Jesień 2021, nr 3

Zamów

Zaszczepić czy przekonać

Fot. Filip Bunkens / Unsplash

Przez radykalizację języka, posługiwanie się strachem i promowanie rozwiązań przymusowych nie przekonamy do szczepień niechętnych ani niezdecydowanych.

Dziś rano w Radiu TOK FM Jacek Żakowski w rozmowie z prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej prof. Andrzejem Matyją nie krył zdziwienia, jak to możliwe, że w kraju nie został jeszcze wprowadzony obowiązek szczepień przeciwko COVID-19. Grzmiał o „terrorze antyszczepionkowców”, podsumowując w ten sposób słowa prof. Matyi o protestach tej grupy, o których wcześniej nawet nie słyszał. Wczoraj o potrzebie obowiązku szczepień mówiła na tej samej antenie prof. Anna Materska-Sosnowska. Podobnych głosów jest oczywiście więcej.

Dziś natomiast czytam na Wyborcza.pl nagłówek: „Oficjalnie 96 nowych zakażeń i 21 zgonów. W tle groźne słowa: »delta« i »lockdown«”. „Gazeta Wyborcza”, która od początku pandemii raczej tonowała nastroje, dołącza do mediów, które posługują się strachem (z tych, które czytam, najbardziej jaskrawe wydają się przykłady z Onetu, który tak formułował nagłówki, że nawet newsy sportowe, w żaden sposób nie związane z koronawirusem, potrafiły sugerować spowodowane nim zagrożenie).

Nie jestem zdecydowanym zwolennikiem ani przeciwnikiem obowiązku szczepień, ani nie lekceważę pandemii; jeszcze zanim dotarła do Polski, pisałem na naszych łamach o niesprawiedliwej obojętności na los mieszkańców Wuhanu, a o pierwszym przypadku zakażenia w Warszawie dowiedziałem się nie z mediów, ale z kręgów rodzinnych. Zawsze traktowałem to serio i wciąż pracuję zdalnie.

Dziś jednak zastanawia mnie jedno: czy naprawdę wierzymy, uczestnicząc w debacie publicznej, że przez radykalizację języka, posługiwanie się strachem oraz promowanie rozwiązań przymusowych przekonamy do szczepień niezdecydowanych lub niechętnych?

Kolegium Europejskie

Obawiam się, że będzie przeciwnie: radykalizacja języka utwierdzi ich w przekonaniu, że należy stawić opór albo przynajmniej pozostać z boku; używanie strachu jedynie pogłębi go w odbiorcach lub wywoła apatię; przymus zrodzi bunt. Zjawiska te można obserwować nie tylko w Polsce. „Dlaczego mam się szczepić? Nie wiem, co to jest” – mówiła mi znajoma Włoszka. „Nie chcę w tym uczestniczyć” – deklarowała Niemka. Niepokój moich rozmówców wywołuje także tzw. covidowy paszport. Pada zdanie: „Rozwiązania, które dają inne prawa zaszczepionym, to wstęp do dyktatury”.

W drugim roku pandemii wzrastają polaryzacja, radykalizacja i strach. Wydaje się, że coraz trudniej jest rozmawiać. Że empatia wobec innych ustępuje demonizacji. W niechętnym zaszczepieniu łatwiej zobaczyć wroga niż partnera. Zastanówmy się, co jest ważniejsze – liczba tych, których przestraszymy lub zrazimy, czy tych, których przekonamy?

Przeczytaj także: Mity i rzeczywistość polskich podziałów

Podziel się

1
Wiadomość

Komentarze (2)

Wreszcie jakiś przytomny głos. Dodajmy, że chodzi o szczepionki badane klinicznie w nie rutynowym trybie. Gdy w 1986 r. spędziłem kilka miesięcy w Wielkiej Brytanii, wybuchła afera zakażenia HIVem ponad 30 pacjentów przez ich dentystę. Ale establishment lekarski, media wyszydzały wcześniej „kołtunów” za ich przesąd, że HIVem można się zarazić się u dentysty albo od ukąszenia komara, który wcześniej ukąsił chorego. Po tej kompromitacji „oświeconych” poziom uprzedzeń do ludzi chorych, narkomanów, homoseksualistów, prostytutek i innych grup wysokiego ryzyka wzrosła. Wydaje się, że fanatycy szczepionkowi prowadzą nas ku zwiększeniu fanatyzmu antyszczepionkowego. Pomysł, by przekonywać telefonicznie osoby nie zaszczepione wpisuje się w ten fatalny scenariusz.

Odnośnie zradykalizowania pro-szczepionkowego mediów liberalnych przypuszczam, że wynika to z faktu, iż dominującą (chociaż może nie większościową) grupą wśród osób niezaszczepionych są osoby identyfikowane z katolicyzmem, wsią, ideologią wolnościową itp. z którymi liberalizm ma na pieńku. No to dawaj, najeżdżamy na obcoplemieńców, mamy alibi dla starej wojenki.

Panie Piotrze, napisał pan niedługi komentarz, a praktycznie każde zdanie domaga się osobnego akapitu, żeby pokazać co w nim jest nie tak. I to wyważonego, bez agresji (po roku bezskutecznego tłumaczenia podstaw higieny, przekonywania że maseczka chirurgiczna bardziej komfortowa niż respirator, a jak się nie dopuści do choroby, to nie trzeba jej leczyć).
„Wreszcie jakiś przytomny głos.” Czyli taki, jaki pan lubi.
„Dodajmy, że chodzi o szczepionki badane klinicznie w nie rutynowym trybie.” To taka półprawda. Tryb rzeczywiście został maksymalnie skrócony – przede wszystkim skróceniu uległ proces decyzyjny:
– przy zapewnionym finansowaniu odpadły korporacyjne procedury związane z podjęciem decyzji o zaangażowaniu środków w przedsięwzięcie;
– wnioski (związane z uzyskaniem zgód na badania i inne pozwolenia administracyjne) były rozpatrywane poza kolejnością;
Generalnie – wszystkie elementy procesu wprowadzania nowych szczepionek zostały zachowane. Szczepionki (przynajmniej te dostępne u nas) zostały przebadane zgodnie z normalnymi wymaganiami, na dużych grupach około 40 tys. osób, wyniki badań udostępniono. Opublikowano też badania dotyczące skuteczności i bezpieczeństwa wykonanych szczepień, zainteresowanym polecam np. fejsbukowe profile: Maciek Roszkowski, lekarz Bartosz Fiałek, dr Tomasz Dzieciątkowski , prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska regularnie opisują i wyjaśniają najnowsze badania. Ale przeciwnicy szczepień jak zdarta płyta powtarzają , że nieprzebadane. Kolejne badania i publikacje ignorują.
„Gdy w 1986 r. spędziłem kilka miesięcy w Wielkiej Brytanii, wybuchła afera zakażenia HIVem ponad 30 pacjentów przez ich dentystę. Ale establishment lekarski, media wyszydzały wcześniej „kołtunów” za ich przesąd, że HIVem można się zarazić się u dentysty albo od ukąszenia komara, który wcześniej ukąsił chorego. Po tej kompromitacji „oświeconych”[…]”
Mam wątpliwości, czy naprawdę miała miejsce afera z zakażeniem 30 osób przez dentystę. Przy takiej skali powinny być jakieś wzmianki w opracowaniach naukowych. Owszem, zdarzyło się w USA że chory dentysta celowo zakaził 6 osób – ale to nie była żadna kompromitacja oświeconych, tylko celowe przestępcze działanie. Coś jak sprawa Simona Mola u nas. Uważam, że aby używać słów tak ostrych, jak „kompromitacja oświeconych” wypada przynajmniej uprawdopodobnić sytuację. Bez tego jest równie wiarygodne jak zwykła plotka.
„Wydaje się, że fanatycy szczepionkowi prowadzą nas ku zwiększeniu fanatyzmu antyszczepionkowego.”
Określenie „fanatycy ” zdecydowanie bardziej pasuje do przeciwników szczepień, którzy są agresywni – i są z tego dumni. Polecam przykładowy filmik i komentarze: przeciwnicy szczepień osaczają pielęgniarkę, wrzeszczą na nią, uniemożliwiają jej jazdę samochodem. W komentarzach porównania do działalności SS, obozów koncentracyjnych, nazywanie personelu medycznego bandytami i zbrodniarzami… https://www.youtube.com/watch?v=SI9__8B8zP0
To nie jedyny przypadek, doniesień prasowych o agresji wobec osób wymagających np. założenia maseczki, przestrzegania zasad higieny i prawa jest aż nadto. Choćby pogróżki wobec organizatorów imprez, którzy (zgodnie z prawem!) wprowadzają limitowaną pulę biletów dla osób niezaszczepionych i zwykle większą dla zaszczepionych. Masowe ataki na strony przedsiębiorców : Helios – bo chcieli zapełnić widownię, co można zrobić jeśli niezaszczepieni zajmują max 50%; Piątnica – bo kierownictwo zakładu chciało zezwolić zaszczepionym na rezygnację z maseczki. To są zachowania na poziomie przedszkolaka, który wrzeszczy i tupie, bo chce zabawkę. Niestety te złośliwe działania są skoordynowane, w imię wolności i prawa do buntu nie będzie kompletu publiczności w kinie ani ułatwień dla pracy latem. Dzielni potomkowie husarii boją się szczepienia, ale nie pozwolą zaszczepionym zdjąć maseczek.
Szukanie przyczyny konfliktu w tym, że liberalizm ma na pieńku z katolicyzmem, wsią, ideologią wolnościową jak dla mnie jest mocno naciągane. Dokładniej – to hipokryzja. Przeciwnicy szczepień posługują się manipulacjami i kłamstwami, ale krytykę czy choćby pytanie o podstawy swoich twierdzeń nazywają atakiem na katolicyzm / przekonania wolnościowe itd.
Kiedy ksiądz profesor Guz opowiada , że święte kapłańskie ręce nie mogą przenosić wirusa albo sprzeciwia się szczepieniom – to ośmiesza Kościół, wiarę, tytuł naukowy i własną uczelnię (KUL). Niestety jest promowany przez ojca Rydzyka i stanowi autorytet dla „rodziny Radia Maryja”. Proszę zrozumieć, dla każdej osoby, która doświadczyła paraliżu służby zdrowia wiosną , a zwłaszcza dla lekarzy i pielęgniarek jego wystąpienia to dowód niekompetencji. Osobiście – nie mam słów dość dosadnych na określenie jego zachowania i nie dziwię się nikomu, kto przez jego wystąpienia lekceważy Kościół, kler i wiarę. Ale krytykować księdza profesora nie wypada, krytyka to atak na Kościół…
Poseł Braun , który przy każdej okazji wyciera sobie gębę pozdrowieniem „szczęść Boże” wydaje książkę „Fałszywa pandemia” i wykorzystuje sejm do jej promocji. Sumliński publikuje filmik „spowiedź ratownika” pełen kłamstw i manipulacji, sposób wypowiedzi bohatera pokazuje brak wiedzy, jaką ratownik powinien posiadać – ale Sumliński zasłania się tajemnicą dziennikarską. Wątpliwości , czy materiał jest rzetelny traktowane są jak osobisty atak na dzielnego prawicowego dziennikarza. Pospieszalski promuje unikanie maseczek i szczepień. Ostatnio promuje lekarkę psychiatrę Ratkowską. Bo pani doktor na podstawie kilku czy kilkudziesięciu pacjentów uważa , że amantadyna działa, mimo że badania jeszcze nieukończone. Równocześnie badania szczepionek na łącznie już setkach tysięcy zaszczepionych są dla niej niewiarygodne. Jej zdaniem istnieją leki na covid, wystarczy je zastosować , żeby zakończyć pandemię. Zupełnie nie przeszkadza jej długa lista chorób, które można leczyć znacznie lepiej niż covid, a jednak nie zniknęły mimo leków. Jakoś ciągle istnieją choroby bakteryjne, kilkadziesiąt lat stosowania antybiotyków ich nie wyeliminowało. Lek nie jest w stanie przerwać łańcucha zakażeń, chyba że jest stuprocentowo skuteczny i zostanie podany jednocześnie całej populacji. No to siup, za tydzień dajemy amantadynę wszystkim Polakom? Ignorujemy przeciwwskazania? A co z dziećmi, dla których nie była badana? Podamy im nieprzebadany preparat? Lądując -pani doktor opowiada bzdury, ale podpiera się autorytetem lekarza. Jej pomysły stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia. Pospieszalski je promuje, a wszelkie ograniczenia nazywa cenzurą.
„Dziennikarz (Pospieszalski) wskazał też na propozycję szczepienia dzieci. Nie ma żadnych nowych badań, które pokazywałyby, że szczepienie dzieci jest wskazane. Co więcej wiadomo przecież, że dzieci przechodzą Covid-19 lekko.” To, że nie ma nowych badań , to kolejne KŁAMSTWO. Dzieci owszem ,często przechodzą lekko covid. Ale potem u 1 na 1000 zdarza się PIMS, wymagający leczenia szpitalnego, często z problemami kardiologicznymi – u połowy zapalenie mięśnia sercowego. Nic takiego?
Jest dla mnie niepojęte jak można taki brak rzetelności, brak wiedzy, kłamstwa i manipulacje łączyć z wiarą w Boga i jeszcze na tej podstawie żądać szacunku. Jak można deklarować chrześcijańską miłość teoretycznie aż po oddanie życia i równocześnie twierdzić, że założenie maseczki dla ochrony innych jest nadmiernym wymaganiem. Egoizm tej postawy poraża.
Równocześnie niekompetencja i brak rzetelności tych wszystkich „do rzeczy”
„Polonia Christiana” itd prowadzi do traktowania ich jako typowych brukowców.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.