Jesień 2020, nr 3

Zamów

Ojciec przeprasza. List na Wszystkich Świętych

Fot. Craig Whitehead / Unsplash

Wstyd mi bardzo. To także moja wina, że Kościół bardziej kojarzy Ci się z polityką niż z Ewangelią.

Własnych dzieci nie mam. Jednak najczęściej ludzie mówią do mnie: „ojcze”. To zobowiązujące.

Zwyczajowo tak właśnie w Polsce tytułuje się zakonników. Słychać tu jednak także pewną kościelną prawdę, przeżywaną i opisywaną przez św. Pawła: rolę rodzenia do wiary, wtajemniczania w życie wspólnoty. Skoro więc jestem „ojcem”, a Kościół – uwaga! – „Matką” (wciąż w to wierzę, powtarzając za doświadczeniem dwudziestu jeden wieków chrześcijaństwa), to proszę mieć za usprawiedliwione użycie pewnej metafory z życia rodzinnego.

Kiedy z dziećmi dzieje się coś złego, dziwnego czy niezrozumiałego, to – pomagając poszkodowanym, pokrzywdzonym lub zagubionym dzieciom – zawsze patrzymy na rodziców, badając ich odpowiedzialność za krzywdę lub problemy podopiecznych. Warto w ten sposób spojrzeć na obecną sytuację wzburzenia, także na gniew młodych ludzi wymierzony w Kościół.

Spirala paradoksu

Ten gniew kojarzy mi się z syndromem zbuntowanego nastolatka silnie kontrolowanego przez apodyktycznych rodziców. Pewnie oni na swój sposób go kochali, bo przecież te wszystkie reguły i zakazy domowe, cała ciężka praca były po to, aby wyrósł na porządnego i dobrego człowieka. Zamykając go w bezpiecznym i wyizolowanym świecie, nie zorientowali się jednak, że pod pozorami grzecznego i zdyscyplinowanego młodego człowieka rozwija się cichy bunt.

Gniew wymierzony w Kościół kojarzy mi się z syndromem zbuntowanego nastolatka silnie kontrolowanego przez apodyktycznych rodziców

Taki cichy bunt może przybrać formy o wiele bardziej toksyczne, niż gdyby mógł wyrazić się na zewnątrz, jeśliby na to pozwolono. Nakręca się spirala paradoksu… Biedni rodzice, zadowoleni z wzorowego ucznia, są coraz bardziej umęczeni wychowaniem, a dziecko rośnie w poczuciu niezrozumienia i z pogłębiającym się poczuciem niedowartościowania. I nagle trach!

Teraz, po kolejnej awanturze, wyzwiskach i ucieczkach z domu, zdezorientowani rodzice próbują zadawać dziecku pytania. Na gorzkie wyznanie: „Nie chcę was znać”, reagują z bezradnością: „Ale my Cię kochamy!”. Tyle że jest już za późno. Rodzice i dzieci rozminęli się w swoich pragnieniach i oczekiwaniach.

Odpowiedzialność za zaniedbania w wychowaniu ponoszą jednak nie dzieci, ale zawsze rodzice. Szkoda, że zapomnieli, iż najważniejszą siłą rozwojową dla dziecka jest „być przy”, „być z”, „być dla”. Pozwolić na wolność, a przez to na błędy, pytania i wątpliwości. Tylko wtedy z małego dziecka naśladującego rodziców może narodzić się dojrzały człowiek, który nie będzie jedynie wyznawcą tradycji rodzinnych, ale sam będzie miał szansę przekonać się do wartości wyznawanych przez rodziców i przyjąć je jako swoje własne.

Zgubiłem Ciebie

Dlatego – jako ten, którego zwą „ojcem” – chcę powiedzieć: PRZEPRASZAM. Wstyd mi bardzo. Bo to także moja wina, że Kościół bardziej kojarzy Ci się z polityką niż z Ewangelią.

Przepraszam, że zamiast mówić: „Kocham Cię”, cały czas my, rodzice, powtarzaliśmy: „Nie rób”, „Nie wolno!”, „Zostaw”.

Każdy kryzys Kościoła to także czas nowych świętych

Proszę, wybacz mi, że kiedy myślisz o Kościele, to w głowie masz najpierw moralizatorstwo, chciwość i hipokryzję, a nie wrażliwą przestrzeń, gdzie możesz się uczyć wspólnoty: odnajdywać siostry i braci.

Nawet kiedy dostrzegasz realne dobro i charytatywne zaangażowanie Kościoła, to i tak skupiam Twoją uwagę na samym sobie, nie potrafię wskazać Ci Jezusa.

Programy duszpasterskie, obecność na lekcjach religii, księgi parafialne, komfort i bezpieczeństwo materialne przestały być – dla nas, „ojców” – narzędziami, a stały się celem. Gdzieś po drodze zgubiłem Ciebie i zapomniałem przyprowadzić Cię do Jezusa.

A przecież to Ty – dziewczyna, chłopak, kobieta, mężczyzna – masz być drogą Kościoła, a nie ja!

Przepraszam. Proszę, wybacz mi…

Czas nowych świętych

Wiem, co pisał Ratzinger w latach 50. Znam analizy Blachnickiego z lat 70. i 80. Mimo to jestem zaskoczony, że teraz – i w taki sposób – spełnia się ich prorocki głos. Myślałem, że to się będzie dziać powoli, stopniowo i po cichu… A tutaj nagle i z takim hukiem od masowego „chrześcijaństwa” wracamy (?) do małych społeczności.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Prócz wstydu i żalu odnajduję jednak także nadzieję. Bo zawsze wtedy, kiedy Kościół sprzeniewierzał się swojej misji i zapominał o swej tożsamości, Pan sam przejmował inicjatywę. Każdy kryzys Kościoła to czas nowych świętych, którzy swoim radykalnym świadectwem, pociągając za sobą innych, wracali do Jezusa i życia Ewangelią.

Rozejrzyj się dokoła! Gdzieś tu muszą być nowi święci… A może to właśnie Ty?

Przeczytaj także: Świat zobaczył fałsz Kościoła. Nasz fałsz

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (18)

Zmuszając kogoś do dobra można stać się potworem.
Taki paradoks.

My rodzice to wiemy. Uzdrowienie Kościoła będzie możliwe
kiedy nasze dwa światy – tzw. świeckich i duchownych wreszcie zaczną rozmawiać.
Mamy sobie dużo do powiedzenia.
Prawdopodobnie od ręki wyjaśnilibyśmy sobie sporo spraw.
A tak na razie piszemy.
Może nowy areopag by się przydał.
.

A tu przed chwilą w PR 2, ukochanej kiedyś „Dwójce”, apolitycznej dawniej do bólu kości, poświęconej zawsze do 2015 r. wyłącznie kulturze wysokiej… ogłoszenie z cyklu kampanie społeczne: „Przebłaganie Narodowe za zamordowane nienarodzone Dzieci + Wielka Krucjata Różańcowa w dniach 1-9 listopada..(przepraszam, jeśli cytuję niezbyt dokładnie). Znowu nic nie wiemy na ten temat ? To nie my – to ci inni. I znowu strach iść do swojego lokalnego kościoła, żeby nie dostać takim ciężkim od nienarodzonych, i takim bardzo „polskim” różańcem po głowie…

Jak się buduje na kłamstwie, to w końcu budowla się rozpada. Zobaczcie jak wielki jest dysonans pomiędzy tym co kk głosi, a jak żyje. Czy abp Jędraszewski jest jeszcze katolikiem? Gdzie jest miłość bliźniego w jego wypowiedziach? Myślę, że Kościołowi w sumie cała ta sytuacja odpowiada. Znowu może być oblężoną twierdzą.

Uczymy się na błędach. Tylko te błędy trzeba poznać i zrozumieć.
Na razie widzę tylko nieliczne oznaki tego zrozumienia, ale dobre i to.
To co rosło przez lata nie zniknie nagle.
Proszę zawsze pamiętać, że kobieta to też człowiek. Tylko tyle i aż tyle.
Bardzo chciałabym to w kościele poczuć.

Prosze Ojca, widac, ze pisal Ojciec od serca. To „plus dodatni”. Ale ta metafora ojciec-nastolatek to juz do mnie nie przemawia. To „plus ujemy”. Prosze potraktowac mnie na wysokosci oczu, jako brata a nie chlopczyka! Prosze uwierzyc, ze Ojciec sie moze duzo ode mnie nauczyc!

Kościół jak autorytarny rodzic? Od bardzo dawna nie… Miałam autorytarnego ojca więc chyba wiem o co chodzi. Może K-ł był autorytarny w zamierzchłych czasach mojego dzieciństwa. Dzisiaj wiele się mówi o miłosierdziu Bożym ale sprowadza się to do jakiejś pobłażliwości i naiwniactwa fałszując obraz Boga. Prawdziwe miłosierdzie pochyla się z czułością nad ludzkimi różnymi biedami by podnieść i przywrócić godność dziecięctwa Bożego (uczynić nas ponownie współdziedzicami Królestwa Bożego). Miłosierdzie zbawiającego Boga stwarza nas na nowo. Od wielu lat Kościół popełnia te błędy o których Ojciec pisze. Najgorszym jednak błędem jest gadulstwo i duszpasterskie naiwniactwo, infantylizacja Ewangelii, „głaskanie po główkach” z hasełkami „jesteś dobry, Bóg Cię i tak kocha i rozumie twoje różniste uwarunkowania”. To nie motywuje do podjęcia trudu powstawania. I Zbawiciel zdaje się niepotrzebny… Po co było ode razu umierać nieestetycznie na krzyżu – można było ogłosić amnestyjkę, zresetować… A co to się zrobiło takie modne kajanie się jako sposób na krytykę Kościoła-Matki. Weźta się Szanowni Ojcowie do rzetelnej roboty. Przestańcie koncentrować się na własnym ego. Może by na kazaniach przestać opowiadać o sobie (o te naiwności na „fejsie”…) a zacząć mówić o Bogu i człowieku w sposób poprawny teologicznie a zarazem pogłębiony egzystencjalnie. Poziom wiedzy teologicznej i umiejętności jej przekazywania jako zbawczego orędzia to dopiero szeroki temat. Wczoraj w tv słyszałam ks. Profesora mówiącego o Wszystkich Świętych – o Mszy św. się nie zająknął (mimo „dziennikarskiej” podpowiedzi) ale w zaciszu domowym świeczki palić serdecznie polecał. Na szczęście dobre duszpasterstwo jeszcze bywa dostępne.

Jestem zwykłym świeckim, mnie „ojcem” nikt nie nazywa, ale pod tym tekstem mógłbym się chyba – z tym jednym zastrzeżeniem – podpisać.

Choć może z jeszcze jedną uwagą: to, co nie wyszło, to nie jest nieumiejętne wychowywanie dzieci. Po prostu rolą Kościoła nie jest wychowywanie w naszym tradycyjnym rozumieniu, jak wychowywanie dzieci przez rodziców. Bo laikat to w przytłaczającej większości nie dzieci, tylko dorośli już ludzie. Dlatego – inaczej niż przy błędach w wychowywaniu dzieci przez rodziców – odpowiedzialność nie leży tylko po stronie Ojca i „Matki”, odpowiedzialność ponosimy też my, świeccy, bo często jest nam po prostu wygodniej zapomnieć na chwilę, że dorosłość wiąże się z odpowiedzialnością, wolimy przynajmniej w kościele połudzić się, że ciągle jesteśmy dziećmi – i dać się prowadzić za rączkę. Dlatego i ja jako świecki chciałbym powiedzieć: przepraszam!

A ostatnie zdania są przepięknym kazaniem na dzisiejsze święto. Dziękuję, Ojcze!

W nawiązaniu do listu o. Koniarka chcę powiedzieć, że mogę się tylko wielce dziwić, że pisze to duszpasterz dominikański, gdzie w duszpasterstwach nie prowadzi się polityki lub od niej stroni. Ale od pewnego czasu obserwując świat wokoło dziwię się po raz kolejny, że zaangażowana praca ewangeliczna dominikańskich duszpasterzy młodzieży i studentów ostatniego 25-lecia poniosła kompletną porażkę. Skąd taka konstatacja ? Niestety ale większość tej młodzieży, pokolenia Tor Vergata czy pokolenia post JP2 jest uczestnikami obecnych wydarzeń, patrząc na dewastację swoich własnych obiektów sakralnych i nie zdając sobie sprawę, że krzycząc na strajkach kobiet są za aborcją i tym samym podpadają pod ekskomunikę. Nie tak dawno na wielu mszach św. w kościołach dominikańskich to samo pokolenie przyjmowało z sympatią i obdarzało darami materialnymi siostry dominikanki zbierające ofiary na „Dom Chłopaków” upośledzonych, którymi siostry się opiekują. Dziś to samo pokolenie jest za abortowaniem takich dzieci. I nie chodzi tutaj tylko o duszpasterstwa dominikańskie – ostatnio pisarka publikująca na łamach „Tygodnika. Powszechnego” ogłosiła publicznie zerwanie z tym pismem , jako, że ze wszystkim co katolickie nie chce mieć NIC wspólnego, co więcej zapowiedziała apostazję, dziwiąc się, że tak długo z nią zwlekała . To już zatem druga porażka tak spektakularna środowiska katolickiego. .Wydaje mi się, że najwyższy czas na refleksję środowisk Kościoła otwartego. Pan Jezus chyba jednak stawiał sprawę jasno: Niech Twoja mowa bedzie tak-tak, nie-nie. A reszta od diabła pochodzi.

Ale co tutaj sie tłumaczyć, popatrzcie na Zachód,Swiat Materialistyczny przyslonil Tam Boga,muzulmanie to wykorzystuja bo twierdza ze dobrobyt daje im allah.Bracia sa Kochani do rany przyłóż, czesto jest tez z Kaplanami,siostrami ale to Rodzice czesto majac dobrobyt nie potrzebują Kosciola ,nie zbliżają się,nie szukają, dlatego nikt nikogo nie chce na siłę kochac,bo gdzie skarb twoj tam serce moje.Mocno do mnie przemawia dzisiejsze slowo,,Przyjdzcie do mnie Ci ktorzy utrudzeni i obciazeni jestescie a ja Was pokrzepie”Jeszcze moda smartfonow i tzw idole sprawiają że te rzeczy są bardziej atrakcyjne dla młodych niż zbliżenie się do Kosciola,czytanie Pisma Świętego albo pojscie na Msze Świętą nie mowie o Spowiedzi sw i niestety Wielu polegnie duchowo,a częsc powroci do Boga,Kościół Niech robi swoje i trzeba przyciągać jak największą liczbę dusz do Pana,który przesiewa wszystkich…….

Miło się czyta takie słowa. Jednak rzeczywistość przynosi coś zupełnie innego. U nas na niedzielnym kazaniu proboszcz ogłosił że wszystkie osoby zabierające głos i popierające strajk są niemile widziane w kościele (podobno słowa były nawet bardziej dosadne). Wymieniając nawet część z imienia i nazwiska. Wiem to niestety z drugiej ręki bo nie było mnie na mszy.
Pozdrawiam z parafii pw. św. Mikołaja w Pcimiu

Księże, jakże się Ksiądz myli co do Kościoła. Dzisiejszy Kościół to miłosierdzie, dzisiejszy kościół to Sobór Watykański II, „Dives in Misericordia” (Bóg bogaty w Miłosierdzie”, „Redemtor Hominis” (Odkupiciel człowieka), „Evangelium Vitae” (Ewangelia życia), a wśród tego grzeszni kapłani, grzeszni ojcowie, grzeszni biskupi.
Kościół to wspólnota. „Wierzę w JEDEN, ŚWIĘTY i APOSTOLSKI Kościół”.
Jak może ksiądz dominikanin krytykować Kościół za grzechy kapłanów, a wychwalać dominikanów mimo ostatnich grzechów poszczególnych braci.
Grzech to grzech, a Kościół, rodzina, człowiek, to świętość.
Apostołowie byli grzesznikami, niektórzy karierowiczami, a ich powołał Chrystus aby budowali święty Kościół.

Nastolatek – ojciec. Syn marnotrawny, którzy się wykrzyczy i wróci skruszony, bo „ojciec zawsze ma rację”. Otóż NIE! Bardzo nie podoba mi się protekcjonalny ton tego tekstu. Czysta demagogia. Pouczający ton proboszcza, który uzurpuje sobie prawo do osądzania wszystkich. Dolewanie oliwy do ognia. Okropne!

Mam zal do księży w Polsce. Moja córka z mężem bez ślubu , moja jedyna kochana wnuczka nie ochrzczona! Córka nie chce więcej dzieci! To skutki „ewangelizacji” przez 10 lat w polskich kościołach. Modle się codziennie , błagam Boga żeby nie opuszczał moich dzieci! Dał im szanse uwierzyć!!!

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.