Kiermasz e-booków i książek

Jesień 2022, nr 3

Zamów

Dlaczego od prowadzących ćwiczenia duchowne nikt nie wymaga dojrzałości i stabilności psychicznej?

Dom rekolekcyjny „Górka”, Zakopane. Fot. Jezuici.pl

Dorosły, molestujący seksualnie nastolatki nie jest osobą o prawidłowej osobowości. Aby dojść do tego wniosku, nie trzeba specjalnej wiedzy psychologicznej.

Rzecznik prasowy Prowincji Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego wydał dziś oświadczenie w sprawie ojca Macieja Sz. Ponieważ autorka tekstów o zakonniku – Paulina Guzik – zapowiedziała zgłoszenie seksualnego wykorzystania przez niego nastolatki do Dykasterii Nauki Wiary w Stolicy Apostolskiej, jezuici postanowili zakazać swojemu współbratu posługi duchowej, noszenia stroju duchownego oraz nakazali mu udanie się do miejsca odosobnienia, poza placówkami swojego zgromadzenia.

Zakaz nie jest związany z tym, co wcześniejsi prowincjałowie wiedzieli – wykorzystaniem seksualnym osoby dorosłej (a ścieślej: pełnoletniej, gdyż chodziło o kobietę osiemnastoletnią), ale z przewidywanym postępowaniem w tej sprawie.

To mnie dotknęło i skłoniło do refleksji. 

Przecież po to, by zostać uczestnikiem rekolekcji ignacjańskich (przynajmniej rekolekcji w Prowincji Polski Południowej, na które jeździłam wielokrotnie), trzeba wypełnić dość szczegółowy kwestionariusz. Dotyczy on między innymi problemów osobistych w wierze, relacji z rodziną i bliskimi oraz… stanu zdrowia psychicznego – z pytaniem o ostatnio odbyte terapie włącznie. Ponieważ te rekolekcje są „wymagające”, od uczestnika oczekuje się pewnej stabilności psychicznej. Rekolekcje ignacjańskie zaliczają się do tzw. rekolekcji elitarnych – sami jezuici podkreślają, żeby do nich nie namawiać. Że uczestnictwo w nich musi być przemyślane.

Ojciec Maciej Sz. został wcześniej „ukarany” właśnie prowadzeniem rekolekcji ignacjańskich i towarzyszeniem duchowym rekolektantom w domu rekolekcyjnym na „Górce” w Zakopanem. Czyli: kontaktem bezpośrednim z drugim człowiekiem, w sytuacji bardzo delikatnej, kiedy posiada się wiedzę o jego problemach, także zaburzeniach, zranieniach. Taką wiedzę bardzo łatwo wykorzystać, kiedy chce się kimś manipulować. A wiadomo było, że ojciec Maciej Sz. swoimi ofiarami manipulował.

Kiermasz e-booków i książek

Zastanawiam się, dlaczego od prowadzących ćwiczenia duchowne nikt nie wymaga owej dojrzałości i stabilności psychicznej. Dlaczego nie skierowano na terapię dorosłego mężczyzny z ewidentnie zaburzoną seksualnością. Dorosły, molestujący seksualnie nastolatki nie jest osobą o prawidłowej osobowości. Aby dojść do tego wniosku, nie trzeba specjalnej wiedzy psychologicznej. 

Cieszę się, że chociaż w oświadczeniu jezuici postarali się o oficjalną formułę imienia swojego współbrata. Że nie ma w nim swojskiego „Maciek”, jak to było w „Dopowiedzeniu” o. Wojciecha Ziółka, byłego prowincjała jezuitów.

Przeczytaj także: Jak długo mój Kościół będzie deptany? Przecież to skrzywdzeni są Kościołem

Zranieni w Kościele

Podziel się

1
3
Wiadomość

Komentarze (26)

Dlaczego mamy ograniczać się tylko do ćwiczeń duchowych? Przecież księża mają też dostęp do największych ludzkich tajemnic w konfesjonałach. I nie dość, że nikt tego nie kontroluje (nawet nie może), to dotyczy także najmłodszych dzieci. O ile w terapii psychologicznej, czy ćwiczeniach duchowych można odmówić dzielenia się czymś, o czym nie ma się ochoty dzielić, o tyle w spowiedzi istnieje pewnego rodzaju przymus, zatajenie czegokolwiek przekreśla spowiedź.

@Wojtek
Żeby nie być gołosłownym, w pobliskiej parafii molestowanie nastolatka było następstwem spowiedzi, gdzie ksiądz właśnie wtedy dowiedział się o seksulanych problemach owego chłopaka. Potem ‘upolował’ go podczas tzw. wyjazdu ministranckiego. I tak właśnie wyglądają “święte posługi” tych niby duchownych.. a tak naprawdę seksualnych drapieżców.

W mojej parafii odbywało się to w oparciu o ten sam mechanizm. Tyle, że chodziło o wykorzystywanie pelnoletnich już chłopaków, ale nadal pozostających w stopniu zależności.

To jest bardzo dobre pytanie. Dziękuję.
Jeżeli pozwalamy, by ktoś znał nasze intymne sprawy, ale on do tego nie dojrzał,
to przejedziemy się na tym zarówno w życiu duchowym, jak i osobistym.

Może największym błędem jest to, że bardziej ufamy ludziom, niż Bogu?
A On najbardziej wierny danym obietnicom. W Słowie. Żywym.
A jakie to obietnice? Kto o nich wie?

Wokół nas jest pełno cielców, cielców rekolekcji, charyzmatycznych duchownych, kultu jednostek.
Gotowych odpowiedzi. Zero jedynkowych rozwiązań. Apokaliptycznych klimatów.
Nie ma czasu i biegnijmy… bez wytchnienia. Presja=depresja. Lepsza ekspresja niż depresja.

Bliżej mi do takiego podejścia jak w tym filmie Bartosia, sorry, niż gonienia za Duchem Świętym,
czy też wywoływania Go emocjami i innymi atrakcjami w Kościele. A tych nie brakuje. Atrakcji.
https://www.youtube.com/watch?v=MziJmh554AI
Tadeusz Bartoś – Gry Czasu. Ja to łączę. Boga i pytanie.

Wtedy przychodzi odpowiedź. Cierpliwe trwanie w pytaniu. Heidegger.

A ten Mojżesz nie wraca i nie wraca z tego Synaja 😉
To przetopmy te kolczyki. Dawaj. I co z tych kolczyków mamy? Obawiam się, że tylko kłopoty.
Ale to już było.

https://www.youtube.com/watch?v=Sgkeda0gm8U

Taki Mateusz. Polecam. A kto przeczyta? Kto posłucha? Słowo. @Wojtek. Tak. Słowo.
Jest żywe. Wystarczy. Amen.

Joanna, sęk w tym, że nadal chcemy być katolikami. Chyba, żeby odrzucić to całe pośrednictwo, kapłanów, urząd nauczycielski i magisterium. I zastąpimy ich Jezusem, Żywym Słowem, czy innymi okrągłymi hasłami, za którymi może stać dosłownie wszystko (kiedyś już tłumaczyłem jak to w kaznodziejstwie słowo “Jezus” może oznaczać każde nasze wyobrażenie, a “Jezus” może przybrać dowolną rolę, w zależności od tego, co chcemy osiągnąć). Tylko czy wówczas nadal będzie to Kościół?

Pani Karolino, zadala Pani bardzo wazne pytania. Decyzje przelozonych Macieja Sz. sa dla mnie wyrazem nie tylko zwyklej arogancji, ale i zadufania we wlasny osad w sensie: “ja i Duch sw. podjelismy decyzje”

Chrześcijaństwo rodziło się jako religia biednych, upokorzonych, prześladowanych. A potem stało się religia panujących, bogatych, zadufanych w sobie.
W Polsce jest takie dalej. Stąd jego upadek.
Nadal Kościół jest za mało doświadczony. Na razie tylko wymyśla sobie cierpienie.

Dobra robota Pani Karolino! Bardzo podoba mi sie Pani artykuł. Jak można było wiedząc o wykorzystaniu 18sto latki skierować taką osobę do prowadzenia rekolekcji?!?! Sama jestem z wykształcenia teologiem po PAT, ale jak mam być szczera coraz mniej dziwią mnie powody dla których w XVI w doszło do Reformacji. Kiedy oni wreszcze sie obudzą?!?! Przecież celibat nie jest dla każdego! Co mogą – pomimo najszczerszych chęci wiedzieć o celibacie i życiu w samotności 19sto letni chłopcy wstępujący do Seminarium??? Ile jest potem z tego powodu nieszczęść, cierpienia, bólu, skandali i zgorszenia! Ile zranień, które bardzo cieżko jest uleczyć… Dotykają one nie tylko samej zainteresowanej osoby ale i ich rodzin i niejednokrotnie staja sie przyczynkiem odejść z kościoła albo i utraty wiary w ogóle. Niedawna niesmaczna sytuacja z ks Dębskim uswiadomiła mi jak bardzo afery takie jak te musza odbijać sie na najblizszej rodzinie takiego niedojrzałego nieszczęśnika. Co musi czuć jego mama i najbliższa rodzina…? Jaki zawód, rozczarowanie i smutek… Opowiem krótką historię z mojej rodzinnej parafii w Polsce sprzed 8miu lat. Młody wikary wchodzi w intymne relacje z 17sto letnią dziewczyną, która po jakimś czasie zachodzi z nim w ciążę. Nie widząć wyjścia z sytuacji w której się znalazła niedługo po swoich 18stych urodzinach popełnia samobójstwo. Zabija dwie osoby… Ona odeszła a jej rodzina pozostała. Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć co przeżywaja jej rodzice… ich ta sytuacja też w jakimś sensie zabiła… Od 8miu lat są przy jej grobie każdego dnia… Ile jeszcze sytuacji takich jak ta musi sie powtórzyć żeby wreszcie dotknąć sumień tych którzy moga coś z tym zrobić, moga coś zmienić… Chrystus w tych niszczęśliwych, sponiewieranych ludziach tego od nich oczekuje.

Dlaczego się nie wymaga?
Trzeba by raz eksperymentalnie przebadać zakonników z jednego klasztoru dowolnego zakonu.
Ilu okazałoby się stabilnymi i dojrzałymi, nie pokręconymi wewnętrznie ponad normę? I co wtedy z tymi, którzy okazaliby się niebezpieczni dla psychiki swoich owieczek? Zakazać im spowiedzi, rekolekcji, głoszenia kazań itp?
Lepiej tematu nie ruszać. Jakoś to będzie…..

Rany….ludzie. ..Co to za “REKOLEKCJE,” które mogą wywołać kryzys psychiczny?! Spotkanie z Bogiem, który jest miłością? Z Jezusem, który za pierwszych uczniów wybrał sobie rybaków?

Rozumiem, że ze względu na konieczność milczenia można poinformować, że nie jest to forma dla osób po dekompensacjach psychotycznych, ale cała reszta?! Dopytywanie w ankiecie o relacje rodzinne i przebyte psychoterapie? A co to ich obchodzi?! W jakim celu? Co to za “tajemnicza metoda” rekolekcyjna? Przepraszam, nie chcę nikomu sprawić przykrości, ale to pachnie sekciarstwem na odległość. […]

Tak się składa, że rekolekcje ignacjańskie mają ugruntowaną tradycję w Kościele katolickim, sama duchowość ignacjańska jest, obok karmelitańskiej, jedną z najlepiej sprawdzonych, najskuteczniejszych w rozwoju całokształtu człowieka, jeśli można tak to określić. Jednakże rekolekcje ignacjańskie to nie jest śpiewanie piosenek uwielbienia i różne formy aktywności z innymi uczestnikami. To wyjście na pustynię, przebywanie tylko z Bogiem, w którym pomaga kierownik duchowy. I dobrze, gdy trafi się na dobrego, wierzącego, mądrego i dojrzałego kierownika.

A czy te rekolekcje mogą zaszkodzić? Może tak się zdarzyć, gdy trafi na nie osoba niestabilna emocjonalnie. Te rekolekcje są mocne “odkrywające”, nie da się uciec na nich od własnego wnętrza, ponieważ trwają one w całkowitym milczeniu, gdzie jedyną rozmową jest rozmowa duchowa z kierownikiem. I jeśli przyjdzie na nie człowiek, który na co dzień jest niestabilny, ma jakieś nałogi, stany lękowe, to tam to wszystko wypłynie na powierzchnię i się zaostrzy. A nie ma na rekolekcjach możliwości ucieczki od samego siebie. Jeśli na co dzień żyjemy w hałasie, plotkujemy z ludźmi, włączamy internet, telewizję, to jest szansa, że zagłuszymy to, co w nas siedzi, ale na rekolekcjach ignacjańskich nie ma takiej możliwości. Dlatego proszę się nie dziwić, że w kwestionariuszach padają pytania dotyczące zdrowia psychicznego. Jest tak dla zdrowia samego zainteresowanego jak i pozostałych uczestników, których zachowania niestabilnej emocjonalnie osoby mogłyby zaniepokoić.

Dodam też, że w Polsce nie tylko jezuici prowadzą rekolekcje ignacjańskie. Robią to też siostry zawierzanki. U nich program rekolekcji dostosowuje się indywidualnie do uczestnika. Wielu ludzi chwali sobie rekolekcje u tych sióstr.

Rozumiem, że św. Ignacy również dawał osobom pragnącym odbyć rekolekcje taką ankietkę, czy to inwencja własna?

Rekolekcje ignacjańskie nie są jedynymi rekolekcjami w milczeniu. Znane mi jest pośrednio kilka przykładów takich rekolekcji i żaden z uczestników nie wspominał o takim szczegółowym wypytywaniu na wstępie o zdrowie psychiczne, odbyte terapie tudzież relacje z rodziną. Owszem, kojarzę informację, że forma rekolekcji jest taka, że nie są one dla osób o pewnego rodzaju problemach, więc żeby wziąć to pod uwagę, decydując się na przyjazd.

Jeśli jest tak, że forma jakichś konkretnych rekolekcji ignacjańskich jest taka, że może zaszkodzić niektórym osobom do tego stopnia, że trzeba przeprowadzać taką pseudo-diagnozę, to należałoby tę formę zmienić, bo po pierwsze osoby z realnymi problemami psychicznymi często nie są tych problemów świadome, więc się tak łatwo nie zdiagnozują, a po drugie osoby nieprzygotowane zawodowo do pracy z ludźmi w kryzysie psychicznym mogą poważnie zaszkodzić komuś, komu się taki kryzys przydarzy. Zakładam że nie wszyscy jezuici prowadzący te rekolekcje są psychiatrami, psychologami klinicznymi, bądź psychoterapeutami po terapii własnej.

Aileen, zacznijmy od tego, że współczesne rekolekcje ignacjanskie nie mają żadnej ugruntowanej tradycji. W tej formie istnieją od niedawna.
Czerpią niestety szerokimi garściami z tych mniej chlubnych elementów duchowości Loyoli, jak stosowanie socjotechniki (mającej niekiedy znamiona psychomanipulacji).
Do tego należy dodać, że kierownicy duchowi w większości nie mają żadnych kompetencji, by radzić sobie z problemami uczestników, więc zgodnie z podstawami katolickiej etyki powinni powstrzymać się od tego rodzaju praktyk.

Brałam udział w “jego” rekolekcjach. Jeden z tekstow: religia jest jak seks, jedni go potrzebują więcej inni wcale! Opowiastki tego typu, plus szantaż emocjonalny to jego styl. Cieszę się, że już go tam nie ma!

”Dlaczego od prowadzących ćwiczenia duchowne nikt nie wymaga dojrzałości i stabilności psychicznej?”
Ja bym zmienił tytuł artykułu na: Dlaczego od księży, zakonników i innych osób duchownych nie wymaga się aby byli prawdziwie wierzący i przy okazji dobrze wykształceni?

I odpowiem na to pytanie – nie wymaga się, bo selekcja jest na poziomie zerowym, bardzo często do święceń dopuszcza się nie tylko niewierzących, ale w dodatku miernoty intelektualne (to nie jest norma, ale – w mojej ocenie – dość powszechne zjawisko)
A dlaczego nie ma selekcji – bo jeżeli kandydat oświadcza, że ma powołanie, to jak go odrzucić? Nadto jak robić selekcję, kiedy na rocznik zgłasza się 3-4 kandydatów lub nawet mniej?

Niestety, jakość kadr przygotowujących tych nielicznych kandydatów również pozostawia wiele do życzenia. I tak na przykład nie tak dawno wykładowca z tyt. doktora został przez dziekana wydziału teologii nazwany pasożytem . . . . w sumie pozostaje dziekanowi pogratulować szczerości . . .

Oczywiście mam świadomość, że mamy wielu wspaniałych wykładowców i wielu wspaniałych, wierzących i zaangażowanych księży, ale niestety średnia wychodzi dość blado.

@Jan
Zgadzam się z panem.

“jak robić selekcję, kiedy na rocznik zgłasza się 3-4 kandydatów lub nawet mniej?”

Warto zwrócić uwagę, że sprawy sprawców o których się pisze i mówi to sprawcy “wyselekcjonowani” jeszcze w tych dobrych czasach gdy na roku było po kilkunastu/kilkudziesięciu kleryków…

a i tak wyświęcono masę złych osób.

To co będzie teraz gdy kandydatów jest 3 na roku lub 1 ? Z kogo wybrać ?
Będą wyświęcani jak leci.
Problem w tym, że ci, którzy coś ciekawego sobą reprezentują od dawna widzą, że karierę można robić na inne sposoby.

Ponadto należy podkreślić, że to właśnie seminaria kształtują tych ludzi na takich a nie innych.
Przychodzą/przychodzili pełni ideałów a kto wychodzi ?
Oto jest pytanie.

@Szymon
Na taki “szczegółowy” argument można odpisać tak:

Ciekawy tytuł artykułu. Taki rzetelny.

Dlaczego rzetelny ? A dlaczego manipulacyjny ?

Tak to sobie, za przeproszeniem, w piaskownicy można dyskutować.
Jeśli co pan komuś zarzuca to podpiera się to argumentami.

Manipulacyjny jest to tytuł, ponieważ użyte zostało określenie “nikt”, co sugeruje, że nikt nigdy od księży nie wymaga. Chyba raczej nie jest tak, że jakieś zjawisko, reakcja czy postawa zachodzi zawsze albo nigdy. Raz jest tak, raz inaczej. Chyba, że w Pana piaskownicy, o której Pan raczył wspomnieć, jest inaczej.

@Szymon
Miło, że pan jednak napisał bardziej szczegółowo i wyszedł z piaskownicy.

Ale niestety pisze pan nieprawdę:

“(…)użyte zostało określenie “nikt”, co sugeruje, że nikt nigdy od księży nie wymaga”

Tytuł brzmi:
“Dlaczego od prowadzących ćwiczenia duchowne nikt nie wymaga dojrzałości i stabilności psychicznej?”

Jest konkretny,
Dlaczego od prowadzących ćwiczenia duchowne (konkretnie od tych osób a nie od wszystkich księży !) nikt nie wymaga dojrzałości i stabilności psychicznej.

Pan twierdzi, że od nich ktoś wymaga dojrzałości i stabilności psychicznej ?

W jaki sposób ? Kto to kontroluje ? Kto “mianuje” tych “prowadzących ćwiczenia duchowne” ?

Nikt. Prosta odpowiedź. To jest jeden wielki chaos.
Nie wymaga się takiej dojrzałości już w seminariach to kto i jak miałby ją sprawdzać już po (!) seminarium ?

Mało kto z nich nadaje się do takich “ćwiczeń”

Ciekawa obserwacja: “Nikt. Prosta odpowiedź. To jest jeden wielki chaos”. Na jakiej podstawie Pan stawia taką krańcową tezę? Poproszę o konkretne źródło. Pisze Pan: ” Pan twierdzi, że od nich ktoś wymaga dojrzałości i stabilności psychicznej ?” Otóż tak nie twierdzę. Twierdzę, że są tacy, od których się wymaga i tacy, od których się nie wymaga.

@Szymon
“Twierdzę, że są tacy, od których się wymaga i tacy, od których się nie wymaga.”

OK. Od kogo się konkretnie wymaga i kto to robi ?

“Na jakiej podstawie Pan stawia taką krańcową tezę? Poproszę o konkretne źródło”

A to źródło to moje (niestety) własne doświadczenie…
Na ten moment niech pozostanie niedoprecyzowane.

Te opisane sytuacje w takich formacyjnych grupach zdecydowanie zniechęcają do takich praktyk i takiego szukania drogi dla siebie.

@Szymon
Miło, że pan jednak napisał bardziej szczegółowo i wyszedł z piaskownicy.

Ale niestety pisze pan nieprawdę:

“(…)użyte zostało określenie “nikt”, co sugeruje, że nikt nigdy od księży nie wymaga”

Tytuł brzmi:
“Dlaczego od prowadzących ćwiczenia duchowne nikt nie wymaga dojrzałości i stabilności psychicznej?”

Jest konkretny,
Dlaczego od prowadzących ćwiczenia duchowne (konkretnie od tych osób a nie od wszystkich księży !) nikt nie wymaga dojrzałości i stabilności psychicznej (nie czegokolwiek innego a właśnie tej dojrzałości)

Pan twierdzi, że od nich ktoś wymaga dojrzałości i stabilności psychicznej ?

W jaki sposób ? Kto to kontroluje ? Kto “mianuje” tych “prowadzących ćwiczenia duchowne” ?

Nikt. Prosta odpowiedź. To jest jeden wielki chaos.
Nie wymaga się takiej dojrzałości już w seminariach to kto i jak miałby ją sprawdzać już po (!) seminarium ?

Mało kto z nich nadaje się do takich “ćwiczeń”

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.