Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Odwet Izraela za atak Hamasu. W Strefie Gazy powstanie „nowa rzeczywistość”?

Zniszczenia w Strefie Gazy spowodowane działaniami Sił Obronnych Izraela 10 października 2023 roku. Fot. Palestinian News & Information Agency / Wikimedia Commons

Gaza została odcięta od dostaw energii elektrycznej, paliwa i żywności, co ma przymusić Hamas do wydania porwanych, lecz w praktyce prowadzi przede wszystkim do drastycznego pogorszenia sytuacji humanitarnej.

Po ataku z 7 października, w którym bojownicy Hamasu zamordowali 1,4 tys. osób, ranili 3,5 tys., a co najmniej 199 uprowadzili, Izrael prowadzi działania odwetowe wobec Strefy Gazy. Przybierają one jak dotąd postać nalotów bombowych (w ciągu zaledwie sześciu pierwszych dni zrzucono 6 tys. bomb, którymi zaatakowano 3,6 tys. celów) oraz ostrzału artyleryjskiego. W ich efekcie ponad 2,6 tys. Palestyńczyków (zarówno osoby związane z Hamasem, jak i ludność cywilna) zostało zabitych, a przeszło 9,5 tys. – rannych (stan na 15 października rano).

Zdaniem organizacji praw człowieka Izrael miał użyć w czasie ataków m.in. zakazanej amunicji fosforowej. Drugi wymiar reakcji obejmuje odcięcie Gazy od dostaw energii elektrycznej, paliwa i żywności, co ma przymusić Hamas do wydania porwanych, lecz w praktyce prowadzi przede wszystkim do drastycznego pogorszenia sytuacji humanitarnej. Dostawy wody, wstrzymane 9 października, po interwencji prezydenta Joego Bidena 15 października częściowo przywrócono, jednak wyłącznie do południowej części Strefy.

Wesprzyj Więź.pl

Przeprowadzenie operacji lądowej i morskiej wydaje się przesądzone. Izrael zmobilizował ponad 300 tys. rezerwistów i dyslokował znaczną część sił lądowych przy granicy z Gazą. 13 października wydał też mieszkańcom północnej części Strefy – przeszło 1 mln osób – polecenie opuszczenia tego obszaru w ciągu 24 godzin (mimo upływu terminu inwazja lądowa dotąd nie nastąpiła, co prawdopodobnie jest efektem nacisków międzynarodowych, aby dać ludności cywilnej więcej czasu na ewakuację) i przeniesienia się na południe (poniżej parku narodowego Wadi Gaza). Krok ten potępiły ONZ i organizacje praw człowieka – uznały one to przedsięwzięcie za niewykonalne zarówno ze względu na zbyt krótki czas, jak i brak infrastruktury umożliwiającej przyjęcie tak ogromnej liczby osób, zwłaszcza w sytuacji ostrego deficytu prądu (pochodzącego obecnie wyłącznie z generatorów spalinowych), wody, żywności, lekarstw i łóżek szpitalnych.

Atak Hamasu pociągnął za sobą zmiany w izraelskiej polityce wewnętrznej. 11 października premier Binjamin Netanjahu oraz jeden z liderów opozycji parlamentarnej i były szef sztabu generalnego Beni Ganc utworzyli tzw. gabinet wojenny. W jego skład oprócz obu polityków weszli także minister Galant (jako członek) oraz minister spraw strategicznych Ron Dermer (bliski współpracownik Netanjahu) i były szef sztabu Gadi Eizenkot (sojusznik Ganca) – jako obserwatorzy.

Rozszerzone zaplecze polityczne gabinetu przejściowo umacnia skrajnie osłabioną pozycję Netanjahu – według sondaży opinii publicznej ponad 94 proc. Izraelczyków obciąża jego rząd odpowiedzialnością za nieprzygotowanie państwa do ataku z 7 października, a 56 proc. chciałoby jego ustąpienia po zakończeniu kryzysu.

Wysocy rangą przedstawiciele władz izraelskich twierdzą, że „Gaza nie będzie już taka sama” (szef sztabu generalnego Herci Halewi), „Gaza nie wróci do tego, czym była” (minister Galant) oraz że celem operacji przeciwko Hamasowi jest „stworzenie nowej rzeczywistości w Gazie” (doradca premiera Mark Regew). W praktyce nie wiadomo, jak deklarowane cele miałyby zostać zrealizowane bez zadawania kolosalnych strat ludności cywilnej w Gazie i/lub czasowego lub trwałego wysiedlenia jej (w całości lub w części), np. do Egiptu. To ostatnie w sposób nieunikniony sprowadziłoby jednak na Izrael oskarżenie o przeprowadzanie czystek etnicznych. Wydaje się, że izraelska definicja ostatecznych i realnych do osiągnięcia celów militarnych i politycznych wciąż ewoluuje, m.in. pod naciskiem USA, które w obecnej sytuacji uzyskały wyraźnie większe niż wcześniej możliwości wywierania presji na władze w Jerozolimie.

Podejście Stanów Zjednoczonych wydaje się polegać na stworzeniu Izraelowi warunków do odpowiedzi dzięki wsparciu politycznemu i sprzętowemu oraz wiarygodnemu odstraszaniu, mającemu zniechęcić Iran i powiązane z nim siły do przyłączenia się do konfliktu. Ma to umożliwić Izraelowi zakończenie konfliktu na swoich warunkach, pozwalających mu odzyskać poczucie bezpieczeństwa. Jednocześnie jednak Waszyngton dąży do uniknięcia najbardziej drastycznych scenariuszy, takich jak klęska humanitarna w Strefie (której początki już widzimy) czy faktyczne wypchnięcie jej ludności poza granice Gazy. W praktyce racje te są skrajnie trudne do pogodzenia.

Trwanie i pogłębianie się konfliktu w Gazie są korzystne dla Rosji i Chin – pozwalają im bowiem odwracać uwagę i zasoby USA od Ukrainy i Tajwanu oraz pozycjonować się na arenie międzynarodowej jako siły wzywające do natychmiastowego zawieszenia broni. Sytuacja wokół Strefy zostanie też z pewnością wykorzystana przez Moskwę i Pekin do wskazywania na hipokryzję Zachodu, stosującego podwójne standardy wobec wojny na Ukrainie i konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Wesprzyj Więź

Adresatem tego przekazu będą zaś przede wszystkim państwa tzw. Globalnego Południa, o których przychylność i poparcie Stany Zjednoczone i UE zabiegały w kontekście wojny na Ukrainie.

Fragmenty analizy opublikowanej na stronie Ośrodka Studiów Wschodnich. Całość tutaj

Przeczytaj też: W oparach gazu łzawiącego. Życie w palestyńskim obozie uchodźczym

Podziel się

Wiadomość

Proszę Państwa, to nie ma sensu. Proszę porównać reakcje zachodnioeuropejskie z polskimi na atak Hamasu. Proszę porównać gdzie była polityka sympatii dla Hamasu, a gdzie nie. Widać teraz ładnie, gdzie ukrywał się antysemityzm, a gdzie nie. Mam nadzieję, że Izraelowi otworzyły się oczy na Polskę i uspokoi to jego politykę historyczno-społeczną wobec Polski. Proszę Państwa, to naprawdę nie ma już sensu kontemplować dawny polski antysemityzm…