Wiosna 2024, nr 1

Zamów

„Co wy żeście zrobili?”. Piętnaście minut, które windują Maanam na szczyt

Kora w 1985 r. Fot. Herrzipp / Wikimedia commons / na licencji CC

Podczas występu w Opolu Kora przeistacza się w dziwną istotę. Porusza się lekko, ale też pewnie. Dynamicznie i zmysłowo. Ciałem, ubiorem, głosem, zachowaniem wokalistka Maanamu zakwestionuje śliczne matrony, grzeczne kobietki, słodkie panienki.

Fragment książki „Się żyje. Kora. Biografia”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2023. Tytuł fragmentu od redakcji Więź.pl

Wesprzyj Więź.pl

W Opolu cały jeden sektor zajmą punki, przyjdą specjalnie na Maanam, ich muzykę znają z klubów.

Te koncerty zaproponuje Maanamowi Teresa Kowińska. Nalega Krzysztof Kownacki, kolejny kierownik zespołu, następca Głowackiego. Zespół się waha.

Zgodzą się, choć nie po drodze im z komercją. Wiedzą jednak, że jeden występ w Opolu i cała Polska dowie się o istnieniu Maanamu. Ziści się to, na co pracowali, grając po klubach przez ostatnie pięć lat.

Dla Marka Jackowskiego to drugie Opole – w 1971 roku wystąpił tam z Markiem Grechutą i jego Anawą, dostali nagrodę ministra kultury i sztuki za „Korowód”.

W czerwcu 1980 roku w Opolu Maanam czuje się jak na innej planecie. Undergroundowcy wśród mainstreamowców, kosmici wśród Ziemian, dziwolągi wśród celebrytów. Nikogo nie znają, są poza układem, nie wiedzą, kto tu rozdaje karty.

Maanam dzieli od tego świata wszystko: estetyka, zaangażowanie, pieniądze, emploi. Do Kory podejdzie Zdzisława Sośnicka, wyciągnie rękę, przedstawi się: „Jestem Zdzicha”. Kora zaskoczona jest jej niskim wzrostem, wykonawczynię „Żegnaj lato na rok” wyobrażała sobie inaczej: jako postawną.

Kora
Katarzyna Kubisiowska, „Się żyje. Kora. Biografia”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2023

Opole ma swoje legendy: w 1967 roku Czesław Niemen zaśpiewał na festiwalu „Dziwny jest ten świat”, a dwa lata później Breakouci wykonali „Poszłabym za tobą”.

Opole ‘80 ma swoją gwiazdę: Izabelę Trojanowską w lateksowym płaszczu, zdobywającą widownię (i fotografów – została Miss Obiektywu) piosenką „Wszystko, czego dziś chcę”. W utworze Andrzeja Mogielnickiego i Romualda Lipki cenzura nie wszystko zauważy. Wytnie jednak z telewizyjnej transmisji piosenkę „Obława” Jacka Kaczmarskiego. W koncercie laureatów Kaczmarski śpiewa tylko dla publiczności w amfiteatrze jakże znamienne wtedy słowa: „Lecz nie skończyła się obława i nie śpią gończe psy, / i giną ciągle wilki młode na całym wielkim świecie! / Nie dajcie z siebie zedrzeć skór! Brońcie się i wy! / O, bracia wilcy! Brońcie się, nim wszyscy wyginiecie!”.

Opole ma swoje zwyczaje: publiczność podskakuje z zespołem Vox do „Bananowego songu”, kołysze się z Marylą Rodowicz, która „leży pod gruszą na dowolnie wybranym boku”, i piszczy z zachwytu przy zwycięskiej piosence „Najwięcej witaminy” Andrzeja Rosiewicza.

Opole ‘80 ma swoich rewolucjonistów. Maanam swym występem definitywnie zakończy epokę muzyki, której znakiem firmowym jest cykl telewizyjnych koncertów dla górników „Przy sobocie po robocie”, wypracowujący schemat propagandowej rozrywki. Na scenie pióra, złote guziki, wpadające w ucho refreny, na widowni rytmiczne klaskanie.

Kora jeszcze przed Opolem przestaje wyglądać jak hipiska. Zrzuca powłóczyste szaty, długie włosy ścina na rekruta (tuż po występie na pikniku w Lubaniu), robi się na chłopczycę. Intuicyjnie wyprzedza modę.

W osłupienie wprawi tym Mariusza Waltera, reżysera koncertu, który wokalistkę Maanamu ujrzy w zakupionej w komisie koszulce – różowej, na niteczkach, przypominającej halkę, niemal odsłaniającej piersi. Walter mówi: „Chcesz w tym wystąpić? To niemożliwe”.

Maanam zagra na dwóch koncertach: Rock w Opolu oraz Mikrofon i Ekran.

Podczas pierwszego Kora jest w obcisłych spodniach, zielonej bluzce (na polecenie Waltera podrzuconej przez scenografkę), fioletowych mitynkach, sofixach na niewielkich koturnach (również od scenografki), na drugim dodaje do tego mocny akcent: białą marynarkę.

I przeistacza się w dziwną istotę. Porusza się lekko, ale też pewnie. Męsko i kobieco. Dynamicznie i zmysłowo. Robi to zupełnie inaczej niż znane z tej sceny w latach siedemdziesiątych wokalistki – wznoszące oczy ku niebu i rozkładające ręce w gestach otwarcia, przyjęcia świata, miłości, domu. Ciałem, ubiorem, głosem, zachowaniem Kora zakwestionuje śliczne matrony, grzeczne kobietki, słodkie panienki.

Wyśpiewane i wykrzyczane „Boskie Buenos”, które publiczność odbiera jako manifest na temat podróżowania, wołanie o jego swobodę w kraju, w którym tysiące Polaków najpierw składają wniosek o paszport, a potem stoją po jego odbiór (jeśli go dostaną) w bezkresnych kolejkach.

„Żądzą pieniądza” rzuca rękawicę skorumpowanej władzy, ale też obywatelom, dla których ważniejsze jest „mieć” niż „być”, skupiającym się na bitwie o talony na samochód, o boazerię do przedpokoju, o kafelki do łazienki.

Pierwszy bis, drugi, trzeci. Szaleństwo, zachwyt. To jest to: agresywna muzyka i autentyczna, ostra, charyzmatyczna wokalistka. Bije z niej afirmacja istnienia, wściekłość na konwenans, sarkazm dotyczący bytowania w ustalonym porządku. Dadaistyczny wyraz nieskrępowanej wyobraźni.

Wolność.

Technicznie prawie wszystko szwankuje, odsłuch jest fatalny, Opole nie jest przygotowane na tak ostre granie.

Podobno po występie Maanamu do garderoby wchodzi Adam Galas, menedżer Dżambli, i łapiąc się za głowę, wykrztusi: „Co wy żeście zrobili?”.

Do dziś krąży anegdota o spodniach Kory. W trakcie koncertu pękną. Ich właścicielka nie ma majtek, ale ma refleks: błyskawicznie owinie się gołąbkowym szalem należącym do jej mamy.

Z Opola Maanam wyjeżdża bez oficjalnej nagrody, ale dostaje nieoficjalną, o wiele cenniejszą: aplauz publiczności. Piętnaście minut na scenie winduje zespół na szczyt.

Strajki sierpniowe Kora przeżywa już jako gwiazda.

Wesprzyj Więź

Rozpędu nabierają jednocześnie dwa karnawały: Maanamu i Solidarności. Przez szesnaście kolejnych miesięcy Polska oddycha nadzieją.

Maanam staje się krzewicielem, tubą i katalizatorem buntu.

Przeczytaj też: Chet Baker. Nikt tak pięknie nie potrafił płakać muzyką

Podziel się

2
Wiadomość