Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Siedem prawd wiary lepszych niż sześć

Fragment tryptyku Hieronima Boscha „Ogród rozkoszy“: Ogród Eden. Fot. Wikimedia Commons

Sprawie­dliwość Boga motywuje Go nie do wymierzania kar, lecz do „czynienia prawymi” upadłych stworzeń. Bóg Biblii to wybawca, a nie egzeku­tor ludzkich długów. Fragment książki „Zostać w Kościele / Zostać Kościołem”.

Marek Kita będzie podpisywał swoją książkę „Zostać w Kościele/Zostać Kościołem” w sobotę, 18 maja, o godz. 15.30 podczas Targów Książki Vivelo na Stadionie Narodowym. Stoisko Więzi 113/D8. Zapraszamy!

Wesprzyj Więź.pl

Skład apostolski pozo­staje dla wiernych Kościoła rzymskokatolickiego, a także Kościołów starokatolickich, Wspólnoty Anglikańskiej oraz wielu Kościołów protestanckich (z luterańskim na czele) wyrazem „głównych prawd wiary”. Na naszym gruncie ko­ścielnym wchodzi on, razem z Ojcze nasz, Pozdrowieniem anielskim, Dziesięciorgiem przykazań i paroma innymi tek­stami, w skład tzw. Małego katechizmu.

Jednak nieszczę­ściem, które dotknęło kilka ostatnich pokoleń rzymskich katolików w Polsce, jest fakt umieszczenia w tym zesta­wie – oraz wyeksponowania w popularnym nauczaniu reli­gii – serii sześciu formułek, stanowiących dla świadomości wiernych toksyczną mieszankę. Ta kompozycja, pretendu­jąca do miana spisu prawd „głównych”, łączy poprawne twierdzenia dogmatyczne z wypowiedziami w istocie znie­kształcającymi przekaz Ewangelii.

W efekcie pomieszania prawd z półprawdami otrzymujemy wykrzywiony obraz, wtłaczany jednak do głów z uporem godnym lepszej sprawy. Nieszczęsne Sześć prawd wiary nie ma przy tym (co nie dziwi, gdy wziąć pod uwagę ich brzmienie) oparcia w żadnym ofi­cjalnym dokumencie Kościoła powszechnego. Ich najstar­szy znany tekst został opublikowany w Wilnie, w pierwszej połowie XIX wieku[1].

Rzekome „prawdy główne”, ani słowem nie wspomina­jąc fundamentalnej nowiny o zmartwychwstaniu (!), poprze­stają na stwierdzeniu, że „dusza ludzka jest nieśmiertelna”, przez co gubią biblijną perspektywę „rzeczy ostatecznych”. Pozostaje zamiast niej horacjańskie „nie wszystek umrę”. Do tego zaraz na wstępie, po stwierdzeniu, że „jest jeden Bóg”, określają Go jako „Sędziego sprawiedliwego, który za do­bro wynagradza, a za zło karze”.

Widzimy tu niebiblijne postrzeganie sprawiedliwości‑prawości Stwórcy. Jak uczy Pismo, sprawie­dliwość Boga motywuje Go nie do wymierzania kar, lecz do „czynienia prawymi” upadłych stworzeń (por. Rz 3,25–26) – do uzdrawiania relacji z nimi, odzyskiwania ich miłości (por. Łk 15,23–24.32). Bóg Biblii to wybawca[2], a nie egzeku­tor ludzkich długów.

Oczywiście na kartach Pisma mowa też o Bogu karzą­cym, jednak trzeba te fragmenty interpretować w świetle in­nych, wyraźniej ukazujących Boski charakter. Tak naprawdę Pan „nie według naszych grzechów postępuje z nami i nie odpłaca nam według naszych win” (Ps 103,10). To, co zgod­nie z konwencjami języka religijnego jest nazywane kara­niem nas przez Boga, stanowi w gruncie rzeczy obiektywne skutki naszych złych decyzji.

Jeśli upieramy się przy nich mimo upomnień, Bóg szanuje wolność upartych: „I zosta­wiłem ich w zatwardziałości serca, i poszli za swoimi zamy­słami” (Ps 81,13). To my wybieramy jałowość egzystencji: „Bóg samotnych sprowadza do domu, więźniów wyprowa­dza ku pomyślności, tylko oporni zostają na ziemi suchej” (Ps 68,7). Tracimy życie wewnętrzne, porzucając je, odcina­jąc się od jego Źródła, nie chcąc ku Niemu iść – duchowa śmierć stanowi „żołd [opsōnia] grzechu” (Rz 6,23).

Wyeksponowanie w Sześciu prawdach wiary płytkiej i w rezultacie przekłamanej wizji Boga – który przecież „nie posłał Syna na świat po to, żeby osądził świat, ale żeby świat został przez Niego uratowany” (J 3,17) – sprawia, że trudno o dobre zrozumienie padających następnie słów o „śmierci Syna Bożego dla naszego zbawienia”. Jeśli pa­trzymy na Boga jak na szafarza nagród i kar, to nie poj­mujemy, czym faktycznie jest „łaska Boża, do zbawienia koniecznie potrzebna”.

Można by nieco przekornie zauważyć, że w języku bi­blijnej symboliki liczb ilość formułek tworzących chybioną prezentację prawd „głównych” oznacza (nomen omen) nie­doskonałość. Symbol doskonałości to siódemka. Być może dałoby się więc zaproponować zamiast sześciu Siedem prawd wiary, tym razem trzymających się zasadniczych treści kērygmy – orędzia „żywej nadziei” (por. 1 P 1,3).

Zatem spróbujmy:

1) Jest jeden Bóg, On JEST zawsze z nami.

2) Bóg jest miłością, która inspiruje dobro, a ze zła leczy.

3) Bóg jest trzema Osobami – ich osobowość nie niszczy wspólnoty, a wspólnota nie dławi ich osobowości.

4) Gdy Go porzuciliśmy, Bóg w Słowie‑Synu wyszedł z siebie, żebyśmy nie ponieśli konsekwencji upadku. Wziął na siebie ciężar odzyskania relacji, pozwolił naszej wrogo­ści utonąć w swym przebaczeniu. Bóg‑Syn przeszedł przez śmierć i wyszedł z niej niezniszczalnie żywy.

5) Kto pokłada w Nim ufność, unika wyroku, a kto nie chce Mu ufać, sam się skazuje.

6) Idziemy przez życie i śmierć ku zmartwychwstaniu – nic, co dobre, nie zginie, choć będzie przemienione. Coś z tej przemiany dzieje się już teraz.

7) W osobie Syna Bóg stał się naszym bliźnim, a nasi bliźni są (owszem, niełatwym do przyjęcia) sakramentem Jego przyjść.

Do powyższych Siedmiu prawd można dodać po kilka zdań komentarza.

Przede wszystkim jedyność Boga nie pociąga za sobą ograniczenia relacji z Nim do jednej tylko – jedynej właści­wej – religii. Z faktu, że „Jeden jest i nie ma innego poza Nim” (por. Mk 12,32), wynika raczej, że ktokolwiek uczciwie poszu­kuje Bóstwa, to właśnie Jego „czci, nie znając” (por. Dz 17,23) – jeśli tylko słucha sumienia (por. Rz 2,14–15). Ze swej strony Jedyny, który „ogłosił swe ustawy i postanowienia Izra­elowi, a dla żadnego ludu tego nie zrobił” (por. Ps 147,19–20), przyznaje się bynajmniej nie tylko do wybranych. Czy­tamy u proroka: „Pan Zastępów pobłogosławi […]: Błogo­sławiony niech będzie Egipt, mój lud i Asyria, dzieło mych rąk” (Iz 19,25).

Również Jezus, jedyny Pośrednik między Bogiem i ludźmi, oddał życie za odnalezienie się w relacji ze Stwórcą absolutnie wszystkich (por. 1 Tm 2,4–6) – choć na razie jest to szczególnym doświadczeniem wierzących (por. 1 Tm 4,10). Gdy w Ewangelii czytamy: „Nikt nie przychodzi do Ojca, je­śli nie idzie przeze Mnie” (J 14,6) to nie znaczy, że tylko ktoś znający historię Nazarejczyka i mający chrześcijańskie przekonania spotyka Boga. Chodzi raczej o to, że również znale­zienie kontaktu z Bogiem „po omacku” (por. Dz 17,27), poza sferą judeochrześcijańskiego Objawienia, oznacza nieświa­dome „przejście przez” Chrystusa jako „Światło oświeca­jące każdego człowieka” (por. J 1,9)[3]. Można powiedzieć, że zjednoczony z nami i wszechobecny Bóg‑Syn stanowi „przestrzeń” jakiegokolwiek spotkania z Ojcem. Chry­stus to niczym niezrażone, absolutne Boskie otwarcie na człowieka.

W Chrystusie objawionym historycznie konkretyzuje się Boskie imię JESTEM (por. Wj 3,14) – dlatego w Czwartej Ewangelii, w Jezusowej modlitwie przy Ostatniej Wiecze­rzy, padają słowa: „Objawiłem Twoje imię […]” (J 17,6). Jezus objawia Imię Boga, objawiając się jako Boża bliskość i soli­darność, Emmanuel – „Bóg z nami”.

Dla najstarszej tradycji chrześci­jańskiej, mocno jeszcze tkwiącej w pierwotnym kontekście żydowskim[4], „Imię” to pierwsze z określeń, teologicznych tytułów, Boga‑Syna[5]. W Jezusie, w zamieszkaniu Boga‑Słowa wśród nas (por. J 1,14), dochodzi do ucieleśnienia Boskiej deklaracji JESTEM, wyrażającej nie tylko istnienie w sposób absolutny, lecz właśnie zbawczą bliskość[6]. Przez Jezusa Bóg mówi ludziom: JA JESTEM tutaj i teraz, z wami i dla was.

Wesprzyj Więź

Fragment książki „Zostać w Kościele / Zostać Kościołem”, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Więź. Do 19 maja można ją kupić przedpremierowo w promocyjnej cenie tutaj

Przeczytaj też: Bóg jest „sędzią sprawiedliwym”, ale w innym znaczeniu, niż myślimy


[1] Por. G. Strzelczyk, „Wielki dzień powszechnego wstydu”, „W Drodze” 2017, nr 1, s. 27.
[2] Ten pierwszorzędny rys Boskiego odnoszenia się do ludzi wyraża „wizytówka” Najwyższego umieszczona na wstępie Dekalogu: „Ja jestem JHWH, twój Bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli” (Wj 20,2).
[3] Sformułowanie ewangelisty dotyczące „Światła oświecającego każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” jest dwuznaczne i można je rozumieć albo w takim sensie, że Chrystus, przychodząc na świat, oświeca każdego, albo jako stwierdzenie, że każdy człowiek przychodzący na świat jest oświecany przez Chrystusa jako Słowo komunikujące Boga. Tym dyskretnym komunikatem może być przeczucie jakiegoś, godnego poszukiwań, sensu życia. Ewangeliczny termin Logos, którym czwarty ewangelista określa Chrystusa, znaczy nie tylko „Słowo”, lecz również „Rozum” lub „Sens”. W tradycji ojców Kościoła ludzka rozumność jest świadectwem dyskretnego oddziaływania Chrystusa‑Logosu na każdego z nas.
[4] W odróżnieniu od zbiorczego określenia całego nurtu Objawienia, poświadczonego w obu Testamentach, mianem tradycji „judeochrześcijańskiej”, mówimy też o wczesnej postaci Ekklēsii jako „judeochrześcijaństwie” – czyli chrześcijaństwie wyrażającym się jeszcze (mimo używania greki) całkowicie w żydowskich kategoriach teologicznych.
[5] Por. J. Daniélou, „Teologia judeochrześcijańska. Historia doktryn chrześcijańskich przed Soborem Nicejskim”, tłum. S. Basista, Kraków 2002, s. 205–220.
[6] Przeczytajmy uważnie rozmowę Boga z Mojżeszem przy płonącym krzewie i zobaczmy, że – niezależnie od teologicznej wartości interpretacji „ontologicznej” Imienia – wydaje się ono również określać Boskie opiekuńcze bycie przy stworzeniach. Mojżesz słyszy: „Dokładnie widziałem niedolę Mego ludu […] przecież jest em z tobą. […] Jestem, który Jestem” (Wj 3,7.12.14). Porównajmy to ze słowami Jezusa kroczącego po falach, gdy w odpowiedzi na krzyk przerażonych uczniów woła: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się” (Mk 6,50).

Podziel się

5
Wiadomość

5 stycznia 2024 r. wyłączyliśmy sekcję Komentarze pod tekstami portalu Więź.pl. Zapraszamy do dyskusji w naszych mediach społecznościowych.