Maria Mocy Pełna i nowa religijność duchowa

Lato 2022, nr 2

Zamów

Powstanie Warszawskie i Ukraińcy – stereotypy i fakty

Barykada przed Teatrem Wielkim podczas Powstania Warszawskiego. Fot. Bundesarchiv, Bild 146-2005-0034

W literaturze i wspomnieniach świadków często pojawia się pogląd, że podczas Powstania Warszawskiego masowych mordów na ludności dopuściła się Dywizja SS „Galizien”. W rzeczywistości przypisywane Ukraińcom okrucieństwa dokonane zostały przez oddziały kolaborantów rosyjskich.

Powstańcy warszawscy i zwykli warszawiacy, którzy przetrwali koszmar Powstania, byli i są do dziś przekonani, że najokrutniejsze zbrodnie, do których doszło w stolicy, dokonane zostały przez kolaborujących z Niemcami „Ukraińców”. To było wówczas, w 1944 r., naturalne skojarzenie: „bestialstwo i Ukraińcy”, wszak wciąż trwała rzeź na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, której szokujące epizody wstrząsały Polakami w innych regionach kraju. Wiedza na temat tego, co działo się na Wschodzie, była ograniczona, istniało jednak przekonanie, że stało się tam coś niewypowiedzianie strasznego, a winowajcami byli Ukraińcy.

Samo określenie „Ukrainiec” nabrało więc w Polsce znaczenia jednoznacznie negatywnego, skojarzonego ze zwierzęcym okrucieństwem, budzącym powszechny strach. Gdy zatem w walczącej Warszawie pojawili się żołnierze mówiący językiem brzmiącym nutą wschodniosłowiańską, skojarzenie było oczywiste – to Ukraińcy. Tak narodziło się przekonanie, które miało i nadal ma wielką moc, wszak jesteśmy skłonni wierzyć bardziej świadkom niż historykom. Przecież ci pierwsi widzieli na własne oczy, a tamci jedynie poprzez perspektywę relacji, dokumentów i badań. Świadek zawsze będzie miał większą wiarygodność niż badacz. Jakże to mylne przekonanie!

Pamięć jednostki nie jest obiektywnym odzwierciedleniem przeszłości, ciążą na niej osobiste doświadczenia, urazy, stereotypy i uprzedzenia. Po latach człowiek nie jest w stanie oddzielić tego, czego był naocznym świadkiem, od wszystkiego, co zasłyszał, co wynika z jego nabytych później przekonań. Relacje świadków mają dla historyka wielką wartość, ale tylko w konfrontacji z dokumentami, pozwalającymi na ich weryfikację – niezbędne jest oddzielenie tego, co obiektywne, od tego, co subiektywne.

Traktat pokojowy w Rydze oznaczał nie tylko to, że Polska opuściła swego ukraińskiego sojusznika, ale że – co gorsza – dokonała wraz z Rosją sowiecką rozbioru ziem Ukrainy i Białorusi

Paweł Stachowiak

Udostępnij cytat

Tak jest z udziałem (domniemanym) jednostek ukraińskich w tłumieniu Powstania Warszawskiego, są o tym przekonani świadkowie, ale nie historycy. A zadaniem historyka jest przekraczanie progu pamięci jednostek, dążenie do uzyskania obrazu obiektywnego, wyzbytego uprzedzeń i doraźnie uwarunkowanych przekonań. Świadkom trudno jednak często uznać zobiektywizowaną narrację historyków, przecież oni „widzieli na własne oczy”. Powinniśmy o tych paradoksach pamiętać, gdy przyglądamy się dziejom Powstania i mniemanego udziału Ukraińców w kaźni mieszkańców stolicy.

Ukraińcy, którym po traktacie ryskim w 1921 r. przyszło szukać „na łaskawym chlebie” schronienia w Polsce, tworzyli liczną i aktywną diasporę. Pokonanie bolszewików uratowało Polskę, ale niestety nie Ukrainę. Polskie społeczeństwo nie chciało już dalszego przelewu krwi, nawet Piłsudski nie potrafił wskrzesić dawnego entuzjazmu. Wojna dogasała – 12 października 1920 r. podpisano rozejm, a 18 marca 1921 r. traktat pokojowy w Rydze. Jego treść oznaczała nie tylko, że Polska opuściła swego ukraińskiego sojusznika, ale że – co gorsza – dokonała wraz z Rosją sowiecką rozbioru ziem Białorusi i Ukrainy. Zamieszkane przez Ukraińców i Białorusinów ziemie II RP nie otrzymały żadnej autonomii, upadł federacyjny plan Piłsudskiego, zwyciężyła wizja Romana Dmowskiego – Polski unitarnej i narodowej.

Polska zdradziła Ukraińców, podpisując umowę z Rosją, ale była wciąż jedyną szansą na podtrzymanie sprawy niepodległej Ukrainy. Dlatego pozostali w Polsce liczni ukraińscy działacze zaangażowani w walkę o niepodległość swojej ojczyzny. Po ataku niemieckim na ZSRR w czerwcu 1941 roku, Ukraińcy ujrzeli szansę na odbudowę niepodległej Ukrainy pod auspicjami Niemiec. Wielu z nich zaangażowało się we współpracę z Niemcami i dało się wykorzystać dla celów nazistowskiej polityki. Po stronie niemieckiej walczyły złożone z Ukraińców tak zwane Drużyny Ukraińskich Nacjonalistów, czyli bataliony „Nachtigall” i „Roland” oraz ochotniczej Dywizji SS „Galizien” (po ukraińsku „Hałyczyna”).

Jak wielkie były ukraińskie nadzieje, tak srogim był ich zawód. Dla owładniętych ideami rasizmu przywódców III Rzeszy Ukraińcy nie byli partnerami, ale częścią masy słowiańskich podludzi. Idea „samostijnej (niepodległej) Ukrainy” została zatem zepchnięta w otchłań walki ze wszystkimi: Niemcami, Polakami, sowiecką Rosją i zaczęła przeradzać się w akty ludobójcze. Tak było na Wołyniu i w Galicji wschodniej w 1943 i 1944 r., podczas nieludzkiej czystki etnicznej, przez którą UPA pragnęła tworzyć podstawy przyszłej, narodowo „czystej” Ukrainy. To wtedy właśnie pojęcie „Ukrainiec” stało się dla Polaków synonimem okrucieństwa. Mało kto był wówczas skłonny do rozróżnień, między tym co rosyjskie, białoruskie i ukraińskie. Jeśli dochodziło do zbrodni, byli z nimi kojarzeni Ukraińcy. I nikt inny.

Dlatego właśnie okrucieństwa słowiańskich oddziałów walczących w składzie Wehrmachtu i SS, podczas tłumienia powstania warszawskiego, zostały bezrefleksyjnie skojarzone z Ukraińcami. Organ Komendy Głównej AK – „Biuletyn Informacyjny” z 20 sierpnia 1944 r. poświęcił Ukraińcom obszerny komentarz: „najdzikszym narzędziem nieprzyjacielskiego terroru w Warszawie stali się od pierwszego dnia powstania Ukraińcy”.

Tymczasem rzeczywistość była inna. Wedle ustaleń prof. Grzegorza Motyki, wybitnego badacza relacji polsko-ukraińskich, po stronie niemieckiej w dniu wybuchu Powstania walczyły dwa oddziały złożone z Ukraińców. Jedna kompania policji (licząca 80–150 ludzi) i drugi oddział w sile kompanii (do 150 ludzi), który stanowił część załogi SS stacjonującej w budynku dawnej Wyższej Szkoły Nauk Politycznych przy ul. Wawelskiej.

W literaturze często pojawia się pogląd, że w Warszawie masowych mordów na ludności dopuściła się Dywizja SS „Galizien”. Jednak w tłumieniu zrywu dywizja jako oddzielna jednostka bojowa z całą pewnością udziału nie brała. Liczba i siła ukraińskich jednostek walczących po stronie niemieckiej w żaden sposób nie przystaje do powszechnej opinii, wedle której Ukraińcy odpowiadają za większość popełnionych w czasie Powstania zbrodni. W rzeczywistości przypisywane Ukraińcom okrucieństwa dokonane zostały przez oddziały kolaborantów rosyjskich.

Przeciwko powstańcom i ludności cywilnej Warszawy skierowano liczący 1700 żołnierzy pułk z brygady Rosyjskiej Narodowej Armii Wyzwoleńczej (Russkaja Oswoboditielnaja Narodnaja Armija – RONA) Bronisława Kamińskiego. Utworzoną z niemieckich kryminalistów brygadę Oskara Dirlewangera wspierały m.in. złożone z Turkmenów dwa bataliony Wschodniomuzułmańskiego Pułku SS, dwa bataliony azerskie oraz pułki kozackie. Wszystkich ich określano jako Ukraińców. W rzeczywistości, podczas Powstania, w Warszawie znajdowały się tylko nieliczne pododdziały ukraińskie, a przypisywane im zbrodnie były dziełem innych jednostek, przede wszystkim rosyjskiej brygady RONA oraz oddziałów azerskich i wschodniomuzułmańskich.

Trudno się dziwić, że w takich okolicznościach Ukraińcy spotykali się z brakiem zaufania. W czasie Powstania wielu z nich spotkał przykry los. Już od pierwszych dni jego trwania powstańcze służby bezpieczeństwa zaczęły wyszukiwać i zamykać Ukraińców. Zatrzymanych kierowano do policyjnych i wojskowych aresztów, a następnie wykorzystywano ich do różnych prac. Tymczasem wielu z nich odnaleźć można było wśród walczących powstańców.

Już pierwszego dnia Powstania w walce z okupantem na Placu Dąbrowskiego zginął Orest Fedorońko, podchorąży „Fort” z Komendy Dywersji AK, syn głównego prawosławnego kapelana WP, Szymona Fedorońki, zamordowanego w Katyniu. Brat Oresta, Wiaczesław, jako podchorąży „Sławek”, również brał udział w Powstaniu. Walczył w zgrupowaniu Radosława; poległ 18 sierpnia 1944 roku.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

W walkach AK na Mokotowie, w zgrupowaniu „Baszta”, brał udział Andrzej Hitczenko, syn Iwana, konsula rządu Ukraińskiej Republiki Ludowej w Polsce. Był dwukrotnie ranny. Na początku sierpnia 1944 r. Niemcy zamordowali ówczesnego proboszcza prawosławnego Antona Kalyszewycza wraz z rodziną, a także dzieci i personel prawosławnego sierocińca mieszczącego się przy ul. Wolskiej. Na Starym Mieście, przy ul. Podwale 5, mieściła się cerkiew prawosławna Świętej Trójcy, w której modlili się warszawscy Ukraińcy. Wielu z nich brało tu śluby i chrzciło swoje dzieci. W drugiej połowie sierpnia świątynia została całkowicie zniszczona, a pod jej gruzami zginął wikariusz wraz z żoną, synkiem i teściową. Te epizody, jakże różne od stereotypów, nie są obecne w polskiej pamięci.

Jak zachowaliby się żołnierze kolaborujących z Niemcami oddziałów ukraińskich, gdyby zostali wysłani do walki z walcząca Warszawą? Być może tak, jak na Wołyniu, rozegrałby się kolejny dramat ukraińsko-polskiego bratobójstwa. To całkiem prawdopodobne. Jednak, pomimo zakorzenionego w Polsce stereotypu, nie można doliczać zbrodni popełnionych podczas Powstania Warszawskiego do rachunku, który zwykliśmy wystawiać ukraińskim nacjonalistom spod znaku UPA.

Przeczytaj też: Wybrać kształt katastrofy. Powstanie Warszawskie – próba bilansu

Podziel się

21
11
Wiadomość

Komentarze (15)

Wspomnienia Marka Hłasko z Powstania „ … widziałem … jak sześciu Ukraińców zgwałciło jedną dziewczynę z naszego domu, a potem wyjęli jej oczy łyżką do herbaty; i śmiali się przy tym, dowcipkowali…” … Posłuchajcie tez wspomnień z Wołynia, bo Ukraińcy, PiS opozycja i media robia wszystko aby o tym tak jak o Batohu czy Koliszczyznie …

http://www.youtube.com/watch?v=oiyBp46DKg0

http://www.youtube.com/watch?v=CAcJXqvxIVo

o Powstaniu … Duży udział w pacyfikacji Powstania mieli Ukraińcy, którzy służyli w formacjach ukraińskich, rosyjskich i mieszanych niemiecko-ukraińskich. Wśród nich byli mieszkańcy zarówno Ukrainy zachodniej (wchodzącej przed wojną w skład Rzeczpospolitej Polskiej jak i Ukrainy wschodniej rosyjskojęzycznej. Ci pierwsi dobrze znali język polski. W Warszawie przed powstaniem były dwie ukraińskie kompanie policyjne (prawdopodobnie wchodzące w skład Ukraińskiej dywizji Waffen SS Galizien -Hałyczyna), ukraińska formacja była w straży Pawiaka, a grupy Ukraińców w oddziałach Hiwis. Po wybuchu powstania skierowano również do Warszawy 34. policyjny pułk strzelecki, mający w składzie I batalion niemiecki i dwa bataliony niemiecko-ukraińskie. Do jednostki SS, zajmującej gmach wyższej Szkoły Nauk Politycznych przy ul. Wawelskiej, wcielona była kompania Ukraińców. Również w skład grupy bojowej Schutzpolizei (1700 żołnierzy) wchodziła kompania Ukraińców (150 żołnierzy) kwaterująca w alei Róż pod numerami 9 i 25. Po wybuchu Powstania, część z nich usiłowała przedrzeć się samochodami przez Śródmieście w kierunku Ogrodu Saskiego. Na Marszałkowskiej samochody rozbite zostały ogniem powstańców. Ukraińcy ukryli się w okolicznych domach, gdzie wymordowali wielu mieszkańców, w tym kobiety i dzieci, zanim nie zostali wybici przez zorganizowane grupki powstańców. Ukraińcy, chyba wszyscy z rosyjskiej Ukrainy, stanowili duży odsetek w oddziałach rosyjskich i kozackich tłumiących Powstanie. Byli w pułku RONA, dowodzonym przez B. Kamińskiego. Ukraińcy stanowili również od 1943 r. uzupełnienie Pułku Specjalnego SS „Dirlewanger” dowodzonego przez Oskara Dirlewangera, przydzielonego do zgrupowania policyjnego Heinza Reinefartha, które zostało skierowane przez Heinricha Himmlera do stłumienia Powstania Warszawskiego. Od 15 września na Powiślu i Czerniakowie walczył Legion Wołyński (Niemcy nadali mu oficjalną nazwę 31. Schutzmannschafts-Bataillon der SD). Legion w sile ok. 400 ludzi walczył od 15 do 23 września 1944 na Czerniakowie z powstańcami zgrupowań „Kryska” i „Radosław”. Walczył także z 9. Pułkiem Piechoty 3. DP im. Traugutta 1. Armii WP, który spieszył na pomoc powstańcom, a następnie brał udział w operacji „Sternschuppe” (27-30 września 1944 r.) przeciwko zgrupowaniu Armii Krajowej w Puszczy Kampinoskiej. Legionem Wołyńskim, którego żołnierze brali uprzednio udział w rzeziach Polaków na Wołyniu (w latach 1943-44), dowodził płk Petro Diaczenko, przedwojenny oficer kontraktowy Wojska Polskiego. Wielu żołnierzy z formacji rosyjskich dławiących Powstanie przyznawało się do tego, że są Ukraińcami. Byli to Ukraińcy, z formacji rosyjsko-kozackich, stacjonujący w byłej remizie strażackiej przy ul. Chłodnej, w budynkach byłej Szkoły Gazowej na ul. Gdańskiej oraz w budynkach byłej szkoły zawodowej na Bielanach. Ukraińska dywizja Waffen SS Galizien (Hałyczyna) nie brała udziału w dławieniu Powstania Warszawskiego. Jednak jest faktem, że 150-osobowa ukraińska kompania policyjna, stacjonująca przy alei Szucha, należała do SS Galizien. Oprócz tego 10 ukraińskich podchorążych z 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien” szkolonych w poznańskiej szkole oficerskiej SS-Junkerschule Braunschweig w Posen-Treskau zostało w trybie alarmowym skierowanych do Kampfgruppe „Reinefarth”, gdzie służyli za tłumaczy. Żołnierze ukraińscy zachowywali się wyjątkowo okrutnie, popełnili mnóstwo potwornych zbrodni szczególnie wobec ludności cywilnej.

Ukraińscy kolaboranci zresztą podobnie jak rosjanie w szeregach SS czy policji rekrutowali się często z kryminalnego elementu. Stąd popełniane okrucieństwa, podobnie zresztą jak dziś „kryminalni najemnicy” pod flagą zsrr na wschodzie Ukrainy

Niemcy tych kolaborantów rekrutowali z sowieckich jeńców wojennych odpowiednio dobierajac ludzi łatwo dających się wytresować na bandytów

zdaje się że to nie są wspomnienia Marka Hłaski który w 44 miał 10 lat tylko fragment z opwiadania „Palcie ryż kazdego dnia ” gdzie sa opisane wydarzenia których na pewno nie widział na własne oczy

Powin8en pań zostać pozbawiony jakichkolwiek tytułów naukowych za dezinformacje i działanie na szkodę Polski. RONA została utworzona przez Ukrainca Woskobojnika, a Kamiński nie był Rosjaninem choć za takiego się uważał. Jego ojciec był Polakiem, a matka Niemka. Co do składu RONA to w większości byli to Ukraińcy.

Patrzac co ty wypisujesz pod każdym komentarzem można stwierdzic, ze jestes ukraińskim trolem który próbuje zanegować historie, a to że RONA miała w nazwie Rosyjska nie przeczy temu, że została założona przez Ukrainca i że było w niej bardzo dużo Ukraincow

Czy autorzy powyższych komentarzy mają może coś wspólnego z prorosyjskim blogerem M. J. Wiechowskim, znanym jako gajowy Wacław Marucha?

Jak można powiedzieć że Polska dokonała w 1920 rozbioru Ukrainy i Białorusi.Do 1920 Te państwa formalnie nie istniały !
A udział Ukraińców w SS można z perspektywy czasu nazwać „staniem po niewłaściwej stronie historii”. Polacy nie kolaborowali z niemieckimi faszystami przeciw okrutnym sowietom. Rzadko który europejski naród może się tym pochwalić.

Ukraińcy od antysemity petlury woleli bolszewików. To Polacy zostali oszukani. W rona też było dużo ukraincow.

Ale bzdury… co za kłamliwy zmanipulowany artykuł. Polska zaryzykowała własną państwowością aby utworzyć niepodległą Ukrainę. Za ofensywę kijowską mieliśmy bolszewików pod Warszawą. To, że Petlura nie zdobył poparcia, a jego malutkie siły zostały wyparte za Zbrucz i zwyczajnie nie było czego podnosić dyplomatycznie, to już ich problem. Rozbiór Ukrainy?! Przecież granica rzeki Zbrucz była zgodna z umową z Petlurą. Żeby coś rozebrać musiałoby istnieć. A Ukrainy nie było. Przypominam, że sami straciliśmy wiele w traktacie ryskim. Polska była wyniszczona wojną. Ukraińcy zawdzięczają nam dwa miesiące niepodległości w 1920 roku.

To co Pan napisał i to co pisze Motyka jest porazajace. Z jednej strony zaklamujecie historie, a z drugiej obrażacie uczestników Powstania. Proszę sobie obejrzeć film Powstanie zwykłych ludzi Kędzierskiego z 2004 roku który jest dostępny na you tube od ok. 17 minutu i 25 sekundy. Oczywiście wedlug was ta Pani pomyliła Ukraińców z Rosjanami. Ciekawe, ze dopiero Motyka zbadał i stwierdził, że Ukraińców prawie nie było w Warszawie, a wszyscy się mylą. Niech Motyka najpierw zapizna się z dokumentami i składem RONA a dopiero potem wypowiada się na ten temat.

Ja znam rosyjski , uczyłem sie tego języka i posługuję się nim na co dzień ale do niedawna nie odróżniłbym czy osoba mówi po rosyjsku czy po ukraińsku więc podejrzewam że w Powstaniu trudno było ludziom odróznic Rosjan od iinych narodów Wschodu

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.