Jesień 2022, nr 3

Zamów

Zbawienie jest darem, a nie nagrodą. Jezus wywraca świat do góry nogami

W kościelnym moralizmie mówi się głównie o tym, co wolno, czego nie wolno, co musisz. A przecież negatywnie uzasadniona moralność zwiększa poczucie wyższości i lęk przed karą.

„Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: «Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę»”.

Myślę, że ta przypowieść najbardziej wkurza pobożnych i zaangażowanych. Bo przyjęcie chrztu nie sprawia, że automatycznie zmienia się nasze myślenie, że odtąd wszystko postrzegamy w kategoriach królestwa niebieskiego. Wcale nie. Stare kategorie nadal w nas żyją. I mogą być zmienione tylko dzięki świadomemu przyjęciu światła Ewangelii.

„Pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi”. Ten wniosek Jezusa jest odwróceniem naszego porządku. Stawia wszystko do góry nogami. I dopiero z tej perspektywy możemy nieco zrozumieć przesłanie tej przypowieści.

Jej kontekst jest tutaj również ważny. Wszystko zaczęło się od pytania: „Co dobrego mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”. Następnie pytanie ze strony uczniów: „Wszystko opuściliśmy, cóż więc otrzymamy?”. Nadal więc mówimy o zbawieniu.

Jezus chce powiedzieć, że zbawienie jest darem, a nie nagrodą, chociaż mówi o wypłaceniu należności za pracę. Tylko że nie ilość i długość tej pracy jest tutaj nagradzana. „Pierwsi” to uczniowie, którzy najdłużej są z Jezusem, którzy opuścili wszystko, całe życie starali się żyć Ewangelią, współpracować z Bogiem w misji uprawy winnicy. Otrzymają oni to samo co i ludzie, którzy w ostatniej chwili weszli do winnicy. I to w naszym świecie jest wysoce niesprawiedliwe. Bo za pracę domagamy się sprawiedliwej zapłaty. Dlaczego ktoś, kto nie pracował tyle, co ja, ma otrzymać to samo? Słusznie rodzi się oburzenie.

Jezus mówi, że musimy zawczasu przywyknąć do tego, iż przeżyjemy wielką niespodziankę. Będziemy mieli obok siebie, więcej: nawet wyprzedzą nas w kolejności ci, którzy całe życie mogli mieć za nic Boga, żyli tylko przyjemnością, nie liczyli się za bardzo z ludźmi, poużywali sobie świata i życia.

Dobrze już dzisiaj zrobić sobie taki test: jak obecnie zareagowałbym, gdyby człowiek, który nie prowadził się za dobrze w życiu otrzymał to samo, co tylu pobożnych i wiernych? Jeśli przyjmę to z radością, jestem już wewnątrz królestwa Bożego. Jeśli rodzi się jeszcze oburzenie, wciąż jestem na jego progu. Kieruję się własnym wyobrażeniem Boga, który mi odpowiada i potwierdza moje oczekiwania. To ci pierwsi będą się oburzać, nie ci ostatni. Chociaż wszyscy otrzymają to, co konieczne do życia.

I jeszcze jedno. Nacisk na ciągłe wykorzenianie grzechu, na walkę ze złem, a nie na wydawanie owoców i dzielenie się miłością, sprawi, że oburzenie będzie jeszcze większe, że poczucie niesprawiedliwości wydobędzie na jaw zazdrość jak u starszego syna z przypowieści o miłosiernym ojcu, który żałował w końcu, że sobie nie poużywał jak jego młodszy brat.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Praca w winnicy to czas zbiorów. W kościelnym moralizmie mówi się głównie o tym, co wolno, czego nie wolno, co musisz. Nie o tym, co chcesz, co możesz, czym się możesz podzielić, jakie dobro przez ciebie Bóg chce zdziałać. Nacisk na unikanie grzechu, zwłaszcza gdy to się udaje, powoduje często wzrost pychy – daje radę, staram, się, należy mi się. Negatywnie uzasadniona moralność zwiększa poczucie wyższości i lęk przed karą.

Jeśli skupię się na dawaniu, dzieleniu się dobrem, to dobro poszerza serca i zwiększa wdzięczność. Wtedy człowiek widzi jak niewiele sam może. Wtedy go nie zdziwi to, że niektórzy w ostatniej chwili się nawracają. I się z tego ucieszy, bo będzie wiedział, że ktoś tak długo stawiał opór i Bóg w końcu dotarł do niego. Zdziwi się ogromną dobrocią i hojnością Boga, który zaprasza do pracy, do współpracy, ale nie nagradza za jej wyniki.

Przeczytaj też: Ksiądz Chmielewski i „ewangelia” lęku

Podziel się

4
1
Wiadomość

Komentarze (7)

Dziekuje za te slowa. Dla mnie jest fascynujacym fakt, ze potrzebowalem baaardzo duzo czasu, aby je rzeczywiscie przyjac do swiadomosci. Trudny i czasochlonny jest dla mnie ten proces…

Dosłownie przed chwilą czytałem o ks. Chmielewskim, który głosi w oderwaniu od Pisma, a tu zaraz tekst ks. Piórkowskiego, który robi to samo. Pismo Święte o “mechanizmie” zbawienia mówi 28 razy. Z czego 27 razy wspomina wprost o zbawieniu jako ZAPŁACIE i NAGRODZIE, raz jeden tylko jako darze. Przy czym ten jedyny raz o darze mówi w kontekście… ZAPŁATY I NAGRODY. Teza, że Jezus stawia tu sytuację na głowie jest kompletnie nieuzasadniona. Przypowieść o robotnikach w winnicy nie była przecież wyjaśnieniem ekonomii zbawienia, a odpowiedzią na zarzut wspólnot, które chciały rozróżnienia w zbawieniu dla “starych” i “nowych”. Pierwsi chrześcijanie żyli w nadziei rychłego końca świata i uważali za niesprawiedliwe, że jedni starają się od lat, a inni ochrzcili się wczoraj, a jutro może nastąpić Paruzja. W ten porządek Jezus wchodzi z przypowieścią, mówiąc, że wszyscy dostaną jednakową ZAPŁATĘ. Nie dar. Bez wysiłku i pracy w winnicy nikt nic nie dostanie. Trzeba pracować, choćby godzinę. Taki jest sens przypowieści, a nie, że zbawienie jest darem. Jest zapłatą. Z łaski Boga, ale zapłatą.

@Wojtek
Nie mogę się z Panem zgodzić.

Zbawienie jest darem Boga dla nas.
To Miłość Boga przekraczająca każde nasze wyobrażenie i ograniczenie.
Ofiara krzyża. Zbawienie to początek Drogi. Wejście. Każdy ma do niego prawo.

A następnie przez podążanie Drogą za Jezusem dzięki Miłości i łasce – możemy doświadczyć Królestwa Bożego jako nagrody/konsekwencji– w jakimś stopniu czasem już tu na ziemi, takie przebłyski – basiliea = Bożego panowania, rzeczywistości, którą dla nas w planach ma i przygotował Bóg. I tu możemy użyć tego słowa – nagroda.
Choć lepiej brzmi dla mnie zwrot „naturalna kolej rzeczy” – jeśli istnieję w Bogu.
“Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć jak wielkie rzeczy Pan Bóg przygotował dla tych, którzy Go miłują”.

Pisanie, że na zbawienie mamy zasłużyć jest niebezpiecznym pomieszaniem pojęć daru i nagrody.

Ale to nie jest mój pomysł, tylko zdania wprost z Ewangelii.
I oczywiście nie “zasłużyć”, bo wiąże się to z jakimiś zasługami, których nie mamy. Ewangelia mówi, że zbawienie jest zapłatą, mamy na nie zapracować.

@Wojtek. to może inaczej to wyjaśnię. Zbawienie jest darem, który mogę przyjąć w każdym czasie i w każdym czasie odrzucić, niestety… A kiedy przyjmę już dar, łaskę wtedy zaczynam pracować razem z Bogiem i dla Boga w winnicy. Nagrodą/zapłatą jest zatem moja obecność w Królestwie Boga, w Jego rzeczywistości … ech, nie jest łatwo o tym pisać. Polecam kazanie Łukasza Popko OP z wczoraj – jubileusz dominikanów. 800 lat na ziemiach polskich. https://www.youtube.com/watch?v=XKhjXk76mCU
oraz słowa siostry Borkowskiej – tu też wkleję link 🙂
https://cspb.pl/wspolpraca-z-laska/

Nadal to nie “wywraca na głowie” porządku, jak sugeruje autor. Możliwość pracy w winnicy może być rozważana jako “dar”. Ale zapłata nie wynika z daru, a z pracy, jaką się wykonało w winnicy. Choć przez godzinę.

Dziękuję!
Proszę sobie wyobrazić, że ktoś nawraca się w przysłowiowej ostatniej godzinie.
Późno Cię umiłowałem… Oby nie żałował, że zmarnował życie …
Może przecież skręcić w stronę rozpaczy z powodu własnych win…

To wcale nie musi być tak, że sobie człowiek poużywał, a później nawrócił się i też mu dobrze….
Ten ktoś może żałować straconych lat. I zobaczy też na przykład jak wiele krzywd wyrządził…
W nowym Świetle.

Tylko Bóg pomoże mu to zrozumieć i wytrzymać ten żal …i przeprowadzić do Radości.
A tak poza tym – każdemu życzę poznania Miłości Boga.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.