Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Kolak: Późny sukces? Nie skonsumowałam go

Dorota Kolak jako Marta w spektaklu „Kto się boi Virginii Woolf”, reż. Grzegorz Wiśniewski, Teatr Wybrzeże, 2015. Fot. Dominik Werner / archiwum Teatru Wybrzeże

Nie zapłacę za rolę każdej ceny, nie można całkowicie poświęcić się temu zawodowi. W moim odczuciu to głupota, ale aby do tego dojść, trzeba było naprawdę sporo przeżyć – mówi Dorota Kolak w wywiadzie rzece „Skąd ja panią znam”.

Katarzyna Ostrowska: Raczej nie szukasz w życiu problemów.

Dorota Kolak: Poza sceną problemy szczęśliwie mnie omijają. Poza tym jestem już bardzo dojrzałą kobietą i aktorką. Wiek stwarza wygodną perspektywę – nie walę głową w ścianę. Nie, to nie.

Nie masz obaw, co będzie dalej?

– Mam, bo wiem, że aby uprawiać ten zawód, trzeba mieć siły. Gram teraz w „Trojankach”. Po zagraniu trzech spektakli, plus próba, jestem bardzo, bardzo zmęczona. Ciało stało się mniej wydolne.

Wesprzyj Więź.pl

Jakim jesteś znakiem zodiaku?

– Bliźniakiem.

Czyli raz tak, raz tak.

– Moja koleżanka mówi: „Raz pod wozem, raz pod wozem”. Klasyczna „optymistka”. Ja tak trochę miałam do tej pory: siedziałam w Gdańsku, grałam swoje w teatrze, ale z filmem zdecydowanie było raz pod wozem, raz pod wozem.

Ale jak już na ten wóz wsiadłaś, to zostało raz na wozie, raz na wozie.

– Obawiam się, że w tym zawodzie to tak nie działa. Moda na aktora przychodzi i odchodzi. Celowo mówię „moda”, a nie „zapotrzebowanie”. Za chwilę może się okazać, że znowu będzie pod wozem.

Jaka rola najbardziej cię poniosła? W której znalazłaś wszystko, czego szukałaś?

– Jeżeli chodzi o film, to zdecydowanie była to doktor Teresa w „Zabawa, zabawa”. Kinga Dębska powierzyła mi do udźwignięcia dużą, wymagającą rolę. Mam poczucie, że mogłam się w niej wypowiedzieć do końca, miałam wpływ na konstrukcję.

Skąd ja panią znam
Dorota Kolak, Katarzyna Ostrowska, „Skąd ja panią znam”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2022

W teatrze taką rolą była postać Alexandry del Lago w „Słodkim ptaku młodości” Tennessee Williamsa w Teatrze Wybrzeże. Reżyserował Grzegorz Wiśniewski. To była naprawdę długa i piękna podróż, dramat i ludzki, i aktorski. Pierwszy temat do rozkminienia był taki, jak zagrać aktorkę w roli aktorki. Wielką, rozpoznawalną, uwielbianą. Zadałam sobie pytanie: Co to znaczy być gwiazdą? W Polsce nie wiadomo, do czego się odwołać. Nasze gdyńskie czerwone dywany nijak się mają do światowych, a to jest tekst o wielkiej gwieździe, więc jak to w ogóle poukładać sobie w głowie? A po drugie, ta wielka gwiazda miała być znerwicowaną alkoholiczką.

Rola del Lago była dla mnie wyzwaniem, które otworzyło niezwykłą skalę doznań. Chodziło w niej o samoświadomość, o przemyślenia, kim jest aktor, aktorka, jak jesteśmy uzależnieni od braw, uznania, tego, że ludzie na nas patrzą. Co się dzieje, kiedy nam się wiedzie, a co, kiedy się nie wiedzie.

Co z tym zrobiłaś? Nie miałaś przecież wzorców.

– Przemyślałam sobie wiele kwestii. Wiedziałam od jakiegoś czasu – a teraz mam już pewność – że nie zapłacę za rolę każdej ceny, że są ważniejsze sprawy; że nie można całkowicie poświęcić się temu zawodowi. W moim odczuciu to głupota, ale aby do tego dojść, trzeba było naprawdę sporo przeżyć.

Jesteś supergwiazdą – mówię o pozycji aktorskiej, nie o popularności i graniu w reklamach. Dostałaś się do tej ligi dzięki talentowi, trochę niechcący, zważywszy na to, że nie stawiasz w życiu na jedną kartę. Odpuściłaś w pewnym momencie i wtedy paradoksalnie wszystko się zaczęło.

– Kiedy już pogodziłam się z myślą, że pozostanę wyłącznie aktorką teatralną i tak dotrwam do emerytury, nagle pojawiło się wiele propozycji. To dla mnie było zaskoczeniem. Jak ktoś do mnie mówi, że jestem w jakiejś lidze, to mam wrażenie, że chodzi o kogoś innego, bo tego, co się wydarzyło, nie skonsumowałam.

Podejrzewam, że gdybyś była w Warszawie, tobyś skonsumowała.

– Być może.

I wtedy wszystko skończyłoby się jeszcze szybciej, niż się zaczęło. Trzasnęłabyś drzwiami, bo zamiast wyjechać na Kaszuby, żeby odpocząć, musiałabyś otwierać jakiś supermarket.

– A to, jak wiadomo, jest coś, o czym każdy skrycie marzy. Ja szczególnie.

Wesprzyj Więź

Dorota Kolak – ur. 1957, aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna. W latach 1980-1982 występowała w Teatrze im. Bogusławskiego w Kaliszu. Od 1982 aktorka Teatru Wybrzeże w Gdańsku, gdzie dzięki wybitnym kreacjom i uznaniu publiczności oraz krytyki zdobyła pozycję gwiazdy. Jest laureatką wielu prestiżowych nagród, m.in. Nagrody Aktorskiej na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, Grand Prix za rolę Alexandry del Lago w „Słodkim ptaku młodości”, za rolę Myry Bolton w „Na początku był dom”, oraz wielu trójmiejskich laurów, m.in. Nagrody Teatralnej Wojewody Gdańskiego za rolę Marii Liebiedkiny w „Biesach” oraz za kreację Janiny Węgorzewskiej w „Matce”. W 2008 roku z rąk podsekretarza stanu w MKiDN Tomasza Merty odebrała Srebrny Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Aktorka prowadzi zajęcia na Wydziale Wokalno-Aktorskim Akademii Muzycznej w Gdańsku oraz w Gdyńskiej Szkole Filmowej.

Fragment książki „Skąd ja panią znam. Dorota Kolak w rozmowie z Katarzyną Ostrowską”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2022

Przeczytaj też: Czy aktorów trzeba złamać? Rozmowa z Aleksandrą Konieczną

Podziel się

2
Wiadomość

Mimo, że nie Warszawa to i tak Dorota Kolak miała sporo szczęścia, że powstał w 3city serialik “Radio Romans”, który dał jej pewną rozpoznawalność i dalej lepiej lub gorzej poszło. Wybitniejsza aktorka z jej pokolenia Anna Januszewska nie miała tyle szczęscia. Nikt w Szczecinie nie robił wtedy seriali, Anna Augustynowicz nie poszła do filmu i telewizji.