Jesień 2022, nr 3

Zamów

Pustka Gierowskiego

Stefan Gierowski. Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Wyborcza.pl

Do obrazów Stefana Gierowskiego można się zbliżyć, schronić w nich. Mają one w sobie ogromną intymność – pisała Barbara Majewska w 2010 roku. Wybitny polski abstrakcjonista zmarł 14 sierpnia w wieku 97 lat.

Czym jest malarstwo Gierowskiego, tego najbardziej może znanego polskiego abstrakcjonisty? Odpowiedź objawiła mi się poprzez porównanie, gdy po obejrzeniu wystawy Cezanne’a w paryskim Grand Palais – w roku 1993 – stanęłam wobec kilku obrazów Andrzeja Wróblewskiego w Warszawie.

Jakość malarstwa tu i tam podobna, i istnieje poza czy ponad wszelkimi określeniami, nazwaniami, kategoriami łączącymi obrazy w grupy i style – rodziny artystyczne niezbędne, by móc wypowiedzieć te malarskie sprawy, o których nie daje się mówić, choć mają swój byt realny, obecność rozpoznawalną i trwałą. Jakość malarstwa pozwala porównywać ze sobą Cezanne’a i Wróblewskiego, określić ich właściwości, opisać różnice.

Cezanne – opanowany i przejrzysty do dna, do gruntu, szczęśliwy w obrazie. Wróblewski – silny i piękny, jest czymś zmącony i jest bolesny. Podobnie dzieje się przy porównywaniu czystej abstrakcji Gierowskiego z wielkimi abstrakcjonistami XX wieku – z Markiem Rothko, Barnettem Newmanem. Gierowski, jak Wróblewski, niesie inne przesłanie, jest czymś zakłócony, obciążony.

Gierowski podpisuje swoje obrazy, a właściwie numeruje je rzymskimi cyframi. Nie towarzyszy temu żadna teoria; procedura ta nie wymaga skomplikowanych wyjaśnień. Oznaczając tak obrazy, Gierowski wyklucza wszelkie dywagacje, wskazuje na istotę swego malowania – tu wszystko można zobaczyć, patrząc na obraz. Stąd określenia, które kilkakrotnie już wyszły spod piór niektórych krytyków, że Gierowski maluje „nic”, że przedstawia pustkę. Cytowane jest także określenie Duchampa o „malarstwie siatkówkowym”. Pewien znany malarz powiedział mi zaś niedawno, że obrazy Gierowskiego – chodziło mu o cykl „Malowanie Dziesięciorga Przykazań” – to nie kolor a farba. Warto więc może opisać tę farbę, opis ten nazwać „pustką” Gierowskiego i zapytać, czym jest to „nic”, które maluje.

Do obrazów Gierowskiego można się zbliżyć, schronić w nich. Mają one w swej pozornej bezosobowości, a już na pewno beztematyczności, ogromną intymność. Jak to rozumieć?

Gierowski urodził się w 1925 roku – jest starym mistrzem. Jest dziś i był przedtem najlepszym malarzem abstrakcyjnym w Polsce i nie tylko tu. Starzy mistrzowie to ci, którzy tworzą (malują) wiele lat, całe dziesięciolecia i osiągają z czasem – jak Tycjan – najwyższy stopień sublimacji formy i uduchowienia; ogromną czystość wypowiedzi, jakby mówili: „o to mi właśnie chodziło”.

Czytałam ostatnio monografię Jurry’ego Zielińskiego, świetnego malarza zmarłego w 1980 roku po krótkim życiu (urodził się w roku 1943). Znany bardziej z nazwiska niż twórczości, rzadko pokazywanej, otrzymał dzięki uwadze i skrupulatności autorki niepublikowanej jeszcze monografii to, co mu się należy, co powinno towarzyszyć dziełu – wrażliwy i rozumiejący opis autora z innego pokolenia, który malarza znać nie mógł. Taka monografia, nieznanego jeszcze dziś autorstwa, będzie w przyszłości poświęcona dziełu Stefana Gierowskiego. Ja notuję tutaj zaledwie kilka uwag, bez studiów i badań, kilka silnych wrażeń z ponownego odkrycia Gierowskiego – jego późnych obrazów, oglądanych w galerii artysty, urządzonej w willi w Konstancinie. Jest to, moim zdaniem, najpiękniejsza galeria malarstwa w Polsce.

Piękno wcielone, piękno promieniujące z każdego zakamarka, zaułka ściany, zakrętu schodów. Nic poza tą milcząca, dyskretną harmonią. Coś, co jest jakby rozpylone, zawieszone w powietrzu, wcale nie po to, żeby cokolwiek dekorować, lecz by zaistnieć. Piękno samo w sobie. Odrębne. Niepowtarzalne.

Każdy obraz Gierowskiego jest inny, co na ogół nie zdarza się nowoczesnym malarzom tworzącym cykle, tematy, całe serie aż do wyczerpania motywu i pomysłu.

Gierowski niewiele podróżował, studiował w Krakowie zaraz po wojnie, a od 1948 roku w Warszawie; żona, dwoje dzieci, praca w środowisku artystów w związku artystów ZPAP i na warszawskiej uczelni, gdzie wiele lat był profesorem i gdzie w 1981 roku wybrano go rektorem. Pozostał rektorem elektem, władze państwowe nie zatwierdziły tego wyboru w tamtym gorącym okresie.

Gierowski stał się, po Cybisie, współtwórcą współczesnej warszawskiej uczelni i nadal czuje się tam jego obecność, choć w 1996 roku odszedł na emeryturę. Debiutował w połowie lat 50. w szerokim ruchu młodego malarstwa, ale nie był i nie chciał być w centrum ruchu, nieufnie trzymał się z boku, obawiając się najwyraźniej zapału niektórych kolegów w duchu tzw. rewizjonizmu – że ktoś może zechcieć znów coś narzucać….

Zaczęło się od Arsenału – ruchu młodych artystów, którzy zaprezentowali się publiczności z okazji młodzieżowego festiwalu w Warszawie. Festiwalowe gorące lato 1955 poprzedziło Październik’56, który miał dla polskiej kultury ogromne znaczeniu. Pod koniec lat 70. powstała w Gorzowie – dzięki inicjatywie młodszego o dekadę Jacka Antoniego Zielińskiego, malarza i krytyka sztuki – stała galeria Arsenału, w której prowadzono systematyczną działalność informacyjną i badawczą. Zasługą twórcy gorzowskich zbiorów było pokazywanie wczesnych i obecnych obrazów artystów spod znaku Arsenału. Bez względu na to, jak się zmieniali, wszyscy pozostali wierni malarstwu. Zamiast więc latami spierać się, kto i kiedy zakończył socrealizm a rozpoczął „nowoczesność”, powiedzmy sobie – w dobie innych mediów i wszelakiej sztuki krytycznej – że tak zwani arsenałowcy ocalili malarstwo i to najwyższej próby. Świadczy o tym nie tylko omawiany tu mistrz pędzla, ale choćby i pokazani ostatnio w Warszawie Rajmund Ziemski i Jan Lebenstein.

O ich wierności malarstwu świadczyły także obchody jubileuszu Wydziału Malarstwa ASP w Warszawie (1948-2008), połączone z pokazami wszystkich pracowni i obejmującym wszystkie prace katalogiem, zredagowanym przez Jakuba Dąbrowskiego – kuratora całej wystawy, młodego historyka sztuki z Poznania, doktoryzującego się u prof. Piotra Piotrowskiego. Obok katalogu wystawie towarzyszy publikacja nazwana, jak cała jubileuszowa wystawa, „Miejsce malarstwa” autorstwa Wojciecha Włodarczyka, wieloletniego już profesora ASP, wybitnego znawcy sztuki współczesnej, który – podobnie jak Piotr Piotrowski – startował w konkursie na dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie; także wygrał, ale nie otrzymał ministerialnej nominacji. Niestety takie są regulaminy, niestety dla sztuki współczesnej.

W swej mądrej książce, wolnej od wszelkiej ideologii artystycznej, Włodarczyk cytuje wypowiedź Gierowskiego o malarstwie: „Zdumiewa – mówi artysta – fakt, że tajemnica malarstwa, której nie można wyrazić słowami, zamknięta w wyjątkowych pojedynczych obrazach, wobec których w świadomości dźwięczy: «tu się coś stało», egzystuje wśród odległych sobie kultur”.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

„Tu się coś stało” – powtarzam wobec obrazów Gierowskiego, w których nie ma narracji, reprezentacji ani anegdoty, a wydarza się nieraz dramatyczne zderzenie ciężkiej faktury z lśniącą lekkością. I to ważkie zdarzenie jest zrozumiałe także dla tych, którzy zazwyczaj twierdzą, że nie rozumieją sztuki współczesnej.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 10/2010

Przeczytaj też: Między białym sześcianem a okopconą piwnicą. O wystawie Nikity Krzyżanowskiej

Podziel się

2
Wiadomość

Komentarz

W ostatnim czasie odchodzi całe pokolenie polskich wczesnych abstrakcjonistów. Właściwie dopiero w ostatnich 10-20 latach zaczęli w ogóle istnieć w szerszej świadomości społecznej. Ich najbardziej płodny artystycznie czas, debiuty, dojrzewanie wypadły na jedne z trudniejszych czasów PRL, w tym na okres Stanu Wojennego z całkowitym bojkotem wystawienniczym. W epoce po przemianach scenę zdominowała inna sztuka, krytyczna, medialna. Brakło miejsca na subtelność, co owocuje do dziś powszechnym przekonaniem, że sztuka współczesna tylko atakuje odbiorcę, jest krzykliwa, skrajna. Na inną brak w mediach, a nawet w szkołach miejsca. Tak więc abstrakcjoniści wciąż czekają na pełne odkrycie. Przekrojową, a merytoryczną publikację, na swoje miejsce. Ale czy ktoś wyjdzie poza albumy, wywiady, wypowiedzi i podejmie próbę analizy całości? Zadanie trudne.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.