Więź, lato 2022

Lato 2022, nr 2

Zamów

Ks. Szostek: Kobiety można zachęcać do rodzenia chorych dzieci, ale nie można ich zmuszać

Uroczystość wręczenia aktu nadania honorowego obywatelstwa miasta Lublin księdzu profesorowi Andrzejowi Szostkowi 15 października 2021. Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Każdy przypadek powinien być rozeznawany indywidualnie. Wolność w rozeznawaniu jest czymś niezwykle istotnym – mówi ks. prof. Andrzej Szostek.

Sebastian Duda: Emmanuel Macron zaproponował na początku tego roku wpisanie prawa do aborcji do Europejskiej Karty Praw Podstawowych. Co Ksiądz Profesor myśli o takich działaniach wybranego niedawno ponownie na urząd prezydenta Francji?

Ks. prof. Andrzej Szostek: Nie jestem entuzjastą wpisania do tej Karty prawa do aborcji, bo dla mnie „prawo do czegoś” musi mieć jednak charakter pozytywny. Prawa człowieka to przecież konstrukcja, jaka odnosi się do jakichś dóbr. Właśnie owo dobro powinno być prawnie bronione.

Trzeba w Kościele rozważyć, dokąd sięga, a dokąd sięgać nie może prawo karne

ks. Andrzej Szostek

Udostępnij cytat

Dlatego z większym może zrozumieniem patrzyłbym na propozycję Macrona, gdyby odwoływała się ona nie do prawa do aborcji jako prawa człowieka, ale do sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia kobiety, która nosi w sobie poczęte dziecko. Wtedy mielibyśmy do czynienia ze wskazaniem dobra, o którego ochronę w prawie chodzi. Czy i kiedy zdrowie kobiety może usprawiedliwić aborcję, to inna sprawa, w tę dyskusję teraz nie wchodzę. Chodzi mi o to, że aborcja jest z definicji usunięciem ciąży, co traktuje się (nie tylko w Polsce, ale i pewnie we Francji) jednak jako nieszczęście. Tymczasem gdy mowa jest np. o prawie do pracy, do odpoczynku czy do wolności religijnej, to w każdym z tych przypadków występuje odwołanie do cenionych powszechnie dóbr. Mówienie o „prawie do aborcji” jest zatem w moim rozumieniu odwróceniem logiki praw człowieka.

Nie wszyscy obywatele państw Unii Europejskiej myślą w ten sposób. Wydaje się, że dlatego sądy w krajach UE powinny mieć na uwadze tę różnicę postaw w odniesieniu do aborcji. Jednak zasadniczo jest ona traktowana jako kwestia autonomicznej decyzji kobiety, która wynika z uznanego prawa. Tak to wygląda w systemach prawnych zdecydowanej większości państw Unii, na co zwracała na naszych łamach Magdalena Mierzewska.

– Pani Mierzewska słusznie wskazuje na pewne istotne rozróżnienia prawne obecne w prawodawstwie europejskim, podkreśla m.in. znaczenie prawa do prywatności. Powołuje się także na zasadę proporcjonalności (tj. zasadę uwzględniającą odpowiednią reakcję w odniesieniu do wartości, która jest zagrożona). Bez wątpienia w filozofii prawa obydwie te kategorie są bardzo ważne. Jednak ich zastosowanie w przypadku aborcji odnosi się zawsze do kluczowego pytania: jak identyfikujemy istotę ludzką? Magdalena Mierzewska (a jej pogląd jest również w naszym społeczeństwie dość rozpowszechniony) zwraca uwagę na fakt, że są na ten temat spory, a prawo nie jest od tego, by takie spory rozstrzygać.

Mimo to w konkretnych rozwiązaniach prawnych takie rozstrzygnięcia odnośnie do statusu ludzkiego płodu (czy dziecka nienarodzonego) zostały wprowadzone.

– I jest to dla mnie dowód, że prawo ma swoje ograniczenia.

Czy dlatego, że uzurpuje sobie takie rozstrzygnięcie w kwestii fundamentalnej?

– Jak widać, nie powinniśmy całej naszej nadziei opierać na prawie, zwłaszcza na prawie karnym. Odwoływanie się do niego w każdej sytuacji byłoby bardzo jednostronne. Przypomnijmy, skąd się wzięła kategoria klauzuli sumienia: racją, która ją usprawiedliwia, jest właśnie świadomość, że prawo stanowione ma swoje granice. Poza tym musimy pamiętać, że w interpretacji prawa, a zwłaszcza sankcji karnych, ważna jest zasada (nawet jeśli nie wyrażana wprost) roztropności jego stosowania.

W przypadku tzw. aborcji eugenicznej, jak wskazuje wiele osób, mamy do czynienia z konfliktem między dobrostanem kobiety a zagrożeniem, jakim dla tego dobrostanu może być ciąża, w której stwierdzono ciężkie wady płodu.

– Obawiam się, że tu rozstrzygnięcia generalne na poziomie prawa na niewiele się zdadzą. Trzeba się bowiem odnieść do konkretnych, indywidualnych przypadków. Sądzę, że prawo ze swoimi jednoznacznymi kwalifikacjami i sankcjami powinno w tej kwestii uwzględnić rozeznanie, jakie mają stojący blisko kobiety lekarze. Oni najlepiej wiedzą, jaki jest stan fizyczny i psychiczny pacjentki, jej kondycja zdrowotna.

Przypomnę, że w podpisanym także przeze mnie liście – tzw. apelu zwykłych księży i sióstr, ogłoszonym po wyroku Trybunału Konstytucyjnego i po wywołanych przez niego protestach społecznych jesienią 2020 r. – znalazło się znamienne sformułowanie: „[…] trudno zaprzeczyć, że każdy człowiek ma prawo do życia – i do jego prawnej ochrony (por. Art. 38 Konstytucji RP). Ta ochrona prawna należna jest każdemu człowiekowi, niezależnie od stanu jego zdrowia i wieku. Należna jest także tym ludzkim istotom, które jeszcze żyją w łonach swych matek. Poczęte dzieci to odrębne ludzkie istoty, a nie organy ciała kobiety. Wprawdzie trwają dyskusje na temat tego, kiedy płód staje się człowiekiem, ale nie można rozstrzygnięcia w tej sprawie uzależniać od decyzji kobiety, ani od jakiejkolwiek opcji politycznej”.

Czy to znaczy, że należy w przypadku aborcji w pewien sposób przywołać zasadę prawną in dubio pro reo (w razie wątpliwości wydaje się wyrok na korzyść oskarżonego)? Jeśli nawet wielu ludzi ma wątpliwości, czy zarodek i płód to istota ludzka, prawo w swoich formułach nie może jednoznacznie tych wątpliwości rozstrzygać.

– Tak właśnie myślę ja i inni podpisani pod wspomnianym listem. Tę samą właściwie sugestię można wyprowadzić z encykliki „Evangelium vitae” św. Jana Pawła II. Papież napisał tam: „Nawet samo prawdopodobieństwo istnienia osoby ludzkiej wystarczyłoby dla usprawiedliwienia najbardziej kategorycznego zakazu wszelkich interwencji zmierzających do zabicia embrionu ludzkiego” („Evangelium vitae”, p. 60).

Nie przypadkiem jednak też we wspomnianym apelu zwykłych księży i sióstr znalazło się zdanie następujące: „Racją przemawiającą za prawną ochroną każdego człowieka jest jego przyrodzona godność, a nie doktryna katolicka, choć Kościół, odwołując się do chrześcijańskiego Objawienia, z całą mocą o tę ochronę się dopomina. Z tych też powodów także przyjętych w innych krajach rozwiązań prawnych w sprawie legalizacji aborcji – zresztą rozwiązań dość zróżnicowanych – nie możemy traktować jako argumentu decydującego w tej bolesnej sprawie”.

To prawda, ale prawo to system zamknięty. Skoro w różnych europejskich aktach prawnych, na co zwraca uwagę Magdalena Mierzewska, zarodek czy płód nie są definiowane jako istota lub osoba ludzka, trudno chyba, byśmy z braku takiego jednoznacznego określenia czynili argument na rzecz zakazu aborcji.

– Bez wątpienia Magdalena Mierzewska ma rację. Jak sama przyznaje, brała udział co najmniej w kilku sprawach, w których sądy zawsze stawiały dobrostan kobiet i ich prawo do prywatności ponad dobro dzieci, z którymi te kobiety były w ciąży.

Powtarzam jednak: w moim rozumieniu nie należy tych rozstrzygnięć, które zapadły w trudnych, indywidualnych sprawach, traktować jako punktu wyjścia do tworzenia przepisów stosowanych „hurtowo”. A tym bardziej jako argumentu przeciwko uznaniu dzieci poczętych za osoby ludzkie. Wiem, że dziś parlamenty większości krajów europejskich uznają aborcję w szeregu przypadków za legalną – ale kiedyś, nie tak dawno temu, za legalną jej nie uznawały. Zmiana postaw w społeczeństwie nie może być argumentem decydującym w odniesieniu do sprawy tak ważnej jak definicja człowieczeństwa poczętej istoty ludzkiej.

Nie przeczę, że czasem dochodzi do sytuacji bardzo trudnych, gdy zagrożone jest zdrowie bądź życie ciężarnej kobiety. Mamy wtedy do czynienia z dramatycznym konfliktem moralnym. Takiej szczególnej dramatyczności nie powinno się rozwiązywać wyłącznie na poziomie prawa ogólnego. Każdy tego typu przypadek powinien być rozeznawany indywidualnie. Ta wolność w rozeznawaniu jest czymś niezwykle istotnym. Dlatego nie zgadzam się z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, który nie bierze pod uwagę owej wolności rozeznawania i jest przez wiele osób (moim zdaniem słusznie) odbierany jako krzywdzące przymuszanie.

Taki stanowisko trudno byłoby jednak znaleźć w oficjalnych dokumentach Kościoła.

 – Wiem. Nie znajdziemy go ani we wspomnianej encyklice „Evangelium vitae”, ani w Katechizmie Kościoła Katolickiego. W tym ostatnim, w punkcie 2273, zapisano, co następuje: „Niezbywalne prawo do życia każdej niewinnej istoty ludzkiej stanowi element konstytutywny społeczeństwa cywilnego i jego prawodawstwa”. Jestem jednak przekonany, że ważną rolę w ustanawianiu płynących stąd konkluzji prawno-karnych, także w odniesieniu do Kościoła katolickiego, ma po prostu nasza wiedza, którą wciąż możemy i powinniśmy poszerzać. Kiedyś przecież samobójcy nie mogli mieć katolickiego pogrzebu i być grzebani z innymi chrześcijanami. W samobójstwie widziano grzech ciężki i nieodwracalny, bo samobójca nie miał już czasu na nawrócenie.

Dlaczego zatem nastawienie Kościoła w tej kwestii jest dziś już inne?

– Bo uprzytomniono sobie, że trudno z cała pewnością stwierdzić, iż osoby decydujące się na taki dramatyczny krok są w normalnym stanie świadomości. A przecież z grzechem mamy do czynienia wtedy, gdy jest popełniany w sposób świadomy i dobrowolny przeciwko prawu Bożemu. Jeśli świadomość jest naruszona w poważny sposób przez dramaty osobiste, psychikę, choroby (np. depresję) – a takie naruszenie świadomości z wielkim prawdopodobieństwem ma miejsce w odniesieniu do samobójców – to trudno uznać, że mamy do czynienia z grzechem, tym bardziej śmiertelnym.

Nie znaczy to, że nie zdarzają się samobójstwa popełniane świadomie i dobrowolnie. Jan Palach, Ryszard Siwiec czy Piotr Szczęsny, którzy dokonali aktu samospalenia w ramach publicznego protestu, zabili siebie świadomie. Czy dałoby się dla takich przypadków sformułować przekonujący przepis prawny bądź moralny (w ramach etyki naturalnej, czyli takiej, która nie podpiera się przesłanką, że tylko Bóg jako dawca życia ma prawo je odbierać)? Wątpię. Jeśli mam prawo do decydowania o moim życiu – o tym na przykład, czy będę żył w małżeństwie, czy jako ksiądz w celibacie, a także w wielu innych bardzo ważnych sprawach – dlaczego decyzja o zakończeniu mojego życia biologicznego nie ma również należeć do mnie? Nie jest to kwestia łatwa do rozstrzygnięcia w etyce naturalnej. Wiadomo, że życie biologiczne jest dobrem fundamentalnym w takim sensie, że jeśli ktoś chce w swym życiu cokolwiek jeszcze osiągnąć, musi żyć. Dlatego też prawa do życia – i tu znów dochodzimy do sprawy aborcji – nie można stawiać na równi z innymi prawami.

Znów powracamy zatem do sporu o status zarodka, płodu czy (to nie tylko zresztą termin używany przez katolików) nienarodzonego dziecka.

– W mojej jednak opinii zamiast zastanawiania się nad początkiem ludzkiego życia (wśród biologów i etyków toczy się na ten temat niełatwa dyskusja, bo po poczęciu pewne procesy biologiczne, jak wiemy, są odwracalne, co może znaczyć, że nie każde poczęcie prowadzi do zaistnienia ludzkiej osoby) bardziej chyba należy zastanawiać się nad miarą kolidujących ze sobą dóbr. Z jednej strony mamy poczętą ludzką istotę, a z drugiej – obecne i przyszłe jeszcze cierpienia matki tej istoty.

Jedno jest dla mnie pewne: kobiety można zachęcać do rodzenia nawet tej poczętej ludzkiej istoty, która jest obarczona poważną chorobą; nie można ich jednak do rodzenia zmuszać. A zachęcie, o której tu mówię, powinno towarzyszyć zapewnienie długoletniej, trwałej i skutecznej pomocy matkom takich chorych dzieci po tym, gdy już przyjdą one na świat. A tego w Polsce nie ma.

Nie może wystarczyć tylko suchy przepis prawny, ani złożenie odpowiedzialności za decyzję w sprawie trudnej ciąży wyłącznie na barki lekarzy

ks. Andrzej Szostek

Udostępnij cytat

Ciekawe, że Kościół w Polsce jest za zinstytucjonalizowaniem takiej pomocy. Charakterystyczne jednak, że nie bardzo chce brać udział w jej finansowaniu.

– Ano właśnie.

Zatem, niezależnie od okoliczności, powinna nastąpić rewizja tak mocno negatywnego stosunku do aborcji, jaki jest przedstawiony w Katechizmie Kościoła Katolickiego?

– Nie tylko w Katechizmie, ale także w Kodeksie Prawa Kanonicznego, którego kanon 1398 mówi: „Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa”. Sformułowania ogólne są oczywiście potrzebne w prawie kanonicznym czy świeckim, ale przecież nie przekładają się one w sposób prosty na wyroki w sądach. To na sędziach w dużych stopniu spoczywa zadanie rozeznawania.

Myślę, że w sprawie aborcji bardziej nawet na lekarzach niż na sędziach. Tymczasem oni nie czują się aż tak kompetentni w zagadnieniach prawnych czy etycznych. Często uważają, że oddawanie im decyzji w sprawie terminacji ciąży to dla nich rzecz trudna do uniesienia.

– I to jest zrozumiałe. Lekarze są przecież odpowiedzialni za diagnozę i leczenie. Nie muszą być ekspertami od tego, czy państwo zagwarantuje kobiecie przed, a przede wszystkim po urodzeniu chorego dziecka, odpowiednie wsparcie nie tylko materialne, ale i instytucjonalne czy psychologiczne.

Radą wobec kobiety przeżywającej trudną ciążę (głównie ciążę, w której stwierdzono chorobę dziecka) powinno służyć szersze gremium. Oprócz lekarza powinien znaleźć się w nim prawnik, psycholog czy specjalista od systemu opieki społecznej – być może także inne osoby. Ostatecznie trzeba pamiętać, że niekoniecznie jest to tylko kwestia uzgodnień między lekarzem a kobietą. Często zaangażowane są także inne osoby – bliscy, rodzina ciężarnej itd. W odniesieniu do kobiety w ciąży z chorym dzieckiem nie może wystarczyć tylko suchy przepis prawny, ani złożenie odpowiedzialności za decyzję w tej sprawie wyłącznie na barki lekarzy.

Dotyczy to też stanowiska Kościoła. Wierzący lekarze-katolicy wiedzą przecież, że za usunięcie czy pomoc w usunięciu ciąży (wszystko jedno, jaki jest powód aborcji) grozi im ekskomunika latae sententiae (tj. taka, która następuje automatycznie po popełnieniu czynu mocą samego prawa).

– Właśnie. Kościół w swoich rozstrzygnięciach względem ochrony życia odnosi się przede wszystkim do kary, a prawo karne ma gwarantować taką ochronę. To stanowczo zbyt jednostronne potraktowanie problemów związanych z ciążą. Trzeba w Kościele rozważyć, dokąd sięga, a dokąd sięgać nie może prawo karne. Dotyczy to nie tylko aborcji. Dlatego potrzebna jest klauzula sumienia (choć, przyznaję, bywa ona nadużywana). Jest istnienie to dowód na ograniczoność prawa.

W publicystyce pojawiają się teraz coraz częściej kategorie aborcji bezpośredniej i pośredniej. W przypadku tej ostatniej śmierć płodu czy nienarodzonego dziecka następowałaby w wyniku działań lekarzy, którzy próbują przede wszystkim leczyć matkę i zachować jej życie.

– W literaturze etycznej takie rozróżnienie, o ile wiem, nie funkcjonuje. Być może publicyści używają go per analogiam do różnicy pomiędzy eutanazją bezpośrednią i pośrednią. W tej ostatniej lekarz, próbując zastosować jakąś terapię (czego świadomość ma także pacjent), wie, że istnieje większe lub mniejsze prawdopodobieństwo, że taka terapia może doprowadzić do śmierci pacjenta. Zakładanym celem działania nie jest jednak śmierć, ale zdrowie.

Ta różnica między zabójstwem bezpośrednim a pośrednim została zresztą zapisana w Katechizmie Kościoła Katolickiego. W punkcie 2268 (to paragraf umieszczony tuż przed wykładnią katechizmową w sprawie aborcji) czytamy: „Piąte przykazanie zakazuje pod grzechem ciężkim zabójstwa bezpośredniego i zamierzonego. Zabójca i ci, którzy dobrowolnie współdziałają w zabójstwie, popełniają grzech, który woła o pomstę do nieba”. I dalej: „Dzieciobójstwo, bratobójstwo, zabójstwo rodziców i zabójstwo współmałżonka są szczególnie ciężkimi przestępstwami z powodu naruszenia więzi naturalnych. Względy eugeniczne lub higiena społeczna nie mogą usprawiedliwić żadnego zabójstwa, choćby było nakazane przez władze publiczne”.

Natomiast w punkcie 2269 czytamy: „Piąte przykazanie zakazuje także podejmowania jakichkolwiek działań z intencją spowodowania pośrednio śmierci osoby. Prawo moralne zakazuje narażania kogoś bez ważnego powodu na śmiertelne ryzyko oraz odmówienia pomocy osobie będącej w niebezpieczeństwie”. I dalej jednak, w tym samym punkcie: „Zabójstwo niezamierzone nie pociąga odpowiedzialności moralnej. Nie jest się jednak wolnym od poważnej winy, jeśli bez uzasadnionych powodów działało się w sposób, który spowodował śmierć, nawet bez intencji jej zadania”.

Tu mamy do czynienia z czymś, co w katolickiej teologii moralnej określa się mianem zasady podwójnego skutku.

– Owszem. Jeśli mowa o aborcji, taka sytuacja może zachodzić, gdy lekarz próbuje chronić zdrowie czy nawet życie matki, ale skutkiem tego jest przewidywana, ale niezamierzona śmierć płodu. Nie ma tu jednak intencji zabójstwa, w tym sensie nie ma więc złamania normy „nie zabijaj”. Dzieje się tak tylko pod warunkiem, gdy zagrożone jest właśnie zdrowie i życie matki. Jeśli chory i zagrożony jest tylko płód, to nie ma wystarczających przesłanek do aborcji. Dopiero wtedy, gdy rozwój płodu może np. spowodować u matki zakażenie ogólnoustrojowe, jest to przesłanka do terminacji ciąży. Ale trzeba w rozeznaniu zastosować zasadę proporcjonalności: w jakim stopniu tego typu niebezpieczeństwo w danym przypadku występuje.

Doktryna moralna wyrażona w zasadzie „podwójnego skutku” często jest zresztą krytykowana. Jej zwolennicy mówią, że, jeśli urodzenie chorego dziecka z dużym prawdopodobieństwem zaskutkuje u kobiety depresją albo inną chorobą psychiczną, jest to wystarczająca przesłana do przeprowadzenia aborcji.

– Moim zdaniem to zbyt pochopna, uproszczona interpretacja tej zasady. Są kobiety, które w takim przypadku mogą istotnie ciężko zachorować psychicznie. Są jednak też inne, dla których urodzenie dziecka może oznaczać poprawę stanu zdrowia psychicznego. Zdarzają się też osoby, dla których cała ta sytuacja okaże się bez większego znaczenia. Nie można z przesłanki o prawdopodobieństwie wystąpienia załamania psychicznego wyciągać zbyt daleko idących wniosków.

Więź, lato 2022

Ale dostrzegam tu jeszcze inne niebezpieczeństwo. Nachalne, a nie do końca uzasadnione nakłanianie do aborcji w sytuacji, gdy nienarodzone dziecko jest obciążone wadą genetyczną, może być próbą narzucania komuś własnej wizji „życia szczęśliwego”. Przez wiele lat angażowałem się w pomoc i opiekę nad dziećmi z zespołem Downa, nad – jak je nazywamy czasem w Polsce – „muminkami”. I muszę powiedzieć, że byłem i jestem niezwykle zbudowany tym, jak te dzieci bywają szczęśliwe i pogodne! Tymczasem wiele osób współczuje ciężarnym kobietom, u których dzieci stwierdzono chromosomalną wadę związaną z zespołem Downa, bo uważają, że takie dzieci nigdy nie będą mogły być szczęśliwe. Nie wolno przesadzać z tego typu argumentacją. Co nie znaczy, że jako społeczeństwo możemy się zwolnić od obowiązku stałego wspierania takich dzieci i ich rodzin. To zadanie zarówno państwa, jak i Kościoła.

Ks. Andrzej Szostek – ur. 1945. Etyk, filozof, członek Zgromadzenia Księży Marianów, święcenia kapłańskie przyjął w roku 1974. Od 1971 do 2021 r. pracownik Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, w latach 1998–2004 rektor tej uczelni. Autor m.in.: „Der Streit um den Menschen” (wraz z K. Wojtyłą, T. Styczniem), „Normy i wyjątki”, „Natura – rozum – wolność”, „Wokół godności, prawdy i miłości”, „Pogadanki z etyki”, „Śladami myśli świętego”, „Uczestniczyć w losie Drugiego” (wraz z Ignacym Dudkiewiczem) oraz ponad 200 artykułów. Główne kierunki jego zainteresowań to podstawy etyki normatywnej, personalizm etyczny, problematyka sumienia, etyka życia, miłości i zaangażowania społecznego, etyka w nauce oraz myśl antropologiczno-etyczna Karola Wojtyły/Jana Pawła II.

Przeczytaj też: Ks. Kaczkowski: Rozkminić Boga

Podziel się

3
Wiadomość

Komentarze (16)

Zatem nie powinno być czegoś takiego jak „prawo do aborcji” wpisane jako podstawowe prawa człowieka. Dokładnie o tym samym mówił jakiś czas temu Tomasz Snarski w wywiadzie udzielonym KAI (a opublikowanym także na Więzi), który argumentował wyraźnie, że rzekome „prawo do aborcji” byłoby zniweczeniem sensu praw człowieka w obecnym kształcie. Podobnie wg księdza profesora wprowadzenie takiej kategorii byłoby odwróceniem logiki praw człowieka. Dziwne zatem, że ksiądz profesor twierdzi, że Pani Mierzewska ma rację, czy ksiądz profesor zapoznał się z całym stanowiskiem mec. Mierzewskiej wyrażonym w Więzi i co o nim sądzi? Trudno nie zauważyć, że mec. Mierzewska uznaje takie prawo, chociaż nie chce tego wprost przyznać. Rozmowa ciekawa, ale budzi wątpliwości, czy ksiądz profesor zapoznał się z całym stanowiskiem, do którego się odnosi.

Wiele tu jest spraw:
1. „ Poczęte dzieci to odrębne ludzkie istoty, a nie organy ciała kobiety.” – to jest coś czego ludzie ciągle nie rozumieją. Płód/dziecko nienarodzone NIE JEST odrębną istotą i NIE JEST częścią matki. To wyjątkowa sytuacja i wszystkie takie porównania zawodzą, a służą fałszywym argumentacjom.
2. „ po poczęciu pewne procesy biologiczne, jak wiemy, są odwracalne, co może znaczyć, że nie każde poczęcie prowadzi do zaistnienia ludzkiej osoby” — bardzo osobliwe stwierdzenie, nie mam pojęcia co by miało znaczyć (zlanie się embrionów? Nie mamy na to wpływu)
3. „w punkcie 2273, zapisano, co następuje: „Niezbywalne prawo do życia każdej niewinnej istoty ludzkiej” – „niewinnej”, widzę tu furtkę dla akceptacji ks
4. „ Są jednak też inne, dla których urodzenie dziecka może oznaczać poprawę stanu zdrowia psychicznego.” – żadnej kobiecie urodzenie chorego dziecka nie poprawi stanu psychicznego. Niektórym sam fakt urodzenia i przeżycia śmierci dziecka pozwala przeżyć żałobę, to jest dla nich lepsze, ale poprawa stanu psychicznego brzmi tu fatalnie.
5. „te dzieci bywają szczęśliwe i pogodne” – jest to prawda, dzieci niepełnosprawne bywają radosne, ich życie nie zawsze jest cierpieniem, ale niestety w życiu rodziców jest ogromnym ciężarem. Przede wszystkim boją się co z dzieckiem po ich śmierci.
I jeszcze uwagi ogólne: -bardziej niż początek życia ważną kwestią jest jego koniec w ciąży. Obecnie jako wyznacznik śmierci płodu uznaje się wynik KTG czyli bicie serca. Tymczasem wyznacznik śmierci człowieka urodzonego to wskazania pracy mózgu. Jest to istotna różnica i o tyle co można motywować, że mózg płodu dopiero się rozwinie, to tam gdzie już się rozwinął, a obumiera uzależnienie śmierci płodu od bicia serca powoduje opóźnienie koniecznej aborcji, co np. przyczyniło się do śmierci Ani. Problem w tym, że nie da się zbadać dobrze mózgu płodu, więc lekarze chcieliby w takich przypadkach mieć możliwość zdecydowania na podstawie różnych objawów obumierania płodu, a nie KTG. –
Cały tekst, także tam gdzie mowa o opiece pomija ojców.

Trochę za późno na te dyskusje, nie sądzicie? Mleko się rozlało, kodeks karny działa, Kościół triumfuje, podziemie rośnie. Konserwatywny, chrześcijański ideał wymuszonego poświęcenia realizuje się.

I jak już napisałam gdzie indziej. Dziękuję. Dwie linijki i w punkt.
Muszą napisać tyle słów. A dokładnie jest tak jest jak piszesz. Podziemie. Stąd rejestr ciąż.

Mleko się wylało ale to skrajna prawica się na nim poślizgnie. Przy najbliższej zmianie władzy przejdzie liberalne prawo do aborcji. Ludzie temu przyklasną, bo będą chcieli odzyskać to co było nawet z naddatkiem. Zachowanie kompromisu trzymaliby poprzednie prawo. Pytanie jak daleko to pójdzie. No i obecnych przerażonych matek szkoda.

@Basia
Mam dokładnie to samo zdanie.

„Przy najbliższej zmianie władzy przejdzie liberalne prawo do aborcji. Ludzie temu przyklasną, bo będą chcieli odzyskać to co było nawet z naddatkiem.”

Także uważam, że paradoksalnie ci, którzy domagali się „siłowej” zmiany interpretacji prawa sami przyczynią się właśnie do tego, że to prawo, po dojściu do władzy innej opcji, już nigdy nie wróci na takie samo jak było ale zostanie znacznie bardziej zliberalizowane jak np. w Irlandii.

Jest to tzw. Pyrrusowe zwycięstwo. Cieszą się a za kilka lat będą płakać co narobili.

Z tym prawem nie należało robić zupełnie nic.

Czytając ks. Szostka + komentarze przecieram oczy ze zdumienia. Powoli wszystko układa się całość. Nawet mi się nie śniło, że któregoś dnia obudzę się w państwie kato-policyjnym i że pojawią się ludzie, którym będzie zależało by wskrzesić inkwizycję.

Popieram karola – konserwatywny ideał jest narzucony kobietom przez, jakże patriarchalny, Sejm, przy poparciu KK. Wszystko w imię miłości bliźniego, tylko nie kobiet.
U nas wszystko stoi na głowie: Parlamentarny Zespół ds. Opieki Okołoporodowej ma obecnie 6 członków: Kulesza Jakub /Konfederacja/ – przewodniczący; Winnicki Robert /Konfederacja/ – współprzewodniczący; Dziambor Artur /Konfederacja/ – wiceprzewodniczący; Braun Grzegorz /Konfederacja/, Kamiński Krystian /Konfederacja/ i Szramka Paweł /PS/.
Jak, będąc kobietą, żyć godnie w takim kraju?

Jednak lepiej by było gdyby panowie się na ten temat nie wypowiadali. No bo co Wy o tym wiecie?
Tyle w temacie.

Moim zdaniem lepiej jak się wypowiadają. A wiedzą dużo, mężczyźni kobiet w zagrożonych ciążach, ojcowie niepełnosprawnych dzieci, lekarze położnicy. Tylko zamiast nich daje się głos politycznym ideologom i oderwanym od realności filozofom.

Pani Joanno: Dokładnie! A najwięcej mają do powiedzenia… Ba, jeszcze oskarżają kobiety, uważające jak my, o dyskryminację.

Oferta Kościoła w Polsce: „zakazać rozwodów, związków cywilnych, antykoncepcji, aborcji (z tym sobie jakoś poradziliśmy) i deprawacji dzieci i młodzieży ” (https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-ks-prof-k-bielawny-o-koniecznosci-odpowiedzi-na-kryzys-rodziny-nalezy-zakazac-rozwodow-zwiazkow-cywilnych-antykoncepcji-aborcji-i-deprawacji-dzieci-i-mlodziezy/). Proponuje „ojciec duchowny kapłanów archidiecezji warmińskiej, ekspert w dziedzinie demografii” 🙂

Patrząc na argumenty „drugiej strony” prawo do aborcji, jako prawo podstawowe ma wymiar pozytywny. Katolicka myśl popełnia tu zasadniczy błąd poprzez nadanie embrionowi z miejsca praw człowieka, gdy wcale nie jest to rzecz oczywista, także w refleksji katolickiej. Zwolennicy postulatu wychodzą natomiast z pozytywnego prawa kobiety do wolności i decydowania o samej sobie. Wymuszone rodzicielstwo jest formą niewolnictwa. Wolność od niewoli jest prawem człowieka. Uznanie embrionu jako pełnoprawnego człowieka, na rzecz którego kobieta ma oddać własne ciało jest poglądem filozoficzno religijnym. Brak prawa do aborcji w tym kontekście jest formą przemocy ideologicznej i siłowego narzucenia własnej racji. A prawa podstawowe przed takim narzucaniem muszą chronić.

„Bo uprzytomniono sobie, że trudno z cała pewnością stwierdzić, iż osoby decydujące się na taki dramatyczny krok są w normalnym stanie świadomości.”

W ten sposób można bronić dowolnego złego czynu. Żaden mordująca nie zabija w „normalnym stanie świadomości”. Socjopatia, psychopatia to są normalne stany świadomości? To zaburzenie. Morderstwo w afekcie? Jest „w afekcie”, a więc nie w normalnym stanie świadomości.

Samobójstwo nie jest „złym czynem” tylko dramatem. Bóg będzie osądzał, a kościół może zezwolić na pochówek na cmentarzu i na pogrzeb. Bardzo słusznie robi.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.