Wiosna 2021, nr 1

Zamów

Chipy od Gatesa, inwazja 5G i szczepionkowa depopulacja. Dlaczego w nie wierzymy i co ma do tego Kościół?

Fot. Adam Nieścioruk / Unsplash

Obecność teorii spiskowych wśród katolików obniża zaufanie wierzących do nauki w ogóle. A także obnaża złą – pod niektórymi względami – kondycję intelektualną Kościoła w Polsce.

Trzeba przyznać, że niektóre z nich stanowią wdzięczny obiekt żartów. Na przykład wizja posiadania chipa, który umożliwiałby sterowanie moim życiem Billowi Gatesowi, zdecydowanie mnie rozbawiła – być może gdyby zarządzanie mną, na podobieństwo gry „The Sims”, przejął człowiek sukcesu i miliarder, szybko dorobiłabym się ogromnego majątku? Jednak powszechność i rozmach teorii spiskowych, które pojawiły się w sferze publicznej wraz z nastaniem pandemii, mówi wiele przede wszystkim o naszych lękach i niepokojach, a także kryzysie edukacji.

Moje top teorii spiskowych

Najbardziej rozpowszechnione podczas pandemii teorie spiskowe zebrał swojego czasu w formie grafiki fanpage mojego miasta – Łodzi. Na zdjęcie ulicy Piotrkowskiej naniesiono między innymi stoisko ze szczepionkami, wściekłego nietoperza, Billa Gatesa, maszt 5G, reptilianina oraz samolot zostawiający za sobą intensywną białą smugę – zapewne chemitrails.

W pandemii ponosimy konsekwencje braku dialogu Kościoła z ludźmi kultury i nauki, a także nieskutecznej katechizacji

Angelika Szelągowska-Mironiuk

Udostępnij cytat

W moim prywatnym rankingu na najciekawsze i najbardziej godne badawczej uwagi teorie trzecie miejsce zajęłaby ta, zgodnie z którą cała pandemia została wywołana (lub wymyślona) po to, by można było „niezauważenie” montować w Polsce maszty 5G, które powodują raka i wiele innych zabójczych chorób. Srebrny medal przyznałabym przekonaniu, że koronawirus został specjalnie wypuszczony z chińskiego laboratorium w celu przejęcia gospodarczej władzy nad światem i przyćmienia potęgi Stanów Zjednoczonych oraz Rosji. A zwycięzca? Byłoby nim przekonanie, że pandemia naprawdę nie istnieje, to tylko „plandemia”, czyli plan depopulacji i kontroli ludzkości, za którym stoją cyniczny Bill Gates wraz lobby szczepionkowym, mający na celu chipowanie ludzi, wywoływanie u nich bezpłodności i innych chorób.

Szalone teorie spiskowe – nazywane również szurteoriami – nie są oczywiście niczym nowym w historii ludzkości. Co więcej, rozpowszechnienie teorii spiskowych jest zwykle wprost proporcjonalne do obecnego w społeczeństwie niepokoju oraz tempa zmian, których świadkami są obywatele. Analiza fake newsów na temat pandemii pozwala jednak zrozumieć, jakie lęki i obsesje są obecne w danej chwili w społeczeństwie.

Obawa przed chipami w szczepionkach bazuje oczywiście na starych mitach dotyczących szkodliwości szczepień (do których wzmocnienia przyczyniły się między innymi zmyślone wyniki badań Wakefielda, wiążącego szczepienia z autyzmem), wywodzących się z lęku przed naruszeniem bariery ciała i ciałem obcym we własnym organizmie. Działa tutaj również lęk przed utratą kontroli – jedna z największych fobii epoki późnego kapitalizmu. Obawa przed pozbawiającą płodności mocą szczepionek ma zapewne wiele wspólnego z powszechnymi we współczesnym świecie obawami o własne możliwości prokreacyjne – w Polsce już co piąta para zmaga się z niepłodnością (zapisem tego samego lęku jest choćby „Opowieść podręcznej”).

Obawa przed zabójczym 5G wydaje się z kolei wyrazem lęku przed wszechobecnością techniki (z której to, rzecz jasna, powszechnie korzystamy), skażeniem świata i nowotworami, które łączymy (zresztą często słusznie) z zanieczyszczeniem środowiska.

I wreszcie – przekonanie o tym, że uczestniczymy w czymś „większym”, doniosłym, jest zapewne formą radzenia sobie z poczuciem pustki i braku sensu. W świecie, w którym blisko 40 procent osób nie czuje, by ich praca miała sens, wizja uczestniczenia w zaciekłej walce między światowymi imperiami wydaje się całkiem atrakcyjna. Nieprzemyślane, nieoparte na faktach posunięcia rządu potęgują poczucie chaosu i tym bardziej pchają nas w objęcia szalonych, ale ułożonych wytłumaczeń obecnej sytuacji.

Kościół, szkoła, polskie media

Jako katolicy musimy przyznać, że także ludzie naszego Kościoła przyczynili się do promowania antynaukowych poglądów podczas pandemii. Księdzu Chmielewskiemu „zdarzyło się” kazanie o tym, że udawana pandemia ma odciągnąć ludzi od Boga, oddać świat pod władzę Szatana. Wojciech Cejrowski, kontrowersyjny podróżnik, podkreślający przywiązanie do Kościoła, wyraził solidarność z uczestnikami marszu organizowanego przez STOP NOP – głównym hasłem wydarzenia było „Zakończyć plandemię! Dość kłamstw!”. Wzywał również do testowania szczepionek na rządzących.

Kolejną postacią przyznającą się do katolicyzmu (i przez część katolików bardzo podziwianą) oraz wykazującą lekceważące podejście do obostrzeń i danych naukowych, jest najbardziej rozpoznawalna, polska działaczka pro-life Kaja Godek. Zwolenniczka zakazu aborcji posługiwała się na Facebooku argumentem, iż szczepienia nie mogą przynieść nic dobrego, są bowiem wytwarzane ze szczątków płodów po aborcji.

Oprócz opinii pojedynczych osób, antynaukowym poglądom sprzyjają również niektóre katolickie portale. Treści na temat pandemii publikowane przez „Polonia Christiana” – np. o „fałszywej pandemii” czy maseczkach – trudno uznać za rzetelne. Szalenie przykre, gdy członkowie Kościoła ustawiają się w opozycji wobec wiedzy naukowej – wiara i nauka mają przecież inne funkcje, a katolicyzm nie jest wrogiem intelektu (warto przypomnieć ks. Tischnera, który mówił, że „religia jest dla mądrych”).

„Przyklejanie się” wierzących do antynaukowych ruchów nie jest zaczęło się jednak wraz z pojawieniem się nowego wirusa – wielu ludzi Kościoła wierzy choćby w spisek „lobby gejowkiego”, które podstępnie przyczyniło się do wykreślenia homoseksualizmu z listy chorób, czy w to, że papież Franciszek nie jest prawowitym następcą Benedykta XVI.

Obecność takiego rodzaju teorii spiskowych na katolickich stronach czy w kościelnych wspólnotach nie wpływa korzystnie na zaufanie katolików do naukowców w ogóle, ale także obnaża złą (pod niektórymi względami) kondycję intelektualną Kościoła w Polsce. Teraz, w czasie pandemii, ponosimy konsekwencje braku dialogu Kościoła z ludźmi kultury i nauki, a także nieskutecznej katechizacji (zauważyli to w końcu sami biskupi).

Jako wspólnota musimy zdać sobie sprawę, że infodemia, flirt z antyszczepionkowcami, podsycanie wiary w antykościelne spiski mogą być groźne dla zdrowia publicznego, a zatem są przeciwieństwem tak zwanej cywilizacji życia, o której chętnie w Kościele mówimy. Bardzo bym chciała, aby katolickie media zamiast publikować informacje o takich właśnie „sensacyjnych odkryciach” skupiły się na przykład na edukacji – przypomniały, czym jest Przeistoczenie i że owszem, podczas Komunii możliwe jest zarażenie się wirusem, albo że Papieska Akademia Życia zachęca rodziców, by szczepili swoje dzieci.

Oczywiście, nie tylko Kościół dołożył cegiełkę do rozprzestrzeniania się wiary w okołopandemiczne spiski. Zawiódł Kościół, ale zawiodła także szkoła, zawiodły media.

Prawda leży tam, gdzie leży

Nie wiem, czy następne stwierdzenie będzie wyrazem pesymizmu, czy może raczej realizmu – ale sądzę, że nie jesteśmy w stanie zupełnie wyeliminować teorii spiskowych z publicznego dyskursu. Są one na wielu poziomach atrakcyjne: w prosty sposób objaśniają skomplikowany świat; dają poczucie wyjątkowości (czy to nie wspaniałe, że Gates chciałby zarządzać akurat naszym życiem?); zaspokajają potrzebę posiadania sensu i wpasowują się w tak zwaną regułę proporcjonalności, której podlega nasze myślenie. Trudno przyjąć, że pandemia, która tak bardzo zdezorganizowała nasze życie, może nie mieć żadnej spektakularnej przyczyny – a maleńki wirus (mimo wszystko mniej zabójczy niż wiele znanych ludzkości wirusów i bakterii) ot tak wystawił na próbę naszą gospodarkę, system ochrony zdrowia i solidarność społeczną.

Co więcej, wiara w teorie spiskowe pozwala „kanalizować” trudne emocje – lęk o przyszłość czy gniew na to, że straciło się swój biznes, łatwiej znieść, gdy mają one konkretnego adresata – choćby zamożnego Gatesa. Trudno zatem w efektowny sposób zaspokoić wszelkie potrzeby, na które odpowiedzią są szalone teorie – ale sądzę, że odpowiednia edukacja humanistyczna jest w stanie choćby częściowo zapobiec ich rozpowszechnianiu się.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Każdy na zajęciach z języka polskiego potrzebuje nauki weryfikowania źródeł informacji oraz odróżniania argumentów merytorycznych od pozamerytorycznych (nawet studentom przychodzi to niekiedy z trudem). Nasz pruski model nauczania zwyczajnie nie zdaje egzaminu, gdy nie stanowi problemu dotarcie do informacji, ale wyzwaniem jest odcedzanie tych wartościowych od zbiorów sensacji. Uczniowie i studenci potrzebują nie tego, by nauczyciel dyktował im obowiązujące definicje, ale raczej wskazówek, jak radzić sobie w świecie cherry pickingu i fake newsów.

Istotnym zadaniem jest przebudowa mediów – wyeliminowanie sytuacji, w której do debaty o pandemii zaprasza się zarówno osobę z wykształceniem medycznym, jak i piosenkarkę. Taki sposób „dyskusji” często wywołuje w odbiorcach wrażenie, że poglądy wyrażane przez specjalistę i te, które cechują dyletanta, są tak samo uzasadnione, a prawda „leży po środku”. To wypaczone rozumienie demokratyzacji mediów i zaprzeczenie ich misji – dążenie do maksymalizowania zysku dzięki podsycaniu emocji kosztem idzie w parze z szerzeniem antynaukowych bzdur.

Przeczytaj także: Pandemia, religia, fanatyzm

Podziel się

14
4
Wiadomość

Komentarze (9)

W kwestii edukacji ja bym raczej apelowała o stawianie na nauki ścisłe, a przede wszystkim na logikę matematyczną. Argumenty merytoryczne też mogą prowadzić na manowce, jeśli nie rozumie się np. reguł zaprzeczania implikacji…

Zmartwychwstanie, obcowanie świętych i ciało w postaci chleba. Dlaczego w nie wierzymy i co ma do tego Kościół?

W podobny sposób dezawuowano na Zachodzie w latach ’80 przesądy, że HIVem można zarazić się od ukąszenia komara lub u dentysty. Elity wyśmiewały i zawstydzały lud, aż okazało się, że pewien dentysta w Nowym Jorku zaraził ponad 30 swoich pacjentów. Więc jak wiarygodnie ci sami ludzie mają argumentować, że od ukąszenia komara nikt się jednak nie zarazi(?) HIVem?
Otóż uprzedzenia ludzi nie są zupełnie bezpodstawne. Tak, szczepionki niosą ryzyko zdarzeń niepożądanych, ale nie zaszczepienie się prawdopodobnie to ryzyko zwiększa i dlatego lepiej się szczepić. Tymczasem u nas dominuje narracja, że antyszczepionkowcy to kołtuneria. I możliwość przekonywania jest w ten sposób zamykana, ale nie przez lud, a przez elity. Owszem, lepiej, by w debacie brali udział specjaliści, tyle, że debata jest krępowana polityczną poprawnością i wielu specjalistów nie ma siły etycznej temu się oprzeć, będzie milczało w przypadku wątpliwości. Np. czy to prawda, że aborcja po mniej więcej 9 tygodniu zwiększa ryzyko raka piersi? Że farmakologiczne środki antykoncepcyjne mają skutki uboczne? Że średnia długość życia homoseksualnego mężczyzny jest znacząco krótsza? Itd., itp. Stawianie takich pytań może zwichnąć karierę naukową. Więc nic dziwnego, że ludzie sami stawiają takie pytania pokątnie, tyle, że często udzielają na nie nieprofesjonalnych odpowiedzi. Ale to dlatego, że mają słuszne powody nie ufać standardom etycznym elit, że prawda jest dla nich najważniejsza.

O, to też ważna kwestia. Zwracał na nią uwagę także Seth Mnookin w książce „Wirus paniki”. Niestety przemoc jest skuteczna tylko na krótką metę, więc zagłuszanie niewygodnych faktów musi skutkować nieufnością do władz. Z drugiej strony chyba wszystkim nam brakuje cierpliwości do rozległych wywodów z mnóstwem wyjątków i dopisków w nawiasie, chcemy dostawać proste odpowiedzi i wskazówki postępowania. To też pewnie w jakimś stopniu kwestia edukacji, ale także – dojrzałości i odpowiedzialności.

Np. czy to prawda, że aborcja po mniej więcej 9 tygodniu zwiększa ryzyko raka piersi? Że farmakologiczne środki antykoncepcyjne mają skutki uboczne? Że średnia długość życia homoseksualnego mężczyzny jest znacząco krótsza?

Mógłbyś podać jakieś odnośniki do tych badań? Czy są to tematy tak bardzo prześladowane w dyskursie naukowym, że ich badacze boją się publikować w recenzowanych czasopismach? I nie podsyłaj linków do czasopism teologicznych i protestanckich, oszczędźmy sobie zbędnego wysiłku.

Hahahhahaha, panie Piotrze, to jest naprawdę niesamowite! Nie chciał mi Pan pomóc z linkami i sam zrobiłem mały przegląd. Czy to o to badanie Panu chodziło (w przykładzie o „znacząco krótszym życiu homoseksualnych mężczyzn”):

https://academic.oup.com/ije/article/26/3/657/742184?login=true

Sytuacja jest o tyle zabawna, że autorzy tego badania odcinają się od homofobicznej reinterpretacji wyników tych badań. (https://skeptics.stackexchange.com/a/28212).

Ale może o tym nie doczytali na KULu 🙂

Hmmmmm….problem polega na tym, że zarówno wśród naukowców, jak i lekarzy, mamy odmienne zdania na temat zasadności wprowadzanych ograniczeń, na temat śmiertelności tego wirusa itd i są one poparte badaniami. A już jako katolicy, uważam, że zupełnie serio i bardzo na poważnie powinniśmy brać pod uwagę wpływ szatana na dzieje ludzkości. Brać pod uwagę, że on ma zawsze na celu niszczenie człowieka i nic nie stoi na przeszkodzie, aby posługiwał się konkretnymi ludźmi, aby innych niszczyć (posługując się odwiecznymi pokusami władzy, pychą i chciwością)

Pani Angeliko
Jest Pani przekonana, że opanowała naukę weryfikowania źródeł informacji oraz odróżniania argumentów merytorycznych od pozamerytorycznych. A „cóż to jest Prawda” parafrazując klasyka i gdzie można ją znaleźć? W newsach mainstreamu? W publikowanych oświadczeniach organizacji medycznych? Może jest jeszcze jakieś źródło, bo przesympatyczny powstaniec Warszawski na muralu w stolicy też mnie nie przekonuje. Czas pokaże Pani Angeliko. Co jest nonsensem i za co jest złoty medal a za co srebrny. Tylko to już będzie w epoce kiedy medale nie będą miały znaczenia.

Zapewne prawda leży tam gdzie leży tyle, że nie za bardzo wiadomo gdzie to tam jest. Niewątpliwie religia ma ogromny wpływ na nasze postrzeganie świata, weźmy przykład opowieści o Trzech Królach, po głębszej analizie o mędrców ze wschodu się rozchodzi, a prowadzi ich gwiazda, za którą podążają. Nie znają celu podróży, ale wiedzą, że się narodził i trzeba go odnaleźć. I ta gwiazda ich prowadzi. Dzieciak ze zdroworozsądkowym postrzeganiem zauważy, że to jest bez sensu. Spróbuj iść za gwiazdą i się zorientuj, że w jakimś monecie jesteś na miejscu. Nie podzieli się z dorosłym rozterką, bo wie , że tylko sobie nagrabi. Na dobranoc czyta mu mamusia bajeczkę o „Śpiącej Królewnie” pyta, zasnęła na 100 lat? To bajka dziecko, tak na niby, uświadamia go rodzić. Potem w telewizji ogląda program publicystyczny, z udziałem utytułowanych naukowo głów politycznych, które udowadniają rzeczowo sobie wzajemnie, że są idiotami i kłamcami. Jak tu nie uwierzyć w krasnoludki, gwiazdki, wróżki i magiczne dynie w których siedzi Szatan…

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.