Jesień 2021, nr 3

Zamów

Bóg artysta, papież Franciszek i gobelin ludzkich losów

Ojciec Wacław Oszajca na Powązkach w Warszawie 3 lipca 2020. Fot. Jakub Halcewicz

Pontyfikat Franciszka skłania do odkrycia, że nie przez cierpienie Syna Bożego zostaliśmy uratowani przed nami samymi, ale przez Jego wierność nam, synom ludzkim.

Odpowiedź na ankietę Katolickiej Agencji Informacyjnej „Jak Franciszek zmienia Kościół?”:

Nie liczyłem, ale w chrześcijańskim świecie słowem najczęściej używanym i różnie rozumianym jest zapewne „ofiara”. Począwszy od krzyżowej ofiary Jezusa, przez Najświętszą Ofiarę czyli mszę, ludzką ofiarność a kończąc na „nie rób z siebie takiej ofiary”. I tak Bóg Ojciec żąda ofiary „za grzechy świata”, koronkę do miłosierdzia Bożego ofiarowujemy za „grzechy nasze i całego świat”, a wiara, nadzieja, miłość, jak każde dobro, też wymagają ofiary.

Tymczasem biskup rzymski Franciszek w „Patris corde” mówi: „Szczęście Józefa nie polega na logice ofiary z siebie, ale daru z siebie”. Dlatego „każde prawdziwe powołanie rodzi się z daru z siebie, który jest dojrzewaniem zwyczajnej ofiarności. Także w kapłaństwie i w życiu konsekrowanym wymagana jest tego rodzaju dojrzałość. Tam, gdzie powołanie, czy to małżeńskie, do celibatu czy też dziewicze, nie osiąga dojrzałości daru z siebie, zatrzymując się jedynie na logice ofiary, to zamiast stawać się znakiem piękna i radości miłości, może wyrażać nieszczęście, smutek i frustrację”.

Dla Franciszka dar jest dojrzałą myślą przewodnią, źródłem, rdzeniem życia, i co za tym idzie, papieskiego posługiwania

Wacław Oszajca SJ

Udostępnij cytat

Dla Franciszka słowo „ofiara”, jak też takie nastawienie do życia, jest „rozpędówką” dla daru, a dar dojrzałą myślą przewodnią, źródłem, rdzeniem życia, i co za tym idzie, papieskiego posługiwania.

W praktyce najnowszym przykładem na realizację takiego sposobu życia jest podróż Franciszka do Iraku. Przed nim pragnął ten kraj odwiedzić Jan Paweł II, ale bezskutecznie. Pamiętamy też jak zawzięcie krytykowano go za ucałowanie Koranu. A jednak prawda była po jego stronie, skoro muzułmanie encyklikę Franciszka, następcy Jana Pawła II, „Fratelli tuti” przełożyli na swój język i opublikowali, a wielki imam Ahmad Al-Tayyeb nazywa papieża Franciszka bratem. To, co jeszcze parę lat temu wydawało się niemożliwe, okazało się możliwe właśnie dzięki temu, że chrześcijanin i muzułmanin podarowali sobie siebie, tzn. siedli nie tyle naprzeciw siebie, co przy sobie.

Słowo „ofiara” sugeruje, że w ostatecznym rozrachunku ten, co ofiarę przyjmuje, żyje kosztem tego, który się mu ofiarowuje. Natomiast dar podpowiada, że nie chodzi o to, żeby być ofiarodawcą lub ofiarobiorcą i podtrzymywać ten podział, ale nawzajem z siebie tworzyć „jedno ciało”, jeden organizm, którego nie da się podzielić bez unicestwienia.

Idąc tym tropem można powiedzieć, że dotychczasowe Franciszkowe papieskie posługiwanie skłania do odkrycia, iż nie przez cierpienie zostaliśmy uratowani przed nami samymi, ale przez wierność Syna Bożego nam, synom ludzkim. Jezus mówi: „Ojciec miłuje Mnie, dlatego że oddaję swoje życie, aby je znowu odzyskać. Nikt mi go nie zabiera, lecz oddaję je z własnej woli. Posiadam bowiem władzę, aby je oddać, jak i ponownie odzyskać. Takie polecenie otrzymałem od mojego Ojca, (J 10, 17-18)”.

Zatem w świetle tej logiki, logiki daru, trzeba będzie popatrzeć zarówno na „szczyt” i „źródło” życia Kościoła, czyli na liturgię, nie zapominając przy tym, o codzienności, gdyż „liturgia nie wyczerpuje całej działalności Kościoła” (por. Kl 1074 i 1072). Pewnie, wbrew wszelkim obawom, trzeba będzie przesunąć akcent z Eucharystii, czy w ogóle z liturgii, jak i stylu chrześcijańskiego życia, z ascezy, pojmowanych jako ofiara, na dar, czyli na komunię.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Jak ta komunia ma wyglądać w praktyce, podpowiada Franciszek: „Różne Kościoły obecne w Iraku, każdy ze swoim wielowiekowym dziedzictwem historycznym, liturgicznym i duchowym, są jak wiele pojedynczych, kolorowych nici, które – splecione razem – tworzą jeden piękny gobelin, nie tylko mówiący o naszym braterstwie, ale także wskazujący jego źródło. Bowiem sam Bóg jest artystą, który wymyślił ten gobelin, utkał go z cierpliwością i z troską go naprawia, pragnąc, abyśmy zawsze byli dobrze ze sobą spleceni jako Jego synowie i córki”.

Tytuł od redakcji Więź.pl

Przeczytaj też: Czas prostych odpowiedzi się skończył

Podziel się

2
Wiadomość

Komentarze (3)

Mnie to, co napisał ksiądz bardzo się podoba, ale głupie pytanie bez odpowiedzi – czy to się podoba tym, którzy są odpowiedzialni za Kościół w Polsce?

Chyba nie bardzo, a ponieważ za Kościół jesteśmy odpowiedzialni wszyscy, jako że podział na duchownych i nieduchownych, czyli laikat, wg prof. Swieżawskiego jest herezją, więc moja wypowiedź nie spodoba się i owym, mam nadzieję tylko niektórym, nieduchownym. Trudno, rozmawiajmy dalej, to nie szkodzi. Pozdrawiam.

„podział na duchownych i nieduchownych, czyli laikat, wg prof. Swieżawskiego jest herezją” – czy można prosić o przywołanie tytułu tej pracy? I czy brak takiego podziału nie oznacza, że automatycznie „zapisuje się” do sfery sacrum całą populację? Wolałbym pozostać poza tą sferą, szukanie świętości w lodówce czy seksie to nie jest bezpieczny projekt.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.