Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Jestem autystyczna, jestem wystarczająca

Joanna Ławicka, 2013. Fot. Archiwum prywatne

Kiedy bardzo starałam się nie odróżniać od innych, miałam po dziewięć epizodów depresji rocznie. Można było mną manipulować i robić mi krzywdę. Odkąd przestałam się starać i przeszłam terapię, gwiżdżę na opinie, które wciąż o sobie słyszę.

Miałam siedem lat i nie było dnia, żebym nie słyszała, jak bardzo jestem niegrzeczna. A dziesięć, gdy nazwali to niedostosowaniem. Dorośli tak to nazwali.

Wesprzyj Więź.pl

Dzieci krzyczały za mną, że jestem „przychlastem” i „debilem”. Kiedy miałam szesnaście lat, co chwilę ktoś mnie pytał, czy nie mogę „zachowywać się jak normalny człowiek”.

W wieku dziewiętnastu lat wyleciałam z uczelni. Powodem miały być zbyt niskie kompetencje społeczne do zawodu, który studiowałam. Na kolejnych studiach byłam ponoć obiektem „beki” całego roku, a opowieści o mnie ubarwiały imprezy studenckie.

Wśród nauczycieli akademickich uchodziłam za postać kontrowersyjną. Jako dwudziestosiedmioletnia matka pięcioletniej dziewczynki usłyszałam od koleżanek z pracy, że „mogłabym czasem być jak normalna kobieta”.

Kilka lat później zorientowałam się, że osoby z mojego zespołu spotykają się raz w tygodniu. Mnie nikt nie zapraszał. Kiedy wprost o to zapytałam, zobaczyłam zmieszane uśmiechy, wzruszenia ramion i usłyszałam półsłówka.

Pierwszy raz ciężko zachorowałam i trafiłam do szpitala – z powodów podszytych głębokim stresem atakującym każdą tkankę w procesie autoagresji – mając szesnaście lat. Pierwszą oficjalną depresję leczyłam sześć lat później. Dokładnie dziesięć lat temu zdiagnozowano mi do kompletu zespół stresu pourazowego (PTSD) i zaburzenia lękowe. Psychoterapia i leczenie trwały długo.

Mam 45 lat, doktorat, napisałam trzy naprawdę dobre książki, mam troje cudnych dzieci, prowadzę sporą organizację, mam kilkudziesięciu świetnych pracowników i współpracowników.

Napisałam ogrom ważnych artykułów i rozdziałów do cudzych publikacji. Jestem wykładowcą akademickim, prowadzę szkolenia. Mam przyjaciół i otaczają mnie bezpieczni ludzie, z którymi mam zdrowe relacje. Mogę liczyć na pomoc i uczę się o nią prosić. Z całą pewnością osiągnęłam coś, co wielu ludzi nazwie sukcesem życiowym. Większość z tych rzeczy zrobiłam w moim Drugim Życiu.

A moje Drugie Życie zaczęło się dziesięć lat temu. Wtedy powoli zaczęłam być sobą. Przestałam próbować za wszelką cenę się dopasować. Zaczęłam rozumieć, że nie muszę być wcale „dostosowana” i „zachowywać się jak normalny człowiek” albo być „normalną kobietą”.

Jestem autystyczna. Diagnozę dostałam siedemnaście lat temu.

Jeżeli komuś z Was, rodziców dzieciaków w spektrum, wydaje się, że sukcesem jest, „żeby nie było widać”, to jesteście w potężnym błędzie. Sukces jest wtedy, gdy sami siebie zaakceptujemy i przestanie na nas robić wrażenie opinia rozwojowej większości.

Mam 45 lat. Nigdy nie będę taka, jak osoby nieautystyczne. Choćbym nie wiem, jak się starała, część z nich nigdy mnie nie zaakceptuje, a wszyscy prędzej czy później zobaczą, że jestem inna.

Kiedy bardzo starałam się nie odróżniać, miałam po dziewięć epizodów depresji rocznie. Dni bez napadów lęku panicznego mogłam policzyć na palcach jednej ręki. Byłam nieszczęśliwa i samotna. Można było mną manipulować i robić mi krzywdę na każdy sposób, bo dla nędznego ochłapu akceptacji byłam gotowa oddać wszystko.

Odkąd przestałam się starać i przeszłam terapię, gwiżdżę na opinie, które wciąż o sobie słyszę. Serio, od przedszkola słyszę, że jestem bezczelna, arogancka i wyniosła.

Słyszałam to też wtedy, gdy prawie życiem przypłaciłam swoje starania, by być milutka i jak inni. Odkąd się nie staram, dalej to słyszę. Wcale nie częściej, a nawet – znacznie rzadziej. Ale teraz gwiżdżę na to, dzięki czemu jestem zdrowa i szczęśliwa. Czego życzę wszystkim przyuczanym.

Wesprzyj Więź

PS. Bardzo cenię sobie zdjęcie, które ilustruje ten tekst. Jest dokładnie sprzed 10 lat. I pokazuje mi, jak daleką drogę przeszłam i jak dobrze jest być sobą.

Tekst ukazał się na Facebooku. Tytuł od redakcji Więź.pl

Przeczytaj też: Autyzm jednoznaczny z brakiem empatii? Krzywdzące i nieprawdziwe

Podziel się

2
Wiadomość

Znakomity tekst i bardzo odważne, otwarte świadectwo dochodzenia do samoakceptacji. Społeczeństwo nakłada na wszelkich “odmieńców” bardzo dużą presję, by się dostosowali. Na szczęście w ciagu ostatnich kilku lat przebija się w Polsce coraz szerzej nowoczesna wiedza na temat spektrum autyzmu. Dla mnie rozszerzenie wiedzy na ten temat było rewolucją w myśleniu. Czasem się zastanawiam ile takich osób spotkanych w swoim życiu uznałem za “dziwaków”, a dziś być może myślałbym o nich jako o osobach w spektrum i traktował znacznie życzliwiej.

Może i wygląda bystro i życzliwie, ale żeby to dostrzec trzeba spojrzeć poza pierwsze wrażenie, a to jest (przynajmniej dla mnie) takie, że wygląda na sponiewieraną przez życie. Ogólnie bardzo mi się to zdjęcie zgadza ze wspomnieniami i zdjęciami sprzed lat kilku osób, o których wiem, że mają bądź miały depresję lub (dziś wiem, wtedy nie wiedziałem) są w spektrum autyzmu. A dla autorki ewidentnie to zdjęcie jest jakimś wskazaniem jak bardzo źle było w stosunku do tego, gdzie jest dziś.