Lato 2021, nr 2

Zamów

Myśliwski przypomina nam wszystkim, że w literaturze najważniejsza jest wolność, pisarska suwerenność

Wiesław Myśliwski podczas uroczystości wręczenia Nagrody Polskiego PEN Clubu im. Jana Parandowskiego za rok 2020 5 lipca 2021. Fot. Polski PEN Club / YouTube

Ci, którzy literaturę traktują jak targowisko, niespecjalnie lubią takich twórców, ale z uprzejmości, a czasem może z zawstydzenia, schylają przed nimi głowy. 

Laudacja dla Wiesława Myśliwskiego z okazji przyznania mu Nagrody Polskiego PEN Clubu im. Jana Parandowskiego 5 lipca 2021 r.

Drogi Laureacie! Droga Wacławo! Szanowni Państwo!

Sytuacja jest uroczysta i trudna. Dlaczego uroczysta – to wiadomo. Nie ma takiej nagrody, na którą nie zasługiwałaby twórczość pisarska Wiesława Myśliwskiego. I dobrze, że te nagrody przychodzą, bo przypominają nam, jak ważna jest ta twórczość – ale też jak ważna jest filozofia uprawiania literatury, która za nią stoi. 

Myśliwski-pisarz nie był mi nigdy obcy. Bywa przecież, że w literaturze pociąga nas właśnie jakaś obcość, odmienność, spotkanie z nieznanym. A tu działo się coś przeciwnego: pociągało mnie to, że Myśliwski tak wnikliwie i wszechstronnie opisuje świat, który znałem i znam, który uwewnętrzniłem

Wojciech Bonowicz

Udostępnij cytat

Powiedziałbym, że fundamentem tej filozofii są dwa słowa: „nie wiem” i „nie muszę”. Wiesław Myśliwski nie pisze, „żeby nie milczeć” – nie niepokoiły go nigdy przedłużające się odstępy między kolejnymi utworami, a praca nad nimi, nawet jeśli bywała męcząca, trwała tak długo, jak to było w oczach autora potrzebne. Myśliwski naprawdę nie musi: jeśli nie chce gdzieś jechać, to po prostu odmawia, jeśli nie chce wystąpić, to mówi, że nie wystąpi. I podobnie z jego książkami: jak ma ochotę i pomysł, to pisze, a jak nie, to nikt z niego żadnej książki nie wyciśnie, ani grożąc, ani kusząc, ani biorąc go na litość.

W ten sposób Myśliwski przypomina nam wszystkim, że w literaturze najważniejsza jest wolność, pisarska suwerenność. Ci, którzy literaturę traktują jak targowisko, niespecjalnie lubią takich twórców, ale z uprzejmości, a czasem może z zawstydzenia, schylają przed nimi głowy. 

A słówko „nie wiem”? „Nie miałem żadnych intencji, pisząc tę książkę”, mówi Myśliwski na spotkaniach autorskich. Czasem dodaje myśl bardziej ogólną: „Piszę, bo nie wiem”. „Pisanie jest procesem poznawczym. Przede wszystkim – jest poznawaniem samego siebie”. I jeszcze: „Pisząc, chciałbym wręcz nie wiedzieć, że istnieje literatura, to byłby stan idealny: mieć poczucie, że samemu, po raz pierwszy, stwarza się świat w słowie”. Pisać w sposób możliwie bezzałożeniowy, bez wyraźnego celu, mając tylko pierwsze zdanie i niejasną intuicję tego, co dalej – oto program pisarski Wiesława Myśliwskiego. 

Fascynujące jest przy tym to, że w owym procesie poznawania zaczepami wyobraźni pisarza są konkretne osoby, zdarzenia, przedmioty. Tak jakby piszący za każdym razem dekomponował swój świat, doświadczenia, które zgromadził, i układał je na nowo. Wiesław Myśliwski jest wielbicielem konkretu. „Jeżeli wychodzisz od takiego punktu jak Ucho Igielne”, mówił na publicznym spotkaniu w Sandomierzu w 2019 roku, „to pamiętaj o jednej rzeczy: że musisz ten punkt znakomicie znać. Tam nawet jedna wystająca cegła może być ważna. Jak tutaj przyjeżdżałem, jeszcze zanim zacząłem pracę nad powieścią, to ja ręką macałem cegły. Żeby poczuć szorstkość tych cegieł w tej ręce, którą będę pisał. Jeśli książka ma być wiarygodna, nie można polegać na tym, że coś się od kogoś usłyszało. Można sięgać szczytów metaforyczności, filozoficzności, ale podstawą musi być konkret, który jest nam znany z naszego doświadczenia – coś, czegośmy dotknęli własnym życiem. Inaczej grozi nam zawsze nieautentyczność, niewiarygodność”.

To bardzo ważne: u Myśliwskiego meandrujący żywioł mowy, któremu jako pisarz przyznaje prymat, zderza się z materialnym konkretem. Albo inaczej: konkretność, materialność stanowią koryto, którym ten żywioł może popłynąć. Zmyślona opowieść buduje się z niezmyślonych, choć literacko przetworzonych elementów. Przykładowo – jeśli natykamy się w powieści Myśliwskiego na dywagacje dotyczące pracy krawca, to jest wielce prawdopodobne, że ten krawiec nie jest czysto literackim konstruktem, lecz gdzieś w tle jest spotkanie z jakimś realnym krawcem, dawne czy niedawne, to wszystko jedno.

I, jak niektórzy pewnie wiedzą, tak rzeczywiście było: w rodzinie Wiesława był krawiec, w którego pracowni przyszły pisarz lubił przesiadywać – przyglądać się, jak wybiera materiał, jak go kraje, jak szyje i wykańcza. „Do dziś potrafię dotykiem rozpoznać jakość materiału”, chwali się niekiedy Myśliwski. Ta literatura aż puchnie od obrazów pracy ludzkiej, która – jak praca krawca – może mieć sens symboliczny, ale przede wszystkim ma urok konkretu znakomicie uchwyconego w opisie.

Ale sytuacja – jak wspomniałem – jest nie tylko uroczysta, lecz również trudna. Dlaczego? 

Z mojej perspektywy trudność jest podwójna. Po pierwsze, urodziłem się w tym samym roku, w którym Wiesław Myśliwski zadebiutował swoją pierwszą powieścią. Szczerze powiem, że ilekroć o tym myślę, nawiedza mnie nieco dziwne uczucie. Gdyby książki przynoszono do chrztu, mógłbym być ochrzczony razem z „Nagim sadem”, uczyłbym się mówić razem z „Pałacem”, umawiałbym się na pierwsze randki wspólnie z „Kamieniem na kamieniu”, a wraz z „Widnokręgiem” podpisałbym pierwszą umowę o pracę. Jestem rówieśnikiem tej twórczości, dorastaliśmy równolegle. „Różnie się przecież ludzie rodzą”, czytamy w „Nagim sadzie”, „jedni z matek, inni z wielkiej woli, z opowiedzenia, a nie ma między nimi różnicy, bo i tak w końcu każdy jest na tyle, na ile opowiedziany zostanie albo sam się innym opowie”.

Może dlatego – na skutek tej zastanawiającej równoległości – jeszcze zanim poznałem Wiesława mój stosunek do jego pisarstwa był zawsze bardzo osobisty. Bohaterami jego utworów były moje babcie i moi dziadkowie, moi rodzice, ich krewni i przyjaciele, wreszcie ja sam i moje rówieśnice i rówieśnicy.

Myśliwski-pisarz nie był mi nigdy obcy. Bywa przecież, że w literaturze pociąga nas właśnie jakaś obcość, odmienność, spotkanie z nieznanym. A tu działo się coś przeciwnego: pociągało mnie to, że Myśliwski tak wnikliwie i wszechstronnie opisuje świat, który znałem i znam, który uwewnętrzniłem: świat wiejski, małomiejski, świat ludzi znajdujących poczucie godności w zwykłym życiu, porywających się co najwyżej na umiarkowane ekstrawagancje. Ludzi czułych, dobrych, nieumiejętnych i pogubionych, ale zawsze pięknych – pięknem, które jest nam dostępne nie dzięki uwiedzeniu czy olśnieniu, ale dzięki wzruszeniu, łzie pojawiającej się w kąciku oka na wspomnienie pomarszczonej dłoni babci czy dziadka, który wyprowadzając krowę na ubój, przepraszał ją za to, że będzie musiał odebrać jej życie.

Myśliwski w kolejnych książkach opowiadał mi mój świat – i już mnie nawet nie dziwiło, kiedy ten świat, świat jego powieści, zmieniał się w miarę tego, jak sam się zmieniałem, a problemy, nad którymi łamałem sobie głowę, stawały się coraz bardziej skomplikowane. 

A druga trudność obecnej sytuacji bierze się stąd, że od przeszło dziesięciu lat jesteśmy z Wacławą i Wiesławem po imieniu. Nie odwiedzamy się często, nie dzwonimy do siebie często, ale każde nasze spotkanie, każdą rozmowę przenika serdeczność, którą ośmielę się nazwać przyjaźnią. Serdeczność i – pozwólcie, że raz jeszcze użyję tego słowa – wzruszenie, które jest najgłębszym śladem wzajemności.

Chcę przez to powiedzieć, że Wiesław – dla mnie widziany zawsze razem z Wacławą – stał się po prostu przyjacielem mojego życia, ważną tego życia częścią. W takiej uroczystej chwili jak ta nie umiem i nawet nie chcę tego oddzielić, zostawić na boku, ponieważ to właśnie – życie samo, czas, który w tym życiu dzielę z nimi – to właśnie jest najbardziej uroczyste. Jestem wdzięczny literaturze, że doprowadziła do naszego spotkania, bez niej pewnie byśmy się nie poznali.

A jednocześnie chcę podkreślić to, co sam Wiesław powtarza na spotkaniach autorskich, w wywiadach i co wyczytać można także między wierszami jego powieści: to życie jest ważne, życiem trzeba się zajmować. Zapytany kiedyś podczas spotkania autorskiego przez innego, młodszego pisarza, jak dużo skupienia wymaga od niego literatura, odpowiedział – trochę jakby rozdrażniony, a trochę rozweselony: „Skupiam się na pisaniu, ale skupiam się też na normalnym życiu, które, jak pan wie, wymaga bardzo dużo czasu”. 

Tak więc – wskutek wspomnianych trudności – okazuje się, że to, co miało być laudacją, w zasadzie stało się donosem. Otóż uprzejmie donoszę, że dajecie Państwo nagrodę literacką człowiekowi, który wprawdzie odniósł liczne sukcesy na tym polu, ale od lat konsekwentnie zaprzecza, że literatura ma pierwszeństwo przed życiem. Jednak aby tę poetykę donosu nieco zakłócić i uratować ideę laudacji, dopowiem, że być może ta właśnie postawa – dystansu do samego siebie i do własnego dzieła – decydowała i decyduje o pisarskim powodzeniu Wiesława Myśliwskiego.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Dziękuję bardzo!

Tytuł od redakcji

Przeczytaj także: Moc talentu Wiesława Myśliwskiego

Podziel się

5
1
Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.