Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Eliza Kącka: Złamano pakt między pisarzem a czytelnikiem

Eliza Kącka. Fot. Archiwum prywatne

Coś pękło w możliwości silnej, autentycznej wypowiedzi literackiej, bardzo zmieniło się nasze zdanie o wiarygodności tekstu – mówi Eliza Kącka w podcaście „Zwięźle”.

Słuchaj też na SoundcloudYouTube i w popularnych aplikacjach podcastowych

Na przestrzeni ostatnich dni i tygodni obchodziliśmy 10. rocznicę śmierci Sławomira Mrożka (15 sierpnia), 19. rocznicę odejścia Czesława Miłosza (14 sierpnia) i stulecie urodzin Wisławy Szymborskiej (2 lipca). Wielcy twórcy, którzy kształtowali literacką panoramę drugiej połowy XX wieku – stanowiący żywe wspomnienie w pamięci większości z nas – powoli osuwają się w przeszłość.

Wesprzyj Więź.pl

Wraz z odejściem ostatnich przedstawicieli pokolenia twórców, do jakiego należeli Miłosz i Szymborska, nasuwa się pytanie, czy jesteśmy świadkami końca pewnej epoki. Jaka literatura została nam po Różewiczu i Mrożku? Czy słowo pisane potrafi jeszcze mieć ten sam egzystencjalny ciężar, jaki cechował je jeszcze kilka dekad temu? A może, paradoksalnie, po dominacji wielkich nazwisk, literatura zyskała drugi oddech?

W podcaście „Zwięźle” na pytania Damiana Jankowskiego o to, jak wygląda literacki krajobraz po Miłoszu i Szymborskiej, odpowiada Eliza Kącka – pisarka, literaturoznawczyni, adiunktka na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

– Dlaczego zakładamy, że nie ma już literatów wielkiego formatu? Po prostu nie ma dziś dla nich już takich efektów kondensacji, jakimi literatura dysponowała w przeszłości. Nowe media i formy wyrazu radykalnie przemodelowały nasze myślenie o wiarygodności tekstu i rozproszyły nasze obecności. W tej wielkiej umkliwej rzeczywistości – być może – centralizacje sensu już się nie dokonują – mówi Eliza Kącka.

Jak zmieniła się figura pisarza i jego relacji z tekstem? – Spójrzmy na Skamandrytów, środowisko, które do pewnego stopnia było performensem i zbiorowym wygłupem. Pomyślmy o zażartych wojnach literackich, jakie się wówczas toczyły. Pisarze byli znacznie mniej przestraszeni. My się w dziś szalenie boimy, na poziomie każdego zdania i wiersza mamy głęboko uwewnętrznionego krytyka. Daliśmy się zaszczuć i to zaszczucie rośnie z przyrostem medialnego rozproszenia tekstu. Nie wierzę, że do tego stopnia zinternalizowany lęk przy pisaniu miał przeciętny poeta z dwudziestolecia międzywojennego – odpowiada literaturoznawczyni.

Z najnowszego podcastu „Zwięźle” dowiecie się również, jaki kształt kanonu młodej literatury polskiej stopniowo się przed nami wyłaniania, na jakie książki warto czekać i co opowiadanie „Słoń” Sławomira Mrożka mówi o kondycji współczesnej kultury.

Wesprzyj Więź

Powstawanie podcastów „Więzi” można wesprzeć dobrowolną wpłatą na Patronite.pl/Więź.

Przeczytaj też: Nie sławić nicości. Starych poetów protest przeciwko śmierci

KG

Podziel się

2
Wiadomość

Z jednej strony wszystko wolno, a z drugiej niewiele (Poprawność).
Czytelnik pragnie niepoprawności by od razu złożyć zażalenie i ukazać swoją poprawność. Bo Murzyn, bo Cygan, bo blondynka bo coś tam.
Jak pisać tak by wyjść poza schemat codziennego postrzeggania?

Właśnie o “Kwiaty” i zamilowanie Tuwima do dziewczynek. Tylko trz3ba ten Poemat przeczytać w całości trochę jak powieść, jak Boy-Żeleński czytał francuski przekład “Pana Tadeusza” prozą i wyciągał ciekawe wnioski 😉