem Boga wobec Kościoła w trzecim tysiącleciu”. Dlatego też tekst rozpoczyna się od zdefiniowania najważniejszych pojęć, aby później osadzić nowe rozumienie synodalności w rzeczywistości teologicznej.

Wskazuje na etymologię, podobieństwa i różnice pomiędzy słowami „synod” i „sobór”, podkreślając, że Kościół jest wspólnotą wiernych pielgrzymujących wspólnie (greckie znaczenie słowa „synod”) ku zbawieniu. Pojęcie „sobór”, które ma pochodzenie łacińskie, pomimo zasadniczej jedności znaczeniowej z „synodem”, pogłębia rozumienie Kościoła, ponieważ odnosi się także do hebrajskiego „qahal”, czyli zgromadzenia zwołanego przez samego Boga.

Dokument wskazuje, że rozróżnienie pomiędzy synodem a soborem jest relatywnie nowe w historii Kościoła. Pojęcia te były stosowane zamiennie jeszcze w tekstach II Soboru Watykańskiego jako opis zgromadzenia soborowego. Dopiero Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r. wprowadza rozróżnienie pomiędzy Soborem Ekumenicznym i Partykularnym a Synodami Biskupów, diecezjalnymi czy prowincjonalnymi. Tekst Komisji wskazuje na nowość słowa „synodalność” i widzi jego pochodzenie jako wynik dojrzewania eklezjologii katolickiej po II Soborze Watykańskim. Świeżość tego pojęcia wymaga dokładnego zbadania i właśnie to jest tematem omawianego dokumentu.

Ostatni sobór, mimo iż nie używa słowa „synodalność”, buduje eklezjologię komunii oraz fundamentalnej równości i godności wszystkich ochrzczonych, która jest podstawą odnowionego pojęcia synodalności. Dokument wskazuje, że rozumienie to wiąże się nierozerwalnie z aktywnym uczestnictwem w życiu Kościoła i współodpowiedzialnością za jego stan wszystkich członków Ludu Bożego.

To uściślenie służy odróżnieniu synodalności od kolegialności, która definiowana jest jako wspólna posługa biskupów w jedności z papieżem, przez co staje się koniecznym elementem szerszego procesu aktywności synodalnej wszystkich wiernych. Biskupi mają za zadanie słuchać Ludu Bożego, żyć jego radościami i troskami, ale także wspólnie z papieżem czuwać nad tym, czy droga synodalna idzie w dobrym kierunku.

Jest to podkreślenie służebnego charakteru następców Apostołów wobec wspólnoty Kościoła. Mają oni ją prowadzić przez słuchanie i współodczuwanie, a nie przez autorytatywne zarządzanie. Pasterska wrażliwość i otwieranie dróg do podejmowania przez świeckich większej odpowiedzialności za Kościół są centralną osią dokumentu.

Sobór Jerozolimski jako wzór synodalności

W pierwszym rozdziale dokument osadza odnowione pojęcie synodalności w tradycji biblijnej i historii kościelnej. Pismo Święte – jako opowieść o przymierzu człowieka z Bogiem, najpierw w historii o Abrahamie, następnie Mojżeszu, aż wreszcie o Chrystusie – przedstawia przemianę niewolniczych plemion w jeden Naród Wybrany, do którego należą nie tylko obrzezani mężczyźni, ale także kobiety, dzieci i przybysze. Ten Lud staje się przestrzenią relacji pomiędzy Stwórcą a człowiekiem i znakiem Bożego miłosierdzia wobec całej ludzkości.

Jednym ze znaków przymierza jest nadanie prawa, ustalenie hierarchii, sformalizowanie zwyczajów. Wszyscy członkowie Izraela są równi co do godności, ale dla dobrego funkcjonowania społeczności należy wprowadzić zasady i wybrać osoby godne zaufania, które przed Bogiem i swoimi rodakami będą odpowiadać za swoją służbę. To samo czyni Jezus, przychodząc na świat i zakładając Kościół. Powołuje Dwunastu, wybiera Piotra jako pierwszego spośród nich, ale ustanawia struktury nie po to, aby stały się one nową arystokracją, ale po to, by służyły całej Wspólnocie.

Władza w Kościele nie ma polegać na rządzeniu wzorem społeczeństw świeckich, lecz na byciu „ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”. Kryterium przynależności do nowego Ludu Wybranego nie jest już obrzezanie czy narodowość, ale wolny wybór wiary wyrażony przez sakrament chrztu. Dlatego pierwszy Kościół, po wydarzeniach paschalnych i zesłaniu Ducha Świętego, bardzo szybko otwiera się na pogan. Staje jednak przed decyzją o podtrzymaniu lub odrzuceniu wymogów Prawa Mojżeszowego. Dlatego też gromadzi się w Jerozolimie, aby wspólnie wyjaśnić wszelkie kontrowersje.

Dokument Komisji omawia to, opisane w Dziejach Apostolskich, spotkanie jako wzór dla kościelnych synodów i soborów przez całe wieki. Wskazuje na uczestnictwo w nim całego Kościoła jerozolimskiego, a także zaproszonych gości ze wspólnot zdominowanych przez nawróconych pogan, reprezentowanych przez Pawła i Barnabę. Pomimo zróżnicowania funkcji i odpowiedzialności to cała wspólnota ma wpływ na kształtowanie się ostatecznych rozwiązań, często przy zażartych i pełnych pasji dyskusjach. Jednocześnie wskazuje się na hierarchiczność pierwotnego Kościoła, na szczególną pozycję Apostołów i Starszych, a także Jakuba, przewodniczącego jerozolimskiej wspólnoty. Pomimo pierwotnych różnic poglądów, dzięki wsłuchiwaniu się w Ducha Świętego, ostatecznie wszyscy zgadzają się w zasadniczej kwestii: braku konieczności obrzezania i przyjmowania przez pogan większości zwyczajów Prawa Mojżeszowego.

Wskazując na Sobór Jerozolimski, Komisja pragnie pokazać, jak powinna wyglądać synodalność w Kościele także dziś. Każdy wierny powinien mieć szansę na bycie wysłuchanym i współodpowiedzialnym za decyzje podejmowane we Wspólnocie. Jednocześnie hierarchiczność Kościoła – sprawowana przez odpowiednie osoby, które nie pragną władzy, ale służby – chroni go przed zbłądzeniem, ale także przed wykluczeniem kogokolwiek.

Historia Soboru Jerozolimskiego wskazuje, że kościelna jedność nie może być wprowadzana przez rozkazy i narzucanie autorytetu, ale przez spotkanie, dialog, modlitwę, wsłuchanie w Ducha Świętego, otwartość na wszelkie punkty widzenia. Synodalność zakłada włączenie w proces decyzyjny wiernych reprezentujących wszelkie środowiska i poglądy, nawet bardzo skrajne. Po to, aby móc podjąć jak najlepsze decyzje, które – choć pewnie nie zadowolą wszystkich – będą wynikiem rzeczywistego procesu odkrywania i pogłębiania prawdy w różnorodności, a nie narzucania autorytatywnych rozwiązań.

Zanikanie synodalności przez wieki

Następnie dokument opisuje rozwój kościelnej synodalności aż do dzisiejszego rozumienia. Mówi on, że „synodalność manifestuje się od początku jako gwarancja i wcielenie kreatywnej wolności Kościoła wobec swojego pochodzenia apostolskiego i powołania do powszechności”.

Rozwijająca się i rosnąca wspólnota musi znajdować sposoby, aby coraz skuteczniej i lepiej manifestować swoją jedność, stąd tworzone są struktury znane do dzisiaj, takie jak diecezje czy metropolie. Pojawia się praktyka zwoływanych regularnie lokalnych i prowincjonalnych synodów, biskupi gromadzą się na pierwszych soborach, wykształca się uprzywilejowana pozycja Kościoła i biskupa rzymskiego.

W drugim tysiącleciu, wraz z rozłamem chrześcijaństwa, na Wschodzie rozwijały się synodalne metody zarządzania Kościołem, na Zachodzie zaś, poprzez reformę gregoriańską, wzmocniona została władza papieska, a przez to także dokonano znaczącej centralizacji. Miało to swoje źródła w chęci obrony przed cezaropapizmem, ale sprawiło również, że ranga i znaczenie wspólnot lokalnych zostały znacząco osłabione. Jednocześnie przetrwały pewne formy synodalności: zwoływano sobory, synody, rozwijały się zakony, kapituły i kolegiaty.

Oczywiście wszystkie te zjawiska miały zasadniczą wadę: brakowało w nich miejsca dla ludzi świeckich, o ile nie byli teologami czy kanonistami. „Przeciętni” świeccy zostali, zgodnie z feudalnym zorganizowaniem społeczeństwa, zredukowani do roli biernych przedmiotów duszpasterskiej pracy wyświęconych. Sytuacji laikatu nie poprawiła reakcja Kościoła na Reformację, która – przez podejście apologetyczne – jeszcze bardziej wzmocniła pozycję papieża, biskupów i prezbiterów, osiągając ekstremum w czasie I Soboru Watykańskiego.

Jednocześnie XIX i XX wiek przyniosły także próby odnowienia niektórych praktyk synodalnych w Kościele łacińskim: konsultacje z biskupami przed ogłaszaniem maryjnych dogmatów, rozwój ruchu ekumenicznego, odnowienie teologii zmysłu wiary ludu Bożego. Wszystkie te tendencje znalazły swoje odbicie i oficjalne uznanie w czasie II Soboru Watykańskiego, który, jak pisałem w poprzednim tekście, zbudował fundament dla nowego pojęcia synodalności.

„Stare, dobre czasy” nie istniały

Krytycy współczesnego Kościoła lubią mówić o tym, że stał się on przez reformy soborowe zbyt światowy, że poddał się procesom, które zachodzą w społeczeństwach świeckich, zamiast samemu je dyktować. Historia synodalności – a raczej stopniowego odchodzenia od niej i zawężania grupy decyzyjnej w Kościele – pokazuje, że katolicyzm był zawsze podatny na tendencje polityczno-społeczne danej epoki. Po oficjalnym uznaniu wszedł w imperialny system rządów, w średniowieczu stał się elementem feudalnego systemu, który zaczął się kruszyć wraz z Reformacją i Rewolucją Francuską.

Kościół jednak nie może być częścią „starego porządku” ani żadnego innego, ponieważ zatraci swoją prorocką moc wynikającą z nowości Ewangelii. Synodalność – rozumiana jako proces ciągłego rozeznawania, badania świata, szukania sposobów na lepsze głoszenie Słowa – musi być dokonywana z uwzględnieniem wszystkich wiernych. Inaczej szybko zacznie służyć nie całej wspólnocie, lecz jedynie wybranym i uprzywilejowanym grupom.

Zaangażowanie wszystkich członków Ludu Bożego w uczestnictwo i współodpowiedzialność za wspólnotę staje się także obroną przed upolitycznieniem Kościoła, przed wpisaniem go w obręb konkretnych poglądów i ideologii. Jest to kluczowe zwłaszcza w dzisiejszym świecie, kiedy wydaje się, że prawicowy populizm, łudzący wierzących powrotem do „starych, dobrych czasów” i „tradycyjnych wartości”, pragnie wziąć Kościół w niewolę i zaprząc go do swoich politycznych celów.

Wierzę, że prawdziwa synodalność, modlitwa i otwarcie na działanie Ducha Świętego, pozwolą uniknąć tej pułapki i pokusy. Bo, jak pokazuje dokument Komisji, te „stare, dobre czasy” po prostu nigdy nie istniały, a jeśli były dobre, to jedynie dla wąskiej, uprzywilejowanej grupy ludzi. Dlatego właśnie dokument po rozdziale historycznym przechodzi do próby zbudowania teologii synodalności, aby w ciągle zmieniającym się świecie Kościół mógł zachować pierwotnego ducha Ewangelii wyrażonego w Soborze Jerozolimskim.

Nie ma synodalności bez jedności przy ołtarzu

Synodalność jest wymiarem konstytutywnym dla Kościoła. To oznacza, że, jak mówi dokument, „nie wyznacza ona po prostu prostej procedury operacyjnej, ale szczególną formę, w której żyje i funkcjonuje Kościół”. Konieczność synodalności ma swoje źródło zarówno w trynitarności Boga, jak i jedności, powszechności i apostolskości Kościoła. Jest on powołany do działania w Chrystusie i przez Ducha Świętego w dziele świadczenia o miłości Boga do każdego człowieka.

Każdy członek Ludu Bożego jest wezwany do tej misji, dlatego musi być on czynnym podmiotem działalności Kościoła i czuć się za niego odpowiedzialny. Nie jest to możliwe bez rozszerzania form uczestnictwa wszystkich wiernych w procesach decyzyjnych wspólnoty, na każdym jej szczeblu. Nie można bowiem realizować skutecznie misji jedności wobec świata, kiedy sam Kościół jest wewnętrznie podzielony i kiedy rola niektórych jego członków ogranicza się tylko do biernego słuchania i wypełniania poleceń grupy wyświęconych.

Dlatego podstawą synodalności musi być pragnienie przełożenia doskonałej miłości, jedności i otwartości Boga w Trójcy na praktykę życia zarówno indywidualnego, jak i wspólnotowego całego Kościoła. Wszelkie formy dyskryminacji i ograniczania odpowiedzialności – chociażby motywowane najpiękniejszymi religijnymi argumentami – nie wytrzymują próby, którą jest wzajemna relacja Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Watykański dokument wskazuje, że odbiciem trynitarności Boga staje się w Kościele „jednakowa godność wszystkich ochrzczonych, powszechne powołanie do świętości, uczestnictwo wszystkich wiernych w urzędzie kapłańskim, prorockim i królewskim Chrystusa, bogactwo darów hierarchicznych, a także życie i misja każdego Kościoła lokalnego”. Wszystko to znajduje swój najpełniejszy wyraz w sakramencie Eucharystii, która gromadzi rozproszony Lud Boży i tworzy z niego jedność w różnorodności. Msza święta jest najpełniejszym wyrazem synodalności Kościoła, gdzie każdy wierny posiada tę samą godność, jest równy innym, ale jednocześnie ma różne funkcje i powołania do spełnienia.

Dlatego też u zarania kościelnej synodalności stała niedzielna Eucharystia, sprawowana przez biskupa dla swojej lokalnej wspólnoty. Była ona wyrazem wewnętrznej jedności we wspólnej wierze, a także zakorzenienia w Kościele powszechnym. Dzisiaj także to Msza święta i wspólne spotkanie przy Stole Pańskim muszą być podstawą wszelkiej synodalności. Bez jedności przy ołtarzu, która wymaga stanięcia w prawdzie, przyznania się do słabości, przebaczenia i otwartości na działanie Boga synodalność będzie jedynie uprawianiem kościelnej polityki, a nie procesem dynamizującym życie misyjne Kościoła.

Kościół synodalny musi także pamiętać, że jest wspólnotą pielgrzymów, którzy zmierzają ku zbawieniu. Jego misja wobec świata nie ma jedynie charakteru czasowego, ale musi wykraczać w wieczność, musi mieć na horyzoncie perspektywę nieba. Wspólnota wierzących, jako nowy Naród Wybrany, musi wziąć odpowiedzialność za zbawienie wszystkich ludzi, dlatego nieustannie powinna szukać lepszych dróg dotarcia do nich z przesłaniem Ewangelii.

Synodalne nawrócenie serc i struktur

Odnowiona synodalność, rozumiana jako uczestnictwo i współodpowiedzialność wszystkich członków Ludu Bożego w życiu i misji Kościoła, ułatwia wsłuchiwanie się w głos świata, w jego potrzeby i pomaga znaleźć ewangeliczną odpowiedź na wyzwania współczesności. Jakiekolwiek ograniczanie synodalności upośledza ten proces, ponieważ zmusza wielkie grupy wiernych do milczenia, ślepego posłuszeństwa, do bierności, która nie pozwala na realizację kapłańskiej, prorockiej i królewskiej misji każdego ochrzczonego.

Konstytucja „Gaudium et spes” II Soboru Watykańskiego rozpoczyna się słowami: „Radość i nadzieja, smutek i trwoga ludzi współczesnych, zwłaszcza ubogich i wszystkich cierpiących, są też radością i nadzieją, smutkiem i trwogą uczniów Chrystusowych; i nie ma nic prawdziwie ludzkiego, co nie miałoby oddźwięku w ich sercu. Ich bowiem wspólnota składa się z ludzi, którzy zespoleni w Chrystusie prowadzeni są przez Ducha Świętego w swym pielgrzymowaniu do Królestwa Ojca, i przyjęli orędzie zbawienia, aby przedstawiać je wszystkim. Z tego powodu czuje się ona naprawdę ściśle złączona z rodzajem ludzkim i jego hierarchią”. Kościół nie może manifestować tej jedności inaczej, jak tylko przez pokazywanie, że jest wspólnotą ludzi równych, którzy biorą odpowiedzialność za siebie i świat.

Jeśli Kościół sam będzie miejscem dyskryminacji i wykluczenia, nie będzie różnił się niczym od społeczeństw świeckich i od budowanych w nich systemów politycznych. Izolacja kogokolwiek, mentalność oblężonej twierdzy, poczucie osaczenia, bycia prześladowanym, strach i demonizacja świata nie sprawią, że Kościół będzie „znakiem sprzeciwu”, ale raczej stanie się zbędnym reliktem przeszłości, który należy odrzucić. Tylko w jedności ze światem i odważnym wsłuchiwaniu się we współczesność Kościół może być dla człowieka rzeczywiście domem i miejscem, w którym znajdzie on miłość, przebaczenie, poczucie braterstwa, a także perspektywę wiecznego zbawienia.

Nie jest to możliwe bez synodalnego nawrócenia serc i struktur. Nie jest to możliwe przy autorytarności w rządzeniu, poczuciu wyższości i zamknięciu na świat. Eklezjologia komunii II Soboru Watykańskiego sprawia, że misja jedności Kościoła może być wyrażona tylko w poczuciu służebności wobec świata. Myślę, że nie da się tego osiągnąć, jeśli sam Kościół będzie nadal przypominał piramidę i jeśli to jego hierarchiczność wynikająca z sakramentu święceń będzie stała w centrum organizacji. Dlatego też papież Franciszek nawołuje do odwrócenia piramidy, do zmiany rozumienia kościelnej władzy, do powrotu do ducha służby. Jest to konieczne, aby Kościół mógł być dla świata wiarygodnym i prorockim znakiem fundamentalnej równości i jednakowej godności wszystkich ludzi.

Synodalność oznacza także wzmocnienie pozycji Kościołów lokalnych, pewną decentralizację, oczywiście w jedności z Piotrem. Lepiej można usłyszeć świat z pozycji parafii czy diecezji niż z Rzymu. Różnorodność świata wymaga innych środków prowadzenia ewangelizacji w poszczególnych miejscach czy regionach. Siłą Kościoła powinna być jedność w różnorodności, a nie pełna uniformizacja, która nie przystaje do lokalnych tradycji czy zwyczajów, a które od zawsze były przyjmowane przez wspólnotę chrześcijan. Kościół, zatracając poczucie lokalności, przemieni się w twór abstrakcyjny, laboratoryjny. Porzucając powszechność, stanie się fenomenem jedynie lokalnym.

Dlatego dokument bardzo mocno podkreśla, że proces synodalny ma służyć jedności Kościoła. Temu, aby „różnorodność nie była tylko zwykłym współistnieniem, ale przenikaniem się we wzajemnej współzależności i poddaniu. Jedność pomiędzy Kościołami w jedności Kościoła powszechnego rozświetla znaczenie eklezjologiczne «my» kolegialności biskupiej połączonej w jedności z Piotrem i w posłuszeństwie mu”. W kontekście synodalnym kolegialność nie zatraca swojego znaczenia, ale staje się rzeczywistym wyrazem służby biskupów i papieża Kościołowi, która nie jest możliwa do urzeczywistnienia bez wsłuchania w głos Ludu Bożego i świata. Pozbawiona synodalności kolegialność będzie jedynie kręgiem wzajemnej adoracji, rządzeniem dla rządzenia, manifestacją arystokratycznego systemu. Nie można umyć ludziom nóg, kiedy się ich nie spotka i nie rozezna, czego potrzebują.

Pozycja w rachunku sumienia

Refleksja nad podstawami teologicznymi odnowionej synodalności pokazuje, że nie ma innej drogi dla Kościoła, jak nieustanne włączanie wszystkich wiernych w uczestnictwo i odpowiedzialność za decyzje podejmowane we wspólnocie. Lud Boży musi pielgrzymować wspólnie, bez podziału na ważniejszych i mniej istotnych, bez poczucia przytłoczenia władzą, ale w świadomości jednakowej godności wynikającej z przyjęcia sakramentu chrztu.

Synodalność ma stać się stylem życia Kościoła, punktem wyjścia dla jego misji wobec świata, ale także pozycją w rachunku sumienia, zwłaszcza dla biskupów i prezbiterów. Wymaga ona bowiem nawrócenia mentalności, porzucenia utartych ścieżek i formuł, ryzyka wsłuchania się w głos świata, także ten nieprzyjemny i zbuntowany. Nawrócenie osobiste musi się przełożyć na przemianę instytucji i struktur, otwarcie ich na osoby świeckie uznawane za partnerów i braci, wyrzeknięcie się paternalizmu, porzucenie myślenia, że jako wyświęceni wiemy wszystko lepiej i znamy odpowiedzi na każde pytanie. Dokument wyraźnie pokazuje, że nie ma innej drogi dla Kościoła niż ta synodalna.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Na zakończenie chciałbym wyznać, że osobiście bardzo lubię odprawiać Mszę świętą z użyciem piątej modlitwy eucharystycznej „D”, gdzie modlimy się: „Spraw, by nasz Kościół odnowił się w świetle Ewangelii. Umocnij więź jedności między wiernymi i kapłanami, między kapłanami i naszym biskupem, między biskupami i naszym papieżem. W świecie rozdartym niezgodą niech Twój Kościół jaśnieje jako znak przyszłej jedności i pokoju”.

Czytając te słowa, mam od dłuższego czasu w głowie i w sercu taką właśnie wizję Kościoła synodalnego, jak przedstawiona w dokumencie Międzynarodowej Komisji Teologicznej. Podejście takie mogłoby być dla świata prawdziwie prorockim znakiem jedności pomimo podziałów, a także głębokiego dialogu opartego na słuchaniu każdego głosu.

Zapraszamy również do lektury jesiennego numeru kwartalnika  „Więź”, który ukaże się niebawem i będzie zawierał blok tekstów pod tytułem  „Jaka droga synodalna?”.

Podziel się

2
1
Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.