Wakacyjna promocja Wydawnictwa Więź

Lato 2021, nr 2

Zamów

Niezawisłość polskich, a więc także europejskich, sędziów

Przewodniczący składu orzekającego TK 14 lipca 2021 Stanisław Piotrowicz, na zdjęciu z 6 marca 2018 jako poseł PiS. Fot. Krzysztof Białoskórski / Kancelaria Sejmu

Władzy ustawodawczej i władzy wykonawczej – niestety, przy walnej pomocy TK – bardzo zależy na jak najściślejszym podporządkowaniu władzy sądowniczej ich jedynie słusznym racjom.

Niezależnie od tego, co wydarzyło się wczoraj  i co – zapewne – wydarzy się 3 sierpnia, prawnicy powinni starać się wytłumaczyć nieprawnikom kilka fundamentalnych spraw. Powinni też uczynić to możliwie najprostszym językiem. 

Intencje deklarowane, intencje rzeczywiste

Po pierwsze, naprawdę przedmiotem sporu w sprawach, które mogą mieć olbrzymie znaczenie dla dalszego funkcjonowania naszego Państwa w strukturach unijnych, nie jest kwestia nadrzędności/podrzędności Konstytucji w relacji do prawa unijnego. 

Orzekając w pełnym składzie w wyroku z dnia 11 maja 2005 roku (K 18/04), Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że zagwarantowane w art. 91 ust. 2 Konstytucji pierwszeństwo stosowania umów międzynarodowych, ratyfikowanych na podstawie upoważnienia ustawowego lub podjętego w trybie ogólnokrajowego referendum upoważniającego (zgodnie z art. 90 ust. 3), w tym: umów o przekazaniu kompetencji „w niektórych sprawach” – przed postanowieniami ustaw niedających się współstosować – nie prowadzi wprost (i to w żadnym zakresie) do uznania analogicznego pierwszeństwa tychże umów przed postanowieniami Konstytucji.

To prawda, że organizacja polskich sądów jest naszą wewnętrzną sprawą, ale już to, czy istniejące uwarunkowania organizacyjne zapewniają niezawisłość sędziów i niezależność sądów, nie jest tylko naszym wewnętrznym problemem i podlega ocenie TSUE

Stanisław Zabłocki

Udostępnij cytat

Konstytucja pozostaje zatem, i nikt tego nie kwestionuje – z racji swej szczególnej mocy – prawem najwyższym Rzeczypospolitej Polskiej w stosunku do wszystkich wiążących Rzeczpospolitą Polską umów międzynarodowych. Dotyczy to także ratyfikowanych umów międzynarodowych o przekazaniu kompetencji „w niektórych sprawach”. Z racji wynikającej z art. 8 ust. 1 Konstytucji nadrzędności mocy prawnej korzysta ona na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej z pierwszeństwa obowiązywania i stosowania. 

Zatem pogląd, wyrażony przed ponad piętnastu laty przez pełny skład TK, nie potrzebuje obrony przez żaden inny skład, a już z całą pewnością przez składy węższe niż ten, który orzekał w 2005 roku. Stawianie się w roli obrońcy Konstytucji i dumne powiewanie sztandarem tej szczytnej intencji służy czemuś innemu niż obronie ustawy zasadniczej. 

Naród już to przesądził 

Po drugie, przedmiotem sporu nie powinno być także to, że akceptując w referendum obowiązującą Konstytucję, w tym treść jej art. 90 i 91, sam Naród przesądził, iż możliwe jest przekazanie – na podstawie umowy międzynarodowej – przez RP organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencji organów państwowych w niektórych sprawach; a także to, że – co do zasady – ratyfikowana umowa międzynarodowa po jej ogłoszeniu w polskim Dzienniku Ustaw stanowi część krajowego porządku prawnego i jest bezpośrednio stosowana i ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową; a nadto, że jeżeli to wynika z ratyfikowanej przez RP umowy konstytuującej organizację międzynarodową, prawo przez nią stanowione jest stosowane bezpośrednio, mając pierwszeństwo w przypadku kolizji z ustawami. 

Właśnie z uwagi na powyższe unormowania, mające rangę konstytucyjną, polski system prawny stał się systemem multicentrycznym, prawo stanowione poza naszymi granicami może stanowić element naszego wewnętrznego porządku prawnego, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest sądem każdego Europejczyka, a więc także naszym sądem, a konsensus ze strony pozostałych stron Traktatu o Unii Europejskiej sprawił, że polscy sędziowie i polskie sądy są także sędziami i sądami europejskimi. 

Jeśli jednak te ostatnie założenia mają mieć sens, to polscy sędziowie muszą być gwarantami przestrzegania wspólnoty wartości przewidzianych w Traktacie, wartości obowiązujących w krajach Unii Europejskiej, w tym nie tylko wartości o charakterze ekonomicznym, ale także prawnym. 

To prawda, że organizacja polskich sądów jest naszą wewnętrzną sprawą, ale już to, czy istniejące uwarunkowania organizacyjne (i to nie tylko te „zapisane na papierze”, ale przede wszystkim te, które funkcjonują w praktyce, a więc które wynikają z interpretacji prawa przyjmowanej w naszym kraju) zapewniają urzeczywistnienie takich uniwersalnych wartości jak niezawisłość sędziów i niezależność sądów, nie jest tylko naszym wewnętrznym problemem i podlega – zgodnie z upoważnieniami zawartymi w polskiej Konstytucji oraz unijną zasadą efektywnej ochrony sądowej (art. 19 ust. 1 Traktatu) – ocenie także i tego organu, jakim jest TSUE. 

A gdyby zaszła kolizja?

Po trzecie, oczywiste jest, iż wszystkie przepisy składające się na system wewnętrznego porządku prawnego, także te, które są rezultatem implementacji prawa unijnego, jak i te, które z uwagi na ich charakter mogą być stosowane bez implementacji, powinny być zgodne z polską Konstytucją. Ale równie oczywiste powinno być to, że wszystkie przepisy ustaw uchwalanych i obowiązujących w Polsce, a także normy wyprowadzane w praktyce z tych ustaw, powinny być zgodne z prawem europejskim, bo zobowiązaliśmy się do tego, przystępując do struktur unijnych, a zaciągnięte zobowiązania winny być przestrzegane. 

Sytuacja, w której polski porządek prawny, znajdujący zakotwiczenie w normie konstytucyjnej, „rozjechałby się” z porządkiem traktatowym, czy z prawem unijnym, tak dramatycznie, iż kolizji nie dałoby się rozwiązać w drodze wzajemnie życzliwej interpretacji, wystąpi – zapewne – niezmiernie rzadko. Wszak oba porządki oparte są jednak na tych samych wartościach fundamentalnych, a przede wszystkim na prawach człowieka i obywatela, które także w naszym kraju zostały należycie docenione po demokratycznym przełomie początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku i których znaczenia nikt, przynajmniej w sposób otwarty, przecież nie kwestionuje. 

Kolizja taka nie jest jednak całkowicie wykluczona, co okazało się np. przed kilkunastu laty, po wprowadzeniu do Kodeksu postępowania karnego, w wyniku konieczności zapewnienia należytej współpracy polskich organów ścigania z organami innych państw Unii, instytucji tzw. ENA (Europejskiego Nakazu Aresztowania) i to jeszcze w stanie prawnym, gdy obowiązywał tzw. zakaz ekstradycji w pierwotnym brzmieniu art. 55 Konstytucji. 

Tę kolizję udało się jednak rozwiązać właśnie w duchu konstruktywnego dialogu, albowiem po stwierdzeniu przez TK niekonstytucyjności przepisów dotyczących ENA, jednocześnie wejście w życie wyroku Trybunału zostało odroczone na maksymalny okres i w międzyczasie dokonano zmiany treści art. 55 Konstytucji. To bardzo dobry wzorzec rozwiązywania ewentualnych konfliktów, w poszanowaniu wzajemnych kompetencji. 

Warto przy tym rozróżnić dwie sytuacje. Jeśli określony standard zostałby „ustawiony” w naszej Konstytucji wyżej niż standard europejski, to oczywiście należy przestrzegać tego wyższego standardu i to do tego standardu powinny być dostosowane nasze przepisy wewnętrzne i stosowanie tychże, a Trybunał Konstytucyjny jest w pełni uprawniony do kontroli tego standardu z punktu widzenia wzorców konstytucyjnych i do wydania w tej mierze ewentualnego orzeczenia o sprzeczności z nimi przepisów przewidujących niższy standard. 

Może jednak zdarzyć się i sytuacja niejako lustrzana – gdy poprzeczka standardu unijnego zostanie zawieszona wyżej od standardu konstytucyjnego. Wówczas zobowiązani jesteśmy, w moim głębokim przekonaniu, do przestrzegania owego wyższego standardu i w najmniejszej mierze nie podważa to relacji nadrzędności Konstytucji, albowiem spełnianie standardu wyższego jest jednocześnie spełnieniem także i standardu niższego. 

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest zatem władny stwierdzić – nie naruszając niczyich kompetencji – sprzeczność określonego przepisu ze standardami unijnymi, a polski Trybunał Konstytucyjny nie ma najmniejszej potrzeby orzekania w tym przedmiocie, bowiem jest oczywiste, że standard wyższy, do którego będziemy zobowiązani dostosować funkcjonowanie prawa w naszym kraju, jest jednocześnie zgodny ze standardem konstytucyjnym. 

Pogląd, iż zapewnienie wyższego standardu może być sprzeczne z przepisami Konstytucji, jeśli ten uplasowany byłby w niej na niższym poziomie, uważałbym za wysoce oryginalny. 

Zmiany nie tylko organizacyjne

W konsekwencji, po czwarte, warto zastanowić się, o co tak naprawdę chodzi w sprawie, która od dawna już stanowi wyraz troski prawników – zwolenników prawego prawa, a która w ostatnich dniach stała się przedmiotem żywszego zainteresowania szerszych kręgów społeczeństwa. W mojej ocenie, jak zasygnalizowałem to już pod punktem pierwszym, nie idzie tu o niezgodność przywoływanych przepisów Traktatu ze wskazywanymi wzorcami konstytucyjnymi, gdyż taka sprzeczność nie występuje. 

Idzie natomiast o to, że niektóre rozwiązania ustaw zwykłych, a więc te, o których relacji do prawa międzynarodowego mowa jest w art. 91 ust. 2 i 3 Konstytucji, nie są zgodne ze standardami unijnymi, którą to sprzeczność dostrzegają polskie sądy, a której to sprzeczności nie chce uznać władza ustawodawcza ani władza wykonawcza. Dotyczy to – w obecnej fazie sporu (ale istnieje niebezpieczeństwo, że w przyszłości problem może dotyczyć także innych, równie ważkich kwestii, jak np. wolności mediów, a więc wolności ekspresji i prawa do informacji) – reformy, a precyzyjniej rzecz ujmując deformy, wymiaru sprawiedliwości, ale nie w tych jej aspektach, które nie podlegają ocenie przez organy unijne, lecz właśnie w tych, które ocenie tej podlegają z punktu widzenia konieczności zachowania unijnej zasady efektywnej ochrony sądowej. 

To, że przy okazji rozwiązania te są sprzeczne także z wzorcami niezawisłości sędziów i niezależności sądów określonymi w polskiej Konstytucji, ma przy tym niejako wtórne znaczenie, albowiem wyrażenie przez polski Trybunał Konstytucyjny przeciwnego poglądu i stwierdzenie, że przepisy te nie nasuwają zastrzeżeń z punktu widzenia naszej Konstytucji, moim zdaniem nie może – jak to już wyżej wskazałem – niejako automatycznie przesądzić, iż trzymają one tym samym standard unijny, jeśli ten ostatni – z uwagi na konieczność zapewnienia bezpieczeństwa prawnego wszystkim obywatelom UE, którzy będą musieli zetknąć się z polskim wymiarem sprawiedliwości – jest na jakimś etapie historycznym ustawiony „wyżej”. Do dokonania oceny w tej ostatniej mierze upoważniony jest zaś Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. 

Takie postawienie sprawy nie ma przy tym charakteru zrzeczenia się czy choćby ograniczenia suwerenności. Władzy ustawodawczej i władzy wykonawczej (niestety, przy walnej pomocy TK) bardzo zależy jednak na jak najściślejszym podporządkowaniu – wbrew zasadzie trójpodziału władz – władzy sądowniczej jedynie słusznym racjom głoszonym przez dwie pierwsze władze, a więc w istocie na zdeprecjonowaniu konstytucyjnej roli trzeciej władzy. 

Dlatego też zależy im na tym, aby wszelkie zmiany wprowadzane w sferze funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości przedstawiać jako mające charakter czysto organizacyjny, należący, istotnie, do wyłącznej kompetencji państw – członków wspólnoty, a nie jako takie, które naruszają podstawowe wartości wspólnotowe, w tym przede wszystkim niezawisłość polskich, a więc także europejskich, sędziów oraz niezależność polskich, a więc także europejskich, sądów. 

Wakacyjna promocja Wydawnictwa Więź

Społeczeństwo obywatelskie ma jednak prawo do oceny tego, jaki jest prawdziwy zakres i prawdziwa istota wprowadzanych zmian, a zatem jakie organy i pod kątem jakich wzorców – czy tylko konstytucyjnych, czy także wspólnotowych – są uprawnione do kontroli tych zmian. 

Powinno też dysponować rzetelną informacją, jakie niebezpieczeństwa kryją się za ewentualnym uznaniem przez wspólnotę, że Polska nie wywiązuje się z obowiązków wynikających z podpisanego i ratyfikowanego Traktatu. A niebezpieczeństwa te są realne i różnorodne – poczynając od niezwykle dolegliwych konsekwencji ekonomicznych, które mogą obciążyć wszystkich nas jako społeczeństwo, po tzw. polexit, przynajmniej w sferze prawnej.

Przeczytaj także: Bez niezawisłych sędziów członkostwo w Unii traci moc

Podziel się

15
Wiadomość

Komentarze (14)

Ale bzdury! Wiele krajów UE ma problemy z unijnym TSUE! Nie tylko Polska! W traktacie jest zapisane iż KOMPETENCJE SĄDOWE NALEZĄ DO PAŃSTW CZLONKOWSICH UE ! TSUE wykracza poza swe kompetencje, ktorych nie ma! Wyzszość ma Polska Konstytucja nad prawem UE!
Jestesmy niepodległym krajem!

A jak Rzeplinski i byla prezes SN Pani Gerdorf i sedziowe poprzedniego TK wychodzili z biura PO a to zostało nagrane! to jakos TSUE nie krzyczał , ze poprzedni SN i TK nie są niezależne!
Reforma sadownicza w Polsce jest niemal identyczna jak ta hiszpanska! I jakos sądy hiszpanskie TSUE nie przeszkadzają !

Art. 4. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio. Art. 4 KONSTYTUCJI RP! To my, naród wybieramy poprzez wybory tych, ktorzy beda sprawować władze, Parlament, rząď, Prezydenta! I to Prezydent przez nas wybrany mianuje sędziow zgodnie z swym prerogatywami!
TSUE walczy z legalnie wybranym rządem! Wybranym w wolnych wyborach!
Dość tej lewackiej unii i Brukseli!
Jakoś autor tego artykułu zapomniał o art. 4 Konstytucji RP !!
TSUE i UNIA chcą Polski na kolanach wobec Niemiec!

PANIE TOMASZU PISANIE WERSALIKAMI ZWIĘKSZA SKUTECZNOŚĆ ODDZIAŁYWANIA PAŃSKICH REFLEKSJI. PROSZĘ NIE PRZESTAWAĆ, MUSIMY RAZEM ZMIENIAĆ OJCZYZNĘ. WIELKA POLSKA WYMAGA WIELKICH LITER.

Panie Tomaszu, chcę, by moje dzieci żyły w wolnym kraju, w którym przestrzega się prawa i szanuje Konstytucję, by miały zaufanie do rządu, do instytucji, do niezawisłych sądów. By policja ścigała przestępców (nawet polityków i księży) zamiast bić demonstrujące kobiety. By prokuratura nie chroniła polityków z żadnej partii. By Kościół zajmował się wiarą a nie polityką> I w końcu, by kobiety wyzwoliły się spod wszechobecnego w Polsce patriarchatu i mogły funkcjonować na równych prawach z mężczyznami. Dodam, że mam dwie córki, więc jestem zdeterminowana.

A czy nasz kraj jest zniewolony?? Konstytucja , na ktorą Pani i ja sie powołujemy wlasnie nie jest szanowana przez opozycję , przez PO i PSL .
Sądy nigdy nie bedą niezawisłe, niezaleznie kto tworzy rząd! To pokazała systuacja z sedzią na telefon, gdy dziennikarz podszywając sie pod bylego premiera Tuska prosił o konkretny wyrok , a czy TK i SN był za poprzedniej wladzy niezależne? Nie! Pokazal to film nakrecony przez przechodnia jak byly prezez TK Rzeplinski , Pani Gerzdorf, poprzednia prezes SN i sędziowie TK i SN wychodzili z biura PO w towarzystwie polityków PO. To była ta niezależność? Demonstrujace kobiety? Żart? Panią Lempart nalezy aresztować ! Za co? Za podpalanie kraju, za mowę nienawisci! Za DYM W KOSCIOŁACH! To jej wykrzyczane słowa! To sądy uchylają wyroki na polityków mimo ciezkiej pracy prokuratury! Były minister Nowak na wolności….
Co do polityki w Kosciołach ma Pani po czesci rację ale nie do konca, bo mowienie głośne o 10 przykazaniach Bozych to nie jest polityka. Tak, kobiety powinny pracowac na takich samych stanowiskach z taką samą pensją jak męzczyzni i tak juz właśnie wiele Pań pracuje.

Pan Zabłocki twierdzi że” polscy sędziowie muszą być gwarantami przestrzegania wspólnoty wartości przewidzianych w Traktacie, wartości obowiązujących w krajach Unii Europejskiej, w tym nie tylko wartości o charakterze ekonomicznym, ale także prawnym.” Mam pytanie czy suwerenność to wartość unijna czy też antyunijna? Czy jeżeli TSUE uzna że Konstytucja RP jest „be „to polscy sędziowie muszą się do , decyzji procesowej TSUE dostosować. Czy skoro zgodnie z Konstytucją sędziowie RP są niezawiśli i podlegają Konstytucji I ustawom to skoro Pan tak rzekomo szanuje Konstytucję dlaczego uwaza iż sędziowie RP winni respektować wyrok TSUE nakazujący niestosowanie określonych polskich ustaw ( np dot.ksztaltu KRS lub SN)?

Ponawiam prośbę o wprowadzenie zasady pisania pod nazwiskiem, albo przynajmniej, jak to dawniej bywało – „nazwisko i adres znane redakcji”. Może ograniczyłoby to ilość swoistego folkloru na poważnej stronie „Więzi”.

Panie Piotrze, przecież nazwisko i adres IP są znane redakcji, to po co to pisać? Odnosząc się do Pana zarzutu o anonimowość, w świetle tego, co dzieje się obecnie w kraju, nie mam pewności czy moje wpisy nie zostaną wykorzystane przez władze przeciwko mnie np. w pracy. Znam sytuacje, kiedy tak właśnie się stało…

Krystyna Pawłowicz też wypowiada się w mediach społecznościowych pod nazwiskiem. I co? Czy to coś zmienia?

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.