Jesień 2021, nr 3

Zamów

Bohater wylany z kąpielą? Publiczny demontaż życiorysu kardynała Gulbinowicza

Kard. Henryk Gulbinowicz. Fot. Archidiecezja Wrocławska

Publiczna rewizja czyjegoś życia wymaga uzasadnienia. Skoro zainteresowany nie mógł się bronić, to tym bardziej dowody jego win powinny być niezbite i przedstawione publicznie.

Od 6 listopada – dnia, w którym warszawska nuncjatura wydała komunikat o decyzjach podjętych przez Stolicę Apostolską – historia życia kard. Henryka Gulbinowicza, na naszych oczach, pisze się od nowa.

Jesteśmy świadkami demontażu życiorysu zmarłego 16 listopada kardynała. Ta gruntowna rewizja dokonuje się na dwóch płaszczyznach: historycznej (zarzut o współpracę z PRL-owską Służbą Bezpieczeństwa) i obyczajowej (oskarżenie o molestowanie i aktywny homoseksualizm). W rewizji biorą udział komentatorzy, którzy nie zawsze rzetelnie przedstawiają fakty, a informacyjne braki uzupełniają własnymi, często daleko idącymi, interpretacjami.

Jedni mówią, że ta rewizja dokonuje się za późno. Inni twierdzą, że to początek demontażu klerykalnego układu, ośmiornicy zależności i interesów w polskim episkopacie. Ale są i tacy, którzy twierdzą, że to skandal – kardynał został popisowo wylany z proceduralną kąpielą, a sposób potraktowania jego sprawy ma dowodzić, że owszem, sprzątamy w polskim Kościele, tyle że okazuje się, iż działania prowadzone są w sposób niecywilizowany.

Komunikat nuncjatury, oszczędny i lapidarny, wstrząsnął opinią publiczną. W ciągu kilku dni ruszyła machina odbierania tytułów i odznaczeń, dyskredytowania i obrażania. Warto – w informacyjnym zamęcie – prześledzić sekwencję zdarzeń. Nie po to, aby kwestionować orzeczenie Stolicy Apostolskiej (nie znamy jego podstaw), ale by uporządkować znane fakty, nie powtarzać nieprawdziwych informacji na temat nieżyjącego już kardynała oraz ustalić, co jeszcze wymaga weryfikacji.

Legenda z wileńskiego zaścianka

Do maja 2019 r. Henryk Gulbinowicz był w oczach opinii publicznej po prostu legendarnym kardynałem z Wrocławia, co się komunistom nie kłaniał i przechował 80 mln zł należących do „Solidarności”. Pomagał internowanym, a za wspieranie podziemia funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa (Piotr Grosman i Waldemar Pełka z Departamentu IV MSW koordynującego działania dezintegracyjne wobec Kościoła) próbowali go zastraszyć, podpalając samochód w maju 1984 r. w Złotoryi.

Słynął z bycia duszą towarzystwa, która bawi rozmówców anegdotami opowiadanymi z charakterystycznym wileńskim zaśpiewem. Zwykli ludzie bardzo go cenili, wiele zawdzięczali mu zwłaszcza repatrianci ze Wschodu, lwowiacy i wilniuki. Powstały o nim filmy i książki, dziennikarze go uwielbiali. Był samograjem, który z małego wydarzenia potrafił zrobić wielkie show.

Rzesze urzędników i działaczy opozycji z czasów PRL – z Władysławem Frasyniukiem, Rafałem Dutkiewiczem, Stanisławem Huskowskim na czele – lekarzy, prawników, biznesmenów i aktywistów społecznych różnych dziedzin przez lata podkreślały dumę ze znajomości z kardynałem. Nawet po 2004 r., gdy przeszedł na emeryturę, korytarz przed wejściem do jego mieszkania wypełniały tłumy interesantów, a w dniu imienin płynęła szeroka struga dziękczynień. Wpadano przynajmniej po to, by się pokazać.

Oskarżenie o molestowanie

W maju 2019 r., po emisji filmu Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” Karol Chum publikuje na Facebooku mem – fotografię i napis: „Jestem ofiarą molestowania seksualnego. Mam twarz. Nazywam się Karol Chum. Mój kat to kardynał Gulbinowicz. Wtedy miałem 15 lat. Dziś 45. Mówię o tym od 30 lat… Oskarżam!”.

Sprawa nabiera tempa, temat oskarżenia wrocławskiego kardynała podejmuje „Gazeta Wyborcza”. Chum zdaje się zbijać wizerunkowy kapitał na opowiadaniu swojej historii, a jego aktywność internetowa rośnie. Na profilu pojawiają się kolejne memy odnoszące się do sformułowanego już oskarżenia. Jeden z nich to zdjęcie kardynała z napisem: „Gdy już trafisz do piekła, odwiedzę cię, mój purpurowy książę…”.

W tym czasie we wrocławskim „Gościu Niedzielnym” pojawia się komentarz rzecznika kurii. Ks. Rafał Kowalski zdaje się tonować emocje. „Zaskakujący jest fakt, że mężczyzna z wielką dokładnością całą korespondencję publikuje na Facebooku. Mamy wrażenie, że robione jest z tego przedstawienie, a nam nie zależy na przedstawieniu, a na wyjaśnieniu sprawy. W związku z tym zaprosiliśmy go, by złożył oficjalne zawiadomienie i wyjaśnienia. Odpowiedział, że tego nie zrobi i polecił nam kontakt z fundacją «Nie lękajcie się»”.

Uwaga, nagranie

Rzeczywiście, Karol Chum na początku odmawia, ale po pewnym czasie zmienia zdanie. Spotkanie we wrocławskiej kurii zaplanowano na 5 czerwca 2019 r. Ok. godz. 10 zjawia się Chum w towarzystwie kobiety. Spytany, kim jest dla niego ta osoba, odpowiada, że przyjaciółką. Później okazuje się, że przyjaciółka to Ewa Wilczyńska, dziennikarka „Gazety Wyborczej”.

Mężczyzna składa zeznanie, w którym oskarża kard. Gulbinowicza o molestowanie. Skargę przyjmuje ks. Bartosz Trojanowski, delegat ds. ochrony dzieci i młodzieży w archidiecezji wrocławskiej. Nie wie, że trzygodzinna rozmowa jest nagrywana. Następnego dnia nagranie trafia do sieci. Karol Chum zamieszcza dźwięk na YouTubie, poprzedzając go komentarzem o braku empatii księdza i urzędowym potraktowaniu jego historii. Rozmowa jest dostępna, wciąż można ją odszukać i wysłuchać.

Nagranie jest długie, ale przesłuchałam je trzykrotnie. Historia rwie się i dla osoby z zewnątrz jest trudna w odbiorze. Słychać nie tylko wypowiedzi Karola Chuma, ale też dźwięk stukających klawiszy klawiatury. Po ustaleniu tożsamości ks. Trojanowski prosi, by rozmówca w sposób swobodny opowiedział o tym, czego doświadczył. Zarówno zeznający, jak i wysłuchujący go kapłan są dla siebie uprzejmi. Trudno w nagraniu zmierzyć temperaturę empatii, ale ks. Trojanowski brzmi życzliwie, nie przerywa, nie dopytuje w trakcie. Pozwala mówić, a pytania uzupełniające zadaje po wysłuchaniu zeznań.

Kim jest autor mema?

Karol Chum to pseudonim Przemysława Ryszarda Kowalczyka. Mężczyzna zeznał, że w styczniu 1990 r. (miał wtedy 16 lat, a nie 15, jak na początku napisał w memie i jak podała „Gazeta Wyborcza”) był uczniem Niższego Seminarium Duchownego Franciszkanów w Legnicy. Po feriach świątecznych, które spędził w domu we Wrocławiu miał wrócić do seminarium. Powrót zaplanował na sobotę, 6 stycznia, późnym popołudniem.

W tym dniu zadzwonił do jego domu rektor legnickiego seminarium o. Józef Szańca OFM Conv i poprosił go o odebranie korespondencji od kard. Gulbinowicza. Według zeznań chłopak miał za zadanie pójść do biskupiego pałacu, zadzwonić do bramy i poprosić o pocztę. Zaplanował, że zajrzy do rezydencji w drodze na dworzec. W zeznaniu podkreśla, że mieszkał blisko Ostrowa Tumskiego, gdzie przy ul. Katedralnej stoi pałac wrocławskich biskupów.

Jako diecezja wrocławska nie byliśmy informowani ani o przebiegu sprawy, ani o wyroku. Poznaliśmy jedynie treść komunikatu Nuncjatury Apostolskiej

ks. Rafał Kowalski, rzecznik kurii

Chum opowiada, że zjawił się pod bramą, zadzwonił, siostra zakonna zaprosiła go do środka, ale okazało się, że przesyłki nie ma. Gdy czas oczekiwania się wydłużał, padła propozycja przenocowania, z informacją, że rano poczta będzie gotowa. Mimo że uczeń mieszkał blisko, zdecydował się zostać na noc i to właśnie tej nocy do pokoju na piętrze, w którym gościł, podobno wszedł kardynał i przysiadł na brzegu łóżka. W zeznaniu słyszymy, że „po 3-4 minutach masowania mojego przyrodzenia kardynał wstaje”.

Rano pukaniem do drzwi chłopaka obudziła zakonnica. Kardynała już nie spotkał. Wyszedł z rezydencji, poszedł na dworzec i wrócił do Legnicy. Według jego zeznań była niedziela, 7 stycznia 1990 r. Do seminarium dotarł ok. godz. 10 i zaniósł pocztę do ojca rektora, który mu podziękował.

Nie znamy innych ofiar

Zeznanie Chuma – prawdopodobnie zgodnie z wymaganiami, które nakłada na każdą diecezję motu proprio papieża Franciszka „Vos estis lux mundi”, ogłoszone 9 maja i wchodzące w życie 1 czerwca 2019 r. – uruchomiło procedurę.

– Naszym obowiązkiem było w tym momencie wysłanie informacji do Watykanu, co zrobiliśmy. Czy Stolica Apostolska miała inne przesłanki do wszczynania postępowania? Nie wiem. Wiem, że do archidiecezji wrocławskiej nie zgłosił się nikt więcej, kto by oskarżał kardynała o molestowanie – mówi ks. Rafał Kowalski. – Dziś nikt nie ma i nie może mieć wątpliwości, że zależało nam od początku na rzetelnym wyjaśnieniu tej sprawy. Swoją drogą, nie słyszałem słowa „przepraszam” ze strony tych dziennikarzy i osób życia publicznego, które wówczas mówiły, że „na pewno sprawa zostanie zamieciona pod dywan” – dodaje rzecznik archidiecezji wrocławskiej.

Nie wiemy, czy po 5 czerwca kuria weryfikowała prawdziwość zeznań Karola Chuma. Na pytanie, czy ktokolwiek kontaktował się z nim od dnia złożenia zeznań w tej sprawie – kuria, lub nuncjatura – Karol Chum odpowiedział mi, że nikt, a o „wyroku na kardynała” dowiedział się od dziennikarzy, którzy skontaktowali się z nim 6 listopada.

Kto jeszcze?

Porządkujmy jednak dalej. Jest czerwiec 2019 r., w mediach wrze. Po publikacjach „Gazety Wyborczej” pojawiają się kolejne. Dziennikarze szukający kontaktu z kardynałem dowiadują się, że przebywa w szpitalu. Pełnomocnicy duchownego wskazują na konsekwencje publikowania nieprawdziwych informacji na temat ich klienta. Adwokat Mateusz Chlebowski podczas konferencji prasowej zorganizowanej przed budynkiem Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu wzywa do zaprzestania rozpowszechniania informacji przekazywanych przez Chuma.

Pojawiają się też spekulacje, że hierarcha symuluje chorobę. Podejrzenie jest nieprawdziwe. 96-letni wówczas kardynał leczy hiponatremię. Prof. Wojciech Witkiewicz, dyrektor szpitala i lekarz kardynała, potwierdza, że w tamtym czasie duchowny przebywał na oddziale i nie trafił tam z powodu nagłego pogorszenia się stanu zdrowia spowodowanego – według niektórych komentatorów – „zdemaskowaniem jego podwójnego życia”.

W lipcu Karol Chum składa zeznania we wrocławskiej prokuraturze, ale ta odmawia wszczęcia postępowania z powodu przedawnienia domniemanego molestowania. W tym samym czasie Wrocławska Rada Miejska odrzuca petycję Dolnośląskiego Kongresu Kobiet w sprawie odebrania kardynałowi tytułu Honorowego Obywatela Wrocławia.

Orzeczenie z Warszawy

Najważniejszy dokument w życiu kard. Gulbinowicza zostaje ogłoszony 6 listopada 2020 r. Nuncjatura publikuje komunikat o decyzjach podjętych wobec niego przez Stolicę Apostolską. Komunikat jest oszczędny, niektórzy twierdzą, że wręcz lakoniczny.

Nie ma w nim nawet informacji, gdzie sprawę Gulbinowicza badano. Czy weryfikacji zgłoszenia dokonała Kongregacja Nauki Wiary (tam trafiają sprawy bezpośrednich sprawców), czy Kongregacja ds. Biskupów (tam najczęściej trafiają sprawy zaniedbań na mocy „Vos estis lux mundi”), czy może Sekretariat Stanu (skoro sprawa dotyczy kardynała)? Z komunikatu nie wynika, kto sprawę prowadził, na jakiej podstawie prawnej, w oparciu o jaką procedurę i ilu ewentualnych pokrzywdzonych (poza Chumem) złożyło zeznania.

Do archidiecezji wrocławskiej nie zgłosił się nikt więcej, kto by oskarżał kardynała Gulbinowicza o molestowanie

ks. Rafał Kowalski, rzecznik kurii

Moi informatorzy przekazali, że w pierwszych dniach listopada we Wrocławiu pojawił się kard. Nycz. Niektórzy byli pewni, że warszawski hierarcha odwiedził współbrata w chorobie. Nie wiedzieli wtedy jeszcze, że kardynał prowadził dochodzenie dotyczące byłego metropolity wrocławskiego i przyjechał, aby odczytać schorowanemu Gulbinowiczowi treść orzeczenia.

Dotychczas informacja, że to kard. Nycz był upoważniony do prowadzenia sprawy przez Stolicę Apostolską, pojawiła się jedynie nieoficjalnie (jako pierwszy pisał o tym Krzysztof Bramorski w portalu Więź.pl). Spytałam ks. Przemysława Śliwińskiego, rzecznika archidiecezji warszawskiej, o kilka kwestii, które dotyczą sprawy. Na zadane pytania ks. rzecznik odpowiedział krótko: „Potwierdzam, że Archidiecezja Warszawska została przez Stolicę Apostolską wyznaczona do przeprowadzenia dochodzenia dotyczącego kard. Gulbinowicza. Wszystkie szczegóły dotyczące zakończonego już dochodzenia są w gestii Stolicy Apostolskiej i nie jesteśmy upoważnieni do ich upubliczniania”.

Skierowałam również pytania do Nuncjatury Apostolskiej w Polsce – nie uzyskałam jednak odpowiedzi.

Niewiedza rodzi pomówienia

Orzeczenie jest pierwszym w historii Kościoła w Polsce tak surowym wyrokiem dla kardynała – ale opinia publiczna nie wie dokładnie, co było podstawą nałożenia sankcji. Wielu triumfuje: „jednak nie ma w Kościele świętych krów”. Są jednak i tacy, którzy dostrzegają dramat człowieka – procedura prawna, w której nie pyta się oskarżonego, nie wysłuchuje jego stanowiska i nie daje szansy obrony, wydaje się przeczyć zarówno Ewangelii, jak i starej zasadzie prawa: audiatur et altera pars, czyli „niechaj druga strona też zostanie wysłuchana”. Są wreszcie tacy, którzy nie rozumieją, zadają pytania, szukają wyjaśnień. Mnożą się plotki i domysły.

„Wiemy, że kardynał Gulbinowicz zachowywał się niegodnie, a najpewniej popełniał przestępstwa pedofilskie i uchodziło mu to płazem” – mówi Tomasz Terlikowski w wywiadzie dla Gazeta.pl. – Skąd ma pan wiedzę, że popełniał przestępstwa pedofilskie? – pytam w czasie kwerendy do tego artykułu. – Z wyroku Stolicy Apostolskiej, a dokładniej z jego interpretacji. I z informacji, jakie podał Karol Chum – odpowiada publicysta.

Ks. Andrzej Kobyliński na antenie Polsat News mówi zdecydowanie: „Reakcja spóźniona o 60 lat. Już wtedy w kręgach Kościoła była pełna wiedza dotycząca skłonności seksualnych ówczesnego księdza Gulbinowicza”. Pytam profesora UKSW, co wydarzyło się 60 lat temu (Gulbinowicz miał wtedy 37 lat), o czym Kościół wiedział i nie zareagował? – Mamy dokumenty IPN, które mówią, że Służba Bezpieczeństwa w latach 60. wiedziała o relacjach homoseksualnych Gulbinowicza z klerykami i młodymi księżmi. Jeśli to pisali oficerowie SB, to znaczy, że w kręgach kościelnych wiedza musiała być powszechna. W kręgach kościelnych akceptacja praktyk homoseksualnych była wówczas powszechna. Jerzy Zawieyski to świetny przykład. Książka Siedleckiej to potwierdza. Warto pytać o to, czy prymas Wyszyński i prymas Glemp dopuszczali kandydatów homoseksualnych do święceń kapłańskich i biskupich – odpowiada ks. Kobyliński.

Czy podstawą wyroku Stolicy Apostolskiej mogą być treści zawarte w książce, która jeszcze się nie ukazała i o której zawartość nikt z Kościoła nawet autora nie zapytał?

Mamy tu więc mocne przekonanie, „że w kręgach kościelnych wiedza musiała być powszechna”. Czy jednak godzi się – także publicystom i komentatorom – uznawać pogłoski za wystarczającą podstawę do wydawania daleko idących ocen moralnych? Pada zarzut pedofilii, ale ani orzeczenie Stolicy Apostolskiej, ani Karol Chum składający zeznanie we wrocławskiej kurii o pedofilii nie mówią. Rzecz jasna, jeśli kardynał dopuściłby się molestowania 16-letniego chłopca, to jest to czyn naganny i przestępstwo kanoniczne, ale według kwalifikacji prawnej nie jest to pedofilia.

Na nieścisłości i nadinterpretacje komentatorów zareagował Karol Chum. W rozmowie ze mną przyznaje, że w mediach społecznościowych i w prywatnych wiadomościach upomniał red. Terlikowskiego i ks. Kobylińskiego za przypisywanie mu słów, których nigdy nie powiedział. Chum zareagował na fejsbukowy wpis Tomasza Terlikowskiego: „Karol Chum mówi o tym, że był cały system podsyłania młodych seminarzystów do ks. kardynała Gulbinowicza, chłopców w wieku 15-18. To oznacza, że mieliśmy do czynienia z pewnym systemem prostytucji nieletnich”. – Nigdy niczego podobnego nie powiedziałem, skąd miałbym o czymś takim wiedzieć? – mówi Chum w wywiadzie dla Wieź.pl, który wkrótce opublikujemy.

Również dokumenty IPN mówiące, że Służba Bezpieczeństwa w latach 60. wiedziała o relacjach homoseksualnych Gulbinowicza z klerykami i młodymi księżmi wcale nie dają jednoznacznej odpowiedzi, że tak było. W analizie dokumentów agenturalnych tajnych współpracowników Wydziału III KW MO w Białymstoku, studentów białostockiej Akademii Medycznej z 14.10.1969 r., czytamy np.: „Istniało podejrzenie, że ks. Gulbinowicz jest homoseksualistą. T.W. Tadek nie przypuszczał, aby to mogła być prawda”.

Włosi wiedzą więcej?

Tu trzeba cofnąć narrację o kilka dni. 7 listopada watykański dziennik „L’Osservatore Romano” podaje informację, że „na polskiego hierarchę nałożono sankcje dyscyplinarne za molestowanie, czyny homoseksualne i współpracę z ówczesną Służbą Bezpieczeństwa”. To pierwsza publikacja prasowa, w której w odniesieniu do kardynała pojawia się zarzut współpracy z SB. Zaskakuje też liczba mnoga: „czyny homoseksualne”.

Watykański dziennik jako jedyny do tej pory zestawia przyczyny nałożonych sankcji – w polskim komunikacie nuncjatury ich nie wymieniono. Skąd tak zasadnicza różnica?

Wysłałam zapytanie do redakcji „L’Osservatore”, ale nie otrzymałam odpowiedzi. Jednak osoba związana z Kościołem we Włoszech przekazała mi, że watykański dziennik powołał się na opinię formułowaną w polskich mediach. Czy możliwe jest, że podanie tak ważnych informacji mogło być własną inwencją redakcji watykańskiego dziennika, a nie kontrolowanym „przeciekiem” z kongregacji prowadzącej sprawę?

Spytałam o tę kwestię rzecznika wrocławskiej kurii. – Nie jestem dziennikarzem ani rzecznikiem „L’Osservatore Romano”, jednak domyślam się, że treść komunikatu opiera się na informacjach funkcjonujących w przestrzeni publicznej i zarzutach stawianych kardynałowi oraz opisywanych przez media – odpowiada ks. Kowalski.

Ukarany, bo ukrywał?

W przestrzeni publicznej pojawia się hipoteza, że w dochodzeniu kanonicznym prowadzonym wobec kard. Gulbinowicza rozpatrywana była też tzw. sprawa Kani. Wielu komentatorów buduje na tym podejrzeniu narrację, że Gulbinowicz został też ukarany za „wieloletnie ukrywanie księży oskarżonych o pedofilię”.

Spytałam, czy historia byłego już księdza Pawła Kani i podejrzenie o to, że kardynał ukrywał pedofila, była rozpatrywana w postępowaniu. Ks. rzecznik Kowalski odpowiedział jednoznacznie: – Nie znam szczegółów dochodzenia, jakkolwiek wydaje mi się to mało prawdopodobne. Sprawa byłego księdza Pawła Kani ma swój początek w 2005 r. Kardynał nie pełnił wówczas funkcji metropolity wrocławskiego.

Ostatnie słowa rzecznika są o tyle ważne, że – zgodnie z „Vos estis lux mundi” – emerytowani biskupi mogą odpowiadać tylko „za czyny popełnione w trakcie sprawowania urzędu”. A czy Stolica Apostolska miała inne przesłanki do wszczynania postępowania? – Nie wiem. Wiem, że do archidiecezji wrocławskiej nie zgłosił się nikt więcej, kto by oskarżał kardynała o molestowanie – odpowiedział mi rzecznik 10 listopada br.

Oskarżenie o współpracę

Jeśli chodzi o zarzut współpracy kardynała z ówczesną Służbą Bezpieczeństwa, trzeba stwierdzić jasno, że do czerwca 2019 r. historyczna karta kard. Gulbinowicza była czysta i historycy byli w tej kwestii zgodni. Po długim badaniu materiałów i weryfikacji dokonań hierarchy 6 lutego 2007 r. kard. Gulbinowicz otrzymał z rąk prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Janusza Kurtyki dokument potwierdzający przyznanie mu statusu pokrzywdzonego.

Dwa lata później, 24 lutego 2009 r., prezydent Lech Kaczyński wręczył mu Order Orła Białego. Weryfikacja życiorysu kandydata do tego najwyższego w Polsce odznaczenia nie jest formalnością, proceduralny rentgen prześwietla kolejne karty życia zgłoszonych do Orderu.

Co takiego wydarzyło się od 2009 r., że polski hierarcha jest dziś opisywany na stronie watykańskiego dziennika – i coraz częściej w polskich mediach – jako współpracownik służb specjalnych PRL?

Fałszywy bohater?

Pierwszy sygnał o tym, że życiorys kardynała jest i pod tym względem przedmiotem nowej analizy, pojawił się 13 czerwca 2019 r. We wrocławskim Centrum Historii Zajezdnia odbyło się spotkanie autorskie z dr. Rafałem Łatką promujące jego książkę „Episkopat Polski wobec stosunków państwo- Kościół i rzeczywistości społeczno-politycznej PRL 1970–1989”.

Na marginesie dyskusji wokół monografii pojawiła się wypowiedź historyka, w której zapowiedział kolejną książkę, odsłaniając tajemnicę zagadnień, które bada. Wtedy po raz pierwszy dr Łatka sugeruje, że życiorys kard. Gulbinowicza nie jest krystaliczny, a publikacja, którą przygotowuje, ten fakt potwierdzi. Historyk rzuca cień na – uznawany dotąd za bohaterski wobec bezpieki – życiorys kardynała.

Być może sposób potraktowania sprawy kard. Gulbinowicza ma dowodzić, że owszem, sprzątamy w polskim Kościele – tyle że okazuje się, iż działania prowadzone są w sposób niecywilizowany

Agnieszka Bugała

Udostępnij cytat

Po 6 listopada br. Rafał Łatka (już dr hab.) mówi w rozmowie z Onet.pl: „Myślę, że ten zbieg terminów [publikacja komunikatu przez Nuncjaturę i zapowiedź jego nowej książki – przyp. AB] nie jest przypadkowy. Książka, którą przygotowaliśmy wspólnie z prof. Filipem Musiałem, jaka ukaże się za dwa tygodnie nakładem Wydawnictwa IPN, obrazuje w pełny i pogłębiony sposób przebieg rozmów, jakie Henryk Gulbinowicz prowadził z SB przez 16 lat. Pokazaliśmy w niej genezę nawiązania dialogu operacyjnego, jego przebieg oraz efekty”.

W trakcie pracy nad tym artykułem zwróciłam się z pytaniem do prof. Łatki, nawiązując w nim do notki z „L’Osservatore Romano”. Zrozumiałam bowiem, że analiza rozmów prowadzonych przez kard. Gulbinowicza z SB miała wpływ na nałożone przez Stolicę Apostolską sankcje. Spytałam, czy ktokolwiek z nuncjatury, kongregacji, czy też delegat prowadzący postępowanie kontaktował się z nim w ciągu trwania postępowania, czyli od maja 2019 r. Historyk odpowiedział jednoznacznie: – Nikt z nuncjatury ani delegat prowadzący sprawę nie kontaktował się ze mną.

Nielojalność wobec kard. Wyszyńskiego?

Ważnym zarzutem wobec kard. Gulbinowicza, stawianym przez prof. Łatkę, jest nielojalność wrocławskiego kardynała wobec prymasa Wyszyńskiego. W swoich wypowiedziach na temat książki „«Dialog należy kontynuować»… Rozmowy operacyjne Służby Bezpieczeństwa z ks. Henrykiem Gulbinowiczem z lat 1969–1985. Studium przypadku” (ma ona przybliżyć trwający od końca 1969 r. do października 1985 r. dialog operacyjny funkcjonariuszy Departamentu IV MSW z ks. Gulbinowiczem) historyk podkreśla, że ważnym wątkiem w biografii kardynała jest to, że „władze PRL zgodziły się na mianowanie biskupa Gulbinowicza metropolitą z dwóch względów: SB prowadziła z nim tajne rozmowy i widziała, że w przeciwieństwie do innych kandydatów, których przedstawił kard. Stefan Wyszyński, to Gulbinowicz nie jest w stu procentach lojalny wobec Prymasa i będzie można z nim prowadzić grę, mającą na celu osłabienie pozycji Wyszyńskiego”.

Poprosiłam profesora o rozwinięcie tych zarzutów i wyjaśnienie ich, bo są poważne. Tym bardziej, że postawa kard. Gulbinowicza wobec władz PRL, zwłaszcza w czasie stanu wojennego, była opisywana nie tylko przez Służbę Bezpieczeństwa, ale też przez wielu świadków – ludzi Kościoła i nauki – którzy z podziwem patrzyli na odważne kroki, jakie podejmował. To we Wrocławiu zainicjowano rozpowszechniony później w całym kraju zwyczaj odprawiania uroczystych Mszy św. w intencji Ojczyzny (pierwszą odprawili 13 stycznia 1982 r. księża: Andrzej Dziełak, Marian Biskup i Mirosław Drzewiecki). To we Wrocławiu płomienne, patriotyczne kazania kapłani głosili w katedrze, w sercu miasta, a nie w świątyniach na peryferiach. To tu, od razu po ogłoszeniu stanu wojennego, powstał Arcybiskupi Komitet Charytatywny, który pomagał internowanym. Wiele z tych inicjatyw podejmował sam Gulbinowicz, na inne wyrażał zgodę, zdając sobie sprawę z konsekwencji, które mogą przynieść.

Archidiecezja wrocławska pod rządami Gulbinowicza uchodziła w przekonaniu władz za najbardziej aktywną we wspieraniu podziemnej „Solidarności”. Poglądy takie wyrażono w czasie spotkań Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu. W maju 1982 r. Jerzy Kuberski, kierownik Urzędu do Spraw Wyznań w latach 1980-82, zgłosił zastrzeżenia co do homilii wygłoszonej przez abp. Gulbinowicza do uczestników II Ogólnopolskiej Pielgrzymki Kobiet na Jasną Górę. Metropolita mówił m.in.: „Łzy skrzywdzonego mocniej ciążą na krzywdzicielu niż największy gwałt. Ty im wyjaśnisz, że krwi bratniej nikt nie zmyje z rąk mordercy. Kajdany zakładać bratu bez winy to zbrodnia, która będzie wołać o pomstę do nieba”.

W mediach społecznościowych i w prywatnych wiadomościach upomniałem red. Terlikowskiego i ks. Kobylińskiego za przypisywanie mi słów o kardynale, których nigdy nie powiedziałem

Karol Chum

Jakie dowody – wobec zweryfikowanych do tej pory dokumentów – są więc podstawą do nowego odczytania życiorysu wrocławskiego kardynała? W jaki sposób szkodził Kościołowi i kiedy był nielojalny? – Brak lojalności hierarchy przejawiał się na kilku poziomach. Najważniejszym z nich było samo prowadzenie rozmów z SB, gdyż Episkopat Polski zakazywał tajnych kontaktów z aparatem bezpieczeństwa. Po drugie, próba omijania wskazań i decyzji episkopatu w zakresie relacji państwo-Kościół, połączona z próbą układania pozytywnych relacji z władzami wojewódzkimi. Po trzecie, wskazywanie w czasie rozmów z SB, że nie wszyscy biskupi podzielają linię działania nakreśloną przez Prymasa – odpowiedział prof. Łatka.

Tyle że brak zgody na linię kreśloną przez prymasa Polski nie jest jeszcze dowodem na nielojalność, chyba że historycy są w stanie podać konkretny przykład, dowód, w jaki sposób różnica zdań między Gulbinowiczem a Wyszyńskim przyniosła szkodę Kościołowi. Dlaczego należało być lojalnym wobec prymasa „w stu procentach”, a wszelka inna postawa miałaby być naganna? Różnica zdań dwóch hierarchów, sama z siebie, nie owocuje przecież szkodą dla Kościoła.

Zarzuty prof. Rafała Łatki pojawiające się w mediach w ramach zapowiedzi książki są bardzo poważne. Być może dowody na ich poparcie przyniesie zapowiedziana publikacja. Jeśli tego nie zrobi, może się okazać, że będziemy wkrótce świadkami skandalu.

Ordery się nie należą

W sekwencji zdarzeń po opublikowanym komunikacie pojawiły się też apele kolejnych instytucji i osób publicznych o odebranie kard. Gulbinowiczowi orderów i wyróżnień, w tym Orderu Orła Białego i Orderu Uśmiechu. 21 listopada w czasie sesji Rady Miasta Wrocławia radni pozbawili kard. Gulbinowicza tytułu honorowego obywatela miasta, a 23 listopada podobną decyzję podjęli radni w Białymstoku.

Do tej pory dwukrotna weryfikacja życiorysu kard. Gulbinowicza dokonana przez zespół historyków była wiarygodnym źródłem do uznawania go za bohatera w walce z reżimem komunistycznym. Zapowiadana książka, która ma bohaterstwo zakwestionować, jeszcze się nie ukazała, nie znamy jej treści – a mimo to apele o odebranie Orderu są ponawiane. Czy to oznacza, że możemy zakwestionować dokonania każdego z kawalerów Orła Białego, gdy tylko ktoś z historyków ogłosi, że takie jest jego stanowisko? Pytanie jest zasadne o tyle, że procedura przyznawania najwyższego odznaczenia Rzeczypospolitej Polskiej uchodziła do tej pory za uczciwą i wiarygodną, nie była kontestowana.

Prof. Łatka odpowiada na to pytanie tak: – Nie znam dokładnie procedur dotyczących weryfikowania kandydatów do odznaczeń, więc nie będę wypowiadał się na ten temat. Powiem tylko tyle, że z pewnością okazały się one błędne (w świetle dokumentacji SB na temat kard. Gulbinowicza), a wyrok Stolicy Apostolskiej już je podważył. W moim przekonaniu kard. Gulbinowicz powinien utracić Order Orła Białego. Nie może być tak, że skompromitowany duchowny posiada najwyższe polskie odznaczenie i to w sytuacji, gdy posiadają je najważniejsi polscy biskupi z okresu PRL, tacy jak prymas Stefan Wyszyński czy abp Antoni Baraniak – stwierdza zdecydowanie historyk.

Tyle że wciąż nie wiemy, co i na jakiej podstawie w życiorysie kard. Gulbinowicza podważył wyrok Stolicy Apostolskiej. Czy mogą być taką podstawą treści zawarte w książce, która jeszcze się nie ukazała i o której zawartość nikt z Kościoła nawet autora nie zapytał?

Trudno w to wszystko uwierzyć?

– Sprawę księdza kardynała badali delegaci wyznaczeni przez Stolicę Apostolską, a informacje były przekazywane do papieża Franciszka. Jako diecezja wrocławska nie byliśmy informowani ani o przebiegu sprawy, ani o wyroku. Poznaliśmy jedynie treść komunikatu Nuncjatury Apostolskiej, jednak surowość zastosowanych sankcji pozwala z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że zarzuty stawiane publicznie księdzu kardynałowi w ostatnim czasie potwierdziły się – podsumowuje ks. Rafał Kowalski.

Rozmawiałam z kilkoma wrocławskimi duchownymi z różnych roczników, którzy znali kard. Gulbinowicza. Lubili go lub nie – był w końcu ich przełożonym – ale są zgodni w jednym, że nie słyszeli o mających choćby pozór nieobyczajności postępkach kardynała. Bywał nieuprzejmy, czasem burkliwy, ale informacje o tym, by kogoś seksualnie napastował, zdaniem moich rozmówców, nie pojawiły się nigdy.

Włoch Antonio Grassi, wieloletni przyjaciel kardynała, który od 1979 r. przylatywał do Polski i święta Bożego Narodzenia spędzał w pałacu arcybiskupim we Wrocławiu jako gość Gulbinowicza, podkreśla jego pracowitość i raczej powściągliwość, nie wylewność w kontaktach z ludźmi. – Długo budował zaufanie, był ostrożny. Na pozór otwarty, bardzo serdeczny, ale czujny. Może dlatego, że wiedział o tym, iż przez wiele lat go podsłuchiwano i sprawdzano? – mówi dziś i nie ukrywa oburzenia oskarżeniami, które padły pod adresem kardynała.

Siostry zakonne, które do 2004 r. pracowały i mieszkały w pałacu arcybiskupim nie zgodziły się na oficjalną rozmowę. Są wstrząśnięte oceną kardynała. Mówią też zgodnie, że nie pamiętają, aby ktokolwiek poza rodziną kardynała i właśnie Antonio Grassim nocował w gościnnym pokoju na piętrze rezydencji.

– Gdy kard. Gulbinowicz gościł w pałacu papieża Jana Pawła II, oddał mu całe piętro, a sam poszedł nocować do gościnnego pokoju na poddaszu. Tak samo postąpił, gdy gościł kard. Etchegaray’a. Brat Roger w czasie Europejskiego Spotkania Młodych w 1989 r. mieszkał w tzw. pustelni, na półpiętrze. Innych osób, które mogłyby się zatrzymać w rezydencji, nie było. Zazwyczaj goście zatrzymywali się w seminarium duchownym – mówią zakonnice.

Ze smutkiem przyjął też komunikat ks. Andrzej Dziełak, wieloletni współpracownik ks. Aleksandra Zienkiewicza, legendarnego duszpasterza akademickiego, moderator Arcybiskupiego Komitetu Charytatywnego w latach 80., a przez pewien czas osobisty sekretarz kard. Gulbinowicza.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

– Jeśli postępowanie w sprawie kard. Gulbinowicza przyniosło żelazne dowody na jego niemoralność i współpracę ze służbami PRL, to my, kapłani i wierni, powinniśmy wiedzieć, w oparciu o jakie dowody nałożono na niego sankcje, według jakich procedur i jakich paragrafów był sądzony. Ks. Gulbinowicza znałem od 1966 r., byłem świadkiem tego, jak przeprowadzał wrocławski Kościół przez czas stanu wojennego, represji, aresztowań i internowań. Widziałem, jak daje schronienie, ukrywa, chroni działaczy podziemia solidarnościowego przed bezpieką. Powyższe okoliczności rodzą we mnie pytanie dlaczego tak poważne sankcje zostały zastosowane u kresu jego życia. Kościół musi być wzorem uczciwości osądu i transparentności dla wydawanych wyroków i w tym duchu rodzi się wielka potrzeba tej przejrzystości wobec dokonanego osądu osoby długoletniego pasterza archidiecezji wrocławskiej – mówi ks. Dziełak.

Ten apel jest zasadny. Publiczny demontaż życiorysu tak ważnej osoby nie może odbywać się bez podania powodów. Rewizja czyjegoś życia dokonana na oczach opinii publicznej wymaga publicznego wyjaśnienia. Skoro Kościół zabrał się za weryfikowanie życiorysu kardynała dopiero, gdy sam zainteresowany był w wieku nader sędziwym i nie mógł aktywnie uczestniczyć w dochodzeniu, to tym bardziej dowody jego przewinień powinny być niezbite i przedstawione publicznie.

Przeczytaj także: A jednak samooczyszczenie Kościoła?

Podziel się

7
6
Wiadomość

Komentarze (23)

Chciałbym aby redakcja portalu „Więź” odniosła się do faktu obrony kard. Gulbinowicza przez p. Frasyniuka et consortes. Nie zauważyłem w mediach takiego zmasowanego ataku na kardynała Gulbinowicza (PO, „GW” , TVN) jak w przypadku innych księży i biskupów, którzy nawet nie wiedząc czy kryjąc księży pedofilów byliby oszczędzani tak jak Kardynał. Czyżby działał tu mechanizm: nasz homoseksualista i nasz pedofil i … wara wam od niego?

Bardzo dobry tekst. Nuncjatura podaje, że decyzje podjęła Stolica Apostolska, ale nie wiadomo nawet która instytucja konkretnie, o osobach nie wspominając. Jest wrażenie, że Kościół pogrozony w kryzysie miota się od ściany do ściany. Od bezmyslnej bierności do pokazowej surowości. PS. Zabroniono HG insygniów biskupich, a przecież on nosił od kilku dekad insygnia kardynalskue, to inny odcień czerwieni. Jakieś to dziwne i niezrozumiałe.

Sądzę, że ta sprawa jest dostatecznie jasna dla wszystkich uważnych obserwatorów Kościoła w Polsce. To nie była sankcja za jakieś wynurzenia niedoszłego pana poety, które przenigdy nie wystarczyłby do skazania kogokolwiek przed jakimkolwiek sądem. To wyraz głębokiej dezaprobaty Stolicy Apostolskiej wobec całokształtu działań kard. Gulbinowicza które łącznie przyczyniły się do nieprawości wielu osób. Wiele nici ujawnionych skandali wiedzie wprost do Wrocławia i czasów gdy rządził tam kardynał. Bezprecedensowość tej decyzji, zastosowanie sankcji honorowych na łożu śmierci wobec osoby pozornie będącej jednym z pomników współczesnego Kościoła powinny być raczej powodem do optymizmu dla ludzi życzliwych Kościołowi. Bo naprawdę oznacza to, że w Kościele działają siły wierne Ewangelii i gotowe walczyć za wszelką cenę z niegodziwością o charakterze instytucjonalnym. A jak p. Frasyniuk zaczyna coś pisać de facto w obronie kardynała z całym układem Wrocławskim to tylko dowód, że niektórym zaczęło się robić gorąco. I jestem pewien, że ciąg dalszy nastąpi…

Trzeba zupełnie nie znać Wrocławia, by listę osób, które podpisały rzeczony list razem z Frasyniukiem nazwać „układem wrocławskim”, bowiem – przenosząc ją na skalę krajową – odpowiada ona wspólnemu listowi np. Kaczyńskiego i Tuska, gdyby takowy w jakiejkolwiek sprawie powstał. Zarówno autorzy listu jak i red. Bugała domagają się publicznego przedstawienia faktów, na podstawie których podjęto tak drastyczne kroki w stosunku do umierającego starca, którego raptem 2 lata temu (14 lat po zakończeniu posługi) publicznie fetowano z okazji jego 95 urodzin. Najgorszy nawet całokształt działań jest sumą konkretnych działań, które należy poznać, by oceniać całość. Tymczasem społeczeństwu Wrocławia znane były od dziesięcioleci bardzo liczne chwalebne działania kard.Gulbinowicza i o tym traktuje zarówno list jak i red.Bugała. Nie rozumiem czemu wydanie przez nieokreślone gremium wyroku bez podanego uzasadnienia, w trybie słabo kojarzącym się z miłosierdziem miałoby być powodem do optymizmu. Niestety, skojarzenia idą raczej w kierunku „pokazuchy”, której faktycznym celem jest obrona osób wciąż wpływowych poprzez poświęcenie kogoś, kto bronić się już nie może.

@WK
„Nie rozumiem czemu wydanie przez nieokreślone gremium wyroku bez podanego uzasadnienia(…)”

Warto zastanowić się dlaczego nie podano uzasadnienia…
Wydaje mi się że właśnie w tym tkwi clou sprawy. Po prostu nie chcą gorszyć już wiernych szczegółami tego co było złe. Dano de facto symboliczną karę i to na kilka dni przed śmiercią. Nikt nie chce się w tym babrać. Naprawdę chciałbyś znać więcej szczegółów niż to co obecnie wiadomo ?

” tak drastyczne kroki”
To nie były żadne drastyczne kroki a tylko symboliczne, insygniami biskupimi nie mógł się posługiwać zaledwie kilka dni, na uroczystościach i tak się już nie pokazywał bo był chory, a pieniędzy pewnie nawet nie zdążył wpłacić. Jedyne co to nie mógł być pochowany z honorami. Ot i cała kara.

„raptem 2 lata temu (14 lat po zakończeniu posługi) publicznie fetowano z okazji jego 95 urodzin”

Jakie to ma znaczenie ? A gdyby to były 90 urodziny albo 75 to lepiej czy gorzej ? Fakt, że do tamtej pory nie znano lub nie osądzono pewnych wydarzeń nie ma nic wspólnego z publicznymi urodzinami.

„Najgorszy nawet całokształt działań jest sumą konkretnych działań, które należy poznać, by oceniać całość. ”

Cóż, trudno tak po prostu wszystko zebrać i policzyć: przechował 80 milionów, ochrzcił/bierzmował/ tyle a tyle dzieci, pomagał ludziom, wykorzystał tyle a tyle nieletnich, utrzymywał stosunki homoseksualne z klerykami, współpracował z SB, krył pedofilów, itd. itd.

I teraz sprawdzamy co przeważy ? To nie apteka !

Sądem ostatecznym zajmie się Bóg. Tu na Ziemi pewne karygodne zachowania bijące w godność człowieka mogą przekreślać dokonania na innych polach…

W ostatnich latach Watykan kompromitował się nie tylko tolerowaniem (i awansowaniem) księży homoseksualistów (patrz: Charamsa, Paetz) i pedofilów ale również – w drugą stronę – pośpiesznym ukaraniem kard. Pella na podstawie nieprawomocnego wyroku nierzetelnego procesu cywilnego. Jak wiadomo, ostatecznie sąd australijski uniewinnił Pella, gdyż zeznania przeciw niemu okazały się sfabrykowane.
W związku z tym, decyzja Watykanu w odniesieniu do kard.Gulbinowicza, oznajmiona bez uzasadnienia, w atmosferze sądu kapturowego jest przyjmowana z daleko idącą rezerwą ze strony wiernych. Pojawiające się tu i ówdzie „przecieki”(?) o winach obyczajowych kard. Gulbinowicza mają charakter insynuacji (np. nieuprawnione żadnymi znanymi faktami słowa red. Terlikowskiego o domniemanej pedofilii), zaś przypisywana mu współpraca z SB jest znacznie słabiej udokumentowana niż skądinąd znane przypadki polskich biskupów, którzy byli zarejestrowanymi TW i włos z głowy im (niestety) nie spadł do końca biskupiej posługi.
Określenie pozbawienia umierającego metropolity prawa do pochówku w katedrze mianem „kary symbolicznej” jest w świetle tysiącletniej historii wrocławskiej diecezji co najmniej mało poważne. Żaden metropolita wrocławski nie został potraktowany równie surowo. Wszak nie tak dawno sprowadzono uroczyście do katedry prochy prymasa Niemiec okresu hitlerowskiego, kardynała Adolfa Bertrama, którego niezbyt chwalebna spolegliwość wobec reżimu Hitlera nie została uznana za wystarczająco naganną, by tego pochówku zaniechać. Jest natomiast bardzo wiele relacji o odwadze cywilnej kard.Gulbinowicza w okresie stanu wojennego, co słusznie przypomnieli sygnatariusze wrocławskiego listu.
Gorszące wiernych nie jest ujawnienie udowodnionych(?) grzechów kardynała Gulbinowicza, gorszące jest traktowanie ich jak niedorosłych, bezwolnych owieczek, które mają obowiązek traktować ziemskie (czyli niedoskonałe i często mylne) decyzje administracji kościelnej jak boskie orzeczenia
Sądu Ostatecznego, z którymi nie wolno dyskutować.
Osobną kwestią jest powzięcie kuriozalnej (z punktu widzenia oficjalnego rozdziału Kościoła od Państwa) decyzji Rady Miasta o pozbawieniu kard.Gulbinowicza tytułu Honorowego Obywatela Wrocławia bez poznania tych powodów kar kościelnych, które mają znaczenie dla prawa cywilnego. Jeżeli bowiem (a tego do dziś nie wiemy) jedynym faktycznym powodem ukarania kardynała przez Watykan był np. czynny homoseksualizm, to władze Wrocławia właśnie wpisały się w nurt „dyskryminacji LGBT”, choć zapewne byłyby oburzone, gdyby im takie motywy przypisać.
Skoro czekaliśmy dziesiątki lat z ujawnieniem prawdy(?) o ciemnej stronie kard.Gulbinowicza, to byłoby roztropnie poczekać jeszcze chwilę do poznania jej w całości.

@WK
Lubię kulturalne dyskusje więc wejdę w dalszą polemikę.

„W ostatnich latach Watykan kompromitował się nie tylko tolerowaniem (i awansowaniem) księży homoseksualistów (patrz: Charamsa, Paetz) i pedofilów (…)”

W pełni się zgadzam. Zgodnie z wytycznymi osób o orientacji innej niż heteroseksualna w ogóle nie powinno być wśród duchowieństwa ale są i to w takiej ilości, że procent ich w duchowieństwie jest znacznie większy niż normalnie w społeczeństwie. Czyja to wina ?

„(…) pośpiesznym ukaraniem kard. Pella na podstawie nieprawomocnego wyroku nierzetelnego procesu cywilnego. Jak wiadomo, ostatecznie sąd australijski uniewinnił Pella, gdyż zeznania przeciw niemu okazały się sfabrykowane.”

Byłbym wdzięczny za podanie źródła informacji o tym że zeznania były sfabrykowane. Czytałem nieco inne uzasadnienie, o tym nie słyszałem a chciałbym się zapoznać.

„„przecieki”(?) o winach obyczajowych kard. Gulbinowicza mają charakter insynuacji”

Piszesz o insynuacjach. Tyle tylko że opierasz się właśnie tylko na tychże „przeciekach”. Nie wiesz przecież jakimi materiałami dysponowały osoby wydające ten wyrok. Mogły mieć przecież znacznie więcej materiałów. Przecież o tym nie wiemy zupełnie nic.

„Określenie pozbawienia umierającego metropolity prawa do pochówku w katedrze mianem „kary symbolicznej” jest w świetle tysiącletniej historii wrocławskiej diecezji co najmniej mało poważne. ”

Cóż, człowiek jak każdy inny. Akurat los chciał że piastował takie a nie inne stanowisko. Nie uważam że każdy „z automatu” powinien być tak wynoszony na piedestał. Powinni być chowani w jakiejś alejce na cmentarzu obok siebie, niekoniecznie od razu w katedrze jak królowie bo nimi nie są. To są pasterze, którzy mają głosić Ewangelię. Jezusa też nie pochowano w Katedrze.

„(…) gorszące jest traktowanie ich jak niedorosłych, bezwolnych owieczek, które mają obowiązek traktować ziemskie (czyli niedoskonałe i często mylne) decyzje administracji kościelnej jak boskie orzeczenia Sądu Ostatecznego, z którymi nie wolno dyskutować.”

Generalnie się zgadzam, ale to dotyczy każdej sprawy a nie tylko wyroku w sprawie jednego kardynała. A co z wyrokami na pedofilów w sutannach lub w sprawie braku kar dla tychże degeneratów ? Dlaczego nie są podawane takie wyroki publicznie do wiadomości ze szczegółami za co są dane ? A w przypadku braku kary dlaczego nie podaje się czemu jej zaniechano ?
Więc nie dziwi że uzasadnienie wyroku na tego kardynała też było bardzo lakoniczne. To tylko pewien logiczny ciąg działania Watykanu.

„Skoro czekaliśmy dziesiątki lat z ujawnieniem prawdy(?) o ciemnej stronie kard.Gulbinowicza, to byłoby roztropnie poczekać jeszcze chwilę do poznania jej w całości.”

Z tym się zgadzam, można by poczekać ale… nie mamy przecież pewności, że Watykan kiedykolwiek uzasadni swój wyrok.

„jeżeli bowiem (a tego do dziś nie wiemy) jedynym faktycznym powodem ukarania kardynała przez Watykan był np. czynny homoseksualizm, to władze Wrocławia właśnie wpisały się w nurt „dyskryminacji LGBT””

Z tym nie do końca się zgodzę.
Kapłani mają żyć w celibacie. Tak przysięgali.
Nawet gdyby okazało się, że ten kardynał był aktywnym heteroseksualnym mężczyzną to na poziomie moralności stawałby się po prostu obłudnikiem i hipokrytą. Płeć nie ma znaczenia. Natomiast jako że homoseksualizm (przede wszystkim akty) jest potępiany przez KK to tylko wzmaga poziom obłudy i hipokryzji moralnej.

Tak samo odebrałem ks. Charamsę. Jego coming-out nie zszokował mnie tym, że jest gejem ale samym faktem, że publicznie przyznaje że współżyje seksualnie podczas gdy obowiązuje go celibat !
A co gdyby wyszedł publicznie inny ksiądz i oświadczył do kamer że ma kobietę którą kocha (stałaby obok) i że się pobiorą i będą mieli dzieci. Kogo to obchodzi ? To jest właśnie coming-out obłudy ! Decyduje się na takie życie a potem publicznie oświadcza, że go nie przestrzega.

Dla mnie osobiście osoba, która jedno głosi z ambony a postępuje na odwrót nie jest żadnym autorytetem moralnym. Może dla kogoś innego jest i lubi słuchać jak z ambony jakaś osoba LGBT mówi, że LGBT to zaraza i grzech ale ja nie lubię.
To moje osobiste stanowisko. Nie każdy się musi z tym zgadzać.

@Jerzy 2
„Piszesz o insynuacjach. Tyle tylko że opierasz się właśnie tylko na tychże „przeciekach”. Nie wiesz przecież jakimi materiałami dysponowały osoby wydające ten wyrok. Mogły mieć przecież znacznie więcej materiałów. Przecież o tym nie wiemy zupełnie nic.”
Jak nie możesz ujawnić dowodów, to się sędzio, podpisz imieniem i nazwiskiem. Nie chcesz się podpisać, zamilknij na wieki. Sędziowie kościelni postąpili tchórzliwie. Nie wiem, jaką rolę odegrał w tym kard.Nycz, ale cień pada na niego, niestety. Powinien jakoś wyjaśnić tę sprawę nim zajmie się sprawą abp Głodzia, bo łatwo będzie podważać rzetelność procedury postępowania po tym co się stało.

@Piotr
„Sędziowie kościelni postąpili tchórzliwie.”

Zgadzam się z panem. Tak niestety to działa. Wszędzie tylko tajemnice i niedopowiedzenia. To działa tylko na niekorzyść.

„Wspólny list Kaczynskiego i Tuska”? Wcale nie bylby taki niezwykly. PiS i PO publicznie od lat sie spieraja, ale krzywdy sobie nie robia ci ludzie z ukladu magdalenkowskiego. PiS – PO, jedno zło. Przykro mi.

Nie wiem co myśleć teraz o kardynale Gulbinowiczu. Dobry artykuł, ale…
pan Chum istnieje, i coś powiedział i nie eskalował następnych oskarżeń, upominał nadgorliwych. Jakie było życie kardynała? Kryształowe? No chyba nie. Mętne? Może, ale to teza słabo udowodniona. I teraz ta mętna rzeczywistość przed i po śmierci…
A pan Rzymski nic nie wnosi, tylko powtarza, czy raczej klepie, jak mówiła moja Babcia, oficjalnie brzmiące komunały – „Wiele nici ujawnionych skandali wiedzie wprost do Wrocławia”, bo artykuł jest właśie o braku tych ujawnionych skandali i nici…

Dlaczego ten artykuł jest szczególnie ważny? Bo zarówno Autorka, jak i sam portal Więzi z uwagi na swoje dotychczasowe zaangażowanie są szczególnie wiarygodni w stawianiu znaków zapytania w porównaniu do „zawodowych” obrońców i wrogów Kościoła. Po prostu czuję, że tu nawet jeśli niedoskonale poszukuje się Prawdy dla niej samej, a nie prawdy, która ma służyć mojej wizji świata. testem na uczciwość jest nie oszczędzanie Watykanu (włączam w to nuncjaturę) za kapturowe procedury.

Co do samego kard.Gulbinowicza, nawet jeżeli podpisałby zobowiązanie do współpracy z SB, czego nikt mu nie zarzuca, to jego rola w skutecznym ukryciu 80 milionów zł. na działalność podziemną Solidarności wykazuje, że wrzucanie go do jednego worka z płatnymi kapusiami ma służyć jakimś celom, tak z lewa jak i z prawa. Może przekroczył gdzieś cienką czerwona linię, ale proste oceny są nieuczciwe.

Najbardziej profesjonalny tekst, który dotyczy śp. Kardynała Henryka Gulbinowicza. Rzeczywiście, Watykan pozbawił Go prawa do obrony, nie przestrzegano w stosunku do Niego reguł procesowych wynikających z humanitaryzmu prawa karnego. Audiatur et altera pars, o tej zasadzie w postępowaniu prowadzonym przeciwko Kardynałowi pamiętać nie chciano. Całość tej sprawy zdaje się wskazywać, że wydano wyrok na zamówienie, wykorzystując stan w jakim był schorowany, stary człowiek, u kresu swego życie. Posłużono się plotkami, domniemaniami, supozycjami w rodzaju wypowiedzi Panów Terlikowskich, Kobylińskich et tutti quanti. Rodzi się nieodparte przekonanie, że w najlepszym wypadku dano wiarę niezweryfikowanymi pomówieniom. To wszystko stawia Stolicę Apostolską w złym, a nawet w bardzo złym świetle, czyniąc jej działania w tej sprawie nietransparentnymi. Sądzę, że historia oceni sprawiedliwie postać Kardynała, ale nastąpi to dopiero za kilkadziesiąt lat. Nie będą to historycy IPN-u, ale naukowcy w pełni rzetelni, którzy wiedzieć będą, że dla sprawiedliwej oceny, sine ira et studio potrzebna jest długa przestrzeń temporalna, a nie chęć robienia szybkich karier.

Ale tego nie wiemy, bo wszystko jest „tajemnicą”… Czy to rzucenie na pożarcie najsłabszego ogniwa, czy uczciwa walka z nieprawością ważnego hierarchy. Ktoś jeszcze ufa administracji watykańskiej ?

Pewne info z Kalisza. Pierwsze terno
1. Bp Damian Bryl z Poznania
2. Bp Damian Muskus z Krakowa
3. Bp Adrian Galbas z Ełku.
Bp Bryl prawdopodobnie odrzucił propozycje. 2 kandydatów pozostało. Jeśli jeden z nich przyjmuje nominacje w grudniu nowy biskup kaliski. Prośmy o dobrego pasterza na wzór serca Jezusowego. Św. Józefie patronie diecezji Kaliskiej wskaż swego sługę do służby w winnicy Kaliskiej.

Bardzo Pani dziękuję za artykuł, za dążenie do odkrycia prawdy. Jak widać nie jest to takie proste. Przed wrocławskim kościołem uniwersyteckim stały parafianki, które nie zostały wpuszczone na Mszę za duszę śp. Kardynała Henryka Gulbinowicza. Jedna z pań trzymała plakat z napisem: Kościół Cię opuścił, ale Matka Boska Ostrobramska Cię przytuli.

A ja trochę od innej strony. Dlaczego nie jesteśmy w stanie założyć, że Watykan rzetelnie i prawidłowo zbadał sprawę i wcale nie badał przez chwilę, i wcale nie na odczep, i wcale nie dlatego, że ktoś coś rzucił, zasugerował, nie dokończył, i wcale nie tak, że bez dania prawa do obrony kardynałowi. Nie możemy założyć prawidłowości wyroku, bo …? Order Orła Białego? Bo 95 lat? Bo ukarany popełnił mnóstwo dobrych uczynków? Bo ukrył skarb opozycji przez ubecją? A jakie to ma znaczenie? Czy gdyby przejechał kogoś na pasach, to też nie można by było go ukarać.? Przecież kara nie zwalnia nikogo z nas z obowiązku miłości bliźniego, wyrażającej się także obowiązkiem wybaczania.

A dlaczego Pan nie jest w stanie założyć, że wierni nie są chłopami pańszczyźnianymi i konkretna informacja co do faktów – a nie parę ogólników – im się należy jak psu buda? Zwłaszcza kiedy zmienia się im diametralnie obraz ich wieloletniego biskupa.

Skąd w ludziach tyle zaciekłej ciekawości?! W KK obowiązuje nadal tajemnica spowiedzi!!! Na pewne pytania nigdy nie powinna paść odpowiedź!!! O zmarłym mów dobrze albo zamilcz – stara dobra zasada!!!!

Pan Karol Chum wcale nigdzie czytelnie i jednoznacznie nie sugerował, że „istniał system podsyłania uczniów” kardynałowi Gulbinowiczowi przez ojca Szańcę. Nic nie wspomina o kolegach, wypytujących go o to, czy aby nic się nie zdarzyło podczas jego wizyty w pałacu. To tylko nadinterpretacja redaktora Terlikowskiego. Nic takiego przecież nie ma w jego wypowiedziach:

Ewa Wilczyńska, Były uczeń seminarium duchownego oskarżył kardynała Gulbinowicza o molestowanie. „Wszedł do mojego pokoju i mnie dotykał”, 21 maja 2019, Wyborcza.pl

Karol Chum: jeżeli kardynał Gulbinowicz ma tak silną wiarę, to osądzi go Bóg [WYWIAD], 22 maja 2019, Onet.pl

1. Aktywny homoseksualizm? 2. Ukrywanie przez lata to co działo się na Ostrowie Tumskim (vide: bp. Janiak i to co się działo w seminarium, w sądzie kościelnym, wystarczy poczytać świadectwa ofiar x. Szuwarta i innych)? 3. Sprzedaż kościelnych nieruchomości gruntowych w sposób… (kto jest ze świata polityczno-biznesowego Wrocławia ten wie w jaki)? 4. Hotel na Ostrowie Tumskim i moralność w jego wnętrzu? Bardzo bym chciał, żeby pojawił się raport Watykanu, który odpowie na powyższe pytania, które wielu Wrocławian zadaje sobie od lat

Pseudonaukowcom po 50 latach udało się odkryć, że kardynał współpracował z SB po 30 latach nieistnienia tej instytucji. A, że to najwyższy hierarcha kościelny to oskarżymy go jeszcze do kompletu o pedofilię, tak standardowo której miał oczywiście się dopuszczać przez 40 lat codziennie, tj. od lat 50. do 90. A co nam tam. Ksiądz kardynał już się nie obroni, a nam biednym, stłamszonym, zastraszonym ofiarom i tak każdy wierzy. Przez 50 lat każdy milczał; po oskarżeniach sb jedna „ofiara” zgłosi się, że była molestowanie i nagle ją to zaczęło boleć, to od razu następnych 500 z tekstem: „jeszcze ja, jeszcze ja”. Bez kompletnie żadnych dowodów, ale im się wierzy.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.