Wiosna 2025, nr 1

Zamów

Recenzje

Michał Gołębiowski, „Nowe Książki” 2025, nr 1

Jaka jest […] dusza Martina Scorsesego, poza tym, że amerykański reżyser sam siebie postrzega jako „upadłego katolika”? Kluczowe są dla mnie dwie wypowiedzi, które padły w kontekście problemów w realizacji Milczenia. „Kiedy bylem młody i służyłem do mszy” wyznaje Scorsese, „bez wątpienia było we mnie poczucie sacrum; pamiętam, jak wychodziłem po skończonej mszy i zastanawiałem się: Jak to możliwe, że życie toczy się dalej, jakby nic się nie stało? Dlaczego nic się nie zmieniło? Dlaczego światem nie wstrząsa, nie porusza do głębi Ciało i Krew Chrystusa? To w ten sposób doświadczałem obecności Boga jako bardzo młody człowiek”.

Drugie stwierdzenie brzmi znacznie bardziej lakonicznie, choć rozwija je w zasadzie każdy film Scorsesego: „Mam obsesję na punkcie duchowości i tego, kim jesteśmy”. Tak więc oba wyznania składają się na obraz człowieka rozdartego pomiędzy skrajnościami, choć ostatecznie niezdolnego do osiągnięcia wewnętrznego pokoju poza Bogiem. Mowa tu wręcz o obsesji. Ja nazwałbym to raczej świadomością. Scorsese, łatwo ulegający powabom i pożądaniom dóbr (sam nie kryje się przecież z tą słabością), nie traci wiary, ponieważ pozostaje świadomy głębi i dramatyczności ludzkiej egzystencji.