Lato 2024, nr 2

Zamów

Sekretne życie Synodu

Ekumeniczne czuwanie modlitewne z papieżem Franciszkiem przed Zgromadzeniem Ogólnym Synodu, 7 października 2023 r. Fot. Mazur/cbcew.org.uk

Skoro papież zdecydował się na publikację swoich odpowiedzi na dubia konserwatywnych kardynałów, to ma zamiar, by poruszone kwestie nie zostały zamiecione pod dywan w trakcie trwających synodalnych dyskusji

Tekst ukazał się 25 października 2023 r. Synodalny List do Ludu Bożego ukazał się 26 października i jego treść przeczytasz tu.

W Watykanie od 4 października trwa Zgromadzenie Ogólne Synodu o synodalności. Można się domyślać, że podczas obrad wydarzyło się już całkiem sporo, a pewnie na finiszu zgromadzenia (obrady kończą się 29 października) wydarzyć się może jeszcze więcej. Czy będzie to przełom w życiu Kościoła katolickiego, zobaczymy i na pewno na łamach „Więzi” będziemy jeszcze o Synodzie pisać, zwłaszcza że obrady będą kontynuowane za rok.

Wesprzyj Więź.pl

Na razie dochodzące ze zgromadzenia informacje są wyjątkowo dyskretne i poza oficjalnymi komunikatami o sprawowanych liturgiach czy wygłaszanych medytacjach oraz świadectwach wiary trudno pozyskać więcej wiadomości. Uczestnicy obrad zostali bowiem przez papieża zobowiązani ślubem milczenia i, jak widać, rzetelnie stosują się do jego przestrzegania.

Skoro papież zdecydował się na publikację swoich odpowiedzi na dubia konserwatywnych kardynałów, to ma zamiar, by poruszone kwestie nie zostały zamiecione pod dywan w trakcie trwających synodalnych dyskusji

Sebastian Duda

Udostępnij tekst

Wiadomo, że to synodalne Zgromadzenie Ogólne jest inne niż wszystkie dotychczasowe. Jego uczestnikami nie są tylko biskupi z różnych części świata. W obradach biorą udział 54 kobiety (nazywa się je nawet „matkami Synodu”, choć w katolickich środowiskach konserwatywnych użycie tego określania jest raczej kąśliwe), którym przyznano prawo głosu (na ogólną liczbę 464 uczestników Zgromadzenia takie prawo ma 365 osób). Takie prawo przyznano także nie tylko kobietom, ale i kilkudziesięciu mężczyznom niemającym sakry biskupiej. W tej grupie są osoby świeckie. To nowość, która w kręgach konserwatywnych i tradycjonalistycznych budzi wielkie kontrowersje.

Niedługo przed Synodem opublikowano dubia kilku konserwatywnych kardynałów (pisaliśmy o tym szerzej tutaj: Katalizator schizmy? Kardynalskie dubia i odpowiedź papieża) oraz odpowiedzi Franciszka na nie. Wśród dyskutowanych kwestii pojawiła się m.in. niezmienność doktryny, kwestia błogosławienia par jednopłciowych oraz ewentualne dopuszczenie kobiet do sakramentu święceń. Kwestie te to dla wielu katolików i katoliczek na świecie wyznacznik tożsamości. Pytają, czy Kościół może porzucić albo rozwinąć wielowiekowe nauczanie w tych właśnie sprawach.

Rysująca się na tej podstawie oś podziału jest w Kościele bardzo wyraźna. Trudno zatem, żeby napięcie między konserwatystami a postępowcami nie ujawniło się podczas obecnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu. Można mniemać, że skoro papież zdecydował się na publikację swoich odpowiedzi na dubia konserwatywnych kardynałów, Franciszek ma zamiar, by poruszone kwestie nie zostały zamiecione pod dywan w trakcie trwających synodalnych dyskusji.

W tym kontekście symptomatyczny jest list, jaki 14 października wystosował emerytowany prefekt dawnej Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Müller do kard. Dominika Duki, arcybiskupa Pragi, w związku ze skierowanymi przez tego ostatniego do Franciszka zapytaniami o właściwą interpretację adhortacji „Amoris laetitia” w kwestii przystępowania do komunii osób rozwiedzionych i żyjących w powtórnych związkach. Czeski hierarcha niedługo wcześniej otrzymał odpowiedź z Dykasterii Nauki Wiary. Stwierdzono w niej, że obowiązującą i interpretacją jest ta, jaką w 2016 r. ogłosili biskupi z regionu Buenos Aires.

Papież w liście do tych argentyńskich biskupów (datowanym 5 września tamtego roku) poświadczył, że ich opinia umożliwiająca przystępowanie do sakramentów osobom rozwiedzionym, żyjącym w drugim związku cywilnym, nawet jeśli nadal zachowują się jak mąż i żona, nie mając woli zmiany życia, jest – po „odpowiednim rozeznaniu” w konkretnych przypadkach – zasadna.

Kard. Müller twierdzi jednak, że tego listu Franciszka żadną miarą nie należy uznawać za element tzw. zwyczajnego papieskiego nauczania. Ponadto wskazuje, że opinia biskupów z regionu Buenos Aires (to poza wszystkim przecież tylko część Konferencji Episkopatu Argentyny) stoi w wyraźnej sprzeczności z nauczaniem jasno wyrażonym przez poprzednich papieży – w szczególności św. Jana Pawła II oraz Benedykta XVI. Trudno zatem uznać jej doktrynalnie zobowiązującą moc.

Bardzo prawdopodobne, że list kard. Müllera jest dyskutowany podczas Zgromadzenia Ogólnego Synodu. Pytanie tylko, czy dzieje się to w kuluarach, czy też konserwatywni uczestnicy obrad próbują odnieść się do postawy w nim prezentowanej także w swoich oficjalnych wystąpieniach podczas obrad. Sądzę, że więcej informacji na ten temat dotrze do nas wkrótce. 

Na razie z informacji docierających z Rzymu (np. od kard. Christopha Schönborna, arcybiskupa Wiednia) dowiadujemy się, że po raz kolejny – jak to się zaznaczyło w ostatnich latach – widać wyraźnie, iż punkt ciężkości Kościoła katolickiego wyraźnie przeniósł się z Europy na inne kontynenty. W Europie bowiem katolicki głos jest coraz mniej słyszalny i w tym momencie nie bardzo wiadomo, jak mógłby być słyszalny bardziej.

Niektórzy uczestnicy obrad Zgromadzenia Ogólnego pokładają wielkie nadzieje w „Liście do Ludu Bożego”, jaki ma być opublikowany dziś, 25 października – jeszcze przed zakończeniem obrad. Wiadomo, że został on przyjęty oklaskami przez uczestników podczas jednej z synodalnych sesji. Czy będzie to głos wiarygodny (nie tylko dla katolików i katoliczek, ale i dla innych osób poszukujących duchowych odpowiedzi) w dobie wielkiego kryzysu Kościoła? Czy też odpowiedź na pytanie o kościelną wiarygodność wciąż pozostanie zawieszona?

Wesprzyj Więź

O. Timothy Radcilffe, były generał Zakonu Kaznodziejskiego, w jednej ze swoich medytacji wygłoszonych podczas Zgromadzenia, powiedział: „Wszyscy jesteśmy wiarygodni, ale na różne sposoby. Św. kard. John Henry Newman napisał, że jeśli zabsolutyzujemy wiarygodność zarządzania, dojdzie do tyranii. Jeśli rozum stanie się jedynie wiarygodny, popadniemy w jałowy racjonalizm. Jeśli doświadczenie religijne będzie jedynie wiarygodne, wówczas zwycięży zabobon. Synod jest jak orkiestra, w której różne instrumenty grają własną muzykę. Dlatego jezuicka tradycja rozeznania jest tak owocna. Prawdy nie można osiągnąć większością głosów, tak samo, jak orkiestrą czy drużyną piłkarską kierować przez głosowanie! Wiarygodne przywództwo z pewnością zadba o to, aby rozmowa w Kościele była owocna, aby żaden głos nie dominował i nie zagłuszał innych”.

Te słowa bez wątpienia mają swoją wagę. Niemniej głosowania na Zgromadzeniu Ogólnym Synodu na pewno miały już miejsce i wciąż się będą odbywać. W jaki sposób będą odzwierciedlały one obecny rozkład sił w Kościele, najpewniej będziemy wiedzieć już niebawem.

Przeczytaj też: Katalizator schizmy? Kardynalskie dubia i odpowiedź papieża

Podziel się

9
8
Wiadomość

przeciwstawianie Kościoła kręgom/biskupom/synodariuszom “tradycyjnym”/”konserwatywnym” to słaby zabieg erystyczny. próbujecie podprogowo naznaczyć ich jako fanatyków, wsteczników, a całkowicie pomijacie, że ich pytania i wątpliwości co do poprawności Franciszkowych wypowiedzi są racjonalne

U Autora powyżej wyczuwam nadzieję na zmiany, ale nie widzę ideologii. Tylko nie zgadzam się, że odpowiadając kardynałom Franciszek nie chciał zamieść ich wątpliwości pod dywan. Już w XVIII-wiecznym regulaminie floty brytyjskiej admirał miał zakaz ujawniania własnego stanowiska w sprawach operacji wojennych nim na naradzie stanowiska nie zajęli niżsi w hierarchii oficerowie począwszy od najniższych stopniem. Taką zasadę przewidują też prawidłowo skonstruowane burze mózgów. Jeśli Franciszek postąpił wbrew tej regule, to właśnie po to, by na synodzie zamieść podniesione przez kardynałów dubia pod dywan, albo przynajmniej by jego nominaci i sympatycy wiedzieli bez myślenia, co mają myśleć. Podoba mi się podjęcie przez kardynałów dyskusji, ale niekoniecznie całe ich stanowisko, zwłaszcza w sprawach udziału kobiet w Kościele oraz generalnie postulat faktycznego zamrożenia pogłębiania poszukiwań prawdy (teologii). Ale także podoba mi się, ale też niecała, zwłaszcza w sprawie LGBT odpowiedź Franciszka. Ale moment odpowiedzi fatalny i niesynodalny, bo dążący, nie wiem na ile skutecznie, do autorytarnego wpłynięcia na debatę. Gdyby papież jednoosobowo podjął decyzje, nikt by do niego nie miał pretensji, bo taka była dotychczas często stosowana norma, ale jeżeli chce swoją decyzję ubrać w pozory vox populi, to widzę w tym próbę manipulacji synodem.

Pierwszy raz w dziejach Kościoła dopuszczono głos z zewnątrz:

“Kościół musi także słuchać świeckich, kobiet i mężczyzn, wszystkich powołanych do świętości na mocy powołania chrzcielnego: świadectwa katechistów, którzy w wielu sytuacjach jako pierwsi głoszą Ewangelię; prostoty i żywiołowości dzieci, entuzjazmu młodych ludzi, ich pytań i wezwań; marzeń osób starszych, ich mądrości i pamięci.”.

Jaka jest reakcja tutejszych forumowiczów? Powszechne NIEZADOWOLENIE. Niezwykle trudno Wam dogodzić… 😉
Gdzie nadzieja, gdzie wiara, gdzie posłuszeństwo wobec Ojca Świętego? Bez tego chyba żadna reforma się nie uda? Czekacie na cud, który się wydarzyć nie może w atmosferze kontestacji, utyskiwań i złorzeczeń. Skoro tak, to sami musicie Go (Kościół) zreformować, od dołu. Widzę już, oczami wyobraźni, jak tysiące ochoczo podrywają się z wygodnych kanap… 😉

tutejsi forumowicze na drodze forsowanego przez Franciszka “rozeznania” doszli do konkluzji, że nasz Papież zrywa z jasną nauką Jezusa i 2000-letnim stanowiskiem Kościoła, więc są posłuszni głosowi sumienia. skąd Twoje zdziwienie drogi postępowcu?

Powiadają, in dalej w las tym więcej drzew. Nigdy nie interesowały mnie kręte ścieżki katolickiej teologii. Moja wiarę wyssałem z mlekiem matki, a oparta jest na dekalogu i na katechizmie, z którego przygotowywałem się do I Komunii. Starsi pamiętają zapewne tę książeczkę “Katechizm Religii Katolickiej” było to wydanie chyba z 1947 roku. Od tego czasu przebyliśmy długą drogę. Bardzo długą, powiedziałbym. Miałem zaszczyt być zaproszony na humanistyczny ślub, brałem udział w katolickim pochówku osoby skremowanej, w pogrzebie ze świeckim obrządkiem. Zastanawiam się, czy gdy przyjdzie moja kolej, alternatywa wyboru usług, do tej pory zmonopolizowanych przez Kościół, będzie na tyle konkurencyjna i atrakcyjna, że przez takich jak ja gagatków, całkiem serio traktowana. W tekście pada sformułowanie “jałowy racjonalizm”, no nie wiem czy racjonalizm jest jałowy. Na pewno przez Ludzi kościoła nie jest lubiany.