Lato 2021, nr 2

Zamów

Lubimy obserwować, jak zmieniają się dzieci, jak umacniają się w poczuciu swojego zdania, uczą się stawiać granice

Fot. Alberto Casetta / Unsplash

Dla dziecka lepsza jest samotna mama niż przebywanie w placówce – mówią Klaudia i Piotr Chazan, wieloletnia rodzina zastępcza dla sześciorga dzieci, w rozmowie Katolickiej Agencji Informacyjnej.

Rozmowa z Klaudią i Piotrem Chazan, Jackiem Weiglem, prezesem Fundacji „Edukacja z wartościami”, oraz Moniką Szymaszek z projektu „Niezastąpieni”.

Dawid Gospodarek (KAI): Czy mogliby państwo na początku zdefiniować pojęcia – czym jest rodzina adopcyjna, czym się różni od rodziny zastępczej, co to jest przysposobienie?

Klaudia i Piotr Chazan: Rodzina adopcyjna to taka, która przyjmuje dziecko, które staje się jej dzieckiem. Dziecko dostaje nowy PESEL, rodzice mogą, ale nie muszą, zmienić dziecku imię. Od tej pory dziecko jest oficjalnym członkiem swojej nowej rodziny ze wszystkimi wiążącymi się z tym prawami, również jeżeli chodzi o dziedziczenie majątku po rodzicach.

Natomiast rodzina zastępcza to forma opieki krótkoterminowej, do której najczęściej trafiają dzieci z nieuregulowaną sytuacją prawną. Oznacza to, że biologiczni rodzice w tym czasie nie mogą sprawować opieki nad dziećmi. Sąd przeważnie daje rodzicom możliwość, aby poprawili swoją sytuację i by dzieci mogły do nich wrócić. Jeżeli rodzice pomimo danej im szansy nie są w stanie sprawować nad dzieckiem opieki, pozostaje ono w rodzinie zastępczej do czasu wyjaśnienia sytuacji prawnej. Gdy rodzic biologiczny utrzymuje z dzieckiem relacje, ale nie może lub z jakichś powodów nie chce zająć się nim fizycznie, dziecko może pozostać z rodziną zastępczą i traktuje ją jak własną.

W byciu rodziną zastępczą bardzo ważne jest rozróżnienie form, w jakich mogą one funkcjonować. Forma zawodowa, w której rodzice otrzymują wynagrodzenie za swoją pracę, jaką jest opieka nad dziećmi w rodzinie zastępczej. Forma niezawodowa – bez wynagrodzenia za opiekę nad dziećmi, rodzice zastępczy pracują na etacie i najczęściej posiadają jedno, dwoje lub trójkę dzieci przyjętych.

Przysposobienie dziecka to nic innego jak adopcja (przysposobić – adoptować). Natomiast dziecko przyjęte do rodziny zastępczej, nie jest dzieckiem przysposobionym.

Jak aktualnie wygląda sytuacja rodzin zastępczych i dlaczego dla dzieci lepszą opcją jest właśnie znalezienie się w rodzinie zastępczej?

Jacek Weigl: Jest część rodziców, którzy z różnych powodów nie radzą sobie z wychowaniem. Są to problemy z alkoholem, problem rozpadających się związków, problemy zdrowotne i finansowe. Nie są obojętne również wpływy pandemii. Bardzo trudna rzeczywistość spowodowała, że u wielu rodzin widoczna stała się niezaradność. Rządowy program 500+ niejednokrotnie staje się budżetem, który rodzice przeznaczają na swoje potrzeby, niezwiązane z dziećmi, zaniedbując ich fundamentalne potrzeby.

To wszystko powoduje, że dzieci znajdują się w kryzysie swoich biologicznych rodzin, często doświadczają przemocy, zaniedbania, w efekcie są odbierane swoim rodzicom i umieszczane w ośrodkach, w których oczekują na poprawę sytuacji lub adopcję.

Uważamy, że dużo lepiej dla nich jest znaleźć się w rodzinach zastępczych, zwłaszcza chrześcijańskich, ponieważ tam otrzymują wartości związane z doświadczeniem Bożej miłości. Wierzący ludzie mają siłę i nadzieję, aby inwestować w przyszłe pokolenie, dając im miłość, doświadczenie, akceptację i pomagając w poszukiwaniu swoich silnych stron.

Uczą dzieci interpersonalnych zdolności komunikowania się, rozwiązywania konfliktów, radzenia sobie ze stresem, przebaczania drugiej osobie. Wszystko dzięki temu, że sami żyją w ten sposób od lat zaangażowani w życie we wspólnocie chrześcijan. Takie rodziny zastępcze dają dzieciom nadzieję na lepszą przyszłość, nawet jeśli dzieci przebywają w nich tymczasowo. Nawet krótki czas sprawia, że dzieci odżywają. Zaledwie 5 proc. wraca do swoich biologicznych rodzin, pozostałe 95 proc. zostaje oddane do adopcji lub pozostaje w rodzinach zastępczych do momentu osiągnięcia pełnoletności lub ukończenia szkoły. Często dzieci stają się członkami rodziny i pozostają w niej na zawsze. Dlatego tak ważna jest pomoc tym dzieciom w uzyskaniu lepszej przyszłości.

Na czym polega przygotowanie rodziny pełnienia funkcji rodziny zastępczej? Na jakie natrafia się problemy?

Jacek Weigl: Obecnym problemem w przygotowaniu rodziny do podjęcia się rodzicielstwa zastępczego jest brak wiedzy na temat tego, jak stać się rodzicem zastępczym. Procedura wydaje się bardzo trudna i długa, jak w przypadku adopcji, a jednak zdecydowanie się różni. Stanie się rodzicem zastępczym jest dużo łatwiejsze niż zostanie rodziną adopcyjną. Chcemy pomóc również w tym, będąc pierwszym punktem informacji dla tych, którzy zdecydują się na rodzicielstwo zastępcze. Problemem jest również lęk przed tym, czy sobie poradzę z opieką nad takim dzieckiem, czy mam wystarczającą wiedzę, cierpliwość i środki do podjęcia się tej roli.

Jeśli zapewnimy potencjalnych rodziców zastępczych, że pomożemy z barierami, które stoją na początku, możemy liczyć, że pojawi się więcej miejsc w rodzinach dla dzieci w trudnych sytuacjach. Problemem niewątpliwie może być też strach o finanse, które mogą przerażać i sprawiać, że rodzice obawiają się, że nie będą wydolni i w rezultacie porzucają myśl o zostaniu rodziną zastępczą.

Jakie wsparcie otrzymują rodziny?

Jacek Weigl: Rodzaje wsparcia należałoby podzielić na takie, którego udziela państwo i na to, które chcemy organizować w ramach projektu „Niezastąpieni”.

Obecne rządowe wsparcie polega głównie na finansach. Zastając niezawodową rodziną zastępczą, czyli taką, w której dorośli normalnie pracują, na każde dziecko przypada nieco ponad tysiąc zł dofinansowania i jest to częściowy zwrot za koszty utrzymania tj. rachunki, wyżywienie, leczenie, dojazdy do szkół czy wyjazdy. Jest też 500 zł z programu 500+. To wsparcie nie pojawia się jednak w pierwszych dniach, kiedy dziecko zostaje przyjęte do rodziny – a bardzo często to ten moment wymaga największego nakładu finansowego, aby wyposażyć dzieci do codziennego funkcjonowania (ubrania, przybory do szkoły, najpilniejsze wizyty u lekarzy). Te finanse, wydawane bardzo często na bieżąco, nie są w stanie pokryć dodatkowych rzeczy, takich jak: terapie u specjalistów psychologów, logopedów, wyjazdy na letni wypoczynek oraz wyprawka na wyjście z domu w momencie uzyskania pełnoletności.

Jaki państwo macie pomysł na pomoc takim rodzinom?

Jacek Weigl: Jako organizacja chcemy utworzyć 5 programów, które pokryją potrzeby dzieci, na które nikt do tej pory nie zwracał uwagi.

Program „na wejście” – dzięki któremu rodzina poradzi sobie zaraz po przyjęciu dzieci. Najczęściej dzieci przychodzą do rodziny tylko z tym w co są ubrane, więc konieczny jest zakup odzieży czy wyprawki szkolnej.

Program „na wyjście” – dzięki któremu uda się usamodzielnić pełnoletnią osobę opuszczającą rodzinę. Myślimy nie tylko o wsparciu finansowym, ale również o zorganizowaniu takim młodym dorosłym dostępu do kursów przedsiębiorczości, zarządzania czy różnego rodzaju testów, dzięki którym dowiedzą się, co efektywnie mogą robić w swoim życiu.

Program „wyjazdów wakacyjnych” – dzięki któremu mamy zamiar oddziaływać na rodziny chrześcijańskie, aby zabierały na wakacje takie rodziny zastępcze, dając im zarówno praktyczną pomoc podczas samego wyjazdu, ale i wspierając duchowo. Chcemy, by czuli realną pomoc i mogli stać się kimś w rodzaju „wujka” czy „cioci” oraz dać trochę oddechu dla rodziców, którzy są z tymi dziećmi 24 godziny na dobę.

Program „stypendialny” – dzięki któremu dziecko w szkole podstawowej, ale myślimy też również o średniej, będzie mogło otrzymywać stypendium, szukając pomysłu na to w czym może się sprawdzić w danym roku, w czym może wzrosnąć, zarówno w charakterze jak i w umiejętnościach, nie tylko na przestrzeni ocen z danego przedmiotu. Dziecko, które osiąga wyznaczony sobie cel – wzrasta w poczuciu, że jest wyjątkowe i ma znaczenie. Nabiera wartości w swoich oczach, dzięki czemu w życiu dorosłym będzie mu łatwiej sięgać po trudniejsze wyzwania.

Program „wsparcia specjalistycznego” – dzięki któremu dzieci z rodzin zastępczych będą miały dostęp do specjalistów; terapeutów zajęciowych, reedukatorów, logopedów, psychologów, którzy będą mogli wesprzeć w deficytach dziecko. Na ten moment nie jest to podstawowe wsparcie organizowane w ramach rządowych działań.

Czy mogą się tego podejmować tylko rodziny, czy osoby samotne również?

Klaudia i Piotr Chazan: Rodziną zastępcza nie musi być małżeństwo. Oczywiście, że dobrze, aby dziecko mogło mieć mamę i tatę, dzięki temu ma obraz pełnej rodziny. Jednak tak samo wartościowe jest wychowanie przez osobę samotną. Mamy znajomą, która samotnie wychowuje sporą gromadkę dzieci. Pomaga jej mama. Świetnie sobie radzi, dodatkowo udziela się społecznie. Jak widać, da się, a w naszym odczuciu to kwestia chęci i nastawienia. Jeśli się chce, to można wiele. Uważamy, że dla dziecka lepsza jest samotna mama niż przebywanie w placówce.

Czy mogą państwo opowiedzieć, jaką sami mieli motywację, jakie wyobrażenia, jak patrzą na swoją rodzinę z perspektywy czasu?

Klaudia Chazan: Przed podjęciem decyzji o zostaniu rodzicem zastępczym miałam w sobie bardzo dużo strachu i lęku. Im bardziej byłam niepewna, tym większa budowała się we mnie pewność, że właśnie do tego powołuje mnie Pan Bóg. Od momentu, kiedy przyjęliśmy chłopaków, nie miałam wątpliwości co do tego, że zrobiliśmy dobrze. Miałam świadomość tego, że ratujemy komuś życie i robimy dokładnie to o co prosił nas Jezus – przyjmujemy tych najmłodszych. Mam wrażenie, że to dopiero po przyjęciu dzieci, drzwi dobroci się otworzyły. I do dzisiaj towarzyszy mi uczucie, że to częściej my uczymy się od naszych dzieci. Naprawdę w wielu sytuacjach nas zaskakują.

Kiedy myślę sobie – co mi daje rodzicielstwo zastępcze, naprawdę czuję, że wszystko. Czuję się spełniona, czuję, że wykonuję to, co kocham. Oczywiście, bywają też momenty trudne. Dla mnie taki moment to dorastanie i czas, kiedy dzieci z przytulających się brzdąców na krótką chwilę stają się nieco obce. Wiem, że wynika to z tego, że poszukują swojej tożsamości, badają rzeczywistość dookoła.

Trudna jest też dla mnie świadomość niestałości rodziny i tego, że nie jestem pewna, czy dzieci powrócą do swojej biologicznej rodziny czy nie. Podobnie dla dzieci, które są z nami czasem po kilka lat i boją się zapuścić korzenie ze strachu, że ich sytuacja nie jest jasna. Niewątpliwie ciężką chwilą jest, kiedy dzieci mówią, że nie chcą wracać do domu i podają argumenty dlaczego. Trudna jest bezradność, że to my dorośli podejmujemy decyzję za to dziecko i w tych sytuacjach mam wrażenie, że dzieci nie mają głosu. Czuję bezsilność i to jest najtrudniejsze uczucie.

Lubimy obserwować, jak zmieniają się dzieci podczas przebywania u nas. Psychicznie, ale i fizycznie. Zauważamy, jak umacniają się w poczuciu swojego zdania, uczą się stawiać granice i bronić swojego toku myślenia.

Bardzo często dzieci, które trafiają pod opiekę rodzin zastępczych, są mocno zaniedbane. To skazuje ich na opóźnienie, a czasem nawet diagnozowane jest upośledzenie. Okazuje się jednak, że po kilku miesiącach solidnej pracy z dzieckiem, nie ma mowy o żadnym upośledzeniu czy opóźnieniu, a dziecko było zwyczajnie zaniedbane. Jeśli zareagujemy na czas, to dużo jest do wyprowadzenia. Mieliśmy takie doświadczenie, kiedy wzięliśmy do domu rodzeństwo – dwóch chłopców bliźniaków. Oni na przełomie 5. i 6. roku życia nie potrafili mówić, wysławiać się w zrozumiały dla innych sposób. Po roku sumiennej logopedycznej pracy udało się zacząć ich rozumieć. To było trudne, trzeba było stale motywować do tej pracy, a były momenty, że nie wychodziło. Czasami dzieci były zrezygnowane. Piękne były jednak momenty, w których dzieciom wychodziło i odnosiły sukces. To napędzało ich motywację do tego, by pracować dalej.

Inna historia dotyczy dwunastoletniego wówczas chłopca, który nie wymawiał „r”. Kilka lat pracy logopedycznej nie przynosiło żadnego rezultatu i nikt raczej nie dawał szansy na to, żeby zaczął mówić tę literę. Pani logopeda zasugerowała zakończenie zajęć. Zauważyliśmy, że odpowiednia motywacja w jego przypadku sprawiła, że w przeciągu kilku tygodni udało mu się wyjść z tej wady i poprawnie wymawiać wyrazy z „r” już na stałe.

Dzieci, mówiąc, co jest dla nich ważne, często podkreślają: rodzina. Wspominają, że w domu dziecka nie należały do nikogo, a w rodzinie mają nas. Mamy poczucie, że dzieci właśnie w rodzinie mają największą szansę uczyć się życia. Ich naturalną metodą nauki jest naśladowanie i obserwowanie. To co widzą – przenoszą do swojego życia i odtwarzają. Od nas uczą się reakcji na pewne sytuacje. Dla nas to też mobilizacja, aby reagować w odpowiedni sposób i żeby samemu się rozwijać i postępować na tyle godnie, by móc być tym wzorem do naśladowania. Odpowiedzialność, którą mamy na sobie, jest ogromna, dlatego wiemy, że ludzie, którzy rozważają rodzicielstwo zastępcze, mogą być przerażeni.

O każdej porze dnia musimy być gotowi na to, że dzieci potrzebują naszej uwagi i poświęcenia. Czasem czuwania przy łóżku przez całą noc, niekiedy cichej obecności. Biorąc dzieci w zastępstwo nie udostępniamy im jedynie pokoju, w którym będą odrabiać lekcje czy się bawić, wpuszczamy ich do naszego całego domu, do naszego życia i całej prywatnej przestrzeni. Zaczynamy wspólnie tworzyć rodzinę i zaczynamy od tej chwili wspólnie przeżywać nasze życie.

Na czym polega prowadzony przez was projekt „Niezastąpieni – rodziny zastępcze”?

Monika Szymaszek: Rok 2021 jest dla nas bardzo szczególny, ponieważ ogłoszony został w Kościele Katolickim Rokiem Świętego Józefa. Postać Józefa szczególnie ukazuje troskę, jaką obdarzył Maryję i Jezusa. Projekt wsparcia rodzin zastępczych i dzieci znajdujących się w tych rodzinach, czyli – „Niezastąpieni”, to odpowiedź na wezwanie zapisane na kartach Pisma Świętego, w liście Świętego Jakuba, aby przychodzić z pomocą sierotom.

Naszą misją jest, aby umieścić jak najwięcej dzieci w chrześcijańskich rodzinach. Wierzymy, że taki cel może zaowocować zmianą przyszłości dla tych dzieci, które już na starcie swojego życia doświadczyły traumy. Chcemy, aby wychowywały się w środowisku przepełnionym dobrymi wartościami i poznawały Boga poprzez pokazywaną im codziennie ewangelię w praktyce, którą żyją dorośli, którzy zdecydowali się przyjąć ich pod swój dach.

Naszą misją jest również wspieranie już funkcjonujących rodzin zastępczych na każdym z etapów. Chcemy, aby mogli oni uzyskać od nas wsparcie w wychowaniu dzieci poprzez dostęp do specjalistów i ekspertów, pomoc w wyjazdach wakacyjnych, pomocy naukowej. Potrzeb jest wiele.

Tak naprawdę chcemy angażować całe społeczeństwo, tworząc społeczność, która wspólnie podejmie działania wspomagające opiekę nad sierotami. Będziemy budować społeczność złożoną z rodzin zastępczych oraz osób, które chcą wspierać inicjatywę.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Nazywamy się „Niezastąpieni”, bo mamy poczucie, że więzy rodzinne, które tworzą się w wyniku codziennego przebywania ze sobą, są niezastąpione i żadna, nawet najlepsza opieka materialna w placówkach, gdzie dzieci oczekują na nowy dom, nie jest w stanie wynagrodzić braku mamy i taty – nawet tych zastępczych, oraz funkcjonowania w normalnym domu. Wierzymy, że dzięki temu zbudujemy dzieciom lepszą przyszłość i możliwości.

***

Kampania zostanie zainaugurowana 21 maja 2021 r. na gali w Oranżerii Pałacu w Wilanowie, w czasie której gościom zostanie przybliżona misja i cel projektu „Niezastąpieni”. To również spotkanie z tymi, którzy podjęli się ważnego zadania tworzenia domów zastępczych. Więcej informacji na stronie niezastapieni.org

Przeczytaj także: Przestańmy uważać dzieci za własność

Podziel się

Wiadomość

Komentarz

„Niezastąpione” w projekcie „porzucone dziecko” jest … państwo i środki finansowe ze Skarbu Państwa. Reszta to pudrowanie trupa. W XIX w. moglibyśmy rozważać wariant pomocy sierotkom ze strony Koła Pań (itp.), w XXI w. w moim przekonaniu tymi sprawa mi powinno się zajmować wyłącznie państwo (z ewent. scedowaniem części zadań na samorządy lokalne i niewielką pomocą ze strony NGO-sów). Duża część dzieci to dzieci z FAS, wymagające, niestety, specjalistycznej drogiej i stałej opieki specjalistów w l.mn. Nie ma na to pieniędzy. Zwykły człowiek może się poświęcić w 120 %, a efekty będą mizerne.: sporo tych dzieci nigdy nie będzie w stanie zdobyć wykształcenia, zawodu, pracować. Rodzic zastępczy, nawet zawodowy, w Polsce jest traktowany jak niewolnik, ale środki na utrzymanie Domów Dziecka są zawsze: kwestia podjęcia decyzji i przesunięcia środków. A jeśli chodzi o wyprawki dla nowo przyjętych do rodziny dzieci, to z tego co wiem, na terenie jeszcze parę lat temu Wa-wy rodzic zastępczy otrzymywał pieniądze na wyposażenie pokoju, ubrania, itd. Nawet na komputer starczyło. W każdym razie takie środki powinny być wypłacane z pieniędzy publicznych, a nie przez NGO-sy organizujące żebraninę na „biedne dzieci”. Nie podoba mi się pomysł zdjęcia tego ciężaru z państwa . Jestem raczej za modelem niemieckim i państw skandynawskich

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.