Jesień 2021, nr 3

Zamów

Śmierć ks. Dymera. Sekcja zwłok nie wykazała udziału osób trzecich

Ks. Andrzej Dymer podczas uroczystego otwarcia Szpitala Rehabilitacyjnego Świętego Karola Boromeusza w Szczecinie 19 czerwca 2017. Fot. Krzysztof Hadrian / Agencja Gazeta

Wyniki sekcji przytacza „Rzeczpospolita”.

Dziennikarki „Rzeczpospolitej” – Grażyna Zawadzka i Izabela Kacprzak – ujawniają, że ks. Andrzej Dymer, na którym ciążyły oskarżenia o wykorzystywanie seksualne małoletnich zmarł z przyczyn naturalnych, wskutek zatrzymania krążeniowo-oddechowego. Szczeciński duchowny chorował na dwa nowotwory – raka trzustki oraz białaczkę – i to one miały doprowadzić do jego śmierci w wieku 58 lat. Tak wynika z opinii lekarskiej po sekcji zwłok.

Śmierć ks. Dymera w lutym tego roku, tuż po emisji dotyczącego go reportażu „Najdłuższy proces Kościoła” Sebastiana Wasilewskiego, wywołała spekulacje. Szczecińska Prokuratura Okręgowa wszczęła śledztwo z art. 155 kodeksu karnego, który dotyczy „nieumyślnego spowodowania śmierci”, stosowany, gdy dochodzi do zgonu i trzeba wyjaśnić wątpliwości.

– Wygląda na to, że sprawa nie ma „drugiego dna” i zapewne niebawem śledztwo zostanie umorzone. Nie ma żadnych śladów, które mogą wskazywać na to, że ktoś do śmierci Dymera się przyczynił – twierdzi źródło „Rzeczpospolitej” z wymiaru sprawiedliwości.

Wieloletnią bezkarność szczecińskiego duchownego i zaniedbania jego kościelnych przełożonych opisał Zbigniew Nosowski w reporterskim cyklu „Przeczekamy i prosimy o przeczekanie”. Naczelny kwartalnika „Więź” pisał, że o tym, iż ks. Dymer wykorzystuje seksualnie małoletnich chłopców, władze archidiecezji szczecińskiej wiedziały już w 1995 r. Karny proces kanoniczny rozpoczął się jednak dopiero w roku 2004. W kwietniu 2008 r. kościelny trybunał uznał winę ks. Dymera. Treść wyroku przez wiele lat pozostawała poufna, nie znali jej nawet pokrzywdzeni, ujawnił ją dopiero w listopadzie ub.r. Nosowski. W wyroku mowa jest o uzyskaniu „pewności moralnej co do zasadności oskarżeń ks. Andrzeja Dymera o molestowanie wychowanków Ogniska św. Brata Alberta w Szczecinie w latach 1993–1995”.

Oskarżony złożył apelację od wyroku pierwszej instancji. Od roku 2008 za przebieg procesu drugiej instancji w sprawie ks. Dymera odpowiada – z polecenia Watykanu – archidiecezja gdańska. Jak ujawnił Nosowski, ówczesny metropolita gdański, abp Sławoj Leszek Głódź – pomimo polecenia Stolicy Apostolskiej i kilkakrotnych przypomnień ze strony Kongregacji Nauki Wiary – przez ponad 9 lat nie wydał dekretu nakazującego wszcząć proces sądowy w drugiej instancji. Uczynił to dopiero 31 grudnia 2017 r.

Nosowski pisał: „Wspólnym wysiłkiem dwóch archidiecezji – szczecińskiej i gdańskiej – Polska usiłuje pobić rekord świata w długości trwania postępowania kanonicznego”.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Dopiero dzień po śmierci ks. Dymera rzecznik archidiecezji gdańskiej ks. Maciej Kwiecień poinformował Katolicką Agencję Informacyjną, że postępowanie kanoniczne wobec duchownego zostało zamknięte, a nawet zapadł wyrok. Nie zostanie jednak upubliczniony przez Gdański Trybunał Metropolitalny.

Przeczytaj też: Tak zwane dobro Kościoła. Rozmowa z o. Tarsycjuszem Krasuckim

DJ

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (4)

To były jakieś poważne podejrzenia że ks. Dymera wykończono na rozkaz z Watykanu?
Jakoś do tej pory na to nie wpadłem, ale po tym artykule zaczynam mieć wątpliwości….. 🙂

A wyrok wydany przez gdanski trybunał metropolitalny nadal jest tajny!! I to jest ta otwartosc Koscioła hierarchicznego wobec ofiar wykorzystania? Gdzie jest Prymas jako delegat KEP gdzie jest biuro delegara KEP? Czemu nie interweniują? Schowali glowę w piasek! Czyli nastepny policzek zadany ofiarom Pana Dymera! A przed nim byli inni a szczegolnie jeden z Dymerem mocnooo zwiazany…..i był gorszy od Dymera.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.