Zima 2021, nr 4

Zamów

Meduza przy polsko-białoruskiej granicy

Fot. Christian Spies / Unsplash

Czy będę mógł dziś spokojnie pójść do kościoła i pomodlić się za biednych, opuszczonych i głodujących, zapomniawszy o kobiecie, która patrzy przez kolczaste zasieki?

Stało się. Przy wschodniej granicy pojawili się imigranci i pukają do naszych drzwi. Jeszcze kilka miesięcy temu nawet nie przyszłoby nam do głowy, że to może się wydarzyć. Owszem, w Grecji, w Hiszpanii, Francji, Anglii, we Włoszech. Ale w Polsce?

Skąd ta pewność, że ta kobieta, która stoi i patrzy przez kolczaste zasieki, nie jest jedną z tysięcy przepędzonych, bitych, gwałconych, zadręczonych ofiar, które ostatkiem sił uciekły ze spalonych domów, zostawiając za sobą groby najbliższych? Może to Miriam XXI wieku

ks. Andrzej Muszala

Udostępnij cytat

Otwarła się nowa droga dla przepędzonych ze swojej ojczyzny, zmuszonych do ucieczki przed afgańskimi talibami. Prowadzi przez Rosję, Białoruś i kończy się na Usnarzu Górnym. Kończy? To zależy od nas.

Powie ktoś: „To sprawa polityczna, kolejna rozgrywka Putina i Łukaszenki. Prowokacja i podrzucanie nam trojańskiego konia”. Może w jakimś stopniu tak. Ale człowiek jest człowiekiem – ma oczy, żołądek i serce. I czeka. Zrobił wszystko, by wydostać się z kotła, a teraz marznie z zimna, przemoknięty i głodny. I patrzy w kierunku polskich domów. Czy ktoś otworzy mu drzwi? Na pierwszym planie widzi zasieki z drutu kolczastego oraz kordon żołnierzy. Tej bariery nie może już sforsować. I co my zrobimy z tym faktem? A raczej z człowiekiem, Łazarzem, który siedzi pod naszym stołem? Co my, syci chrześcijanie, zrobimy?

Nie jestem znawcą problemu imigrantów. Nie znam się na wielkiej polityce. Ale widok tych osób nie pozwala mi spać. Dziś jest ich kilkudziesięciu, za miesiąc mogą być setki, tysiące. A może są wśród nich terroryści, którzy szukają możliwości kolejnych ataków na niewiernych? Może szpiedzy wyszkoleni w specnazie z dokładnym planem rozmontowania naszego państwa?

„Nie, nie dopuścimy do tego! Musimy chronić nasze społeczeństwo, tożsamość, polskość, wiarę, Kościół!” – ktoś pomyśli. A może otoczyć całą Europę drutem kolczastym, wzmocnić zasieki i nadal próbować żyć, jakby nic się nie stało? Wydzielmy ten niewielki skrawek świata, podnosząc sukcesywnie graniczne wały, by nikt z zewnątrz nie zburzył nam stabilnego status quo

Tak, jednak powstaje pytanie: czy takie zachowanie byłoby kompatybilne z Ewangelią? Ze słowami zapisanymi przez św. Mateusza: „Byłem głodny, a daliście Mi jeść. Byłem spragniony, a daliście Mi pić. Byłem nagi, a przyodzialiście Mnie”? (Mt 25,35-36). Co zrobimy z Chrystusem, który czeka? Kiedyś uciekał do obcego kraju i nikt nie sprawdzał, czy jego przybrany ojciec jest terrorystą. Na Jego drodze nie było płotów. Znalazł dach nad głową w Egipcie – kraju, który przez Izraelitów był kojarzony z niewolą, uciskiem, niewolniczą pracą i bałwochwalstwem. 

No tak, to była Święta Rodzina, tymczasem ci pod Usnarzem, to potencjalni zamachowcy, muzułmanie, puczyści, dywersanci. Nie wiadomo, co knują…

Czy nie są ludźmi? Skąd ta pewność, że ta kobieta, która stoi i patrzy przez kolczaste zasieki, nie jest jedną z tysięcy przepędzonych, bitych, gwałconych, zadręczonych ofiar, które ostatkiem sił uciekły ze spalonych domów, zostawiając za sobą groby najbliższych? Może to Miriam XXI wieku, która ze swoim synem i mężem szuka schronienia w nowym Egipcie? A może przybyła tu sama? Czy będę mógł dziś spokojnie pójść do kościoła i pomodlić się za biednych, opuszczonych i głodujących, zapomniawszy o niej? Możesz, Czytelniku? Bo ja nie. 

Niedawno przeczytałem niewielką książkę Martina Steffensa, filozofa młodego pokolenia, zatytułowaną „Rien que l’amour. Repères pour le martyre qui vient”. Już sam tytuł jest wymowny: „Tylko miłość. Wskazówki na męczeństwo, które nadchodzi”. Autor zastanawia się, jaka powinna być postawa nas, chrześcijan, wobec zamachów, dżihadu, ataków, gwałtów, zabijania niewinnych ludzi, porywania, palenia itd. I daje zdumiewającą odpowiedź: MIŁOŚĆ. Tylko miłość jest potężniejsza niż zło. Tylko miłość ma więcej mocy niż bomby ukryte pod ubraniem. Tylko miłość jest bardziej pomysłowa niż najlepiej zaplanowane ataki terrorystyczne. Tylko miłość jest lekarstwem na nienawiść. Nic innego. Nie dodatkowe kontyngenty wojska. Nie stan wyjątkowy. Jesteśmy zdziwieni? Wszak to czysta Ewangelia. Ewangelia na dzisiejsze czasy w Twoim i moim kraju. W Europie o chrześcijańskich korzeniach.

A oto teza jeszcze bardziej szokująca: być może zginę, napadnięty przez uchodźcę, który obrabuje mój dom. Nie zdarza się to często, ale nie mogę odrzucić takiej alternatywy. I wiem, że niektórzy moi bracia już tego doświadczyli. Ks. Jacques’owi Hamelowi, zaangażowanemu w dialog międzyreligijny, poderżnięto gardło podczas sprawowania Eucharystii w kościele w Saint-Étienne-du-Rouvray (działo się to w czasie, gdy w Krakowie trwały Światowe Dni Młodzieży z papieżem Franciszkiem). Kilka tygodni temu ks. Olivier Maire został zamordowany przez afrykańskiego uchodźcę, któremu ofiarował schronienie i wyżywienie (zabójca okazał się być wcześniejszym podpalaczem katedry w Nantes, osobą psychicznie niezrównoważoną). 

A może nadszedł czas na mnie?… 

Na Ciebie? 

Czy jednak ma to nas powstrzymać od otwarcia domu? Otwarcia serca? Czy Jezus nie przepowiedział nam tego na dzień przed swoją śmiercią: „Owszem, nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu” (J 16,2)? Kiedy i gdzie zapewnił, że będzie nas ochraniał? Czy założył firmę ubezpieczeniową, która ma nam zapewnić spokojny byt? Czegoś takiego nie znajdziemy w Ewangelii. Wręcz przeciwnie: „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9, 23). Oraz: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą” (Łk 12,4). 

Zrozumieli to pierwsi chrześcijanie, bezbronni wobec tortur i prześladowań ze strony świata, w jakim żyli, wydawani sądom, skazywani na śmierć. Nie jeden czy dwóch, lecz setki, tysiące. Bynajmniej nie przeklinali swoich oprawców, nie domagali się zmiany prawa, nie tworzyli własnego wojska do obrony kościołów (których przez trzy wieki w ogóle nie mieli). Jednak swoją miłością zwyciężyli świat, stosy, dzikie zwierzęta i rzucane w nich kamienie. „Zobaczcie, jak oni się miłują” – mówili o nich. Nie cenili sobie życia na tej ziemi, bo wiedzieli, że są obywatelami prawdziwego Królestwa. Poszli za Barankiem złożonym w ofierze, jak owca niema wobec strzygących ją. Nawet nie otworzyli ust swoich (por. Iz 53,7). 

Dziś modlimy się do nich. Grób ks. Hamela stał się miejscem pielgrzymek francuskich księży i kleryków, którzy widzą w proboszczu spod Rouen „starszego brata” i wzór do naśladowania. Proszą go „o wstawiennictwo, o łaskę wierności, łaskę kochania mimo wszystko, w każdej chwili. Bo taki był ks. Jacques” – mówi w wywiadzie ks. Roch Valentin, rektor Międzynarodowego Seminarium Duchownego w Ars.

Czy ten uchodźca na granicy nie stawia mi pytanie o jakość mojej wiary? Wiary, która jest oddaniem tego, co najcenniejsze. „Chrześcijanin wie, że nie może mu się przytrafić nic innego niż miłość. Wie, że poprzez Krzyż Chrystusa definitywnie wkroczył w czasy ostateczne: «Wykonało się». Ta ręka człowieka, który go rani, to doświadczenie, które go miażdży, podobne jest do uścisku przyjaciela, którego od dawna nie widział, i który go ściska trochę za mocno” – pisze Steffens. 

Lecz może nie trzeba rozpościerać aż tak czarnej wizji. Czy nie obrażam moich braci uchodźców, podejrzewając ich z góry o niecne zamiary? Owszem, może jest wśród nich jakiś potencjalny zamachowiec. Lecz czyż owe 99,9 proc. nie są po prostu ludźmi przepędzonymi z własnych domów, którzy z ostatnią reklamówką w ręku, przebyli tysiące kilometrów w poszukiwaniu betlejemskiej gospody? I mają nadzieję znaleźć ją na polskiej ziemi? Czy pójdę dziś spokojnie do łóżka, wiedząc, że oni trzęsą się z zimna tam, w tym lesie? Że nie mają leków, ani jedzenia, ani namiotu, ani nadziei? 

Gdy kreślę te słowa, słyszymy w liturgii słowa z Listu św. Jakuba Apostoła (zginął ukamienowany w 62 r.): „Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach” (Jk 1,27). Tak – oto prawdziwa religijność. Nie sprowadza się do kultu, pobożności czy zachowywaniu tradycji. Jest czynem wobec ludzi, którzy stracili najbliższych i nie mają za co żyć. Oby nie zdarzyło się, że kiedyś to mi zostaną zamknięte drzwi! „Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: «Panie, otwórz nam!»; lecz On wam odpowie: «Nie wiem, skąd jesteście». Wtedy zaczniecie mówić: «Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś». Lecz On rzecze: «Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości!»” (Łk 13,25-27). 

Dzisiaj Jezus stoi u drzwi i kołacze. 

Czy otworzę Mu?

Nie piszę tego tekstu jako kolejnego „głosu” w debacie o imigrantach. Już dość słów – trzeba czynów. Dokonałem małego obliczenia: w Polsce jest około dziesięć tysięcy parafii. Jeśli każda z nich przyjmie jedną rodzinę, wówczas 50-70 tysięcy uchodźców znajdzie swój drugi dom i ojczyznę. W zamian otrzyma niezwykły dar: Chrystusa w postaci przybysza z dalekiego kraju. „Byłem przybyszem nie przyjęliście Mnie” (Mt 25,35) – usłyszy. Te kilka osób scali wspólnotę, zmobilizuje ludzi do pomocy, współpracy i solidarności. Otworzy serca na inny świat – nie tylko ten na Bliskim Wschodzie, lecz Boski, Niebieski. Dom Ojca. Czyż może być większe błogosławieństwo dla parafii? 

A klasztory? A zakony? Wyobraźcie sobie: sto tysięcy uratowanych braci i sióstr! Inna jakość naszego życia! Inna jakość Polski! Inna jakość naszego chrześcijaństwa!

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Kiedyś słyszałem pewną opowieść. Podczas sztormu morze wyrzuciło na piasek wielką ilość meduz. Pewien chłopiec szedł brzegiem i wrzucał je z powrotem do wody. „Co ty robisz? – zapytał go napotkany człowiek. – Tych meduz jest tak dużo, że nie jesteś w stanie ich wszystkich uratować!”. „Wiem – odpowiedział. – Ale dla tej jednej i dla tamtej to jest kwestia życia lub śmierci”. 

Może uratujemy wspólnie choćby jedną meduzę?

Przeczytaj także: Afganistański cmentarz wielkich mocarstw

Podziel się

21
1
Wiadomość

Komentarze (40)

Oto Miriam: uchodźczyni wojenna, prześladowana w swoim kraju, która straciła dom/pracę/bliskich/cały dobytek. Człowiek. Nie na obrazie. Nie posąg. Żywy człowiek. Stoi głodna, przemoknięta i zmarznięta u progu Twoich drzwi, Katoliku. Nie ma nic. Czeka. Długo. Parę tygodni. Czy Ty, Katoliku, też uważasz, że: „Problem z Miriam” rozwiążą zasieki z drutu kolczastego, żołnierze z karabinami wymierzonymi w Miriam, i zakaz pomocy humanitarnej ?! Jeśli tak myślisz, to nie jesteś katolikiem ani chrześcijaninem, jesteś …potworem (?!). Łk. 6,20-36, Mt. 6,19-34. Itd.

Czytam ten tekst ze ściśniętym gardłem i poczuciem bezsilności. Wiem mogę oczywiście wrzucać do morza te „meduzy” czyli czynić to co mogę w swoim stanie, wieku, możliwościach, ale ci którzy mogą nieporównanie więcej albo milczą albo nieśmiało popiskują cienkim głosem, a wydaje się im, że grzmią. To jest właśnie nasz Kościół w Polsce. To prawda, że nie cały, wciąż słychać tych, których głos jest zwyczajnie i po prostu głosem Ewangelii. Hierarchowie czyli tzw. pasterze potrafią walczyć niczym stado wygłodniałych lwów, gdy pojawi się taki czy inny smakowity kąsek, walczą, a jakże z potworem gender , z zarazą tęczową i masturbacją przedszkolaków ( pełny katalog wrogów ludzkości i Kościoła – patrz biskup Jędraszewski). W tych warunkach trudno wymagać, aby zajęli się wypełnianiem zaleceń ewangelicznych, trudno wymagać by powiedzieli rządzącym, że ich deklarowana wiara jest zwyczajnym bałwochwalstwem. Dożyłem gorzkich czasów, a przede wszystkim poczucia, że zostałem zdradzony przez tytułowy „Kler”. Pozostaję w tym Kościele, bo choć jest on w znaczącej części niewierzący to ma… uprawnienia do udzielania Sakramentów Świętych. To jest nawiązanie do wypowiedzi śp. Ks. Kaczkowskiego, który stwierdził, że chciałby aby ostatniego Sakramentu udzielił mu wierzący ksiądz, ale ostatecznie może być i niewierzący byle z uprawnieniami.

Taki apel można kierować raczej tylko do siebie lub osób, dla których jest się autorytetem osobistym. Inaczej wpisuje się w niedobre standardy wojny plemion – jedni pokazują w swoich mediach zdjęcie z wyrzuconym na brzeg martwym dzieckiem, drudzy z dzieckiem rozszarpanym przez bombę na koncercie w Paryżu. Ani u jednych, ani u drugich nie znajdziesz obu zdjęć obok siebie. I tyle w temacie przywiązania do prawdy obu obozów. Tymczasem trzeba mieć na uwadze i to, i to. Chrześcijaństwo/Ewangelia nie zakazuje posługiwania się także rozumem. Więcej, nawet nakazuje (Łk 14, 28-32). Powyższy artykuł manipuluje miłością by uzasadnić wyłączenie rozumu. W mojej ocenie podpowiada on, że w sytuacji Polski należy przyjmować tylko tych, których życie jest zagrożone przez innych ludzi, a nie własny brak roztropności. Do takiej skali pomocy może udałoby się przekonać większość współobywateli. Takie apele jak powyższy prowokują sprzeciw większości, a w konsekwencji zmniejszają szanse przyjęcia nawet tych zagrożonych.

Ma pan rację, lepiej zamykać niż ryzykować. Na przykład w latach 2012-2015 brytyjskie sądy skazały na karę pozbawienia wolności 146 100 osób, najwięcej czynów karalnych dopuścili się w ubiegłym roku imigranci – Polacy (10 300 uznanych za winnych).

No to mamy pozwalać na łamanie prawa! Niezle… popatrzcie na Szwecję, Francję, Grecję, Włochy, czy w tych krajach migranci tak zwani zarobkowi… szanują prawo tamtych krajów? Nie! Są ataki na kobiety! Kradzieze! Zabójstwa! I policja tamtejsza udaje ze nic się nie dzieje! Wszystko jest tuszowane! Sztokholm, enklawy szariatu. Na granicy nie ma afganczyków, są irakijczycy, ktorzy legalnie zostali sciagnieci na granicę, mają paszporty wiec moga w polskich konsulatach na Białorusi legalnie starać się o polską wizę, czemu tak nie robią? Bo to celowe działanie Łukaszenki! Łukaszenka na kazdym migrancie sciagnietym na Białoruś zarabia od 5 do 20tys dolarów!

Dobry żart z tymi 10tys parafii, proszę powiedziec proboszczom ze mająpod swój dach przyjać rodzinę z Iraku… zobaczy ksiądz jaki podniesie się krzyk! Ze parafia, plebania to nie hotel! Tego jestem pewien!

Ks Muszala zachęca mieszkańców Polski aby w imię Ewangelii pozwolili się nawet zabić tym którzy będą napływać jako emigranci do Polski. KS .Muszala zapewne uwaza iż naszym chrześcijańskim obowiązkiem jest wziąć bezterminowo na swoje polskie utrzymanie emigrantów którzy tu do Polski dotrą z pomocą Białorusi lub Rosji. Konsekwentnie zatem należałoby rozwiązać Wojsko,policje lub Straż Graniczna bo przecież te służby nie praktykują. milości bliźniego wobec morderców ,złodzieji lub nielegalnie przekraczających granice uniemożliwiając im praktykowanie ich sposobu życia ,a nawet prześladują ich umieszczając w więzieniu albo deportujac z Polski Ciekawa koncepcja ale jakoś mnie nie porywa.

Czytam komentarze od P. Ciompy do do P. Jacka i dochodzę do wniosku, że jestem poganinem. Kiedyś był taki dowcip jeszcze za czasów ZSRR: co robić gdy wieje wiatr ze wschodu, odpowiedź – wiać razem z nim. Wasze sumienie – wasza sprawa. Ja od takiego chrześcijaństwa wieję, a jeszcze jest takie powiedzenie:” Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. O kim to ja mówię?

” (…) sam dziegieć bardzo cenioną i szeroko stosowaną substancją. Był jednym z ważnych produktów handlowych eksportowanych z Polski w beczkach od XV do XIX wieku.(…). Zastosowanie:Dziegieć ma właściwości antyseptyczne i bakteriobójcze. Niegdyś, mimo trudnych do usunięcia zabrudzeń i dość silnej woni, był stosowany w chorobach skóry, np. w leczeniu łuszczycy. Był też używany w weterynarii przy wykonywaniu opatrunków oraz w pielęgnacji racic lub kopyt.Wykorzystywano go również do impregnacji płótna i skóry, smarowania osi, uszczelniania łodzi i beczek, przyklejania grotów do strzał i w wielu innych celach. ” źródło: Wikipedia. Obecnie ceniony składnik zdrowych i ekologicznych kosmetyków produkowanych w Polsce.” A Wyszyński był antysemitą, jak większość ówczesnych hierarchów, i nie potępił powojennego polskiego ntysemityzmu oraz pogromów na Żydach powracających do swoich domów z obozów koncentracyjnych i tułaczki.Jak prawie cały ówczesny polska KEP KRK(bez jednego sprawiedliwego -pamiętnego biskupa częstochowskiego, Teodora Kubiny).

„Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Moglibyście iść precz ode Mnie,, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom, bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie, ale rozumiem sytuację międzynarodową oraz to, że istnieje coś takiego jak ordo caritas i Afganistan nie sąsiaduje z Polską, poza tym też jestem zdania, że najlepiej pomagać na miejscu, więc w sumie to OK, zapraszam na prawo.”

@karol – celnie i szkoda, że taki to gorzki komentarz – ja się zastanawiam jaką traumę będą może mieć pogranicznicy, bo każe im się patrzeć na tę całą sytuację i zabrania pomagać, podać wodę, czy udzielić pomocy medycznej – jak można powiedzieć komuś, kto widzi krzywdę i wydać rozkaz w zasadzie, że temu to nie pomagamy bo … jest mi wstyd, bo ta cała Ewangelia to widać dla niektórych tylko fajna bajeczka i tak jak Rafał Krysztofczyk czuję się zdradzona przez kler, ale nie tylko przez wspólnotę również – komentarze wielu osób wierzących mocno dają do myślenia i oburzają mnie – ciekawe ilu takich nas jest ? Oburzonych cynicznym wybieraniem fragmentów Ewangelii, bo ona jest radykalna i działa tylko w całości 😉

Ewangelia nie ma znaczenia, każdy może sobie wybrać dowolną interpretację. Może w tych postawach prawdziwych wierzących katolików jest jednak prawda, droga do pewnej prawdy: świat jest zły i pełen przemocy, dobro podlega racjonalnemu limitowaniu, Bóg nie istnieje albo jest za słaby, żeby wygrać z lękami swoich stworzeń, chrześcijaństwo to tylko polityczna estetyka. Ja bym nawet za tym wszystkim się opowiedział, ale to trudne – przyznać się przed sobą, że jesteśmy źli, że nie potrafimy czynić żadnego prawdziwego dobra, że nie można wyjść poza własny interes. Oni są pod tym względem nie do zastąpienia, uczą tego w bardzo efektowny sposób, są w pewnym sensie bardziej prawdziwi. Kiedy myślę o tym, że chrześcijaństwo nie ma już dziś znaczenia, myślę właśnie o takiej postawie. Jak powiedział prymas Wyszyński „Tylko prawda nas wyzwoli” xd.

@karol – znam to myślenie, że Bóg albo nie istnieje, albo jest zły, albo słaby … i Harari i inni, a jednak dalej zadaję sobie pytanie po co nam w takim razie pojawiło się również myślenie w tym naszym gatunku w stylu kompletnie nie ewolucyjnym, bo słabym – o jakimś pomaganiu innym spoza plemienia, o współpracy, o wyrzeczeniu się czegoś, o traceniu życia w imię tylko jakiejś abstrakcji … błąd w Matriksie 🙂 ? wierzę, że ludzie w głębi serca są dobrzy – Anna Frank. Za chwilę umrze w KL Auschwitz. Po co nam to przekonanie? I pal sześć czy ktoś rodzinę Anny ktoś wydał, czy tylko Niemcy zrobili nalot na fałszerzy kartek żywnościowych, z których korzystała rodzina Anny Frank. To jest moje pytanie, po co ?

Charakterystyczne, że w niezliczonych teraz dyskusjach pomijany jest wątek naszej obecności w krajach, z których dziś te rzesze ludzi przybywają. Choć to przecież wiedza powszechna i świeża, nie żadne dawne dzieje, kwitowane podręcznikowym „za wolność waszą i naszą”.
Irak, Afganistan – wszystko zdarzyło się w XXI wieku. Śledziliśmy na bieżąco informacje w prasie, telewizji, internecie. Sporo z nas ma krewnych czy znajomych, którzy tam – w różnym charakterze – działali. Nie wszyscy z nich, niestety, wrócili.
Nie analizuję tu decyzji politycznych sprzed lat. Tym bardziej nie oceniam obecności na Bliskim Wschodzie (i w okolicach) ludzi, których tam skierował rozkaz. Przywołuję fakty. Tak po prostu się stało i dzieje nadal w różnych miejscach globu. Ktoś uznaje, że jego ważny interes/bezpieczeństwo lub więź sojusznicza wymaga interwencji zbrojnej w państwie odległym o tysiące kilometrów. I jej dokonuje.
Nikt nie zaprzeczy, że tam polecieliśmy i byliśmy przez lata. W kraju – z bezpiecznego dystansu – obserwowano przebieg wydarzeń, szukano informacji o sukcesach czy tragediach. Oglądano też optymistyczne obrazy: tak zapewnia się spokój, a tak – pomoc humanitarną miejscowej ludności.
Ta ludność miejscowa i jej egzystencja nawet jakoś tam nas obchodziły, póki byli na ich ziemi Polacy. Teraz już przestały obchodzić. Co najmniej.
Tu w komentarzach szukamy właściwej reakcji na ogrom nieszczęścia, odwołując się głównie do naszej wiary i płynących z niej wskazań. Nawet w tym wymiarze ostro się nieraz spieramy. „Nakarm, przyjmij głodnych i zagrożonych, choć w tych tłumach mogą być i potencjalni przestępcy” kontra „Biblia oczywiście, ale… Łukaszenka”. Oczywiście upraszczam to i przejaskrawiam.
Cóż, każdy musi rozstrzygać we własnym sumieniu.
Mnie nie daje spokoju inny aspekt sprawy. Państwa Zachodu przyjmą – nielicznych – współpracowników swoich kontyngentów czy różnych instytucji kiedyś tam działających. Ale przez dziesięciolecia obecności na tamtych obszarach wywołały przecież „ruchy tektoniczne” w ekonomii, polityce, kulturze, obyczajach, w postrzeganiu świata. Teraz się ewakuują (według umowy z – mówmy wprost – „wrogiem”), przygarniając garstkę, podczas gdy setkom, setkom tysięcy grunt już się usuwa spod nóg. Co dla tych porzuconych, będących po presją zbrojnych oddziałów, które „przywracają odwieczny porządek”? Wegetacja kolejnych pokoleń w obozach (jak najdalej od nas), mury, drut kolczasty, pogarda, celowo wzbudzana nienawiść. A dla spokoju naszych sumień – jakieś transporty mleka w proszku, szczepionek, namiotów czy konserw. Problem rozwiązany?

To gorsze niż nic nie robienie – najpierw pokazanie innego rodzaju świata w pewnym sensie, opartego na tych naszych powtarzanych do bólu wartościach m.in. chrześcijańskich – tego braterstwa, wolności i równości – ale jak tylko nam się nie uda to zwiewamy. Danie namiastki i ucieczka, bo nie wyszło … dramat – dziękuję za ten komentarz

Miłość to nie haj. A pereł nie rzuca się przed wieprze. Ten artykuł to przykład katolicyzmu romantycznego, godnego ojcowskiego politowania.

Zapewne. To właśnie nurt kompletnie nieromantyczny, choć konstruujący abstrakcyjne ideologie, żeby wyznawcy mieli się czym zająć (zwalczać je, a nie wściubiać nosy w „nasze” sprawy). A i troszczący się, choć wybiórczo, o doczesność. Parafrazując klasyka: katolicyzm na miarę naszych możliwości, którym otwieramy oczy niedowiarkom – i to nie jest nasze ostatnie słowo.

Trzeba iść z duchem czasu w Kościele i odrzucić romantyzm. Parafrazując innego klasyka: „Z tych naszych rozmów wyłania się idea występów i… jakich jeszcze nie było. Stworzenia czegoś zupełnie nowego. Nowa wartość może powstać jako synteza różnorodnych sprzecznych ze sobą wartości. I to jest właśnie nowa koncepcja Kościoła.

Koncepcja już realizowana poprzez syntezę pląsu (u klasyka: gimnastyki) z nuceniem (u klasyka: śpiewem). Konflikt, oczywiście, występuje: fałszowanie kontra deptanie po palcach korowodowych sąsiadów.
Z romantyzmu ku (para)dialektyce?
Tak czy inaczej, klasycy wymiatają. Realizatorzy koncepcji – nie bardzo, a do tego złowieszcze: to nie jest nasze ostatnie słowo…

A ja słyszałem, że KK w Polsce ma problem, bo dziarscy chłopcy z ONR nie bardzo lubią pobożność maryjną, zachowywanie czystości przedślubnej i kult papieża, wolą naród i siłownię, a może nawet jakieś Swarogi i Trygławy. I gdzież ta nadzieja na brunatną wiosnę Kościoła? 🙁

No ta. Mistrzem paradialektyki był pewien znany ksiądz profesor Akademii Teologicznej. Bez konieczności pląsowania.

Nie wiem już, czy się śmiać, czy płakać. To wszystko co się dzieje jest jakimś koszmarem. To co na granicy i to co jest robione i nie jest robione. Każdy ma jakieś racje i swoją logikę. To wielka próba dla nas. Próba wiary i serca. Czy to co „ziemskie” zwycięży, czy to co „Boskie”. Skoro wierzymy, że Bóg jest Miłością i tylko ona ma sens i ona się ostoi i z niej będziemy rozliczani, a nie z ludzkiego rozsądku, osądu i wyobrażeń to wybierzmy ją, a wtedy Bóg będzie z nami i nam pomoże. Otoczmy tych ludzi też modlitwą, czego w Szwecji i innych krajach, które pomagały uchodźcom nie było praktykowane. Spróbujmy zaryzykować i… zaskoczyć dobrem zło. Tak jak Chrystus zaskoczył zło umierając za nas. Czy jeszcze ktoś to rozumie w kraju „iskry Miłosierdzia”? Panie Jezu przyjdź jak najprędzej, bo giniemy! Straciliśmy Ciebie z oczu! Nie potrafimy Ciebie naśladować. ” Ojcze nasz… i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego”!

Proszę zwrócić uwagę że przy granicy nie ma rodzin tylko w znacznej większości są to młodzi mężczyźni którzy zapłacili dużo pieniędzy żeby uciec ze swojego kraju. Bezkrytycznie wpuszczenie dużej ilości uchodźców spowoduje że będą chcieli oni sprowadzić najbliższe rodziny wówczas nie będziemy mówili o pojedynczych tysiącach tylko znacznie większej liczbie osób. Czy ksiądz gości pod swoim dachem bezdomnych którzy również potrzebują opieki? Może zacząć od najbliższych potrzebujących, którzy naprawdę nie mają pieniędzy.

Przez lata byłem osobą mocno wierząca. Przez 7 lat byłem ministrantem.

We Wrocławiu od ponad tygodnia anarchiści okupują Urząd Wojewódzki domagając się dopuszczenia pomocy dla uchodźców. 24h na dobę siedzą tam i śpią w namiotach.
Wrocławski anarchistyczny skłot zaoferował miejsce dla jednej rodziny. W całym kraju ci przeklinani przez media anarchiści działają na rzecz uchodźców. A anarchiści to najczęściej ateiści. Można powiedzieć, że są praktykujący [Ewangelię], ale nie wierzący.

Tymczasem ci, którzy nazywają się chrześcijanami chcą budować wyższy mur zamiast dłuższy stół. To obrzydliwe.

To jest dobry tekst, ale jest już za późno. Chrześcijaństwo w tym katolickim kraju to uprzedzenia, nienawiść i szczucie na bliźnich.

Pozdrawiam wszystkich, którzy rozumieją idee pomocy wzajemnej. Dla mnie nie ma znaczenia czy jesteś wierzący czy nie. Liczą się tylko czyny.

Jeśli ktoś chce poczytać o czym pisze to może to zrobić na przykład tu: https://facebook.com/FA.Wroclaw

Nie. liczy się tylko Słowo Boże. A potem Facebook. A potem czyny anarchistów. Amen ministrancie anarchii.

Na naszą państwowość składa się wiele czynników. jednym z nich jest nienaruszalność granic. I tak jak nie możemy pozwolić na nielegalne przekraczanie naszej granicy przez nieznanego autoramentu osoby bez dokumentów tak samo nam nie wolno bez zezwolenia wejśc na teren obcego państwa żeby im np. podać wody. Byłby to akt agresji na terenie naszego sąsiada i na to właśnie liczy pan Łukaszenka z Putinem. Jak rozumiem autor tekstu wpisuje się w tą narrację.

Jest taki termin „bambizm”, wg którego ludzie zaczynają postrzegać zwierzęta poprzez film Disneya „Bambi”, gdzie nie ma przemocy i zwierzątka są ładne i miłe. Taką postawę prezentuje autor. On widzi tylko biedne twarze kobiet i dzieci na naszej granicy w ilości 20 osób i on nie rozumie jakie to jest zagrożenie. To jest zagrożenie i to duże. Jeżeli wpuścimy nielegalnie tą grupę to już czekają następne w ilościach setkrotnie większych. A jak do ich ziomków dotrze informacja że ten kanał jest drożny, to będziemy mieli miliony ludzi na granicy. Na świecie jest kilka miliardów ludzi głodnych. Łukaszenka z Putinem za cenę destabilizacji zachodniej europy z radością ich postawi na naszej granicy. Dlatego nie wolno ich wpuścić a jak szanowny autor sobie życzy to są dziesiątki organizacji pomagających tym ludziom na miejscu.

@Adalbert
W większości zgadzam się z twoim komentarzem

Ja np. idąc za tym myślałem o rozdaniu całego majątku innym potrzebującym w moim mieście , wyszłoby tego wg moich wyliczeń po 1,19 zł na głowę…

Nie wiem czy tym krokiem polepszę świat ale mniemam idąc za tym infantylnym tokiem rozumowania że tak.

>poprzez film Disneya „Bambi”, gdzie nie ma przemocy i zwierzątka są ładne i miłe.
Zupełnie jak w Księdze Rodzaju.

Księże Andrzeju. Dziękuje. O. Ludwik Wiśniewski OP pisał o tym wiele lat temu. Odbierane to był jak rozbijanie Kościoła to jak dzisiaj ma być inaczej.

Robert Springwald

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.