Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Kobieta ma widoczne stany depresyjne, a mężczyzna tylko gorszy dzień?

Fot. Gadiel Lazcano / Unsplash

Jako mężczyźni nie musimy być ciągle w pancerzu i prezentować się z silnej strony. Jeżeli dopuścimy do siebie słabość, to nic nie tracimy ze swojej męskości. A nawet zyskujemy, stajemy się osobowościowo pełniejsi – mówi prof. Krzysztof Krajewski-Siuda w książce „Męska depresja”.

Szymon Żyśko: „Widzowie patrzyli na wysokiego, smukłego, ubranego w błękitną koszulę i niebieski garnitur mówcę. Przed nimi na scenie stał najbardziej utytułowany olimpijczyk wszech czasów, człowiek, który ujarzmił wodę, zdobywca 28 medali olimpijskich, w tym 23 złotych. Urodzony w Baltimore pływak w klasyfikacji medalowej wyprzedza takie kraje jak Nigeria, Portugalia, Chile czy Maroko. O jeden złoty medal mniej niż Phelps ma światowa potęga sprintów – Jamajka. A jednak w 2012 roku, tuż po Igrzyskach Olimpijskich w Londynie, Amerykanin próbował odebrać sobie życie: «Chciałem zniknąć ze świata sportu, przestać się ścigać, w ogóle przestać istnieć», mówił drżącym głosem podczas innej konferencji prasowej”. Czy tak wygląda i funkcjonuje człowiek chory na depresję, mężczyzna z depresją?

Dr hab. Krzysztof Krajewski-Siuda: Ależ oczywiście, depresja nie jest od razu rozpoznawana przez otoczenie. Mężczyzna może wyglądać na w miarę dobrze funkcjonującego, pewne mechanizmy kompensacyjne jeszcze jakoś funkcjonują i równoważą straty, ale nagle pęka. Bywa, że depresyjność u mężczyzn przejawia się w nietypowy sposób.

Jakie są podstawowe kryteria oceny depresyjności u pacjenta?

– Depresję kojarzymy zazwyczaj z trzema głównymi objawami. Pierwszym jest długotrwałe obniżenie nastroju. Często jest powiązane z niską samoceną, małą wiarą w swoje możliwości, pesymizmem, a u niektórych pacjentów również z myślami samobójczymi. Drugim jest obniżony napęd do życia, czyli tempo procesów psychicznych i ruchowych danej osoby. Człowiek jest spowolniony psychoruchowo, wolniej myśli, wolniej działa, a w skrajnym przypadku nie będzie w ogóle wstawał z łóżka. Trzecim kryterium rozpoznania depresji jest anhedonia, czyli niemożność przeżywania przyjemności, najróżniejszych przyjemności. […]

Jesteśmy skazani na to, że mężczyźni nie będą diagnozowani?

– Trudno dostrzec te klasyczne początkowe objawy męskiej depresji. Otoczenie zauważa raczej zupełnie inne, których nie łączymy w pierwszym odruchu z depresją. Mężczyzna staje się drażliwy, agresywny, to, co kiedyś przyjmował ze spokojem, teraz szybciej go denerwuje. Może być nawet nadwrażliwy na jakiś hałas, na który wcześniej nie zwracał uwagi. Ogólnie może stać się nadwrażliwy na różne bodźce z zewnątrz. Ale nadal jakoś tam funkcjonuje, więc myślimy, że jest dobrze.

Mniej mężczyzn zgłasza się do lekarza, mniej licznie szukają pomocy albo szukają jej, kiedy jest już naprawdę źle. W zasadzie każdy podręcznik psychiatrii mówi o tym, że mężczyzna przychodzi do psychiatry, kiedy ma już epizod ciężkiej depresji

Krzysztof Krajewski-Siuda

Udostępnij tekst

Mężczyźni w depresji zdecydowanie częściej niż kobiety podejmują również różnego rodzaju zachowania ryzykowne. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że to przejaw męskiej depresji, choć w oficjalnych klasyfikacjach psychiatrycznych (DSM-IV lub ICD-10, ICD-11) nie ma rozróżnienia na męską i kobiecą depresją. Różnica tkwi w sposobie przeżywania i wyrażania depresji. I na to na pewno mają wpływ czynniki biologiczne, społeczne i kulturowe. Pewne objawy u mężczyzn mogą być wcześniej bardziej widoczne. Te, które my uważalibyśmy za dodatkowe w depresji, wysuwają się na czoło.

Jakie?

– Oprócz drażliwości i napięcia, które są niewyrażonym lękiem, może być również lęk uświadomiony – mężczyzna boi się utraty pracy, utraty bliskich. To może poprzedzać myślenie negatywne, które też jest objawem depresji: „Na pewno się nie uda”, „Będzie źle”. To jest swoiste kontinuum rozwoju depresji.

[…] W ogóle mężczyźni szukając pomocy, robią to naokoło i błądzą. Na przykład, gdy pojawia się problem z libido, to jeśli już się przełamią, idą do urologa i proszą o leki na potencję. Po drodze przyjmują jeszcze samodzielnie środki dostępne bez recepty. A problem może być objawem męskiej depresji.

Łatwiej przyznać się do problemów z testosteronem niż do depresji.

– Pewne rzeczy związane z seksualnością, jak choćby przedwczesny wytrysk lub zaburzenia erekcji, są obszarem prostego leczenia psychiatrycznego. Warto je konsultować u psychiatry.

Co może być powodem podejmowania nadmiernego ryzyka?

– Mężczyzna nie mówi lub mówi rzadziej o myślach rezygnacyjnych i samobójczych, ale przyspiesza ich realizację. Na przykład jedzie autostradą ze zwiększoną prędkością. Być może prędkość rekompensuje mu w pewien sposób straty w systemie napędu. Ta „adrenalina”, jak nazywamy ją potocznie (jej powiązanie z hormonem jest tak naprawdę dużo bardziej skomplikowane), pozwala na chwilę oderwać się od niemocy, poczuć sprawczość.

Taki ktoś podświadomie szuka pretekstu, żeby zakończyć życie?

– Może tak być. Albo też wpada w różne uzależnienia, czyli próbuje zneutralizować własne emocje, z którymi sobie nie radzi. To jednak również robi w sposób niezauważalny dla otoczenia. Zaczyna od picia niewielkich dawek alkoholu, nie od razu się upija i wpada w ciąg, ale pije codziennie. Albo pali marihuanę, albo popada w różne inne uzależnienia: od seksu, pornografii, masturbacji, gier komputerowych, hazardu…

Mężczyznom wolno więcej. Ale też jesteśmy sprytni: wykorzystujemy to, co dla nas jest w granicach dopuszczalnej normy, a w przypadku kobiet byłoby już jej przekroczeniem.

– Dlatego właśnie otoczenie szybciej reaguje na depresję u kobiet. Gdy kobieta ma już widoczne stany depresyjne, mężczyzna ma tylko gorszy dzień.

Gorszy tydzień, miesiąc, rok…

– Jest jeszcze jedna rzecz, która przysparza trudności w uchwyceniu depresji u mężczyzn. Depresja jest chorobą bardzo indywidualną. Różnie się objawia i w różnym stopniu dotyka różnych sfer naszego życia. Przykładowo: jeżeli napęd nie jest jeszcze zaatakowany, a występuje już obniżenie nastroju, które możemy uznać za patologiczne, to facet paradoksalnie może rekompensować je właśnie zwiększoną aktywnością. Nie chce ujawnić swojego złego samopoczucia, będzie manifestował je, uprawiając sport, może nawet zacznie próbować czegoś nowego. Otoczenie może uznać, że się rozwija, szuka nowych pasji. Wewnątrz jednak ma to uchronić go przed konfrontacją ze smutkiem.

Wiele zależy od indywidualnej konstrukcji psychicznej człowieka. Specjaliści muszą być bardzo ostrożni, mieć wobec tej choroby wiele pokory, żeby nie przegapić żadnego symptomu.

– Trzeba być bardzo ostrożnym, bo kiedy mówimy o depresji, myślimy najczęściej o zaburzeniu jednobiegunowym. Warto jednak pamiętać, że istnieje coś takiego jak zaburzenie dwubiegunowe, dawniej zwane chorobą afektywną dwubiegunową (CHAD), które przejawia się okresami zwiększonej aktywności, czyli manii lub hipomanii, i aktywności zmniejszonej, czyli depresji.

Męska depresja
Krzysztof Krajewski-Siuda, Szymon Żyśko, „Męska depresja. Jak rozbić pancerz”, Wydawnictwo Mando, Kraków 2023

W manii chory człowiek ma zwiększony napęd i podwyższony nastrój, dlatego może podejmować różne ryzykowne działania, na przykład zaciągać kredyty czy być odhamowany seksualnie, co samo w sobie bywa autodestrukcyjne. Tak naprawdę jest to ochrona przed depresyjnością, bo po epizodzie maniakalnym lub hipomaniakalnym najpewniej wystąpi epizod depresyjny. Często takie osoby w okresie manii rozkręcają jakieś biznesy, potrafią zarobić duże pieniądze, a potem, kiedy przychodzi okres depresyjny, nie potrafią się tym cieszyć. Miałem wielu takich pacjentów.

Ludzie w epizodzie maniakalnym to ludzie sukcesu?

– Zbyt daleko idące uproszczenie, które nie dostrzega ciężaru problemu. W manii następuje zniesienie osądu krytycznego, które może objawić się poprzez zdrady, sięganie po używki, zaciąganie kredytów prowadzące do bankructwa. Mania, chociaż może być odczuwana jako miłe doświadczenie, niesie spustoszenie w życiu pacjenta.

Te okresy nakładają się na siebie czy są wyraźnie oddzielone? Czy mężczyzna w okresie manii, czując dużą energię, robiąc wielkie rzeczy, ma jednocześnie z tyłu głowy myśl, że chce to życie zakończyć?

– Może się tak zdarzyć. Istnieje coś takiego jak epizod mieszany, kiedy te stany się łączą, przeplatają. Cechuje go wielka drażliwość.

Mówimy o pewnych mechanizmach, abstrahując od konkretnej osoby, ale można sobie wyobrazić, że ktoś po prostu dobrze funkcjonuje, ma różne talenty – jak przywołany Michael Phelps – i nagle w sposób niezrozumiały dla otoczenia i dla siebie samego po prostu wchodzi w epizod depresyjny. Dziwimy się wtedy: „O, taki superhero, a dopadła go depresja”.

W tym zdziwieniu może być ukryta nasza nieświadoma niezgoda na to, że on też ma prawo do tego zaburzenia; że depresja dotyczy wszystkich, jest bardzo demokratyczna, doświadcza tych, którzy odnoszą sukcesy, i tych, którzy żyją, wydawałoby się nam, jakimś przeciętnym życiem. […]

Czy warto mówić o męskiej depresji, choć klinicznie nie klasyfikuje się depresji ze względu na płeć?

– Zdecydowanie warto, dlatego że skala depresji wśród mężczyzn nie jest do końca poznana. Z badań opartych na oficjalnych danych wynika, że mężczyźni chorują rzadziej niż kobiety. Moje doświadczenie terapeutyczne pokazuje jednak, że po prostu mniej mężczyzn zgłasza się do lekarza, mniej licznie szukają pomocy albo szukają jej, kiedy jest już naprawdę źle.

W zasadzie każdy podręcznik psychiatrii mówi o tym, że mężczyzna przychodzi do psychiatry, kiedy ma już epizod ciężkiej depresji. Kobietom łatwiej mówić o swoich emocjach niż mężczyznom. Mężczyźni są wciąż zbyt często wychowywani w kulcie twardziela, tzw. macho; kogoś, kto nie może siebie przeżywać jako słabego, kto nie dopuszcza do siebie trudnych emocji, a na pewno nie zamierza ich ujawniać. Ujawnianie słabości w powszechnym męskim odbiorze może być przejawem bycia nie w pełni męskim.

Celnej metafory użył amerykański duchowny Richard Rohr, autor wielu książek o męskiej tożsamości. Powiedział, że mężczyzna nie musi mieć ciągle wzwodu. Powinien mieć wzwód tylko wtedy, kiedy trzeba.

Jak to rozumieć? Chodzi o pewien psychiczny priapizm?

– Jako mężczyźni nie musimy być ciągle w pancerzu i pokazywać siebie z silnej, twardej strony, nie musimy być ciągle w gotowości do zdobywania i walki. To metaforycznie rozumiana falliczność. Jeżeli dopuścimy do siebie słabość, to nic nie tracimy ze swojej męskości. A nawet zyskujemy, stajemy się osobowościowo pełniejsi.

Może warto pokazywać właśnie takie przykłady jak wspomniany przez ciebie pływak – ktoś, kto odnosił sukcesy sportowe i być może jest ikoną męskości, także przeżywa trudne chwile, a nawet cierpi z powodu depresji. Cierpi i podejmuje leczenie, odsłaniając słabości. Brak nam kontaktu z naszym miękkim podbrzuszem.

Wesprzyj Więź

Dr hab. n. med. Krzysztof Krajewski-Siuda – psychiatra i psychoterapeuta, ukończył studia medyczne i dziennikarskie, w latach 2015–2019 profesor w Katedrze Psychologii Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, obecnie skupia się na prowadzeniu prywatnej praktyki psychiatrycznej (ma ponad 2,5 tys. pacjentów), wcześniej był lekarzem w przyklinicznym ambulatorium psychiatrycznym Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Pomysłodawca i współorganizator pierwszej w Polsce konferencji poświęconej psychoterapii osób duchownych i zakonnych; prowadził pierwszą w Polsce grupę wsparcia dla mężczyzn zranionych wykorzystaniem seksualnym w Kościele (w ramach grantu Fundacji KEP św. Józefa), prowadził warsztaty m.in. o depresji i duchowości. Specjalista zdrowia publicznego, odbył liczne staże, pobyty studyjne i kursy w renomowanych ośrodkach zagranicznych m.in.: w Bostonie (Harvard), Edynburgu, Londynie, Cambridge, Oksfordzie, Galway, Rzymie (Uniwersytet Laterański), Florencji, Rotterdamie, Kadyksie, Innsbrucku (Klinika Psychiatryczna). Autor licznych publikacji krajowych i zagranicznych, były ekspert Komisji Europejskiej i były szef gabinetu politycznego ministra zdrowia (2001), w latach 2002–2012 kierował Zakładem Polityki Zdrowotnej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, a w latach 2008–2012 Zakładem Promocji Zdrowia CM Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prywatnie mąż i ojciec (żona Ewa jest specjalistą endokrynologiem, syn Rafał studiuje matematykę w Edynburgu, a córka Zofia jest uczennicą jednego krakowskich liceów), podróżnik i kolekcjoner.

Fragment książki „Męska depresja. Jak rozbić pancerz”, Wydawnictwo Mando, Kraków 2023

Przeczytaj też: Przeżyłem epizody depresyjne. Pomogły leki. I przyjaciele

Podziel się

3
Wiadomość