Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Franciszek do Rady Bezpieczeństwa ONZ: Nadszedł czas, by powiedzieć wojnie stanowcze „nie”

Papież Franciszek, 2015. Fot. U.S. Customs and Border Protection

Jako człowiek wierzący sądzę, że pokój jest Bożym marzeniem dla ludzkości. Jednak ze smutkiem zauważam, że z powodu wojny to wspaniałe marzenie zamienia się w koszmar – pisze papież Franciszek.

Słowa papieża Franciszka odczytane 14 czerwca 2023 r. w Nowym Jorku przez abp. Paula R. Gallaghera, sekretarza Stolicy Apostolskiej ds. stosunków z państwami i organizacjami międzynarodowymi

Wesprzyj Więź.pl

Pani przewodnicząca Rady Bezpieczeństwa,
Panie Sekretarzu Generalny,
Drogi Bracie, Wielki Imamie Al-Azhar,
Panie i Panowie!

Dziękuję za to uprzejme zaproszenie. Chętnie je przyjąłem, ponieważ żyjemy w kluczowym momencie dla ludzkości, w którym pokój wydaje się ustępować miejsca wojnie. Narastają konflikty, a stabilność jest coraz bardziej zagrożona. Doświadczamy trzeciej wojny światowej toczonej fragmentarycznie, która w miarę upływu czasu zdaje się stawać coraz bardziej powszechna.

Ta Rada, której mandatem jest ochrona bezpieczeństwa i pokoju na świecie, czasami wydaje się w oczach ludzi bezsilna i sparaliżowana. Jednak wasza praca, bardzo doceniana przez Stolicę Apostolską, jest niezbędna dla promowania pokoju.

Właśnie dlatego pragnę zaoferować wam serdeczne zaproszenie do stawienia czoła naszym wspólnym problemom, odkładając na bok ideologie i ograniczone wizje, stronnicze idee i interesy, oraz do kultywowania jednego celu: pracy dla dobra całej ludzkości. Oczekuje się, że Rada będzie szanować i stosować „Kartę Narodów Zjednoczonych z przejrzystością i szczerze, bez ukrytych motywów, jako wiążący punkt odniesienia dla sprawiedliwości, a nie jako narzędzie do ukrycia dwuznacznych zamiarów”[1].

W istocie wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, pielgrzymującymi po tej samej ziemi, mieszkającymi w jednym wspólnym domu. Nie możemy zaciemniać nieba, pod którym żyjemy, chmurami nacjonalizmów

papież Franciszek

Udostępnij tekst

Dzisiejszy zglobalizowany świat zbliżył nas wszystkich do siebie, ale nie uczynił bardziej braćmi. Co więcej, cierpimy na głód braterstwa, który wynika z licznych sytuacji niesprawiedliwości, ubóstwa i nierówności, a także z braku kultury solidarności. „Nowe ideologie charakteryzujące się rozpowszechnionym indywidualizmem, egocentryzmem i materialistycznym konsumpcjonizmem osłabiają więzi społeczne, podsycając mentalność «odrzucania», prowadzącą do pogardy i porzucenia najsłabszych, tych, którzy są uważani za «bezużytecznych». W ten sposób współżycie między ludźmi nabiera coraz bardziej kształtu zwykłego, pragmatycznego i egoistycznego do ut des [daję, abyś dał]”[2].

Jednak najgorszym skutkiem tego głodu braterstwa są konflikty zbrojne i wojny, które czynią wrogami nie tylko jednostki, ale całe narody, a ich negatywne konsekwencje oddziałują na pokolenia. Wraz z utworzeniem Organizacji Narodów Zjednoczonych wydawało się, że po dwóch strasznych wojnach światowych świat nauczył się dążyć do bardziej stabilnego pokoju, aby w końcu stać się rodziną narodów. Wydaje się jednak, że cofamy się w historii, wraz ze wzrostem krótkowzrocznych, ekstremistycznych, pełnych urazy i agresywnych nacjonalizmów, rozpalających konflikty, które są nie tylko anachroniczne i przestarzałe, ale wręcz bardziej brutalne[3].

Jako człowiek wierzący sądzę, że pokój jest Bożym marzeniem dla ludzkości. Jednak ze smutkiem zauważam, że z powodu wojny to wspaniałe marzenie zamienia się w koszmar. Oczywiście, z ekonomicznego punktu widzenia wojna jest często bardziej kusząca niż pokój, ponieważ promuje zysk, ale zawsze dla nielicznych i kosztem dobrobytu całych grup ludności. Pieniądze zarobione na sprzedaży broni są więc pieniędzmi zbrukanymi niewinną krwią.

Trzeba więcej odwagi, by zrezygnować z łatwych zysków na rzecz utrzymania pokoju, niż aby sprzedawać coraz bardziej wyrafinowaną i potężną broń. Trzeba więcej odwagi, by szukać pokoju, niż prowadzić wojnę. Trzeba więcej odwagi, by promować spotkanie niż konfrontację, by zasiąść do stołu negocjacyjnego niż kontynuować starcia.

Aby pokój stał się rzeczywistością, musimy odejść od logiki prawomocności wojny: jeśli było to ważne w dawnych czasach, kiedy wojny miały bardziej ograniczony zasięg, to w naszych czasach, z bronią nuklearną i bronią masowego rażenia, pole bitwy stało się praktycznie nieograniczone, a skutki potencjalnie katastrofalne.

Nadszedł czas, aby powiedzieć stanowcze „nie” wojnie, aby stwierdzić, że wojny nie są sprawiedliwe, a tylko pokój jest sprawiedliwy: stabilny i trwały pokój, zbudowany nie na niepewnej równowadze odstraszania, lecz na braterstwie, które nas łączy. W istocie wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, pielgrzymującymi po tej samej ziemi, mieszkającymi w jednym wspólnym domu. Nie możemy zaciemniać nieba, pod którym żyjemy, chmurami nacjonalizmów.

Gdzie skończymy, jeśli każdy będzie myślał tylko o sobie? Dlatego ci, którzy dążą do budowania pokoju, muszą promować braterstwo. Budowanie pokoju to rzemiosło, które wymaga pasji i cierpliwości, doświadczenia i dalekowzroczności, wytrwałości i poświęcenia, dialogu i dyplomacji. A także słuchania: słuchania krzyku tych, którzy cierpią z powodu wojen, zwłaszcza dzieci. Ich zalane łzami oczy nas osądzają: przyszłość, którą im przygotujemy, będzie sądem nad naszymi obecnymi wyborami.

Pokój jest możliwy, jeśli się go naprawdę pragnie! Pokój powinien znaleźć w tej Radzie Bezpieczeństwa „swoje podstawowe cechy charakterystyczne, które łatwo mogły zostać okryte zapomnieniem przez fałszywe koncepcje. Pokój jest sprawą rozumu, a nie namiętności; jest wielkoduszny, a nie egoistyczny.

Pokój nie ma być ani bezwładny, ani bierny, ale dynamiczny, aktywny i postępowy, w miarę, jak słuszne wymagania sprawiedliwych praw ludzkich – a takie zostały określone – domagają się nowego i lepszego wyrazu. Pokój nie ma być słaby, niezaradny i kruchy, ale silny”[4].

Jest jeszcze czas, aby napisać nowy rozdział pokoju w dziejach: możemy to uczynić w taki sposób, aby wojna należała do przeszłości, a nie do przyszłości. Dyskusje w tej Radzie Bezpieczeństwa mają na celu i służą temu celowi.

Chcę jeszcze raz podkreślić słowo, które lubię powtarzać, ponieważ uważam je za decydujące: braterstwo. Braterstwo nie może pozostać ideą abstrakcyjną, ale musi stać się realnym punktem wyjścia: w istocie jest „istotnym wymiarem człowieka, który jest istotą społeczną. Żywa świadomość tego aktu prowadzi nas do postrzegania i traktowania każdej osoby jako prawdziwej siostry i prawdziwego brata. Bez tego staje się niemożliwym budowanie społeczeństwa sprawiedliwego, a także stabilnego i trwałego pokoju”[5].

Zapewniam Państwa o moim wsparciu, moich modlitwach i modlitwach wszystkich wiernych Kościoła katolickiego na rzecz pokoju oraz każdego procesu i inicjatywy pokojowej. Z całego serca życzę, aby nie tylko ta Rada Bezpieczeństwa, ale cała Organizacja Narodów Zjednoczonych, jej państwa członkowskie i każdy z jej urzędników, mogli zawsze skutecznie służyć ludzkości, biorąc odpowiedzialność za zachowanie nie tylko własnej przyszłości, ale także przyszłości wszystkich, z odwagą, aby teraz, bez lęku, zwiększyć to, co jest potrzebne do promowania braterstwa i pokoju na całej planecie. „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój” (Mt 5, 9).

Wesprzyj Więź

Tłum. o. Stanisław Tasiemski / KAI

Przeczytaj też: Europa musi łączyć w sobie jedność i różnorodność. Franciszek do Europejskiej Partii Ludowej


[1] Franciszek, Przemówienie do członków Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych, 25 września 2015 r.
[2] Franciszek, Orędzie na XLVII Światowy Dzień Pokoju, 1 stycznia 2014 r.
[3] Por. Franciszek, „Fratelli tutti”, 11.
[4] Paweł VI, Orędzie na VI Światowy Dzień Pokoju, 1 stycznia 1973.
[5] Franciszek, Orędzie na XLVII Światowy Dzień Pokoju, 1 stycznia 2014 r.

Podziel się

Wiadomość

Padło tu gdzieś słowo “Ukraina”? Dziwne.
Takie górnolotne apele o pokój są dobre w czasie pokoju. Gdy zbir cię napada trzeba się bronić i go obezwładnić.
Ile dywizji ma Watykan? Bo jego słów nikt nie słucha, a żadne inne czyny nie są dokonywane … Ba, nie może nawet przejść przez gardło nazwanie agresora, agresorem, czy coś przeoczyłem?

Czy pan tak na poważnie? O co właściwie panu chodzi? Żeby łapać papieża za słówka?
Pokój jako antyteza wojny jest sprawiedliwy.
Pokój w Monachium jako pakt międzypaństwowy nie był sprawiedliwy.
Czy oczekuje pan od papieża, że specjalnie dla pana będzie schodził na poziom semantyki i tłumaczył w jakim sensie używa danego słowa?
I co to w ogóle jest: “Papieżu”?
Trochę szacunku dla namiestnika Chrystusa