Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Bodnar: Przy przywracaniu praworządności nie łamać zasad praworządności

Adam Bodnar. Kraków, październik 2019 r. Fot. Adam Walanus / adamwalanus.pl

Im zmiany będą bardziej konsekwentne i przemyślane, tym społeczeństwo będzie to lepiej odbierało, a wiara w stabilność systemu prawnego będzie odzyskiwana – mówi „Kulturze Liberalnej” Adam Bodnar.

W „Kulturze Liberalnej” o tym, jak ma wyglądać w Polsce przywracanie praworządności i rozliczanie ubiegłych ośmiu lat rządów Zjednoczonej Prawicy, Tomasz Sawczuk rozmawia z Adamem Bodnarem, profesorem SWPS, byłym rzecznikiem praw obywatelskich, obecnie senatorem XI kadencji i – według doniesień medialnych – kandydatem na ministra sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska.

„Trzeba zrobić wszystko, absolutnie wszystko, żeby przy przywracaniu praworządności nie łamać zasad praworządności” – podkreśla Bodnar. Jego zdaniem „jeżeli ustawodawstwo, konstytucja, działania w ramach uprawnień władczych rządu, dają szansę na rozwiązanie istniejących problemów, to trzeba zrobić wszystko, co się da – i jak najszybciej się da. Ale jednocześnie zdawać sobie sprawę z tego, że w niektórych przypadkach trzeba będzie nastawić się na dłuższy marsz”.

Wesprzyj Więź.pl

„Koalicja rządząca powinna najzwyczajniej w świecie zrobić w kontekście ustawodawstwa wszystko, co do niej należy. Czyli przyjąć kilka podstawowych ustaw związanych z sądownictwem – ustawy dotyczące TK, KRS, SN, ustroju sądów powszechnych oraz prokuratury – a także ustawę dotyczącą nadzoru nad służbami specjalnymi. Należy również przyjąć szereg ustaw szczegółowych: znowelizować postępowanie w sprawach nieletnich, kodeks karny, przyjąć wreszcie ustawę o biegłych sądowych, znieść instytucję ubezwłasnowolnienia i zastąpić ją systemem wspierania w podejmowaniu decyzji” – mówi prawnik.

A jeśli prezydent Andrzej Duda będzie wetował ustawy? Były rzecznik praw obywatelskich jest zdania, że „niektóre ustawy będzie można uchwalić”. „Mam wrażenie, że budowana jest teraz wizja prezydenta jako wszechwładnego mocarza, który w ogóle nie odpowiada przed opinią publiczną, w ogóle się niczym nie przejmuje i będzie wetował niezależnie od okoliczności. Jeżeli jednak zaraz wyjdą na jaw różne okoliczności, które będą kompromitowały zaangażowanie prezydenta w kontekście niszczenia praworządności, to może wtedy nie będzie taki skory, żeby z tych wszystkich wet korzystać” – dodaje Adam Bodnar.

Tłumaczy on, że „najważniejsze jest w tych rozliczeniach koncentrowanie się na czystych przypadkach nadużycia władzy i nadużyciach finansowych – żeby ludzie czuli, że chodzi tu przede wszystkim o odpowiedzialność za łamanie prawa. A do tego chodzi też o ich własny interes w postaci finansów publicznych. Bo dlaczego my jako podatnicy mamy płacić za nadużycia? Jeżeli będziemy do tego w ten sposób podchodzili, a jednocześnie unikali narracji, że to jest zemsta, to trzeba podkreślić, że odpowiedzialność za nadużycia to standard w każdym normalnym państwie demokratycznym”.

Wesprzyj Więź

Jednocześnie przypomina, że „umowa koalicyjna nie jest na rok, tylko na cztery lata”. „Nie rozliczajmy więc rządzących za to, co zrobią w pół roku – zobaczymy, co będzie za cztery lata. Zapewniam, że będzie gigantyczna determinacja. Myślę też, że im zmiany będą bardziej konsekwentne i przemyślane, tym społeczeństwo będzie to lepiej odbierało, a wiara w stabilność systemu prawnego będzie odzyskiwana” – stwierdza Bodnar.

Przeczytaj też: Adam Bodnar: Sporu o praworządność nie można odpuścić

DJ 

Podziel się

2
Wiadomość

Adamowi Bodnarowi, chociaż jesteśmy z innych parafii, można ufać, że myśli tak jak mówi i że będzie tak działać. Rozważanie, czy ministrem sprawiedliwości ma być on czy ostatni minister sprawiedliwości w rządzie PO Borys Budka źle wróży przyszłości.

Adam Bodnar to nie jest partyjny aparatczyk, mówi innym językiem niż PO. Zresztą, jmimo, że nie darzę Platformy sympatią, dziś życzę Donaldowi Tuskowi by stworzył rząd jak najlepszy dla Polski. Też niewielu jej polityków darzę respektem, ale Adam Bodnar jest wyróżniającym się politykiem Platformy. Szanuję go, tak jak partię RAZEM, nie za posiadanie poglądów zbliżonych do moich, tylko za ponad przeciętne standardy etyczne wnoszone do polskiej polityki, jak wcześniej np. p.Marek Jurek czy Ryszard Bugaj. Owszem, nieprzypadkowo znaleźli się na marginesie. Tylko więcej takich polityków po obu stronach, a będzie sensowniej.

Już po dziesięciu dniach urzędowania jako minister sprawiedliwości, Adam Bodnar dał powody, bym odszczekał większość, co dobrego o nim powyżej napisałem, postępując dokładnie odwrotnie, niż deklarował w Kulturze Liberalnej. Powstaje pytanie, jaką pozycję ma A.Bodnar w rządzie. Widać, że D.Tusk się z nim nie liczy, nie uprzedził go o swoich planach przemocowego rozstrzygnięcia sporu o media, a mimo to A.Bodnar żyruje te działania przystając na status hetki pętelki w tym rządzie. Tak to jest, jak ministrami zostają osoby bez doświadczenia politycznego i bez własnego kapitału w polityce – trudno bez nich prowadzić działania w oparciu jedynie o swój autorytet moralny. By nie został on szybko utracony, trzeba w proteście przeciw działaniom na granicy prawa podać się do dymisji. Ale A.Bodnar tej drogi nie wybrał. Miał do wyboru hańbę lub władzę. Wybrał hańbę. Władzy nie będzie mieć (już realnie jej nie ma) także.

@Tomasz

Dziwię się Panu, że powtarza Pan wyświechtane komunały polityków tzw. Zjednoczonej Prawicy. To, że postulaty Adama Bodnara w dużej mierze pokrywały się z postulatami będącej wówczas w opozycji Platformy, wcale nie znaczy, że był on tej Platformy rzecznikiem zamiast być Rzecznikiem Praw Obywatelskich.

Mi jest nie po drodze z p. Bodnarem w wielu rzeczach. Jednak koncepcja władzy niczym nie ograniczonej i przez nikogo nie kontrolowanej, “pokonującej imposybilizm” powoduje, że zgodzę się nawet na niego jako RPO, żeby “dobrej zmianie” wkładał kij w szprychy.